Augustianie

-a A+

Klasztory rzymskokatolickie na wschodzie Rzeczypospolitej

Kolejna część opowieści o zakonach rzymskokatolickich na terenach współczesnej Ukrainy dotyczyć będzie zgromadzenia augustianów.

Zgromadzenie św. Augustyna (Ordo Sancti Augustini) zostało założone przez papieża Aleksandra IV w 1256 roku w celu połączenia kilku zgromadzeń, żyjących według reguły św. Augustyna, biskupa Hippony w IV-V wiekach. Zakon dzieli się na dwie podstawowe gałęzie: augustianów-kanoników i braci augustiańskich. Pierwsi są kapłanami żyjącymi według reguł zakonnych: mieszkają w klasztorach i wspólnie odprawiają nabożeństwa. Drudzy są pustelnikami i dzielą się na augustianów-rekolekcjonistów i augustianów bosych.

Przełożonym zgromadzenia jest generał-przeor, mieszkający w Rzymie, obierany na 6-letnią kadencję. Strój augustianina – to habit z czarnej wełny, czarny skórzany pas i długi kaptur, sięgający ziemi. Pod habitem zakonnicy noszą czarną koszulę i kamizelkę. W niektórych klasztorach augustianie nosili białe habity, które uważano za strój „domowy”. Zezwalano również nosić im ten strój, gdy obok nie było klasztoru dominikanów, aby nie mylić zakonników. Na nogach bracia nosili sandały.

Najbardziej znanym augustianinem, który o mały włos nie przyczynił się do upadku zakonu i w ogóle wiary katolickiej, był Marcin Luter. Przed swą reformą był zakonnikiem jednego z klasztorów augustiańskich w Niemczech. Obok niego można wymienić o. Anzelma – prekursora genealogii i Georga Mendla – prekursora genetyki.

Herbem augustianów jest księga, na stronach której położone jest gorejące serce przebite strzałą, w zwieńczeniu kardynalska mitra z gwiazdą oraz dewiza „Amor meus, pondus meus” – Moja miłość, mój ciężar.

Na ziemiach ukraińskich zakon miał mało ośrodków w porównaniu z innymi zgromadzeniami, a jego tradycja architektoniczna jest nad wyraz skromna i niepokaźna.

W okolicach Włodzimierza Wołyńskiego na trasie T-0312 mamy miejscowość Radziechów, w której stoi dawny kościół św. Michała (ob. cerkiew prawosławna), należący niegdyś do klasztoru augustianów. Świątynię ufundował kanonik katedry chełmskiej Wojciech Roszkowski w 1690 roku. Jej budowę ukończono po 11 latach przy wsparciu finansowym niejakiego Orańskiego. Skromny budynek klasztorny kiedyś prawdopodobnie przylegał do prezbiterium kościoła od strony lewej. Sama świątynia wyróżnia się półokrągłym frontonem, flankowanym dwoma niższymi wieżami. Na frontonie – okrągły medalion w otoczeniu metalowych gwiazd. Jeżeli pochodzi on z czasów katolickich, to prawdopodobnie był tam przedstawiony jakiś święty. Obecnie umieszczono tam obraz św. Trójcy. Od 1832 roku klasztor przestał istnieć, a świątynię przekazano prawosławnym. Na chwilę obecną świątynię na nowo pomalowano i pokryto współczesną dachówką. Wewnątrz – zdobnictwo z okresu prawosławnego. Jedynie koncha na wodę święconą przy wejściu przypomina okres augustiański. Zachowała się również część murów klasztornych z bramą wjazdową przed kościołem.

Na trasie M-08 przystajemy w Zaturcach, których szpilę wieży kościelnej widać już gdy zbliżamy się do wioski. Jest to też dawna świątynia klasztoru augustianów. Klasztor ufundował w 1620 roku kasztelan wołyński Jan Łagodowski, a jego dzieło kontynuował miecznik wołyński Walerian Podhorodyński. Wybudował on dla zakonu murowany kościół pw. św. Trójcy i św. Marii Magdaleny i (prawdopodobnie) zabudowania klasztorne. Sądząc ze strzelnic w prezbiterium świątynia musiała pełnić funkcję nie tylko sakralną. Pomimo wszystko zakonnicy nie zdołali obronić swego klasztoru przed kozakami Chmielnickiego, którzy zabiwszy dwóch braciszków, splądrowali kościół i klasztor.

Klasztor w Zaturcach stał się słynny dzięki spotkaniu delegatów zakonu z terenów Rzeczypospolitej, które miało tu miejsce w 1706 roku. Wówczas obrano tu nowego prowincjała – o. Kandyda Potockiego. W kościele przetrzymywany był cudowny obraz Matki Bożej w srebrnych szatach, do którego pielgrzymowali licznie wierni. W 1945 roku obraz został wywieziony do Teratyna koło Hrubieszowa.

Jak większość klasztorów katolickich, również ten w Zaturcach został skasowany przez władze carskie w 1832 roku, a świątynia stała się kościołem parafialnym. Nie uniknęła też losu większości kościołów – podczas I wojny światowej jej dzwonnicę, służącą za punkt obserwacyjny, zniszczyła rosyjska artyleria. W okresie międzywojennym odbudową świątyni opiekowali się Stanisław i Maria Lipińscy (o czym świadczy stosowna tablica w kościele) – rodzice wybitnego polsko-ukraińskiego historyka i działacza politycznego Wiaczesława Lipińskiego. W posiadłości rodowej, oddalonej o kilka kilometrów od kościoła, otwarto niedawno wspaniałe muzeum. Gdy Lipiński zmarł w 1931 roku pod Wiedniem, jego prochy przewieziono do rodzinnych Zaturzec i pogrzebano na cmentarzu katolickim.
W okresie sowieckim w świątyni mieścił się magazyn materiałów budowlanych i chemikaliów, przez co do dziś nie można wewnątrz otynkować ścian, gdyż wciąż odpadają tynki. Kościół na początku lat 1990 zwrócono katolikom, a kilka lat później przywieziono tu kopię cudownego obrazu Matki Bożej, który był ozdobą świątyni przed wojną.

Klucze do kościoła przechowuje rodzina mieszkająca naprzeciwko kościoła, obok kawiarenki.

Do Nowego Witkowa, leżącego w połowie drogi pomiędzy Czerwonogradem (dawn. Krystynopolem) a Radziechowem, dzięki Bogu i służbom drogowym, nareszcie wyasfaltowano drogę. Wcześniej dojazd tu był prawdziwą udręką, a obecnie jest to miła przejażdżka. Jednak nie wiem, czy spodoba się Państwu widok dawnego klasztoru augustianów.

Klasztor założyli w 1675 roku Wacław i Anna Lanckorońscy. Z ich funduszy wystawiono murowany kościół pw. św. Trójcy i niewielki budynek klasztorny, który później rozbudowali Potoccy. Z historii klasztoru wiadomo, że odbywały się tu prowincjalne kapituły zakonu. W kościele do 1945 roku znajdował się cudowny obraz Matki Bożej Pocieszycielki Wiernych i Matki Bożej Łuckiej, które obecnie są w Oławie i Siedlicach na Dolnym Śląsku.

Klasztor w Nowym Witkowie związany jest z tragiczną historią Gertrudy Komorowskiej – pierwszej żony Stanisława Szczęsnego Potockiego. Gdy ogłosił on rodzicom, że potajemnie się ożenił (wybranka była w tym czasie w ostatnich miesiącach ciąży), ci, niezadowoleni z wyboru syna, nakazali wykraść synową i schować w jakimś klasztorze. Po drodze hajducy, by panna nie krzyczała głośno, zakryli jej twarz poduszką, wskutek czego się udusiła. Aby ukryć zbrodnię, zwłoki wrzucono do przerębli. Dopiero na wiosnę zwłoki wyłowiono z rzeki koło Sokala. Sąd skazał Potockich na wypłatę odstępnego. Ponieważ ci nie mieli gotówki, oddali Komorowskim spore tereny z Witkowem włącznie. Na ironię losu, kuzynka Gertrudy wkrótce wyszła za mąż za Teodora Potockiego, była już wówczas uważana za dobrą i majętną partię. Ta prawdziwa historia znalazła oddźwięk w licznych utworach literackich, opowiadaniach, wierszach i obrazach.

Komorowską i jej rodziców pochowano w krypcie kościoła augustianów. W 1909 roku Stefan hrabia Badeni wybudował obok kościoła kaplicę i tam przeniesiono szczątki. Złożono je w metalowych trumnach ze szklanymi wiekami. Podczas przemarszu po tych ziemiach konnicy Budionnego kaplica została splądrowana. Po raz drugi również stało się tak po II wojnie światowej, kiedy to metalowe trumny wykorzystywano jako poidła dla koni kołchozowych. Obecnie kaplica jest w ruinie.

Gdy chodzi o klasztor, to w 1788 roku po kasacie austriackiej wyjechali z niego ostatni zakonnicy, świątynię zaś przekazano parafii, która była czynna do 1944 roku, kiedy to Nowy Witków zaatakowały oddziały UPA, zamordowanych zostało 22 Polaków i spalono kościół. Po wojnie w kościele urządzono magazyn i stajnię, która jest tam do dziś. Nic z wyposażenia wewnętrznego się nie zachowało. Budynek klasztorny rozebrano już w XIX wieku, ale jego ruiny widoczne są jeszcze w okolicznych zaroślach.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 9 (301) 15-28 maja 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.