Jak Polacy Charków budowali. Część XV

-a A+

Polski ślad w początkach Charkowa

Mówiąc o Polakach, którzy przez wieki mieszkali i wpływali na rozwój miast i wsi na terenach Słobodzkiej Ukrainy, nie sposób nie przedstawić pewnych śladów osiadłej ludności znad Wisły, którzy przybywali tu od założenia Charkowa, przyjmując 1630 rok jako początkową datę jego powstania. Nie jest to próba zanegowania ukraińskości miasta oraz odmówienia pierwszego osadnictwa, które w pierwszej kolejności przypada na ukraińskich osadników, jednak zespolenie dwóch kultur polskiej i ukraińskiej w jednej i nierozdzielnej historiotwórczej strukturze pozwala także przypuszczać, że od pierwszych dni istnienia miasta nad rzekami Łopań i Charków nie mogło się odbyć bez uczestnictwa polskiego elementu, zwłaszcza w pojęciu kultury i mody, która kształtowała się tu w XVII–XVIII wieku. Autor jest świadom, że takie teorie narażają go na krytykę, toteż w opracowaniu niniejszego tematu zostały wzięte pod uwagę jedynie ukraińskie źródła i opracowania historyczne.

Charków, na początku XVIII w.

Istnieją świadectwa, że od początku XVIII wieku kupcy gdańscy przywozili swoje towary na słynne charkowskie jarmarki, a w 1723 roku w Charkowie na stałe miało zamieszkiwać jedynie 21 cudzoziemców, wśród których badacz historii miasta Charkowa Dmytro Bahalij (1857-1932) wymienił jedną wdowę „polskiej narodowości” niejaką Awdomię Strzelecką. Jednak wydaje się, że ta informacja mija się całkowicie z prawdą, gdyż Bahalij stawiał sobie za cel udowodnienie ukraińskości miasta nad rzekami Charków i Łopań i pozostawił poza marginesem inne narodowości, które pod wpływem lat uległy już procesowi rusyfikacji.

Ukraiński historyk W. Palijenko stwierdza, że w XV wieku z centrum Ukrainy, czyli z Kijowa, „polska ludność przesuwała się dalej: na południowy wschód (...) na wschód na Zadnieprze w okręg połtawski, a stąd na Słobodzką Ukrainę”, czyli tereny nazywane często „Dzikim Polem”. W najstarszym zachowanym dokumencie pt. „Opis miast i znatnych miasteczek w prowincjach Słobodzkiej Guberni”, w którym zawarto informacje na temat pierwszej ludności Charkowa, zapisano następujące słowa: „Początki zasiedlenia miasta tego w 7138 (1630) roku, w którym jako pierwsi zaczęli zbierać się do zasiedlenia Małorosji z Zadniestrza, polskich i małoruskich miast”. Mowa tu zatem o zbiegłej ludności ukraińskiej i polskiej, przybyłej z terenów Ukrainy i Polski, budującej fortece obronne przed najazdami tatarskimi.

W ukraińskiej legendzie o powstaniu miasta Charkowa, przytaczanej w połowie XIX wieku przez E. Topczijewa, mityczny kozak Charko miał pochodzić z terenów Polski i jako protoplasta wielu rodzin, osiedlił się koło miasta Żmijowa. Natomiast wybitny ukraiński historyk i etnograf Mikołaj Kostomarow do tej legendy dodał fakt, że kozak Charko został w ostateczności zabity przez Polaków w Charkowie, czyli także i Kostomarow nie poddawał w wątpliwość istnienia polskiego elementu na Słobodzkiej Ukrainie, czy to w charakterze osiadłej ludności, czy też jako najeźdźców.

W rosyjskich i ukraińskich dokumentach archiwalnych XVI-XVIII wieku istniało rozróżnienie terytorium Ukrainy, które dzielono na tzw. Polską, czyli Stepową Ukrainę, uważaną za niebezpieczne do życia „poza granicami” miejsce politycznych zesłań oraz okręg, z którego pobierano owoce i zwierzynę dla carskiego stołu, i tzw. Ukrainę Ruską. Dla przykładu można przytoczyć fragment dokumentu z 1736 roku gubernatora Biełgorodu, który nakazuje odszukać i wrócić na poprzednie miejsce zamieszkania w okręgu biełgorodzkim zbiegłych „przez polski okręg w ukraińskie słobody” klasztornych i pałacowych sług.

Mówiąc o początkach zesłań Polaków na te tereny, należy sięgnąć do czasów wojen Stefana Batorego z państwem moskiewskim, które dążyło do zasiedlenia pustych ziem. W XVII wieku zsyłki miały charakter czysto polityczny, aby „niebezpieczne elementy” odsunąć od wojennych ognisk zapalnych i z jeńców wojennych uczynić kolonizatorów. Z czasem określenie „Polska Ukraina” wyszło całkowicie z użycia, zapewne z tej racji, że od XVIII wieku miejscem zsyłki były już wyłącznie tereny Syberii.

Cerkiew w Lubotynie, wybudowana przez Światopełk-Mirskich. Obok cerkwi zachowane pochówki Mirskich

Anna Kotyczenko w publikacji na temat polskiej szlachty na ziemiach ukraińskich wyróżnia obok zsyłek szereg innych przyczyn pierwszego osiedlania się Polaków na wschodzie Ukrainy: geopolityczne, wojskowe, ekonomiczne, które charakteryzowały przebieg i tendencje socjalnych procesów. „O ile wpływ był wyznaczany przez stan majętności tego lub innego szlachcica – pisze Kotyczenko – to oczywistym powstaje problem rozszerzenia własnych wpływów terytorialnych, które decydowały na ruch migracyjny Polaków na sąsiednie tereny wschodnie. Obok szlachty na Ukrainę przybywali chłopi ze wschodnich województw Polski – lublińskiego, rzeszowskiego, krakowskiego. Masowe przesiedlenie na Ukrainie było motywowane także licznymi swobodami, które tu istniały”. Zatem prości chłopi także mogli tu przybywać w poszukiwaniu ziem dla uprawy roślin i hodowli zwierząt, które następnie z zyskiem były sprzedawane na jarmarkach i nawet trafiały na carski stół. Należy jednak zauważyć, że powyższa migracja, z powodu niestabilności terenu, nie miała charakteru masowego. Inny historyk J. Kłoczowski oceniając polską szlachtę jako „bene nati”, czyli dobrze urodzonych, wskazywał na rycerskie stany Polski, a tym samym udowadniał, że szlachta mogła być zapraszana dla obrony tych ziem. Tak np. polscy koloniści wojskowi w 1571 roku założyli miasto Krzemieńczuk, gdzie została ustanowiona załoga wojskowa składająca się z 1000 żołnierzy na czele z Mikołajem Jazłowieckim.

Przybywający koloniści, czyli drobna szlachta, dzięki wysokiemu w odniesieniu do ogólnego panującego wówczas poziomu oświaty, kultury i wychowania – niosła na nowe tereny kulturę i edukację osiadłej już tam ludności (W. Palijenko). Oczywiście pierwsze polskie rody z biegiem lat w nowym środowisku zatracały własną identyczność narodową, podlegały rusyfikacji, co w następnych wiekach, pod wpływem mody i zachowania statusu, próbowali udowadniać potomkowie pierwszych szlacheckich polskich osadników na Ziemi Słobodzkiej.

Autor artykułu „Dążenia do uszlachetnienia kozackich starszyzn Słobożańszczyny” W. Maslijczuk stwierdził, że zwłaszcza na początku XVIII wieku wielu starszyzn i inni członkowie słobodzkich pułków poprzez dodanie do nazwisk zakończeń „cki” i „dzki” dążyło do uszlachetnienia nazwiska, a tym samym uzyskania przywilejów carskiego dworu, zwłaszcza zrównania szlachty na kształt polski. Na przykład, sędzia z Iziumu D. Danyłow stał się Daniłowskim, a pisarz charkowski S. Klimow w 1719 roku przybrał nazwisko Klimowski. Niejaki mieszkaniec Lubotyna Hawryił Miszczenko (Petrow) zmienił nazwisko na Piotrowski. W następnych latach po przesłaniu dowodów heraldycznych do cara Piotra I dawna szlachta słobodzkiego kraju otrzymała legalizację szlacheckich sejmików i została wpisana do ksiąg heraldycznych. Odziedziczenie szlachectwa polskiego oraz „nietutejszość” miała wskazywać również na wyjątkowość i dawać prawo na panowanie nad ludnością i pozwalać w konsekwencji odziedziczyć nabyte majętności.

Chociaż wielu spośród badaczy stwierdzało, że charkowska świta nie miała nic wspólnego z polskim szlacheckim pochodzeniem, to jednak kilka rodów zasługuje na szczególną uwagę w kontekście ich polskiego pochodzenia na podstawie historycznych badań ukraińskich historyków.

Do takich rodów w pierwszej kolejności należała charkowska rodzina Dońców podpisujący się nazwiskiem Zacharżewskich. W. Swerbihuz informował, że członkowie rodu posługiwali się obok polskiego nazwiska także polskim herbem „Doliwa”. Ukraiński pisarz Jan Ornowski w 1705 roku napisał i wydał w języku polskim panegiryk pt. „Bogaty wirydarz”, gdzie przyjmując za podstawowe źródło herbarz B. Paprockiego z 1584 roku udowadniał szlacheckie pochodzenie Dońców, a opisany herb Zacharżewskich miał podkreślać ich pochodzenie z polskiej szlachty. Według tegoż panegiryku nazwisko Doniec zostało dodane dopiero po wojennej wyprawie Fiodora Zacharżewskiego nad rzekę Don, gdzie wraz z kozakami pokonał Tatarów. Mimo wątpliwości o polskim pochodzeniu Zacharżewskich panegiryk Ornowskiego stał się pierwszą drukowaną historią Słobodzkiego kraju wydaną w Kijowie w języku polskim. W późniejszych latach charkowska rodzina Zacharżewskich należała do najbogatszych w mieście i wydała szereg stolników, mieszczan i gubernatorów. Obecnie jedna z ulic Charkowa nosi nazwę tego rodu.

Spolonizowanie nazwiska w XVIII wieku miało także za cel wprowadzenie do Słobodzkiego kraju polskiej mody i zwyczajów, które wówczas znane były na terenie Rzeczypospolitej. Około 1700 roku spokrewniona z Zacharżewskimi rodzina Szydło zmieniła nazwisko na Szydłowscy. Według niepotwierdzonych danych ród wywodził się od szlachcica herbu Lubicz Kosmy Szydłowa, który miał opuścić Polskę w 1535 roku. W następnych latach Grzegorz Szydłowski w miejscowości Stary Merczyk pod Charkowem miał wybudować okazały kamienny piętrowy pałac „w stylu Ludwika XVI”, według projektu nieznanego architekta. Są wątpliwości, czy architektem i budowniczym zespołu pałacowego mógł być ktoś z miejscowych, czy też posłużono się planami przyjezdnego z Polski architekta, gdyż kompleks pałacowy w Starym Merczyku znacząco przypomina polskie budowle szlacheckie, zwłaszcza z terenów Galicji i Kresów Wschodnich. Obecnie budowla pozostaje w stanie daleko posuniętej ruiny.

Obok tych dwóch rodów, swoje polskie pochodzenie w charkowskim okręgu udowadniali: Kukol-Jasnopolscy, Kulikowscy, Kowalewscy, Kapuściańscy, Kukolewscy, Lesewiccy i Samborscy, i wielu innych. Podobnie także ukraiński pisarz Hryhorij Kwitka-Osnowianenko posługiwał się zbitką polskich herbów: „Pogoń”, „Strzemię”, „Bończa” i „Szeliga” i upatrywał początki Charkowa w niejakim Andrzeju Kwitce, pochodzącym z terenów Rzeczypospolitej. Niezaprzeczalnym jest fakt, że ulegając modzie ukraiński filozof i poeta Hryhorij Skoworoda podpisywał się także na polską manierę.

Merczyk, siedziba Szydłowskich z końca XIX wieku

Największą militarną sławę na wschodniej Ukrainie zdobyli członkowie rodu Światopełk-Mirscy herbu „Białynia”, pochodzący z polskiej Mogielnicy, którzy za służbę w carskim dworze uzyskali tytuł książąt, a jeden z synów przybyłego do Rosji Tomasza Mirskiego – Dymitr został charkowskim gubernatorem. On też wykupił Gijewkę (obecnie Lubotyn) pod Charkowem, budując tam okazały pałac, który obecnie popada w coraz większą ruinę.

Pałac w Starym Merczyku obecnie

Mimo trudno dostępnych dziś materiałów źródłowych na temat mniejszości narodowych w Charkowie do końca XVIII wieku, trudno nie zgodzić się z tezą wspomnianego Krawczenki, że wspólnie mieszkali tu Ukraińcy, Rosjanie, Mołdawianie, Serbowie. Ponadto także w miasteczkach Słobożańszczyny można było spotkać Niemców, Francuzów, Polaków, Żydów i Romów. Były to oczywiście pojedyncze migracje, które w krótkim okresie życia na obczyźnie poddawały się rusyfikacji i utożsamiały się z miejscem nowego zamieszkania. Jednak pod wpływem ówczesnej mody na pochodzenie, kulturę, literaturę czy też muzykę polską wielu z nich próbowało udowadniać szlachetność z terenów Polski i własną przynależność do wyższych warstw. Problem zatraty języka polskiego może być wyjaśniany także tym, że wojskowi i jeńcy wojenni, którzy przybywali do Charkowa w XVII-XVIII wieku, w większości byli młodymi mężczyznami w wieku od 20 do 40 lat. Zakładając mieszane rodziny, wchodzili w nowe środowisko, język i kulturę. Brak codziennego użytku języka prowadził do jego zatraty. Dopiero w następnych pokoleniach potomkowie odszukiwali własne korzenie, aby ukazać szlachetność krwi i odrębność od prostego ludu.

Idąc za myślą charkowskiego profesora K. Rommela, można podsumować, że Charków wszedł w XIX wiek z dość bogatą mozaiką narodowości (mieszkało tu już przeszło 5000 Polaków posługujących się na co dzień językiem polskim), gdzie można było spotkać miejscową szlachtę, polskich wojskowych i aktorów, emigrantów z Europy, kupców i jeńców politycznych, wziętych w niewolę we wszystkich wojnach, które prowadziło Imperium Rosyjskie. Wszyscy ci ludzie, pozostawali na tej ziemi na stałe, przyczyniając się do zwiększenia w kraju tego, co w obecnej literaturze bywa nazywane „kapitałem różnorodności”.

Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 19 (287) 17-30 października 2017

01/01/1970 01:00

28/01/2008 07:03

„Nominacja mnie na koadiutora dla Charkowa była wielkim zaskoczeniem...”

Z koadiutorem diecezji charkowsko-zaporoskiej ks. biskupem Marianem Buczkiem rozmawia Konstanty Czawaga.

22/09/2014 13:31

Ukraina poświęcona Niepokalanemu Sercu Maryi

W dniach 19-20 marca w Charkowie odbyła się XLIII Konferencja Episkopatu obrządku łacińskiego na Ukrainie. Po mszy św. przewodniczący konferencji abp Mieczysław Mokrzycki pobłogosławił budynek plebanii oraz kurię i rezydencję biskupią będącą dopiero w trakcie budowy. Episkopat wyraził solidarność z biskupem pomocniczym diecezji Odessko-Simferopolskiej Jackiem Pylem, który nie mógł przyjechać na spotkanie ze względu na niespokojną sytuację na Krymie.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.