Jabłonowscy. Część III

-a A+

Znane polskie rody na wschodzie Rzeczypospolitej

W ostatniej, trzeciej części opowieści o rodzie Jabłonowskich opowiemy o lwowskim klasztorze jezuitów, którego szczodrym fundatorem była ta rodzina.

Na terenach współczesnej Ukrainy lwowski klasztor i kolegium oo. jezuitów przy dzisiejszej ul. Teatralnej 11 był pierwszym tego rodzaju ośrodkiem zakonu. Staraniem abp. Jana Solikowskiego jezuici zostali zaproszeni do Lwowa w 1583 roku i początkowo osiedli w pomieszczeniach należących do lwowskiej katedry. Dzięki licznym fundacjom szlachty, zgromadzenie wykupiło działkę przy murach miejskich koło klasztoru franciszkanów. Już w 1608 roku jezuici otworzyli tu szkołę dla chłopców – kolegium. To tutaj studiowali przyszli rywale – Bogdan Chmielnicki i Jeremi Wiśniowiecki. Ponieważ byli niemal rówieśnikami, prawdopodobnie spotykali się w tych murach.

W 1610 roku abp Jan Zamojski poświęcił kamień węgielny pod przyszłą świątynię pw. św. Piotra i Pawła, dla której wzorem był renesansowy kościół Il Gesù w Rzymie. Znaczną sumę – 100 tys. złotych, przekazała na budowę Elżbieta Sieniawska, wdowa po marszałku koronnym. Początkowo pracami kierował Sebastian Lamhius, później – generalny architekt zakonu w Polsce Giacomo Briano. Według jego projektu nad prezbiterium miała być olbrzymia kopuła, jednak plany zmieniono. Kościół został konsekrowany w 1630 roku i stał się jednym z największych w mieście. Jego wymiary: 41 m długości, 22,3 m szerokości i 26 m wysokości. Jeśli dodać do tego rozebraną w 1702 roku prawie 100 metrową wieżę – to świątynia była imponująca. Otóż, bez przesady, lwowski klasztor i jego świątynia uważane były za jedne z najważniejszych w Rzeczypospolitej.

To właśnie tu 1 kwietnia 1656 roku udała się procesja z katedry lwowskiej, gdzie Jan Kazimierz złożył swoje „śluby” – ogłosił Matkę Boską Królową Korony Polskiej i oddał jej swoje królestwo pod opiekę. Nie była to zresztą pierwsza wizyta króla w kościele świętych Piotra i Pawła. Dwukrotnie, przed wyprawą pod Zborów i pod Beresteczko podczas wojen kozackich, Jan Kazimierz modlił się tu przed cudownym obrazem Matki Bożej Pocieszycielki. Obraz był jedną z najważniejszych relikwii lwowskiego konwentu. Ikona została namalowana w Rzymie około roku 1570 na prośbę generała zakonu Franciszka Borgiasza, później kanonizowanego. Do lwowskiego ośrodka przeniesiono ją z klasztoru w Jarosławiu. Dla obrazu przygotowano w jednej z naw specjalną kaplicę, bogato dekorowaną freskami, sztukaterią i złoceniami.

Fasadę kościoła dołem dekorują postacie świętych zakonu jezuitów, górą – figury św. Wojciecha, św. Stanisława, Matki Boskiej i Archanioła Gabriela. Wieńczy fronton okrągły medalion z postacią Baranka. Paradoksalnie, ale dzięki temu, że w latach 1946-2011 świątynia służyła jako magazyn książek biblioteki Akademii Nauk, zachowało się jej XVIII-XX-wieczne wnętrze, choć miejscami mocno uszkodzone. Niby w maszynie czasu przenieśliśmy się w te dni, kiedy jezuici opuścili Lwów. Zabrali wówczas ze sobą naczynia liturgiczne i to, co dla zakonu najważniejsze – obrazy Matki Bożej Pocieszycielki (obecnie w kościele św. Klemensa we Wrocławiu) i św. Stanisława Kostki (obecnie w kościele św. Ducha w Nowym Sączu). Cała prawie reszta pozostała na swoim miejscu.

Kościół od grudnia 2011 roku służy jako cerkiew garnizonowa i podlega Cerkwi greckokatolickiej – jest to też najbogatsza świątynia Lwowa. Opisy wyposażenia i dekoracji kościoła składają się na oddzielne monografie. Zatrzymam się na najważniejszych obiektach.

Jest tu 11 ołtarzy z połowy XVIII wieku, później konserwowanych i odnawianych. Organy, konfesjonały, ławki, szafy ścienne i drzwi z tegoż wieku. Z XVII wieku pochodzi olbrzymi tryptyk z rzeźbionymi postaciami Matki Bożej z Dzieciątkiem i Ukrzyżowaniem. Rokiem 1844 datowana jest neorenesansowa ambona. W latach 1738-1742 mistrz z Brna Franciszek Ekstein, a po jego śmierci jego syn Sebastian, wykonali monumentalne freski. Ciekawe, że ich fundatorka, Elżbieta Szczuczyna, oglądając malowidło orzekła, że dzieło ojca jest lepsze. W latach późniejszych niektóre freski zostały odnowione, zresztą bardzo niefachowo, lub przemalowane. Jesienią 2013 roku polscy i ukraińscy specjaliści przystąpili, po całkowitej inwentaryzacji obiektu, do prac konserwatorskich, mających na celu zachowanie najbardziej uszkodzonych fragmentów fresków w południowej emporze. Empory służyły studentom kolegium podczas nabożeństw, aby ci nie mieszali się z wiernymi.

Lwowski kościół jezuitów jest rodowym mauzoleum dwóch zamożnych rodzin: Jabłonowskich i Dzieduszyckich. Kronika w roku 1687 wspomina uroczysty pogrzeb Marii Jabłonowskiej, dla której zbudowano wspaniały katafalk z jej portretem i rzeźbami dłuta mistrza Antoniego Petri. Honory były nieprzypadkowe, bowiem pani Maria była żoną hetmana Stanisława Jabłonowskiego (jego pomnik stał niegdyś na Wałach Hetmańskich – stąd ich nazwa, a potem przed kościołem jezuitów). Maria Jabłonowska była też babką przyszłego króla Polski Stanisława Leszczyńskiego.

Dzieduszyccy też nie byli gorsi. W 1745 roku wybudowali kaplicę św. Benedykta (stała na wewnętrznym dziedzińcu kolegium) i umieścili w niej relikwie świętego. Inne rodziny również w jakimś stopniu czuły się zobowiązane wobec zakonu. Rodzina Sacher-Masoch w XIX wieku ufundowała dla kościoła pacyfikał (naczynie liturgiczne) z relikwiami Krzyża św. Z tej rodziny pochodził autor powieści „Wenus w futrze”, od którego nazwiska powstał termin „masochizm”.

W 1773 roku Watykan skasował Towarzystwo Jezusowe. Kościół został przekazany księżom-profesorom wydziału teologicznego, a w murach kolegium umieszczono sąd okręgowy. Zostało wówczas zamurowane wejście do kaplicy św. Benedykta, kaplicę zaś zamieniono na pomieszczenia mieszkalne. Od 1831 roku był to kościół garnizonowy. Wojskowi nie przejmowali się zbytnio wnętrzem kościoła, gdy wciągali tam armaty, by udekorować nimi katafalk zmarłego generała Froela. Zniszczono przy tym schody i posadzkę.

Gubernator Galicji Ferdynand D’Este w 1836 roku zezwolił jezuitom na powrót do ich świątyni, pod warunkiem zgody na prowadzenie mszy przez kapelanów wojskowych w niedziele i święta. Trwało to przez prawie 100 lat, dopóki ci ostatni nie przenieśli się do kościoła klarysek na początku ul. Łyczakowskiej. Zakonowi zwrócono kilka pomieszczeń w dawnym kolegium, które zakonnicy wykorzystywali jako bibliotekę. Podczas Wiosny Ludów w 1848 roku cesarz znów zniósł Zakon Jezuitów w imperium i zakonnicy zmuszeni byli po raz drugi opuścić Lwów. Ale po latach znów się nad nimi ulitowano i w 1853 roku pozwolono osiąść we Lwowie.

W 1905 roku odbyło się znaczne wydarzenie w historii lwowskiego ośrodka jezuitów. Z błogosławieństwem papieża Piusa X odbyła się koronacja cudownego obrazu Matki Boskiej Pocieszycielki. Na uroczystość przybyło ponad 10 tys. wiernych, którzy zapełnili świątynię i plac przed nią. W latach 80. XX wieku obraz ten był jednym z najbardziej czczonych przez „Solidarność” i nawet nazwany Matką Bożą Robotników.

Walki o Lwów w 1918 roku między Ukraińcami i Polakami odbiły się na kościele. Pocisk armatni przebił dach i spadł na sklepienie, niszcząc niektóre freski. Na szczęście, nie wybuchł. We wrześniu 1939 roku świątynia miała mniej szczęścia: po niemieckim bombardowaniu zapalił się dach kościoła i uszkodzone zostało prezbiterium. Jezuici zdążyli prowizorycznie naprawić uszkodzenia. Niestety na normalny remont nie pozwoliła ani radziecka, ani niemiecka władze okupacyjne. Dwa lata przed wybuchem II wojny światowej zakonowi zwrócono gmach kolegium i wznowiono jego działanie. W latach 1940-1941 umieszczono tu NKWD i już było nie do nauki.

Na fasadzie kolegium widnieje data 1723 – rok ukończenia budowy. Obecnie jest tu szkoła średnia. Jej dwupiętrowy gmach z wewnętrznym dziedzińcem przebudowano w latach 50. XX wieku. Niestety, nie ma tu już ani biblioteki, ani refektarza, które były bogato ozdobione sztukaterią. W magazynach zamku w Złoczowie zachowały się XVIII-wieczne portrety trzech uczniów lwowskiego kolegium. Komuniści ponownie zamurowali kaplicę św. Benedykta, odnowioną w XIX wieku, i obecnie jest tu kuchnia i pomieszczenia sanitarne.

Warto jeszcze wspomnieć o rozległych podziemiach kościoła, które otwarte zostały przez galerię „Rawłyk” (Ślimak) na długo przed zwrotem kościoła. Wejście do krypt znajduje się od strony prospektu Swobody. Podczas wycieczek pokazywane są fragmenty starych fresków i unikalny sarkofag abp. Mikołaja Wyżyckiego. Przewodnicy opowiadają o nim niebywałe bzdury, że niby był wampirem i po śmierci uciekł z trumny.

Dziś świątynia jezuitów otwarta jest przez cały dzień. W godzinach między nabożeństwami ludzie chodzą po świątyni i podziwiają unikalne dekoracje świątynne. Cały czas towarzyszy im stosowna muzyka klasyczna. Cieszy, że w świątyni prowadzone są prace konserwatorskie. Odrestaurowano część fresków nad prezbiterium i trwają przygotowania do dalszych prac nad polichromią w nawie głównej.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 3 (295) 13-26 lutego 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.