Brygidki

-a A+

Klasztory rzymskokatolickie na wschodzie Rzeczypospolitej

Od zakonów męskich przejdźmy teraz do zakonów żeńskich. Rozpoczniemy od Zakonu Sióstr św. Brygidy, którego zabudowania klasztorne – po kasacie przez Austriaków i Rosjan – w okresie Związku Radzieckiego cieszyły się nienajlepszą sławą.

Zakon Najświętszego Zbawiciela (Ordo Sanctissimi Salvatoris Sanctae Brigittae Sigles) założony został w 1350 roku przez św. Brygidę Szwedzką. Pochodziła ona z arystokratycznego rodu, ale po śmierci męża, z którym miała ośmioro dzieci, osiadła w okolicy klasztoru cystersów. Miała mistyczne wizje i zdolność przewidywania przyszłości. W jednej z wizji Opatrzność Boża kazała Brygidzie założyć nowe zgromadzenie zakonne. Przychylnie odniósł się do tego król szwedzki Magnus Eriksson, który przekazał Brygidzie teren pod klasztor w Vadstenie. Niestety papież z Avignonu Klemens VI nie był już tak przychylnie do Brygidy nastawiony. Osiadła w Rzymie, gdzie opracowała dla swego zakonu nową regułę. Była załamana brakiem stolicy apostolskiej w Rzymie i przeniesieniem jej do Avignonu. Szwedka, która już wsławiła się miłosierdziem i wzorowym życiem zakonnym, zaczęła wysyłać do papieży odezwy i petycje, które zaważyły na decyzji o powrocie do Wiecznego Miasta.

W roku 1376 papież Urban V ostatecznie zatwierdził regułę zakonu, która pierwotnie przewidywała powstanie zarówno męskich, jak i żeńskich zgromadzeń. Podczas gdy zakonnice miały prowadzić surowe życie zakonne, zakonnicy mieli prowadzić żywot wędrownych kaznodziei. Jednak w XVII wieku pozostała już jedynie żeńska gałąź zakonu.

Zgromadzenie doznało znacznego uszczuplenia podczas Reformacji, gdy skasowano zakony w Szwecji, Anglii i Niemczech. Przy tym siostry często ginęły śmiercią męczeńską. Ostatecznie zakon przestał istnieć w XIX wieku po wojnach napoleońskich i innych, ale Watykan odrodził go znów w 1911 roku.

Na terenach Rzeczypospolitej do zgromadzenia wstępowały głównie dziewczęta i kobiety z rodzin zamożnych, dlatego zakonnice nazywano „szlachetnymi panienkami”. Formalnie w ich ośrodkach istniały szkoły, ale siostry prowadziły jedynie kontemplacyjny sposób życia. Doprowadziło to do kasaty zakonu na terenach Austro-Węgier pod koniec XVIII wieku. Dziś zgromadzenie św. Brygidy liczy niewiele sióstr, klasztory zaś są na wszystkich kontynentach, oprócz Australii.

Herb zakonu jest bardzo złożony – wizerunek lwa, krzyża, mitr papieskich, wieńca cierniowego na tarczy heraldycznej i gałęzi palmowych. Pod herbem umieszczono dewizę zakonu: Amor meus Crucifixus est – Miłość moja ukrzyżowana jest. Siostry chodzą w błękitnych lub szarych z białym habitach, dopełnionych czarnym kapturem na głowie. Przeorysze mają wyhaftowane na nim srebrny krzyż lub hełm z krzyżem.

Z pewnością najbardziej dramatyczną historię ma klasztor brygidek lwowskich – przy ul. Gródeckiej 24. Są to dawne zabudowania klasztorne, w których od kasaty klasztoru w 1782 roku po dziś dzień mieści się jedno z najstraszniejszych więzień.

Fundatorką i pierwszą przeoryszą klasztoru była Anna Poradowska, która przybyła do Lwowa z Lublina w 1613 roku. Wkrótce po tym powstał konwent dla panienek z rodzin szlacheckich. Był bardzo szanowany i w niektórych latach przebywało w nim do 50 zakonnic. Prawdopodobnie murowane zabudowania klasztorne powstały w pierwszej połowie XVII wieku, ale zostały one zniszczone i spalone przez kozaków w 1648 roku i ponownie splądrowane przez Szwedów w 1704 roku. Michał Koniecpolski został kolejnym dobroczyńcą zakonu i w latach 1730-1740 miała miejsce gruntowna przebudowa klasztoru. Wówczas otrzymał on niewielki kościółek pw. św. Piotra w Kajdanach.

Kasata austriacka dosięgła klasztor w 1782 roku, chociaż formalnie siostry prowadziły szkołę dla dziewcząt. Miało to ochronić zakon przed kasatą. Ale tak się nie stało. Władze austriackie umieściły w klasztorze więzienie, przebudowując wnętrza na przełomie XIX-XX wieków. Dziś jedynie fachowcy mogą określić, jaka część budynku pochodzi z okresu brygidek.

W 1914 roku więzienie skasowano i planowano rozebranie murów, ale historyk Aleksander Czołowski zdołał temu zapobiec. Władze II Rzeczypospolitej wykorzystywały brygidki jako więzienie i przetrzymywano tu wielu członków OUN. Niektórym w czerwcu 1939 roku udało się stąd zbiec. Świadczy o tym stosowna tablica na fasadzie.

Pierwsi sowieci ze swej strony więzili tu polskich wojskowych i działaczy politycznych, wśród nich również gen. Władysława Andersa. Gdy pod Lwów w 1941 roku podchodzili Niemcy, to podobnie jak w innych więzieniach, w „brygidkach” odbyły się masowe egzekucje i brutalne morderstwa. Gdy do Lwowa weszli Niemcy, zadokumentowali makabryczne stosy ciał na dziedzińcu klasztornym. Nakazali wówczas Żydom rozbieranie tych stosów. Gdy ci uporali się z tym zadaniem, zostali na dziedzińcu więziennym również rozstrzelani. To właśnie w tym więzieniu do końca lat 80. wykonywano wyroki śmierci, kontynuując niechlubne tradycje Czeka.

Obecnie jest tu areszt śledczy nr 19. Dzięki pozwoleniu Centralnej penitencjarnej służby Ukrainy udało mi się wejść do środka, ale pozwolono mi jedynie sfotografować niektóre korytarze i klatkę schodową, którą teoretycznie można odnieść do oryginalnych klasztornych. Kościół św. Piotra w Kajdanach został zburzony po II wojnie światowej. Jednak podczas całej „wycieczki” w tym miejscu miałem specyficzne uczucie, związane z pamięcią o historii tego zakładu. W naszych czasach tu również obchodzą się z uwiezionymi bez ceremonii. Za brutalne obchodzenie się z więźniami sądzono nawet jednego z kierowników tego aresztu. Mówi się od dawna, że instytucja ma zostać przeniesiona w inne miejsce poza granicami miasta, ale jak do tej pory, nic się nie dzieje. „Brygidki” wciąż stoją na swoim miejscu.

Ruiny klasztoru brygidek sokalskich (fot. Dmytro Antoniuk)

W Sokalu w cieniu, że tak powiem, znanego sanktuarium Matki Boskiej na zachodnim brzegu Bugu w klasztorze oo. bernardynów, znajdował się klasztor ss. brygidek. Dosłownie naprzeciwko, prawie w centrum miasteczka. Szlachcic Jan Charbicki przekazał konwentowi teren w miejscowości Babiniec i pierwsze brygidki przeniosły się tu z Lublina. W czasie budowy wykorzystywano materiały i robotników, którzy budowali sąsiedni konwent bernardynów. Niedokończony klasztor dwukrotnie – w roku 1648 i 1655 – rujnowali kozacy. Zabudowania trzeba było stawiać od nowa. Siostry wspomagała w tym wojewodzina krakowska Krystyna Potocka. To na jej cześć nazwano sąsiedni Krystynopol (dziś Czerwonograd). Po zakończeniu prac klasztor otoczono murem obronnym z kilkoma cylindrycznymi wieżami.

Zapewne tak jak w innych ośrodkach, również tu, w sokalskim, brygidki zajmowały się kształceniem młodych szlachcianek. Niestety, nie ustrzegło to ich przed kasatą w 1784 roku. Kościół klasztorny przekazano kapłanom parafialnym. Uchował się on do czasu II wojny światowej i prawdopodobnie uległ zniszczeniu podczas walk o miasto. Obok świątyni stały zabudowania klasztorne, których część ocalała i obecnie znajduje się przy ul. Szeptyckiego 136. Obecnie są one zamieszkałe, lecz mimo to udało mi się zobaczyć, że sklepione korytarze jeszcze przetrwały. Po drugiej stronie ulicy, idąc ścieżką pomiędzy garaże można dostać się do jedynej ocalałej wieży i fragmentów muru obronnego klasztoru. Leży on dość daleko od klasztoru, wiec można wyobrazić, jak rozległy był teren konwentu.

W 1624 roku żona chorążego wołyńskiego Izabella Siemaszko zaprosiła ze Lwowa do Łucka kilka sióstr św. Brygidy w celu otwarcia szkoły dla szlachcianek. Miejsce pod przyszły klasztor przekazał wielki kanclerz litewski Albrecht Stanisław Radziwiłł, przeznaczając dla sióstr swój pałac, przylegający do murów Zamku Okólnego. Od tego czasu klasztor mógł też pełnić funkcje obronne. Przybyłe zakonnice przede wszystkim umieściły w wieży pałacu obraz św. Piotra w Kajdanach i urządziły tu kaplicę. W kolejnych latach zakon znacznie rozbudował pałac, tworząc tu cele dla zakonnic, pomieszczenia dla wychowanek oraz kaplicę. Prace ukończono w 1642 roku i do łuckiego konwentu sprowadzono jeszcze cztery siostry z Brześcia.

W ciągu całej historii swego istnienia klasztor cierpiał wskutek licznych pożarów. Po jednym z nich budynek klasztorny od strony miasta otoczono wysokim murem z potężną bramą. Ta właśnie przeszkoda (jak i kategoryczny zakaz przeoryszy) nie dała możliwości mieszkańcom Łucka dostać się na dach klasztoru i ugasić pożar, który wybuchł 17 maja 1845 roku. Mieszkańcy miasta bezsilnie obserwowali, jak płomienie przerzucają się na sąsiednie zabudowania i powoli płoną klasztory dominikanów, karmelitów i bonifratrów oraz pół miasta. Straty sięgnęły 150 tys. rubli i rząd – zupełnie sprawiedliwie – wyegzekwował tę sumę od brygidek, konfiskując ich majątek. Ostatecznie klasztor skasowano w 1879 roku, przenosząc ostatnie cztery siostry najpierw do Dubna, a potem do Grodna. Po kilku latach władze miały zamiar otworzyć tu więzienie, ale mieszkańcy zasypali urzędy licznymi skargami i petycjami. Władze jednak postawiły na swoim i w byłym klasztorze umieściły więzienie, niszcząc dekorację fasady kościoła i dobudowując piętro nad klasztorem. Pozostałości kościoła zostały rozebrane w okresie sowieckim.

„Brygidki” łuckie (fot. Dmytro Antoniuk)

Więzienie działało tu do lat 60. XX wieku. Podczas panicznej ucieczki z Łucka w 1941 roku sowieci wymordowali bagnetami, zarzucili granatami i rozstrzelali co najmniej 2 tys. więźniów. Ich nazwiska można zobaczyć obecnie na tablicy pamiątkowej na dziedzińcu klasztoru.

W okresie chruszczowowskim po likwidacji więzienia umieszczono tu biura „Ukrkinotechniki” i liceum muzyczne. Dziś zabytek jest w gestii prawosławnych Kijowskiego patriarchatu.

Pod dawnym klasztorem zachowały się rozległe podziemia. Po wojnie, montując w podziemiach specjalne kraty, które miały zapobiec ucieczkom więźniów, natrafiono na pochówek jakiejś majętnej osoby, uposażonej na ostatnią drogę w cenną biżuterię.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 10 (302) 30 maja – 14 czerwca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.