Jak Polacy Charków budowali. Część XXIV

-a A+

Polscy uciekinierzy czy wygnańcy I wojny światowej? 

W 2018 roku obchodzimy 100. rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. Jest to doskonała okazja do ponownego uświadomienia sobie wartości, jaką jest wolność. Z tej racji należy pochylić się przed tymi, którzy tę wolność wysłużyli własną pracą i krwią. Nie wolno zapomnieć o tych, bez których nie byłoby odrodzenia Ojczyzny, ale i o tych tysiącach, którzy stali się ofiarami wielkiej polityki ówczesnych mocarstw, gdy na arenie Europy w latach 1914-1918 rozpętała się wielka wojna. Te niewinne ofiary to migranci wojenni, którzy przymusowo zostali przesiedleni w głąb Rosji.

W ostatnich latach powstało szereg opracowań na temat wysiedleń Polaków, Ukraińców, Rosjan i Żydów z terenów Galicji i dawnego Królestwa Polskiego, jednak jest to ciągle bardzo mało wobec całokształtu problematyki bieżeństwa, gdyż ten temat ciągle pozostaje w cieniu tragizmu narodu polskiego w okresie II wojny światowej. Według wciąż niepełnych statystyk w czasie I wojny światowej los poniewierki spotkał około 600 – 700 tysięcy Polaków. Natomiast polski historyk Mariusz Korzeniowski określił, że około milion Polaków było zmuszonych pozostawić własne spustoszone ziemie i ruszyć w drogę.

Rosyjskojęzyczna literatura naukowa na określenie tego, kto opuścił własne miejsce zamieszkania i udał się w dalekie strony, posługuje się określeniem „uciekinier”. Bardziej odpowiedni jednak, gdy mowa o latach 1914-1918, byłby inny termin, używany obecnie w opracowaniach polskich i ukraińskich – „wygnaniec”, „uchodźca” lub „tułacz”, czyli osoba, która została brutalnie wyrzucona ze swojego skrawka ziemi, z własnej ojczyzny, a tym samym była skazana na tułaczkę i poniewierkę, cierpiała głód, chłód i biedę, i z takim pojęciem spotyka się historyk w zachowanych dokumentach archiwalnych.

W przeddzień wybuchu Wielkiej Wojny opracowywano w carskiej Rosji szczegółowe plany co do przyszłości Królestwa Polskiego oraz innych ziem dawnej Rzeczypospolitej. W ramach przyszłych reform postulowano, by teren Polski był całkowicie podporządkowany Rosji, a przy „organizowaniu tego kraju powinno istnieć jedynie rosyjskie prawo, mówiące, że państwo rosyjskie jest jedno i nierozdzielne”. Wszelkie dopuszczalne prawa Polacy mogą posiadać jedynie na terenie Królestwa Polskiego. Zatem Polacy mieszkający w Piotrogrodzie, Moskwie, Odessie czy w Charkowie, jako mniejszość narodowa, automatycznie zostali pozbawieni wszelkich praw. W dalszych planach postulowano, by zaprowadzić jedyny urzędowy język rosyjski. Pod całkowite władanie urzędników rosyjskich trafić miały: samorządy polskiego kraju, polityka międzynarodowa, obrona wojskowa, sąd, szkolnictwo, zarządzanie, kolej oraz finanse. Priorytetowe miejsce przewidziano także dla cerkwi prawosławnej. W interesach Rosji było także przyłączenie ziem polskich przynależnych do Niemiec i Austrii w Zachodniej Galicji.

Już w samych ówczesnych dokumentach rosyjskich widoczne jest wielkie napięcie między wielkimi koalicjami politycznymi. Zamach na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, dokonany w Sarajewie i wzajemne obciążanie się winą za śmierć następcy tronu rozpaliły konflikt w Europie. Wiedeń obciążał winą za jego śmierć Serbię. Z tej też racji Austriacy rozpoczęli działania wojenne. Wówczas sprzymierzona z Serbią Rosja ogłosiła mobilizację, a to z kolei wywołało reakcję Niemiec, które ogłosiły wojnę Rosji.

W Charkowie w tym czasie panowała pokojowa atmosfera i nic nie wskazywało na całkowity obrót spraw, i jak powiadamiały miejscowe gazety, w tym szczególnie „Jużnyj kraj”, że w miejscowym kościele parafialnym została odprawiona msza św. żałobna w intencji zamordowanego monarchy, która zgromadzila wszystkich przedstawicieli mających walczyć ze sobą stron. „Kościół został przystrojony w żałobne dekoracje. Był dosłownie przepełniony – w nabożeństwie wzięło udział przeszło 500 osób. Wśród obecnych był miejski gubernator P. N. Masalski-Koszuro, zagraniczni konsulowie – francuski G. Ł. Eber, brytyjski Cz. H. Błekki, niemiecki Krauze, austriacki Blejmann, duchowieństwo prawosławne, pastor Stender, policmajster A. N. Kaleński, przewodniczący austriackiej kolonii, przewodniczący niemieckiej kolonii, liczna grupa przedstawicieli austriackiej kolonii i inni”.

Carska Rosja przystępowała do zbrojnej konfrontacji osłabiona wewnętrznie. Armia nie posiadała dobrego doświadczenia i przygotowania. Po pierwszych sukcesach i zajęciu we wrześniu 1914 roku Lwowa i całej Galicji, w 1915 roku wojsko rosyjskie musiało się wycofać z zajętych terenów.

Sytuacja ta wpłynęła nie tylko na ogólny obraz geopolityczny, ale także na życie ludności cywilnej. W czasie okupacji rosyjskiej rozpoczęły się represje wobec cywili i pierwsze deportacje w głąb Rosji. Zostało to nasilone w maju 1915 roku, gdy Rosja została zmuszona do odwrotu. Podjęto wówczas ewakuację administracji, majątku państwowego oraz zmuszono do przesiedlenia się ludność cywilną, w tym mężczyzn zdolnych do służby wojskowej. Tak w miarę przesuwania się frontu zwiększała się liczba wygnańców, idących wraz z całym dobytkiem na wschód.

Okres przymusowego wysiedlenia można określać konkretnymi czasowymi etapami. Od końca 1914 do końca 1915, czyli czas od pierwszych pojedynczych i dobrowolnie podejmowanych migracji do masowego wysiedlania ludności. Ten czas wypełniony był strachem przed niewiadomą na obczyźnie oraz trudem podróży. Kolejne lata 1916-1918 – tymczasowy okres mieszkania na obczyźnie, gdzie należało zmagać się z niewygodą życia, biedą, staraniami o pracę i przygotowaniem do powrotu do wolnej Ojczyzny. I wreszcie trzeci etap od połowy 1918 do października 1924 roku – trud powrotu do Ojczyzny.

Akcję wysiedlenia ludności chłopskiej sankcjonowała decyzja podjęta w 1915 roku przez generała Nikołaja Iwanowa, która, oprócz wysiedlenia ludności, nakazywała niszczyć plony, wywozić wszystkie zapasy, rekwirować zwierzęta domowe, słowem, stosowała taktykę „spalonej ziemi”.

Zbliżająca się wojna i propagowanie akcji wysiedleńczych wśród prawosławnego duchowieństwa spowodowały panikę wśród ludności cywilnej. Uczucie strachu potęgowało także zachowanie żołnierzy rosyjskich, którzy siłą zmuszali do opuszczania domostw. Pierwotnie tułacze udawali się w podróż pieszo z inwentarzem żywym oraz majątkiem osobistym spakowanym na wozie. Oszczędzając konie, wieziono na wozie produkty i dzieci. Dorośli pokonywali drogę pieszo. Wyjeżdżający ludzie mieli świadomość rychłego powrotu w rodzime strony i odbudowy domostw i własnego życia. Ta jedynie myśl podtrzymywała iskrę nadziei na przetrwanie.

Prace przymusowe wykonywane przez Polaków koło Wołczańska (Il. charkowska gazeta Jużnyj Kraj)

W czasie drogi ludzie zapadali na choroby, panowała wysoka śmiertelność, zwłaszcza wśród dzieci. Na kolejnych postojach często brakowało wody i żywności, choć władze obiecały pełne wyżywienie i opiekę w czasie podróży. Brakowało także miejsc postojowych na noclegi i wystarczającej opieki medycznej. „Ludzie stłoczeni w małej przestrzeni tygodniami czekali na pozwolenie wymarszu dalej lub przejazd koleją. Głód, zmęczenie, brud, kiepskie warunki sanitarne sprzyjały zachorowaniom na tyfus. Wybuchły epidemie, ludzie umierali i byli grzebani przy drogach. Cała sytuacja obnażyła słabą organizację administracji rosyjskiej, a także niewydolność logistyczną armii carskiej”. Jak jednogłośnie potwierdzają historycy, szlak bieżeńców został usiany tysiącami bezimiennych grobów tułaczy Wielkiej Wojny. O ich liczbie brak wiadomości, gdyż w czasie drogi zgonów nikt nie liczył i nie była prowadzona żadna statystyka, zwłaszcza gdy chodziło o śmierć niemowląt.

Od września do grudnia 1915 roku trwał drugi etap wysiedlania cywilnej ludności. W tym okresie starano się głównie wywozić ludność pociągami z bezpośrednim dojazdem do miejsca naznaczenia, przeważnie w europejskiej części Rosji. Każdy z takich pociągów codziennie przejeżdżał przez Charków – według zachowanych danych w tym okresie przewieziono około 366 435 bieżeńców. Tutaj także sytuacja nie wyglądała lepiej. Ludność wsiadała do pociągu przeważnie wraz z całym życiowym dobytkiem. Panował ścisk i tłok. Brak higieny i nieludzki sposób przewożenia ludności wywołały szereg chorób. Jak podawał świadek tamtych wydarzeń „w wagonach wraz ze zdrowymi ludźmi, leżą zarażeni tyfusem i cholerą”.

W pomoc żywnościową, materialną i medyczną w punktach postojowych ewakuowanej ludności angażowały się osoby prywatne i organizacje rządowe. Należy zwrócić uwagę, że w tym celu zostały powołane specjalne związki zawodowe. Tak oto latem 1914 roku powstał Rosyjski Związek Miast, Rosyjski Związek Ziemstw, oraz Czerwony Krzyż. W październiku tegoż roku powołano Komitet Wielkiej Księżnej Tatiany, który był najprężniejszą organizacją. Przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych istniała od 30 lipca 1915 roku Narada Specjalna, zajmująca się przekazywaniem pomocy finansowej wygnańcom. Istniały także polskie organizacje charytatywne, takie jak: Centralny Komitet Obywatelski Guberni Królestwa Polskiego, Polski Komitet w Moskwie, Polski Komitet Pomocy Sanitarnej, Polskie Towarzystwo Pomocy Ofiarom Wojny, Polski Lwowski Komitet Ratunkowy oraz Rada Zjazdów Polskich Organizacji Pomocy Ofiarom Wojny. Na miejscu, szczególnie w miastach, w pomoc włączyło się duchowieństwo różnych wyznań. W przypadku Charkowa dużym zaangażowaniem w pomoc rodakom wykazali się miejscowi Polacy, którzy sami będąc ubogimi, dzielili się tym, co posiadali. Pierwsi bieżeńcy do Charkowa dotarli latem 1915 roku. Dane statystyczne podawały, że w 1914 roku na terenie Charkowa mieszkało około 7000 Polaków. Natomiast pod koniec 1915 roku ta liczba wzrosła do 13 289 osób polskiego pochodzenia. Szacowano, że w okresie zimowym w Charkowie ta liczba wzrosła do 14 651 osób. Natomiast w 1918 roku w Charkowie mieszkało 18 150 Polaków. Oprócz samego miasta duże skupiska Polaków były w takich miastach jak Wołczańsk czy Kupiańsk.

Charków był jednym z wielu miast, gdzie osiedlali się wygnańcy. Najwięcej Polaków osiedliło się w Petersburgu i w Moskwie. Na terenie obecnej Ukrainy przewaga emigrantów była w Jekaterynosławiu i na Wołyniu. Charkowska gubernia była z kolei na trzecim miejscu z łączną liczbą przeszło 120 000 wygnańców. Pod względem geograficznym do charkowskiej guberni najwięcej Polaków przybyło z suwalskiej, łomżyńskiej, warszawskiej i lubelskiej guberni. W lipcu 1915 roku z Galicji wysiedlono kolejnych 100 000 osób, które szukały schronienia w Charkowie i okolicach.

Dla tymczasowego zamieszkania zostały wykorzystane szkolne i medyczne pomieszczenia. Obok bałaszowskiego dworca kolejowego wzniesiono drewniane baraki, w których ulokowano przybyłych. W podobnych warunkach Polacy mieszkali w innych miejscowościach. Miejscowi Polacy z Charkowa starali się wydzierżawiać domy i mieszkania, które zasiedlano całymi rodzinami, nieraz nawet po kilkanaście osób w jednym mieszkaniu. Niektórzy przyjmowali przybyłych pod swój dach.

Prace przymusowe wykonywane przez Polaków koło Wołczańska (Il. charkowska gazeta Jużnyj Kraj)

Obok tego podstawowym zadaniem, jakie stawiała sobie miejscowa polska ludność, było wspieranie przybyłej ludności, aby ta nie zatraciła świadomości narodowej. Zatroszczono się także o religijną opiekę przybyłych Polaków. W tym celu do Charkowa zostało skierowanych kilku rzymskokatolickich duchownych. Ludzie wykształceni organizowali kursy i szkoły dla dzieci i dorosłych.

Wielu spośród przybyłych angażowało się nieraz w bezowocne poszukiwanie zagubionych w czasie drogi członków rodzin. W tym celu były pomocne polskie wydania gazetowe z Kijowa czy Odessy, a także wykazy tułaczy, jak choćby wydana w Moskwie przez Władysława Słodkowskiego w 1916 roku „Statystyczna Księga wygnańców Polskich podczas wojny europejskiej w latach 1914-1916”. W tym też czasie powstało trzytomowe rosyjskojęzyczne dzieło, wydane przez Centralne Biuro Informacyjne w Moskwie pt. „Wykaz adresów uciekinierów”. Próbowano także spisywać dzieci, jednak tu napotykano na szereg trudności, gdyż, zwłaszcza mniejsze dzieci, z wyjątkiem własnego imienia nie znały ani nazwiska, ani skąd zostały przywiezione. Wszystkie te materiały stawały się pewną pomocą w połączeniu rozrzuconych rodzin po wielkim wysiedleniu.

Baraki, w jakich mieszkali Polacy w Charkowie (Il. charkowska gazeta Jużnyj Kraj)

Po rewolucji październikowej 1917 roku i dojściu do władzy bolszewików w Rosji rozpoczęły się masowe represje. Dodatkowo dążenie narodów ciemiężonych przez Rosję do utworzenia własnych państw przyśpieszyły czas reewakuacji do rodzinnych stron. Początek masowych powrotów nastąpił w 1918 roku. Wówczas z powodu braku zakwaterowań część migrantów koczowała na polach pod otwartym niebem. Wielu cierpiało głód, o czym także informowały charkowskie gazety. Tak oto gazeta z Kupiańska relacjonowała, że miasto jest przepełnione uchodźcami z Rosji. „Ludzie nacierpieli się licznych znęcań i przykrości oraz nieludzkich warunków pracy – oto los uciekiniera”. Niektórym jeszcze tego roku udało się dotrzeć do własnych domów. Jednak niebawem wojna polsko-bolszewicka i brak odpowiednich ustaw o repatriacji sprawiły, że większość wracała do domu dopiero w latach 1921-1924. Droga powrotu do domu uchodźców ponownie została usiana wieloma bezimiennymi mogiłami. Według niepotwierdzonych danych ogólne straty wypędzonej ludności stanowiły ok. 30%.

O doli polskich wygnańców w Charkowie, o wybitnych osobistościach, które heroicznie spalały się, by ulżyć doli drugiego człowieka, oraz na temat radości i smutków charkowskiego polskiego emigranta, opowiemy już w kolejnych materiałach.

Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 5 (297) 13-26 marca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.