Pod lwem i koroną

-a A+

W historii stanisławowskich aptek można prześledzić pewną interesującą zależność. Jeżeli apteka już została otwarta, to nic nie było w stanie jej zniszczyć. Zmieniali się właściciele, miejsca lokalizacji, ale nazwa i tradycje farmaceutyczne pozostawały niezmienne. Niektóre z nich, powstałe przed wielu, wielu laty działają do dziś.

Pod niczym
13 października 1912 roku „Kurier Stanisławowski” zawiadamiał swoich czytelników, że w mieście została otwarta nowa, już szósta, apteka. „Pan Zygmunt Teodorowicz otworzył aptekę przy ul. Sedelmajerowskiej, koło browaru”. Dawna Sedelmajerowska to obecna Nowogrodzka, ale zakład mieścił się tam niedługo.

W księdze adresowej z roku 1926 możemy przeczytać, że apteka p. Teodorowicza mieści się w budynku nr 20 przy ul. Halickiej. Obecnie tej kamienicy już nie ma – została rozebrana pod nowy plac przed obecnym Domem Towarowym. Jednak i tam apteka nie przetrzymała długo. W 1929 roku przeniosła się znów na Sapieżyńską (ob. Niezależności 12), gdzie zajęła całe piętro kasyna mieszczańskiego. Tu już działała przez długie lata.

Ormiańska rodzina Teodorowiczów mieszkała w Stanisławowie od końca XVII wieku. Po zajęciu Kamieńca Podolskiego przez Turków przeniosła się na Pokucie. Teodorowiczowie rozwinęli działalność i wymogli na cesarzu potwierdzenie swego dawnego szlachectwa.

Apteka ta stała się szybko bardzo popularna, bowiem mieściła się przy głównej ulicy miasta. W latach 30. aptekę wydzierżawili bracia Jan i Wilhelm Miki, słynący z perfum własnej produkcji. Przed wojną w tej aptece pracował ojciec znanego kronikarza stanisławowskiego Tadeusza Olszańskiego. Oto, co pisze: „Ojciec… stanąwszy do spółki ze swoim przyjacielem, znanym farmaceutą Zygmuntem Teodorowiczem, na zapleczu jego apteki „Pod srebrnym orłem” urządzili laboratorium, gdzie prowadzono analizy medyczne. Apteka leżała na drugim rogu ul. Sapieżyńskiej po przekątnej, dosłownie – dwa kroki. Ojciec miał blisko do laboratorium, które stało się jego nową pasją. Gdy zakończył ślipać nad mikroskopem, szedł na piętro tegoż budynku: było tam Kasyno Oficerskie, gdzie ojciec spotykał się z przyjaciółmi i grał w brydża…”.

Pan Tadeusz pomylił nieco nazwę apteki. Teodorowicz w ogóle nie nazwał swego zakładu. Był to pierwszy i jedyny przypadek w historii starego Stanisławowa.

Po wojnie apteka otrzymała nazwę, a właściwie numer – „4”. Działała ona do 2012 roku, aż przekształciła się w… cukiernię.

Pod lwem
W sprawozdaniach rosyjskiej policji z roku 1916 odnotowano, że w Stanisławowie naliczono 7 aptek. Podobno, ostatnia z nich powstała w okresie rosyjskiej okupacji. Interesujące jest to, że w tym samym czasie gubernator tarnopolski (któremu podlegał Stanisławów), walcząc ze spekulacja, nakazał aptekom stawiać marżę nie wyższą niż 30%.

Głośna nazwa „Pod Lwem” nie odpowiadała skromnemu wnętrzu aptecznemu (ze zbiorów autora)

Kto był właścicielem tej zagadkowej apteki? Pośród urzędników stanisławowskiego magistratu w 1916 roku wspominany jest weterynarz i aptekarz Antoni Banach. W kolejnych sprawozdaniach figuruje on już wyłącznie jako weterynarz i z apteką nic go nie łączy.

Najprawdopodobniej 7. apteką była ta „Pod lwem”, mieszcząca się przy ul. Wowczynieckiej 55, chociaż mieściła się nie tam, gdzie dziś, lecz pod nr 6.

W okresie międzywojennym należała ona do farmaceuty Bannera, którzy przekazał ją w dzierżawę Adolfowi Landesowi. Oboje byli Żydami i nie przeżyli okupacji niemieckiej. Wówczas zakład przejęła Ukrainka Lubow Biłobram, która w swoim czasie ukończyła wydział farmaceutyczny Uniwersytetu Poznańskiego. W wieku lat 90 dzieliła się wspomnieniami z dziennikarzem gazety „Ekspres”, gdzie poplątała wszystkie nazwy aptek w mieście i nazwiska ich właścicieli.

Pod Higieją
W Mitologii greckiej Higieja była córką boga sztuki lekarskiej (medycyny) Asklepiosa. Uważana była z patronkę zdrowia i przedstawiano ją ze żmiją, którą karmiła z kielicha. Później wąż z kielichem stał się symbolem medycyny, a na cześć bogini jedną z jej dziedzin nazwano higieną.

Greczynka była bardzo szanowana w Stanisławowie. Ósma apteka, która rozpoczęła swą działalność w latach 20. XX wieku nosiła nazwę „Pod Higieją”. Początkowo mieściła się przy ul. Sapieżyńskiej 141, w okolicy mostu kolejowego. Około 1935 roku zakład przenosi się do modernistycznej kamienicy Jana Drexlera, przy tejże ulicy, ale już znacznie bliżej ku centrum – na róg z ul. Kolejową.

W 1926 roku aptekę prowadził niejaki I. Klar, a już po dwóch latach figuruje A. Klar. Wśród aptekarzy „pod Higieją” był absolwent Poznańskiego Uniwersytetu farmaceuta Mychajło Gołowatyj. Był stryjem znanego krajoznawcy o tym samym imieniu. Wkrótce awansował. W gazecie „Stanisławowskie Słowo” w kwietniu 1942 roku ukazało się ogłoszenie: „Podaję do wiadomości Szanownych obywateli miasta Stanisławowa i okolic, że teraz ja przejąłem aptekę przy ul. Adolfa Hitlera, l. 121. Mychajło Gołowatyj, aptekarz”. Gdzie podział się poprzedni właściciel – Żyd A. Klar – domyśleć się nie trudno. Obecnie jest to apteka nr 7 „Iwa-Farm”.

Pod koroną
O następnej aptece wiadomo niewiele – znane są jedynie adres, nazwa, rok założenia i nazwisko właściciela. 20 stycznia 1938 roku w kamienicy przy Rynku 11 otwarto aptekę „Pod koroną”. Po raz pierwszy w historii miasta właścicielką apteki była kobieta – magister farmacji Jadwiga Meus. Interesujące jest to, że gmach miejskiej Kasy Oszczędności w 1884 roku wybudowano według projektu architekta… Rajmunda Meusa. Czyżby to był ojciec pani Jadwigi? Jednak architekt mieszkał w Krakowie.

Po budynku, gdzie była apteka „Pod koroną” nie pozostał ślad (pocztówka z kolekcji Wołodymyra Szulepina)

Budynku i apteki nie ma już od dawna. Jeszcze w czasach austriackich kamienica uważana była za awaryjną, ale rozebrana została pod koniec lat 50. A domek był interesujący. W połowie XIX wieku wystawili go kupcy Bretholtzowie. Budynek miał trzy fasady, które wychodziły na ulice Ormiańską, Melnyczuka i Rynek. Dlatego trudno powiedzieć z której strony była apteka.

Pod Matką Boską
Ostatni przedwojenny rok charakteryzował się „wysypem” aptek. 29 stycznia, zaledwie 8 dni po otwarciu apteki „Pod koroną”, otwarcie świętowała apteka Aleksandra Weissa. Ten dobrodziej też był magistrem farmacji. Jego nazwisko nie było ani słowiańskie i zupełnie niechrześcijańskie. Ale tym nie mniej apteka nazywała się „Pod Matką Boską”. Zapewne, chytry Weiss w taki sposób chciał przyciągnąć polskich i ukraińskich klientów.

Apteka „Pod Matka Boską” działa do dziś. Ale pod nazwą Apteka nr 5 (ze zbiorów autora)

Mieściła się ona w kamienicy Weingartena, przy ul. Gołuchowskiego 28. Obecnie jest to ul. Czornowoła i gdy tam zawędrujecie, to zobaczycie aptekę nr 5. W Internecie nazywa się dość dziwnie – „Ekstempularna”.

Podsumowując. Z dziesięciu stanisławowskich aptek trzy znikły wraz z budynkami („Pod kotwicą”, „Pod srebrnym orłem” i „Pod koroną”). W dwóch działają inne placówki („Pod Bożą Opieką” i apteka Teodorowicza). Ale pozostała piątka robi to, co powinna – działa do dziś. 50% – to niezła statystyka.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 11 (303) 15-28 czerwca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.