Jak Polacy Charków budowali. Część XXXVI

-a A+

Kronikarz charkowskiej studenckiej polskości – doktor Stanisław Nowak (1874–1940)

Dla lepszego poznania biegu wydarzeń historycznych jako najważniejsze jawią się materiały archiwalne. Ponadto każdy ceniony badacz zdaje sobie sprawę z waloru, jakie mają wspomnienia świadków oraz listy i pamiętniki tamtych czasów, które pozwalają zrozumieć mentalność ówczesnych ludzi i głębiej zanurzyć się w interesujące nas wydarzenia. Podobnie także w badaniach nad dziejami Polaków w Charkowie nie może zabraknąć takiego typu materiałów, które jednak zachowały się w znikomej ilości.

Jednym z takich pamiętnikarzy, a zarazem świadków wydarzeń charkowskich z końca XIX i początku XX wieku był doktor medycyny Stanisław Nowak, którego pobyt jako studenta Wydziału Medycyny Imperatorskiego Uniwersytetu w Charkowie trwał od 1895 do 1900 roku. Następnie do końca kwietnia 1901 roku pracował tu jako lekarz. Wspomnienia Stanisława Nowaka, mimo że były pisane po trzydziestu latach od wyjazdu z Charkowa, wyróżniają się dokładnością i szerokim opisem spotykanych osób.

Dla samego Charkowa, jak i miejscowej kolonii polskiej, przełom XIX–XX wieku był czasem pewnych zmian mentalnościowych, wyrażających się w poszukiwaniu własnej tożsamości i zachowaniu czynnika narodowego, oraz dążenia do zmiany starego systemu poprzez akcje sprzeciwu i manifestacje studenckie. We wszystkich tych przejawach czynny udział brał młody Stanisław Nowak, przedstawione opisy rzucają nowe światło na wydarzenia znane z dokumentacji archiwalnych.

Stanisław Nowak, późniejszy lekarz-ginekolog, społecznik, działacz samorządowy oraz wiceprezydent Częstochowy urodził się 7 marca 1874 roku w Łęczycy koło Kalisza. Pochodził z rodziny inteligenckiej. Jego ojcem był Wincenty, prawnik i uczestnik powstania styczniowego, a matką Lucyna Wanda z d. Strzedzińska, absolwentka Instytutu Muzycznego, wielbicielka utworów Chopina, które grywała „całymi wieczorami”. Posiadał też brata i siostrę, z którymi spędził beztroskie dzieciństwo. O domu rodzinnym tak pisał Nowak w publikacji pt. „Z moich wspomnień”: „Dom moich rodziców był uważany za ostoję polskości w mieście, ojciec i matka cieszyli się powszechnym szacunkiem całej ludności”.

Pierwsze nauki młody Stanisław pobierał w domu rodzinnym, gdzie uczęszczał do szkoły początkowej. Następnie w latach 1884–1893 kontynuował naukę w V Warszawskim gimnazjum, a po jego ukończeniu, idąc w ślady swojego wujka, wstąpił na Uniwersytet Warszawski na Wydział Lekarski. Nie dane mu było jednak ukończyć tych studiów, gdyż już w kwietniu 1894 roku za udział w manifestacji patriotycznej studentów został skreślony z listy słuchaczy i po dwumiesięcznym uwięzieniu był zesłany przez władze carskie do Tambowa w Rosji.

Po rocznym pobycie na zesłaniu postanowił kontynuować rozpoczęte studia. Z tej też racji wysłał podanie na uniwersytet w Charkowie i nie czekając odpowiedzi wyruszył do tego miasta. Mimo pierwotnego sprzeciwu rektora uniwersytetu prof. Michaiła Aleksiejenki, z powodu jego przeszłości politycznej, został ostatecznie 12 września 1895 roku przyjęty na Wydział Medycyny Charkowskiego Imperatorskiego Uniwersytetu, o czym informuje zapis w księdze „Wykazy studentów Charkowskiego Imperatorskiego Uniwersytetu”. Obok samego Nowaka na uniwersytet charkowski w tym roku zostali przyjęci także inni uczestnicy warszawskich zamieszek studenckich: „na I kurs medycyny Wacław Kraszewski, Wacław Lipski i Kazimierz Dworzańczyk, na wydział prawny Władysław Olewski, Witold Abramowicz, Adam Taubwurcel, Wiktor Krypski i Ludwik Kaznowski”.

Przekraczając progi uniwersyteckie, Stanisław Nowak zetknął się z najrozmaitszym elementem studenckim, wywodzącym się z różnych środowisk społecznych, narodowych, jak i religijnych. Zatem można śmiało określić, że była to prawdziwa mozaika narodowo-społeczna. Nie był też jednolity i element polski: „Charkowska młodzież polska rekrutowała się przeważnie ze słuchaczów instytutu technologicznego; studentów Polaków w uniwersytecie i w instytucie weterynaryjnym było niewielu. W roku 1895 ogólna ilość studentów Polaków wynosiła mniej więcej 250, w tej liczbie było technologów około 170, weterynarzy około 25 i studentów uniwersytetu około 55. Młodzieży polskiej nadawali ton technolodzy, nie tylko z tego powodu, że było ich najwięcej, lecz i z tej racji, że blisko połowa technologów pochodziła z Kongresówki, była więc żywiołem bardziej ruchliwym i bardziej politycznie i narodowo uświadomionym i wyrobionym. Większość studentów uniwersytetu, Polaków, pochodziła z Rosji”.

Oddajmy zatem głos Stanisławowi Nowakowi, aby lepiej przyjrzeć się niektórym studentom końca XIX wieku i zrozumieć studiujących tu Polaków: „Przyjazd do Charkowa we wrześniu 1895 roku jedenastu kilińczyków (9 studentów uniwersytetu i 2 weterynarzy) był cennym nabytkiem dla młodzieży polskiej, zasilając kadry Kongresowiaków, i specjalnie szczupłe grono technologów, kierujących dotychczas życiem młodzieży polskiej. Z Kraszewskim znałem się dobrze z czasów warszawskich, mieszkał razem ze Stanisławem Hagmajerem, jednym z moich kolegów gimnazjalnych, z którym wiązały mnie serdeczne nici przyjaźni. Wacław Kraszewski miał się stać moim najbliższym kolegą i współtowarzyszem pracy w czasie mojego blisko sześcioletniego pobytu w Charkowie. Bardzo pracowity, rzutki, energiczny, niepozbawiony dużej odwagi cywilnej, stał się w krótkim czasie jedną z najpopularniejszych postaci wśród charkowskiej młodzieży polskiej; temperament miał bardzo gorący, był wielkim nerwowcem, skorym do gwałtownych uniesień i wystąpień, serce jednak miał złote. Znała go nie tylko młodzież polska, poznali go w krótkim czasie wszyscy koledzy z kursu, Rosjanie, Żydzi i inni; zwrócili na niego uwagę i profesorowie.

Drugim wybitnym kilińczykiem był Witold Abramowicz, prawnik, jeden z moich współkolegów z więzienia przy ul. Długiej. Kresowiak, uparty i zacięty jak Litwin, zaciętość malowała się w wyrazie jego twarzy i w układzie ust; małomówny, spokojny, nieposzlakowanej prawości charakteru, trochę doktryner. Był bratem Mariana Abramowicza. Marian Abramowicz, więziony w „Kriestach” odmówił złożenia przysięgi wiernopoddańczej Mikołajowi II; wszelkie namowy i groźby prokuratora i żandarmów były bezskuteczne, powędrował też po odsiedzeniu swej kary do Wierchojańska we Wschodniej Syberji. Cechą więc charakteru braci Abramowiczów była zaciętość i nieugiętość.

Kraszewski i Abramowicz byli najwybitniejszymi kilińczykami spośród naszej małej paczki, jaka się znalazła w Charkowie.

Kaznowski był moim współtowarzyszem z Tambowa, bardzo sympatycznym i dobrym kolegą; Krypski, drobny i szczupły, zwany z tego powodu „szczurkiem” był serdecznym przyjacielem Kaznowskiego, człowiekiem bardzo wykształconym, nieumiejącym jednak zaskarbić sobie sympatii szerszego ogółu kolegów. Olewskiego nie opuszczał nigdy złoty humor, Lipski był poczciwym mrukiem. Kazimierz Dworzańczyk zwany poufale „Kaziem” był znany ze swego monstrualnie długiego nosa; wracając raz późno do domu, przytrzasnął sobie furtką nos; ujrzawszy jego skaleczony nos i dowiedziawszy się, w jaki sposób nastąpił jego wypadek z nosem, zapytałem się go, jak daleko był od furtki w czasie wypadku; obraził się na mnie i kilka tygodni nie rozmawiał ze mną.

Kraszewski przez cały czas moich studiów uniwersyteckich był zawsze moim kolegą kursowym, przechodziliśmy razem z kursu na kurs i razem ukończyliśmy uniwersytet w roku 1900. Mieszkaliśmy razem i uczyliśmy się razem. Nasze sześcioletnie współżycie było bardzo zgodne; choć różniliśmy się w naszych usposobieniach i temperamentach, nie dochodziło nigdy pomiędzy nami do jakiegoś poważniejszego zatargu, który by mógł naprawdę zamącić naszą harmonię.

Kraszewski chciał się brać do wszystkiego, chciał brać życie za bary; był żądny wiedzy, miał duży zapał do nauki, miewał dużo projektów i pomysłów, nieraz musiałem go oblewać zimną wodą. Był entuzjastą, ja byłem zawsze sceptykiem, nad nim panowało uczucie, ja oddawałem pierwszeństwo chłodnej analizie. Usposobienia nasze i temperamenty dopełniały się nawzajem; nieraz przyznawałem mu rację, kiedy indziej znowu Kraszewski po pierwszym wybuchu, przyznawał rację moim argumentom”.

Dalej autor wspomnień dodawał, że „Młodzież polska, za bardzo nielicznymi wyjątkami trzymała się razem i skupiała się w jednem wspólnem polskiem kole studenckiem. Koło to nie miało żadnego wyraźnego politycznego oblicza, co było rzeczą zupełnie zrozumiałą, ponieważ do koła należały elementy najróżnorodniejsze. Wielu z nich dopiero tutaj na charkowskim gruncie zaczynało żyć życiem polskiem; byli tacy, co dopiero tutaj zaczęli się uczyć języka polskiego. Studenckie koła polskie były więc konglomeratem wszystkich żywiołów polskich”. Do tego polskiego koła studenckiego przez cały okres pobytu w Charkowie należał Stanisław Nowak.

Większość studiujących i przynależnych do polskich stowarzyszeń wywodziła się z ducha pozytywizmu, wyrażającego się w sprzeciwie przeciw zaborcy, drogą walki, który też ożywił ducha narodowego. Nieraz ten tzw. etos walki przekładał się na samych Polaków, którzy gotowi byli „przelać krew z powodu jakiejś wyolbrzymionej urazy. Młodzież charkowska miała wszystkie wady i cnoty dawnych rębajłów, szlacheckich, kłócono się, skakano sobie do oczu, sądzono się, ale w gruncie rzeczy w głębi tych serc zawadiackich drgała dusza polska, rogata, ale dobra i naprawdę patriotyczna. Trzeba pamiętać, że znaczna część tej młodzieży, to potomkowie buńczucznej ongiś szlachty kresowej, lub dawnej szlachty zaściankowej, potomkowie Kmiciców i Butrymów, synowie wygnańców polskich. Na ogół na dobro polskiej młodzieży charkowskiej, można powiedzieć, że życie jej płynęło wartkim prądem; młodzież się uczyła i wydała całą plejadę dzielnych pracowników, których się spotykało później w różnych ośrodkach Polski”.

Do wspomnianych stowarzyszeń studenckich należała młodzież zarówno męska, jak i żeńska. O niewiastach tak wspominał doktor Nowak: „Do socjalistycznego kółka należało również kilka pań, najpoważniejszą z nich była Józefa Rodziewiczówna, z zawodu nauczycielka, osoba nieco już starsza, bardzo wykształcona, miła i dobra; następnie muszę wymienić bardzo sympatyczną osobę, siostrę Aleksandra Malinowskiego”. Niniejsze spotkania, obok podniesienia ducha narodowego, rodziły trwałe więzi przyjacielskie wśród młodzieży oraz stawały się posiewem nowych i trwałych związków małżeńskich.

Taka przyjaźń na gruncie charkowskim u Stanisława Nowaka zawiązała się z dwoma studentami Instytutu Technologicznego Gustawem Daniłowskim i Stanisławem Budnym. Pierwszy z nich, początkujący poeta i literat, znany mu był jeszcze z okresu warszawskiego. Drugiego poznał już w Charkowie i był osobą pełną „dowcipu i swady mówcą, człowiekiem bardzo inteligentnym i nieugiętym w swych przekonaniach, pozatem bardzo miłym i pełnym humoru kolegą”. Zaraz potem dodał: „Z innych przedstawicieli młodzieży polskiej muszę wspomnieć o kilku technologach, ustępujących wprawdzie dwóm poprzednim co do politycznego wyrobienia, cieszących się jednak ze względu na wielką prawość charakteru powszechnym szacunkiem kolegów; do grona ich należeli Władysław Białobrzeski, zwany „Apisem” z powodu kosmka siwych włosów, Franciszek Otrębski, zwany „Jezusem” ze względu na charakterystyczny wyraz twarzy i Bolesław Rysiński”.

Przy tej okazji warto przytoczyć choćby kilka przykładów udanych związków małżeńskich. Otóż pierwszym spośród wspominanych przyjaciół Stanisława Nowaka ożenił się w 1898 roku Gustaw Daniłowski. Przez pewien czas z żoną mieszkali w Charkowie, jednak z powodu słabego zdrowia porzucił Instytut Technologiczny i wyjechał wraz z rodziną do Warszawy.

W dalszej kolejności w księgach metrykalnych rzymskokatolickiej parafii w Charkowie zachował się akt ślubu z dnia 27 listopada 1899 roku dotyczący zawarcia małżeństwa Stanisława Jana Budnego, przynależnego do stanu szlacheckiego, kawalera mającego 27 lat ze szlachcianką Anielą Malinowską, panną, w wieku 25 lat. O tym ślubie we wspomnieniach tak relacjonował Stanisław Nowak: „Któregoś wieczora w listopadzie 1899 roku wpada do naszego mieszkania Budny i prosi nas, byśmy udali się z nim zaraz do kościoła na ślub jego z p. Malinowską w charakterze świadków. Wytrzeszczamy oczy ze zdziwienia, bo nic dotychczas nie wiedzieliśmy o jego matrymonialnych zamiarach i dążymy z nim do kościoła. Pierwszy raz w życiu byłem obecny przy tak prostej ceremonji ślubnej. Państwo młodzi stanęli na stopniach ołtarza w codziennych ubraniach, ona w skromnem okryciu i w kapeluszu na głowie, on w szynelu studenckim z czapką w ręku, świadkowie również w szynelach; na ołtarzu paliło się kilka świec, pozatem zupełna ciemność zalegała kościół, w kościele oprócz księdza, państwa młodych i świadków ani żywej duszy, ksiądz miał minę wielce zakłopotaną, jakby zadawał sobie pytanie, co to ma wszystko znaczyć; ceremonja trwała króciutko; całość złożyła się na bardzo wdzięczny i miły, niepozbawiony oryginalności, obrazek. Po ślubie udaliśmy się do Abramowiczów, gdzieśmy spędzili kilka godzin na miłej pogawędce przy skromnej herbatce”.

W rocznicę tych wydarzeń, 26 listopada 1900 roku w kościele charkowskim zawarła małżeństwo siostra Stanisława Budnego – Maria Halina Budna, mająca 27 lat, panna – z Ludwikiem Rodziewiczem przynależnym do stanu szlacheckiego, kawalerem w wieku 29 lat.

Przedstawione w telegraficznym skrócie postacie charkowskich polskich studentów ukazują, że mimo wielości przekonań politycznych, pochodzenia i statusu społecznego, wszyscy oni dążyli do zdobycia doskonałej wiedzy, która w przyszłości przyczyniła się do odzyskania niepodległości przez Polskę, o którą tak zabiegali i z tęsknotą wyczekiwali. Sam zaś tygiel narodowościowy, jaki w tym czasie panował w Charkowie, stał się elementem nośnym w podniesieniu świadomości narodowościowej studiujących tu Polaków zrzeszonych w licznych partiach i kołach studenckich, jednak pod „jednym sztandarem narodowym” z utrzymaniem w nich „ducha łączności i solidarności w łonie młodzieży i kolonii polskiej”.

Studia Stanisława Nowaka trwały do 1900 roku, kiedy to po szczęśliwie zdanych egzaminach otrzymał dyplom doktora i po złożeniu roty przysięgi lekarskiej zezwolono Stanisławowi Nowakowi wykonywać zawód lekarza. Pierwsze szlify lekarskie odbywał w charkowskim miejskim szpitalu na oddziale ginekologiczno-położniczym, prowadzonym przez dra Mironowa. Tam pozostawał do końca kwietnia 1901 roku, po czym wyjechał z Charkowa na tereny Rzeczypospolitej.

Obok relacji wspomnieniowych na temat życia polskiej społeczności studenckiej pozostawił też doktor Nowak zapisy na temat relacji międzynarodowych, jakie w tym czasie panowały w Charkowie, jak i o samych polskich rodzinach. Jednak te zagadnienia zostaną omówione już w następnym opracowaniu.

Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 18 (310) 30 września – 15 października 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.