„Zapomniani kompozytorzy” we Lwowie

-a A+

We lwowskiej filharmonii 3 lutego zabrzmiały utwory muzyczne „zapomnianych kompozytorów” w wykonaniu Pawła Albińskiego, trzydziestoletniego pianisty z Krakowa.

Publiczność mogła usłyszeć dotąd niewykonywane lub rzadko wykonywane partytury zmarłych już kompozytorów pochodzących z różnych państw świata – Łotwy, Anglii, Kuby czy Portugalii.

Oryginalny repertuar recitalu „Zapomniani kompozytorzy – część 2” pozwala publiczności poznać biografie, historie i twórczość kompozytorów, których dzieła dziś nie są popularne i łatwo dostępne, ale jak podkreśla sam wykonawca, są to udane i wartościowe dzieła.

Pianista starał się oddać wszystkie emocje zawarte w utworach widowni, która uważnie słuchała nowe dla siebie kompozycje muzyki klasycznej. Na półtoragodzinnym recitalu zabrzmiały kompozycje Sergeia Bortkiewicza, Heitora Villa-Lobosy, Franza Vecseya, Edwarda MacDowella, Georga Gershwina, Jānisa Mediņša, Fredericka Deliusa, Lūciji Garūty, Ernesta Lecuony i José Vianna da Motty. Utwory te były popularne w przeszłości, lecz dziś są bardzo rzadko wykonywane na koncertach. Paweł Albiński wykonał wszystkie utwory bezbłędnie z pamięci, bez pomocy nut, co zasługuje na wielkie uznanie dla jego kunsztu.
O cyklu recitali „Zapomniani kompozytorzy” z wykonawcą utworów Pawłem Albińskim rozmawiał Aleksander Kuśnierz.

Skąd się wziął pomysł na taki oryginalny projekt?
Zrodził się projekt kilka lat temu, na początku miał to być tylko jeden koncert z programem opartym na utworach zapomnianych i mniej znanych kompozytorów. Już dawno znalazłem te dzieła i byłem nimi zafascynowany, zafascynowany ich wartością, zafascynowany ich jakością napisania. Byłem zdumiony, że tak rzadko są wykonywane, o ile w ogóle są. Postanowiłem ich się nauczyć na pamięć. W 2013 roku wystąpiłem z pierwszym koncertem, udał się, został przyjęty z wielką aprobatą wśród publiczności i muzykologów. Postanowiłem kontynuować tę inicjatywę. Stąd kilka następnych koncertów w różnych już miejscach z cyklu „zapomniani kompozytorzy”, gdzie już mogłem pokazać coraz to nowe dzieła na scenie.

Dziś została zagrana druga część koncertu. Mam nadzieję, że niebawem będzie i trzecia część. No i w trzeciej części będą już nowi odnalezieni kompozytorzy, inny repertuar, inny program. Będą też inne dzieła porzucone przez historię jak również dzieła które tutaj w filharmonii lwowskiej mogą zabrzmieć po raz pierwszy.

Paweł Albiński (fot. Aleksander Kuśnierz)

Skąd się wzięły te utwory w pańskim repertuarze i co sprawiły, że właśnie one przypadły Panu do gustu?
To bardzo długa historia jak znalazłem zapomnianych kompozytorów. Generalnie można je znaleźć przez dedykacje do znanych kompozytorów. Środowisko muzyczne obraca się w swoich kręgach muzycznych i wymienia się własnymi doświadczeniami muzycznymi, historia ludzka nagradza tych których teraz znamy. Są również kompozytorzy których dziś już nie pamiętamy, a byli znani w swoich czasach, komponowali równie udane i wartościowe dzieła. Po dedykacji Rachmaninowa można dotrzeć do kompozytorów Medtnera, po dedykacji Deliusa angielskiej muzyki do powiedzmy Elgara, w związku z tym jest tego bardzo wiele i można tak powiedzieć, po nitce do kłębka dochodzi się tez do tych mniej znanych kompozytorów.

Grał Pan bez nut.
Dzisiaj miałem recital półtoragodzinny z przerwą, wszystko zagrałem z pamięci, to prawda. Zapamiętać wszystkie utwory to na pewno jest czas nauki, naprawdę długo się ich uczyłem, jest tez trema podczas ich wykonania, żeby nie zapomnieć tekstu, może to się każdemu zdarzyć, muszę się jeszcze dużo nauczyć, bo będę przez całe życie się uczyć gry na fortepianie, jak każdy pianista. Cieszę się, że udało, że zrealizowałem to wszystko co ja sam przed sobą zaplanowałem wykonując te utwory, a przyznam też szczerze, że w niektórych przypadkach i w niektórych utworach gra z pamięci jest łatwiejsza. Nie sposób czasami czytać nuty i obserwować klawiaturę, czasami wszystko dzieje się tak szybko, że pamięć tylko pomaga.

Utwory pochodziły z całego świata, jak się udało połączyć je w jeden koncert?
Ideą dzisiejszego koncertu było zestawienie kompozytorów pochodzących z różnych państw i tym sposobem znalazły się preludia Fredericka Deliusa z Anglii, znalazło się preludium Jānisa Mediņša, Lūciji Garūty z Łotwy, muzyka Kubańska Ernesto Lecuony, muzyka z Portugalii José Vianna da Motty. Chciałem pokazać publiczności jak różne style, różne harmonie i różne emocje wyzwala muzyka skomponowana w różnych częściach geograficznych. Stąd też pomysł aby na jednym koncercie te wszystkie utwory zestawić, oczywiście zestawić też w taki sposób żeby nie drażniło to słuchacza. Niektórych stylów może nie powinno się łączyć na jednym koncercie, bo to są emocje, czasami się one krzyżują, czasami nie zawsze pozytywnie. Obserwowałem publiczność, cieszę się że podobał się im mój pomysł, bo to też jest zawsze ryzyko i myśl iż że może ten program powinienem jakoś inaczej skonstruować. Bardzo polubiłem koncerty tutaj i publiczność która tutaj bardzo uważnie słucha to jak gram i potrafi usłyszeć te wszystkie emocje i takie delikatne smaczki muzyczne, które staram się pokazać na ile jestem w stanie, to sama przyjemność grać tutaj.

Czy wykonuje Pan utwory lwowskich kompozytorów Mieczysława i Adama Sołtysów?
Kompozytorów Mieczysława i Adama Sołtysów znam, znam też innych kompozytorów lwowskich, jednak jest pewien problem z dostępnością nut, zostały one albo po części zatracone, albo zagubione. Prawdą jest, że nie są te nazwiska znane zwłaszcza w Polsce. Jestem bardzo otwarty na ich twórczość i chciałbym ich poznać, jeśli tylko będzie taka możliwość. Myślę że to jest bardzo wartościowa i cenna muzyka, to jest też jeden z przykładów osób pokrzywdzonych przez historię.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiał Aleksander Kuśnierz
Tekst ukazał się w nr 3 (247) 16-29 lutego 2016

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.