Festiwal ukraińskich filmów w Warszawie

-a A+

W czasie, gdy lwowianie delektowali się polskim filmem, warszawiacy mogli zapoznać się z ukraińską propozycją filmową. W Warszawie odbył się 2. Festiwal Filmowy Ukraina, na którym zaprezentowano ponad 20 filmów fabularnych i dokumentalnych.

Festiwal rozpoczął się koncertem zespołu OY Sound System założonego przez Marka Hałanewycza, wokalistę formacji Dakha Brakha. Nie był to jedyny akcent muzyczny – ostatni pokaz z kolei komedii z 1929 roku „Cwaniaczek” (oryg. Szkurnyk) Nikołaja Szpikowskiego został wzbogacony o występ polskiego muzyka i kompozytora, Marcina Pukaluka.

Zaprezentowano filmy zarówno ukraińskie, jak i zrealizowane w koprodukcji. Istotną część pokazanych tytułów stanowiły dokumenty. Z rozmów w kuluarach można było wywnioskować, że publiczności częściej podobały się właśnie projekcje niefabularnych filmów. Za najlepszy widzowie wybrali „Federacja Rosyjska vs. Oleg Sencow” (oryg. Proces) Askolda Kurowa, przejmującą historię krymskiego reżysera i aktywisty, który w sfingowanym procesie otrzymał wyrok 20 lat kolonii karnej. Innym filmem poruszającym temat okupowanego Krymu był polsko-ukraiński „Kiedy ten wiatr ustanie?” w reżyserii Polki, Anieli Gabryel.

Ze szczególnym zainteresowaniem spotkały się między innymi „Gniazdo turkawki” (org. Hnizdo horłyci) i spotkanie z odtwórczynią głównej roli, Rymmą Zubiną, „Moja babcia Funny Kaplan” w reżyserii Ołeny Demianenko, „Encyklopedia Majdanu” – zestaw krótkometrażowych filmów o Majdanie, czy „Bliskie relacje” (oryg. Ridni) Witalija Manskiego, filmu w koprodukcji Litwy, Niemiec, Estonii i Ukrainy poświęconego pewnej, pokazanej w okresie po aneksji Krymu, rodzinie rozrzuconej po całej Ukrainie.

Organizatorem była Fundacja Luna Plus. Festiwal trwał w dniach od 4 do 8 października 2018 roku w warszawskim kinie Luna.

Fot. Wojciech Jankowski

Rozmowa z Beatą Bierońską-Lach, dyrektor festiwalu

Jak doszło do tego, że w Warszawie odbywa się festiwal ukraińskiego kina?
Jak można nie robić festiwalu ukraińskiego, skoro tylu Ukraińców mieszka w Warszawie. To największa grupa cudzoziemców w naszym mieście. Pierwsza edycja odbyła się w zeszłym roku w kinie Iluzjon. Spotykamy się z nimi na każdym kroku, w sklepie, w metrze. Ukraińcy stają się naszymi przyjaciółmi. Natomiast za mało znamy kulturę ukraińską, a tym bardziej film ukraiński. Do szerokiej dystrybucji, z tego co wiem trafiło tylko „Plemię” Mirosława Słaboszpyckiego. Bardzo żałuję, że nie możemy innych filmów ukraińskich zobaczyć w kinach. Miedzy innymi po to jest ten festiwal, by przybliżyć kino ukraińskie.

W jaki sposób przeprowadzono dobór filmów?
Staraliśmy się pokazać te filmy, które powstały po Majdanie, pokazać Ukrainę współczesną. Zeszłoroczna edycja była ogólnym przybliżeniem kina ukraińskiego Polakom, którzy nie znają nawet tych głośnych filmów. Dlatego pokazaliśmy „Cienie zapomnianych przodków”, ale też filmy znane z lat ostatnich, bo gdyby zapytać przeciętnego przechodnia w Warszawie (próbowaliśmy to robić) „znacie jakieś filmy ukraińskie?”. Odpowiedź brzmiała „yyy, nie!”, „a reżyserów znacie?” – też nie, więc ten festiwal jest potrzebny.

To zapewne przypadek. Wie Pani, że we Lwowie odbywa się właśnie przegląd filmów polskich?
Wiem, wiem… może to przypadek, a może tak miało być? [śmiech].

Czy będzie Pani starać się kontynuować to przedsięwzięcie?
Na pewno będziemy robić festiwal w przyszłym roku. Będziemy zastanawiać się nad terminem. Myślę, że zrobimy to po Warszawskim Festiwalu Filmowym [największy przegląd filmów z całego świata w Polsce – red.], bo mamy kłopot z dostaniem wszystkich filmów, które chcielibyśmy pokazać, ponieważ mają swoją premierę na wspomnianym WFF, gdyż jest to duży festiwal w kategorii A, a my jesteśmy na razie raczkującym wydarzeniem filmowym. Mamy nadzieję, że uda nam się go w przyszłości rozszerzyć. Mamy taką propozycję i w Lublinie i w Krakowie. Myślę, że odbędzie się w Warszawie, Krakowie i Lublinie.

Jest Pani zadowolona z zainteresowania publiczności warszawskiej?
W zeszłym roku mieliśmy większą publiczność. Nie jest źle, ale liczyłam na większe zainteresowanie, mimo tego, że jesteśmy szeroko w mediach, w Internecie. Zastanawiam się, czy nie jest to związane z tym, że tematyka Ukrainy nie jest już tak nośnym tematem w Polsce. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że na Ukrainie jest wojna. Temat nie jest już tak często komentowany w mediach, jak w zeszłym roku.

Dziękuję za rozmowę!

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 19 (287) 17-30 października 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.