aktualności

Grant Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki w Instytucie Slawistyki PAN

24/04/2017 11:02

Projekt „Mowa polska na Bukowinie Karpackiej. Dokumentacja znikającego dziedzictwa kulturowego” finansowany jest w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „Narodowy Program Rozwoju Humanistyki” w latach 2015–2018, nr 1bH 15 0354 83.

Rola prezydenta RP – to łączność Polaków na świecie

23/04/2017 10:58

Cztery transporty z pomocą trafiły do Polaków na Ukrainie i na Litwie w ramach akcji współorganizowanej przez kancelarię prezydenta i Polonię na Zachodzie.

SBU wyjawiła wszystkich organizatorów antypolskich prowokacji na Ziemi Lwowskiej

19/04/2017 10:49

- Wszyscy organizatorzy antypolskich prowokacji w obw. lwowskim, które miały miejsce 29 marca, zostali zatrzymani, a kierujący akcjami i ich mocodawcy wyjawieni. Rosyjskie służby specjalne długo będą wspominały krach tej operacji – powiadomił o sukcesie SBU jej szef w obw. lwowskim Wiktor Andrejczuk.

Apel Kościołów w obronie Lwowa

19/04/2017 10:27

Boli, kiedy w obliczu wojny trwającej na wschodzie, na zachodzie kraju trwa inna „wojna”, której zakładnikami stało się blisko milion mieszkańców Lwowa i gości naszego miasta. Bardzo niepokoi, że zamiast pomocy bliźniemu prowadzona jest ekologiczna blokada Lwowa, która dzisiaj osiągnęła apogeum, zagrażając życiu i zdrowiu ludzi  – piszą sygnatariusze apelu do Narodowej Rady Kościołów.

Wielkanoc we Lwowie

18/04/2017 12:49

- Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa to rewolucja miłości – powiedział arcybiskup Mieczysław Mokrzycki w katedrze lwowskiej 16 kwietnia podczas mszy św. w Niedzielę Zmartwychwstania Pańskiego.

Ważne spotkanie w Kijowie

17/04/2017 08:12

11 kwietnia w Kijowie odbyło się XXVI spotkanie komitetu konsultacyjnego przy prezydencie Polski i Ukrainy. Przewodniczyli mu zastępca szefa administracji Petra Poroszenki – Kostiantyn Jelisiejew oraz szef gabinetu Andrzeja Dudy – Krzysztof Szczerski.

publicystyka

O człowieku, który ukradł głowę Lenina

21/04/2017 10:45

„Dokładnie o trzeciej w nocy Czmotanow naciągnął na twarz maskę z pochłaniaczem i otworzył pojemnik z gazem usypiającym. W podziemiu rozległo się syczenie.

Policja Państwowa w woj. lwowskim w latach 1919–1939

20/04/2017 10:37

Policję Państwową utworzono na mocy ustawy z dnia 24 lipca 1919 roku, nadając jej jednocześnie odpowiednią strukturę organizacyjną.

Wiktoria Leszczyńska

19/04/2017 10:30

Wiktoria Leszczyńska

Znane polskie rody na wschodzie Rzeczypospolitej: Skibniewscy

18/04/2017 10:18

Na olbrzymich przestrzeniach obw. chmielnickiego, które historycznie wchodziły w skład województw Podolskiego i Wołyńskiego I Rzeczypospolitej, leży wiele zapomnianych lub mało znanych rezydencji polskich rodów. Jedną z nich jest rodzina Skibniewskich, herbu Ślepowron.

Dawne kościoły i klasztory przedwojennego dekanatu kąkolnickiego. Część I

17/04/2017 06:35

Początki organizacji dekanalnej w archidiecezji lwowskiej obrządku łacińskiego sięgają 1593 roku, kiedy to arcybiskup Jan Dymitr Solikowski na synodzie przeprowadził podział terytorium.

Kościół Matki Bożej Ostrobramskiej. Część I

17/04/2017 06:26

Kościół pw. Matki Bożej Ostrobramskiej na Górnym Łyczakowie już od czasu powstania zamiaru jego budowy miał mieć charakter wotywny i symboliczny.

Ksiądz Bazyli Zahajewicz – ukraiński obrońca polskiej społeczności

17/04/2017 06:22

Umilkły głosy dyskusji wywołane premierą filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego.

Tadżykistan. Część trzecia: Przekraczanie blokady a sprawa ukraińska

-a A+

Na południowym zachodzie Kirgistanu drogi z trzech przejść granicznych z Tadżykistanem i Chinami schodzą się w miejscowości Sary Tasz, łączą się w jedną i prowadzą dalej w głąb kraju. Jest to jedna-jedyna droga, z której można skorzystać. I tę właśnie drogę zablokowano.

Krewni, znajomi i ziomkowie kirgiskiego polityka Achmatbeka Keldibekowa, którego wsadzono do więzienia za korupcję, rozstawili jurty, zrobili zasieki, usypali hałdy na drodze i domagali się jego uwolnienia. Zanim zamknięto pana Keldibekowa zdążył on zgromadzić spory majątek, z którego można było opłacić wstawiających się za nim ludzi i sprawić by nacisk na władze był większy. Protestujący mieli zapewnione wyżywienie oraz alkohol, a wieczorem wystawiano telebim, na którym oglądano mecze Mistrzostw Świata z piłki nożnej. Byłby to całkiem przyjemny wiejski festyn, gdyby nie fakt, że odcięto od świata spory kawałek kraju, a transport międzynarodowy praktycznie zamarł i protest każdego dnia przynosił straty kirgiskiej gospodarce.

Wyjeżdżając z Kirgistanu wiedzieliśmy o blokadzie, ale założyliśmy, że w ciągu dwóch tygodni, które planowaliśmy spędzić w Tadżykistanie, skończą się pieniądze i blokada zniknie. W Murgabie - ostatnim dużym mieście po stronie tadżyckiej dowiedzieliśmy się, że protest trwa, ale turyści mogą liczyć na specjalne względy i blokadę można ominąć. Ruszyliśmy więc na północ z myślą, że będziemy martwić się na miejscu. Nie mieliśmy zresztą innego wyjścia, bo innej drogi nie było.

Trasa z Murgab na granicę kirgisko - tadżycką wiedzie przez prawie odludne tereny. W najwyższym punkcie na przełęczy Ak Baital osiąga wysokość 4655 m. n.p.m. Wzdłuż drogi ciągnie się surrealistyczny płot - tak zwana „sistiema”- wybudowany jeszcze w czasach Związku Radzieckiego dla ochrony przed ewentualnymi nielegalnymi chińskimi emigrantami. Ciężko uwierzyć, by ktoś chciał uciekać do Związku Radzieckiego, do tego na wysokości ponad 3000 metrów ale nie takie absurdy powstawały w Kraju Rad.

Jechaliśmy więc podziwiając góry i jedyną rzeczą, która wywoływała lekki niepokój był kompletny brak jakichkolwiek pojazdów jadących z naprzeciwka. Wzięty na stopa pasterz jaków, który do swojej wioski miał 40 kilometrów i czekał na okazję pośrodku niczego, powiedział, że jesteśmy pierwszym samochodem, który tego dnia jechał tą drogą. To też oczywiście nastroiło nas pozytywnie.

Wioska Karakul położona nad jeziorem o tej samej nazwie (Fot. Maria Kowalska)

Wioska, do której zawieźliśmy pasterza nazywa się Karakul i leży nad jeziorem o tej samej nazwie. Powstało ono w wyniku uderzenia meteorytu i jest jednym z najwyżej położonych na świecie zbiorników wodnych; nie ma w nim praktycznie żadnego życia gdyż wody są zbyt słone. Wszystko wokół – jezioro, wioska, ciągnący się kilometrami płot i okoliczne góry wyglądają nierzeczywiście. Jadąc tamtędy ma się wrażenie przebywania w innym świecie, na innej planecie. Gdyby nagle z jeziora wyszedł smok albo ufoludki – w ogóle bym się nie zdziwiła – pasowałyby idealnie do okolicy. Przejście graniczne po stronie Tadżykistanu - Kyzyl Art - również jest lekko nierealne. Nieodłączne zeszyciki z rubryczkami zapełnia się w barakach stojących na 4200 metrów n.p.m., a świat wokół wygląda jak scenografia do filmów science fiction, których akcja rozgrywa się na Marsie.

Kirgiski posterunek leży już w bardziej przyjaznym dla człowieka miejscu – w niewielkiej dolinie, otoczony zielonymi górami. Tam dowiedzieliśmy się, że blokada trwa w najlepsze, ale faktycznie, turystów przepuszczają. Zaopatrzeni w krzepiące informacje zatrzymaliśmy się na nocleg w Sary Tasz - mieście gdzie zbiegają się wspomniane drogi z trzech przejść granicznych i mieście, które od ponad 3 tygodni było pozbawione dostaw z głębi kraju. Paliwo do naszego samochodu kupowaliśmy więc od pana, którego znał jakiś pan, którego polecił nam inny pan, którego poznaliśmy na stacji benzynowej, gdzie paliwa nie było… Ostatni pan z tego łańcuszka posiadał bowiem dwa tiry z dużymi pełnymi zbiornikami. To jest piękne w takich krajach jak Kirgistan – niby jest problem (nie ma paliwa), ale jak się człowiek popyta, pochodzi, podzwoni, poprosi nawet niekoniecznie zapłaci – to problem znika. Wschód jest zdecydowanie bardziej ludzki.

Kiedy tak przelewaliśmy paliwo z tira do wiadra, a z wiadra do naszego samochodu pojawiła się pani Asylby i złoty blask odbił się od plandeki tira – uśmiechnięta, przemiła staruszka poprosiła nas by ją podwieźć następnego dnia 40 kilometrów. Nie ma problemu, podwieziemy.

Widok o poranku – Sary Tasz (Fot. Maria Kowalska)

Rano babcia Asylby, siedząc już wygodnie w naszym samochodzie, zapowiedziała, że jednak jedzie z nami do końca i pomoże nam przejechać blokadę, bo ma tam krewnego. Jechaliśmy dłuższą chwilę i już zaczęliśmy wątpić czy blokada jeszcze trwa, ale na szczęście nie rozczarowaliśmy – blokada była.

Podzieliliśmy się na kilka grup operacyjnych. Jedna pilnowała samochodu i dezinformowała wroga, druga poszła sprawdzić możliwość objechania jurt naturalnie stworzonym objazdem a trzecia - reprezentacyjna składająca się z babci Asylby, mnie i ładnej jasnowłosej koleżanki poszła pertraktować w jurcie ze sztabem zezwolenie na przejazd. Już na wstępie dowiedziałyśmy się, że Polaków nie puszczają, bo Polacy wspierają zachodnią Ukrainę. Ale przepuszczą nas jeśli zadzwonimy do polskiego ministra spraw zagranicznych i poinformujemy go, że jesteśmy zakładnikami. On ma potem skontaktować się z ministerstwem spraw zagranicznych w Kirgistanie, a urzędnicy kirgiscy zadzwonić na blokadę i dopiero po umiędzynarodowieniu sprawy Keldibekowa będziemy mogli przejechać.

Nie uwierzono w moje zapewnienia, że nie posiadam telefonu do ministra Sikorskiego. A deklaracja, że nie czuję się zakładnikiem sprawiła, że zaproponowano nam darmowe wyżywienie, napoje i obiecano wypuścić po 24 godzinach. Potem zaproponowano, że jeśli się zgodzę wydać za mąż moją jasnowłosą koleżankę za jednego z działaczy, reszta będzie mogła przejechać. Oczywiście zgodziłam się, bo koleżanka swoje lata już ma i nie może wybrzydzać z ofertami małżeństwa, ale z układu nic nie wyszło, bo nagle wybuchło zamieszanie. Okazało się, że gdy my negocjowałyśmy ze sztabem pozostałe grupy operacyjne przedarły się przez niestrzeżone zasieki i przejechały przez blokadę. Ruszyłyśmy więc za naszym samochodem z babcią Asylby na czele, która wiodła nas przez barykady prawie jak Wolność z obrazu Delacroix. Podekscytowani, szczęśliwi i wolni, choć bez męża Kirgiza, ruszyliśmy w stronę Oszu. Była to nasza ostatnia przygoda podczas wyprawy do Tadżykistanu. Trzy dni później Keldibekow zwrócił się do swoich popleczników o zaprzestanie protestu i droga po 27 dniach została otwarta.

Choć blokady już nie ma i tak warto wybrać się do Tadżykistanu. Nigdzie indziej nie spotkałam tak dobrych, przyjaźnie nastawionych ludzi. Nigdzie indziej nie ma takich widoków jak w Pamirze. I nigdzie indziej picie herbaty nie daje tyle frajdy jak w tadżyckich czajchanach. Śpieszcie się jechać do Tadżykistanu, bo takie miejsca i ludzie szybko odchodzą.

Maria Kowalska
Tekst ukazał się w nr 14-15 (210-211) za 19-28 sierpnia 2014

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.