Chór Benedictus z Wuppertalu we Lwowie

-a A+

Na rozpoczęcie nowego roku chór Benedictus z Niemiec zaśpiewał podczas mszy świętej w katedrze lwowskiej oraz wystąpił z koncertem kolęd na jej zakończenie, uświetniając okres Bożego Narodzenia.

Chór powstał przy Polskiej Misji Katolickiej w Wuppertalu w Niemczech z inicjatywy dyrygenta Benedykta Frąckiewicza. Powstanie chóru podyktowała potrzeba pielęgnowania języka polskiego, krzewienia kultury polskiej, muzyki i obyczajów zarówno religijnych, jak i świeckich, a także utrzymanie więzi międzyludzkich wśród emigrantów. Zespół chóralny rozpoczął swą działalność od koncertów w kościele macierzystym, a później na terenie Niemiec. Była to pierwsza wizyta chóru we Lwowie. Podczas pobytu we Lwowie chórzyści złożyli wizytę metropolicie lwowskiemu abp Mieczysławowi Mokrzyckiemu w pałacu arcybiskupów łacińskich, obejrzeli muzeum diecezjalne i kaplicę seminaryjną. Na spotkaniu z ks. metropolitą zaśpiewali kolędy oraz złożyli życzenia ks. arcybiskupowi z okazji obchodzonych 1 stycznia imienin.

O udzielenie wywiadu poprosiłam kierownika i dyrygenta chóru Benedykta Frąckiewicza.

Benedykt Frąckiewicz (fot. Aleksander Kuśnierz)

Kiedy powstał chór Benedictus?
Pomysłodawcą był ksiądz Jan Urbanek, proboszcz ówczesnej Polskiej Misji Katolickiej w Wuppertalu. Księża zmieniają się co trzy lata, a nasz ksiądz wszędzie, gdzie pracował, zakładał chór. Idea założenia naszego chóru powstała 18 lat temu. Na początku było około sześć osób i próbowaliśmy śpiewać na dwa-trzy głosy, po czym dosyć szybko zgłosiło się kilkanaście osób.

Czy chórzyści śpiewają jedynie z zamiłowania do muzyki i śpiewu?
Tak, jesteśmy chórem amatorskim.

A Pan?
Jest to mój zawód – muzyk. Śpiewałem kiedyś w dość dobrym chórze w Wejherowie, kiedy mieszkałem w Polsce. Zacząłem tak zwany czwarty wydział, to znaczy wychowanie muzyczne o profilu dyrygenckim. Ale tych studiów nie skończyłem, ponieważ wyjechałem wówczas do Niemiec, gdzie kontynuowałem naukę w kierunku instrumentalnym, ponieważ skończyłem liceum muzyczne gry na klarnecie. Połączenie wszystkich tych studiów umożliwiło mi pracę w tym kierunku i robię to z chęcią.

Fot. Aleksander Kuśnierz

Czy jesteście znani w Niemczech?
Na początku śpiewaliśmy tylko w kościele. Później postanowiłem, że trzeba wyjść z murów kościelnych na zewnątrz. I gdy tylko nadarzały się okazje, występowaliśmy również podczas innych uroczystości świeckich, lub imprez z udziałem chórów polskich i niemieckich. Tym samym otworzyliśmy się i wkrótce zauważono nas. W naszym regionie jesteśmy dość znani i popularni.

W słynnej sali koncertowej Historische Stadthalle podczas świąt Bożego Narodzenia co roku organizowana jest wigilia dla ubogich i bezdomnych. Wolontariusze dbają, by wszyscy otrzymali wigilijny posiłek oraz prezenty, a my śpiewamy podczas tych spotkań.

Kiedyś zorganizowaliśmy koncert kolęd dla Niemców, na początku było zdziwienie, oni nie wiedzieli, co im chcemy zaprezentować. Ten występ przeplataliśmy dosyć rozszerzonym opowiadaniem o polskich tradycjach – od Andrzejek i lania wosku, poprzez Adwent, Wigilię, do tradycji bożonarodzeniowych – dwanaście potraw, opłatek, puste miejsce. Kończyliśmy taki koncert zawsze wspólnym dzieleniem się opłatkiem z publicznością. Niemcy wychodzili wzruszeni ze słowami: „My nic o tym nie wiedzieliśmy!”. A ja miałem poczucie satysfakcji, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Myślę, że obalamy mit o tym, że Polacy to tylko złodzieje. I z tego jestem dumny. Będziemy nadal promować Polskę.

Fot. Aleksander Kuśnierz

Czy w chórze śpiewają tylko Polacy?
Od kilku lat mamy wśród chórzystów dwóch Niemców i jedną Niemkę włoskiego pochodzenia. Jest to pewien ewenement, bo oni nie rozumieją po polsku, może tylko pojedyncze słowa, zdania, ale chcą się uczyć. Jedna z koleżanek chodziła nawet na kursy języka polskiego.

Czyli śpiewają w języku polskim, nie znając polskiego. To fenomenalne…
Tak. Uczą się wymawiać fonetycznie po polsku. Niejedna osoba była zdziwiona, jak wyraźnie jedna z naszych koleżanek wymawia każde słowo. Usta otwiera jak wszyscy nasi chórzyści, więc nikt nie dostrzega różnicy. Jest to jeszcze jeden krok do integracji, również ze strony Niemców.

Czy wyjeżdżacie z koncertami za granicę?
Bardzo lubimy wyjazdy, podczas których integrujemy się. To jest nasz chyba ósmy wyjazd za granicę. W ubiegłym roku byliśmy w Wilnie. Bardzo nam się podobało. Uczestnik naszego chóru Krzysztof Nowacki zaproponował w tym roku Lwów i zorganizował ten wyjazd.
Tak, znamy się z Krzysztofem od wielu lat, jeszcze z wyjazdów na Forum Mediów Polonijnych w Tarnowie.
Dzięki tym kontaktom jesteśmy tutaj. Wszyscy bardzo cieszą się z podobnych wyjazdów, a zwłaszcza nasi chórzyści Niemcy, którzy pytają nas, kiedy znów pojedziemy, gdyż chcą jeździć i przebywać z nami.

Czy jeździcie do Polski?
Dla nas wyjazdy do Polski, do ojczystego kraju mają wielkie znaczenie. Mamy zaprzyjaźniony chór w Tarnowo Podgórnym koło Poznania i robimy wymianę: my do nich, oni do nas. Nocujemy u siebie nawzajem i jesteśmy bardzo zaprzyjaźnieni. Trzykrotnie jeździliśmy na wybrzeże bałtyckie, do tak zwanego małego trójmiasta, do Rumii, na Festiwal Pieśni Religijnej, i tam dwukrotnie zdobywaliśmy nagrody.

Jak wam się śpiewało w katedrze lwowskiej?
Świetnie. W katedrze jest bardzo dobra akustyka. Wszystko było wyważone. Nieraz zdarza się, że dźwięk jakby krąży i tego obawiałem się. Ale tak nie było. Dumni byliśmy, że mieliśmy możliwość zaśpiewać w historycznej katedrze. Kiedyś znajomy ksiądz mi powiedział, że gdy wchodzi do kościoła, odczuwa, że świątynia jest omodlona. I to odczuwaliśmy we Lwowie. Cieszymy się również z tego, że mieliśmy okazję zaśpiewać w pierwszym dniu roku i na dodatek podczas głównej mszy, nazywanej u was „pierwszówką”. Na początku miałem wrażenie trochę jakby dystansu ze strony obecnych, zwłaszcza kiedy zacząłem grać na saksofonie. Ale potem ludzie rozluźnili się i uśmiechając się, klaskali w rytm muzyki. Wydaje mi się, że wszystkim się podobało, i jest to najlepsza zapłata dla wykonawców. Dla nas przeżyciem było także spotkanie z abp Mieczysławem Mokrzyckim w pięknie odnowionym pałacu arcybiskupów łacińskich. O metropolicie lwowskim dużo słyszeliśmy, i było dla nas bardzo ważne usłyszeć z jego ust o historii kościoła na tych ziemiach, o powojennych losach i sytuacji dzisiejszej. Przekonaliśmy się, że nie było łatwo. A do Lwowa chcielibyśmy kiedyś wrócić ponownie.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

***

Wuppertal położony jest niedaleko Düsseldorfu i Kolonii. Wuppertal, w dosłownym tłumaczeniu oznacza „miasto leżące w dolinie rzeki Wupper”. Na mapie miasto istnieje zaledwie od 1929 roku. Powstało z połączenia siedmiu samodzielnych miasteczek, historia założenia których sięga X–XI wieku. Rozkwit miasta nastąpił na przełomie XIX–XX wieku dzięki rzemiosłom, hutnictwu żelaza i przemysłowi włókienniczemu.

Kolejka w Wuppertalu

Najsłynniejsza budowla Wuppertalu, unikalna na skalę światową – kolejka linowa, to ciągnąca się wzdłuż biegu rzeki przez centrum – otwarta w 1901roku. Jak ponad sto lat temu, służy dziś jako publiczny transport miejski. Wagoniki są podwieszone pod szyną, a długość trasy wynosi ponad 13 km. Niemiecki cesarz Wilhelm II odbył próbną jazdę koleją jeszcze przed oficjalnym otwarciem. W 1950 roku doszło do niezwykłego wypadku. Dyrekcja cyrku w celach reklamowych wysłała młodego słonia Tuffi w podróż między przystankami. Słonikowi było za ciasno, zwierzę rozhuśtało wagonik , wybiło ściankę, i kiedy kolej przejeżdżała nad rzeką, spadło do wody. Na szczęście okazało się, że jest tylko lekko ranny. Na pamiątkę tego wydarzenia na ścianie domu w pobliżu rzeki umieszczono wizerunek słonika.

Wizerunek słonia na ścianie domu w Wuppertalu

Drugą wizytówką miasta obok kolejki jest słynny na całym świecie teatr tańca Tanztheater Wuppertal Pina Bausch. Wielka tancerka i choreografka Pina Bausch kierowała tym teatrem ponad 30 lat. To ona odkrywała taniec na nowo, łącząc widowisko, taniec nowoczesny i musical w nową formę ekspresji. Macierzysta scena teatru mieści się w operze w Wuppertalu. W mieście znajduje się również jedna z najpiękniejszych sal koncertowo-konferencyjnych w Europie.

Wuppertal zaznał zniszczeń w czasie II wojny światowej. Mimo to znajduje się w nim 4500 zabytkowych budynków. Znane muzeum sztuki Wuppertalu – Von der Heydt-Museum z imponującym zbiorem obrazów, rzeźb, grafik i fotografii z czasów od XVII wieku do współczesności. Większość z nich to dzieła malarstwa francuskiego z XIX wieku. W mieście znajduje się Muzeum Zegarów, które od czasu otwarcia w latach pięćdziesiątych stało się jednym z najbogatszych zbiorów poświęconych historii pomiaru czasu. Mieści się tu również jeden z najpiękniejszych niemieckich ogrodów zoologicznych.

Anna Gordijewska
Tekst ukazał się w nr 1 (269) 17–30 stycznia 2017

29/12/2007 14:53

Boże Narodzenie 2007

Historia w znaczki wpisana

14/01/2008 07:43

Boże Narodzenie we Lwowie

– Jestem głęboko przekonany, że święta Bożego Narodzenia łączą nas wszystkich – podkreślił w homilii metropolita lwowski kardynał Marian Jaworski, który odprawił Pasterkę w lwowskiej katedrze, gdzie zgromadzili się Polacy, jak również małżeństwa mieszane oraz grekokatolicy, przedstawiciele władz miejscowych i konsulatu generalnego RP we Lwowie.

24/01/2008 18:28

Bukowińskie kolędowanie rodzin w Zawadzie

Dobrze jest dziękować Panu
I opiewać imię twe, o Najwyższy,
Obwieszczać z rana łaskę twoją.
A w nocy wierność twoją,
Na lutni o dziesięciu strunach
I na harfie przy dźwięku cytry.
Księga Psalmów /Ps 92,2-5/
Dziękczynienie za dobrotliwe rządy Boże

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.