Zrobimy film o obronie Lwowa

-a A+

We wrześniu 1939 r. Lwów bronił się skutecznie przez dziesięć dni. I zapewne walka mogła trwać dłużej, ale w obliczu dramatycznie przeważających sił wroga – Niemców od zachodu i Sowietów od wschodu – dowódca, gen. Władysław Langner, postanowił się poddać.

Co doprowadziło do dramatu, bo skapitulował przed Sowietami, a ci wymordowali później prawie wszystkich polskich oficerów. Fundacja Joachima Lelewela i redakcja Kuriera Galicyjskiego pracują nad fabularyzowanym filmem dokumentalnym na ten temat. Takim, w którym wypowiedzą się historycy polscy oraz ukraińscy, a może i niemieccy oraz rosyjscy; pokazane zostaną zdjęcia archiwalne i dokumenty; zaprezentowane zostaną zrekonstruowane sceny tamtych wydarzeń.

Dziesięć dni walki
Z pozoru wszystko dziś wiadomo. 10 września ulicą Gródecką pod Lwów podeszli Niemcy. Stojący tam polscy żołnierze, uzbrojeni w działa 75 mm, skutecznie odparli atak. Przez kolejne dni odpierane były kolejne ataki.

Trzeba przy tym mieć świadomość, że do Lwowa ściągały kolejne polskie oddziały. Dowództwo obrony dysponowało coraz większymi siłami. Głównym problemem była skromna obrona przeciwlotnicza; na tym obszarze nie funkcjonowała ani jedna eskadra myśliwska, a armat przeciwlotniczych nie było za wiele. Tym niemniej właśnie do Lwowa przybywały kolejne bataliony piechoty, szwadrony kawalerii i baterie artylerii, a nawet pociągi pancerne.

Istniała też szansa przebicia się dużych jednostek gen. Kazimierza Sosnkowskiego, a także jednej z dwóch polskich jednostek zmotoryzowanych – 10 Brygady Kawalerii pułkownika Stanisława Maczka.

Dziś można spekulować, co by się stało, gdyby Sowieci nie zaatakowali. Zgodnie z rozkazem marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego tworzona była obrona tzw. Przedmościa Rumuńskiego. Zamysł naczelnego wodza był prosty: dotrwać do ataku francusko-brytyjskiego. Była na to jakaś szansa, bo Niemcy mieli bardzo rozciągnięte linie komunikacyjne, a w centralnej Polsce wciąż znajdowały się spore nasze siły.

Ale wszystko zmieniło się 17 września. Rozkaz marszałka był jasny: „z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony lub próby rozbrojenia oddziałów”. Do niektórych nie dotarł lub go nie posłuchali. Walczyły strażnice KOP, jeden dzień broniło się Wilno, trzy dni – Grodno, miały miejsce spore bitwy pod Kodziowcami i Szackiem. Lwów na pewno mógł się bronić, choć koniec i tak był oczywisty: polscy żołnierze musieli przegrać. Tyle, że gen. Langner podjął decyzję szybko i chyba zupełnie bez przemyślenia. Bo Sowieci zgodzili się na wszystko, czego zażądał i dali wszystkie gwarancje, jakich się domagał – w tym wyjścia polskich oficerów do Rumunii lub na Węgry. I te gwarancje natychmiast złamali.

Co pokażemy
Jesteśmy w kontakcie z historykami. Prof. Wojciech Włodarkiewicz jest autorem kilku kluczowych książek, jak „Obrona Lwowa”, „Przedmoście rumuńskie”, „Lwów 1939”. Prof. Czesław Grzelak zaś – takich pozycji jak „Kresy w czerwieni”. Rozmawialiśmy z historykami ukraińskimi i możemy liczyć na ich pomoc. Mamy zgromadzone materiały historyczne, które mogą zapewnić, że film będzie oparty o fakty. Oczywiście, nie wszystko wiemy; zagadkowe losy gen. Langnera, który jako jedyny wydostał się spod okupacji sowieckiej (zawieziono go na rozmowy do Moskwy, potem wrócił do Lwowa i wyjechał do Rumunii) nie dadzą się wyjaśnić bez dostępu do archiwów rosyjskich, a to, niestety, obecnie jest niemożliwe.

Zamierzamy pokazać nie tylko przebieg walk i kluczowe wydarzenia między 10 i 22 września, ale też sytuację ludności i zachowanie jej przedstawicieli, także Ukraińców. Przypomnimy list pasterski metropolity grekokatolickiego Andrija Szeptyckiego, który wzywał do wspólnej walki z Niemcami oraz wystąpienie w Sejmie wicemarszałka izby Wasyla Mudrego, lidera największej ukraińskiej partii UNDO, który zapewniał, że Ukraińcy wesprą Polaków w ich walce.

Ważnym elementem filmu mają być zdjęcia rekonstrukcyjne. Oczywiście, dzisiejszy Lwów jest inny niż ten z 1939 r., choć akurat stara część miasta zachowała się idealnie. Wciąż istnieją budynki, ważne dla naszej opowieści, jak np. dawna siedziba Dowództwa Okręgu Korpusu VI na pl. Bernardyńskim (obecnie Płoszcza Soborna), dość niepozorny i niespecjalnie ładny budynek, który znajduje się pomiędzy ulicami Łyczakowską i Piekarską. Natomiast zupełnie inaczej wygląda ul. Gródecka (Horodocka), w miejscu, gdzie przed wojną kończyło się miasto. Niemieckie natarcie będzie musiało zostać nakręcone zupełnie gdzie indziej. Szukamy domu w Winnikach pod Lwowem, gdzie została podpisana kapitulacja. Tam zachowało się trochę starych budynków, więc może się uda…

Najważniejsze – pieniądze
Na razie wspólnie z Januszem Petelskim (m.in. współscenarzysta serialu „1920. Wojna i miłość”, a także niektórych odcinków seriali „Ojciec Mateusz” i „Komisarz Alex”, II reżyser „Syberiady Polskiej”) piszemy scenariusz. Jest już na ukończeniu. I to jest podstawa do dalszych działań. Będziemy mogli stwierdzić, jakie sceny rekonstrukcyjne chcemy nakręcić.

Równolegle trwa praca badawcza – szukamy ludzi i dokumentów, zdjęć i filmów. Są w Internecie dostępne zdjęcia spotkań polskich i niemieckich parlamentarzystów, nie ma fotografii Polaków z Sowietami, ani podpisania kapitulacji, choć na pewno ktoś tam zdjęcia robił. Są liczne zdjęcia z wkroczenia Sowietów do Lwowa i ich defilady. Pracujemy dalej. Chcemy też przejrzeć gazety z września 1939, zarówno polskie, jak i ukraińskie. To dość żmudna, ale konieczna praca.

Żeby to wszystko zrobić, konieczne są jednak pieniądze – i to spore, bo co najmniej 250 tys. zł. Z naszych doświadczeń z prac nad filmem „Krew na bruku. Grodno 1939” o obronie Grodna w 1939 r. (zwiastun można znaleźć na YouTube), bez płac aktorów (w tamtym filmie występowali jedynie rekonstruktorzy, tu potrzebni są też aktorzy) jeden dzień zdjęciowy to minimum 20 tys. zł. A jeśli w scenie mają „grać” pojazdy, np. czołgi, to trzeba je dowieźć! Oczywiście, czołgów przez granicę nie przewieziemy, więc sceny z okolic podmiejskich trzeba nakręcić w Polsce. Sporo kosztują też filmy archiwalne, nie mówiąc już o niezbędnych efektach komputerowych.

Powstała facebookowa strona filmu – https://www.facebook.com/LWOW1939/ – i cieszy się sporym zainteresowaniem. Już otrzymaliśmy liczne propozycje udziału grup rekonstrukcyjnych – dziękujemy! Pojawiły się też cenne informacje o żyjących uczestnikach walk o Lwów. I interesujące komentarze. Wkrótce zapewne rozpoczniemy zbiórkę publiczną. Wszystkich zainteresowanych prosimy o kontakt, albo do redakcji Kuriera Galicyjskiego, albo do Fundacji Joachima Lelewela: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Piotr Kościński
Tekst ukazał się w nr 4 (296) 28 lutego – 12 marca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.