Wędrująca biblioteka

-a A+

Pierwsze biblioteki w Stanisławowie pojawiły się w XVIII wieku. Wówczas mieściły się one przy kościołach i cerkwiach i składały się przeważnie z dzieł o treści religijnej.

Największe z nich były przy kościele farnym (500 ksiąg) i przy kościele ormiańskim (30 ksiąg). Swoją bibliotekę miało też gimnazjum austriackie, założone w 1784 roku. Jednak wszystkie te zbiory były raczej niedostępne dla szerszego kręgu czytelników i zwykły mieszkaniec Stanisławowa miał trudności z ich odwiedzaniem…

Paryskie korzenie
Pierwsza otwarta dla wszystkich, czyli publiczna, biblioteka pojawiła się w naszym mieście dopiero w 1872 roku. Przyjechała do Stanisławowa z dalekiego Paryża, a poprzedziła ten fakt bohatersko-romantyczna historia. W 1859 roku emigruje do Paryża urodzony w Brodach Wincenty Smagłowski. Ma za sobą walki powstania listopadowego 1831 roku i rewolucji 1848 roku, austriackie i rosyjskie więzienia. W Paryżu zostaje nauczycielem języka polskiego w szkole na Montparnassie, otrzymując dodatkowo niewielką pensję od rządu. Wspólnie z dwoma przyjaciółmi-emigrantami, Janowskim i Kulawskim, stary powstaniec zaczyna zbierać bibliotekę. Książki skupują u bukinistów, na rynkach, w antykwariatach, a nawet na wyprzedażach zastawionego mienia. Po franko-pruskiej wojnie sytuacja emigrantów znacznie się pogorszyła. Przyjaciele Smagłowskiego umarli z głodu, a i on sam podzieliłby ich los, gdyby nie nieoczekiwana wiadomość ze Stanisławowa.

Ówczesny burmistrz, Ignacy Kamiński (sam były powstaniec) dowiedział się z gazet o ciężkim losie wygnańca i zaprosił go do Stanisławowa razem z biblioteką. I oto w 1872 roku Smagłowski przybywa do miasta z 14 skrzyniami wypełnionymi 1800 książkami. Wśród tego zbioru były „książki klasyków polskich i światowych od najdawniejszych czasów do najnowszych w oryginale, medyczne i filozoficzne książki, liczące kilkaset lat, historia Kromera w oryginale (XVI wiek), książki o roślinach leczniczych, polskie numizmatyczne folianty z interesującymi litografiami” i wiele innych.

Wszystko to Smagłowski przekazał miastu i nic na tym nie stracił. Wdzięczni urzędnicy mianowali go dożywotnim bibliotekarzem i archiwariuszem z pensją 300 złotych reńskich wraz z zapewnieniem mieszkania. Mieszkał główny bibliotekarz miasta w budynku Szkoły Realnej (dziś ul. Niezależności 17). Tam też w kilku komnatach mieścił się jego księgozbiór. W styczniu 1883 roku Smagłowski umiera i zostaje z honorami pochowany na starym cmentarzu. W tym roku biblioteka otrzymała też jego imię, które nosiła do 1939 roku.

Przed I wojną światową biblioteka mieściła się przy ul. Halickiej 7 (z kolekcji Zenowija Żerebeckiego)

Największy księgozbiór
Jeszcze za życia założyciela bibliotekę wzbogacały prywatne zbiory mecenasów. Pośród nich był też wuj burmistrza, pisarz Jan Nepomucen Kamiński (przekazał około 4000 ksiąg), bibliofil Petro Szarin (około 3000 ksiąg) i wielu innych. W 1886 roku ułożony został pełny katalog zbioru. Już w roku następnym ogólna ilość ksiąg liczyła 5,7 tys. dzieł w 8 tys. woluminów. Dziwi, rzecz jasna, fakt, że pośród tak licznego zbioru zabrakło publikacji w języku ukraińskim. Niestety, takie były realia XIX wieku.

Szczury, żołnierze i inne nieprzyjemności
Po śmierci Smagłowskiego rozpoczyna się wędrówka biblioteki. Początkowo przeniesiono ją do gmachu szkoły im. Mickiewicza (obecnie centrum przygotowania nauczycieli) na placu imienia wieszcza. Tutejszy lokal zupełnie nie nadawał się do przechowywania książek. Wilgoć, grzyb i liczne szczury niebawem zagroziły samemu istnieniu księgozbioru.

Aby przechować książki, postanowiono przenieść je do lokalu magistratu przy ul. Halickiej 7 (obecnie biblioteka uniwersytetu medycznego). Niestety książki przechowywano tu w szafach, obszytych płótnem, stąd dostęp do nich był niemożliwy. W prasie lokalnej pojawiły się głosy z apelem, by przekazać najbardziej cenne księgi biblioteki do lwowskiego Ossolineum, a resztę – rozdać szkołom i gimnazjom miasta. Byłby to koniec całości księgozbioru. Na szczęście w 1906 roku jej dyrektorem zostaje Justyn Sokulski. Systematyzuje zbiory, tworzy katalog biblioteki i odnawia jej publiczną działalność. Pan Sokulski okazał się również dobrym historykiem, wzbogacając krajoznawczą spuściznę miasta kilkoma interesującymi pracami. W 1919 roku po jego przeniesieniu (był to awans) do Krakowa, biblioteka znów zostaje pozbawiona opiekuna.

W szkole im. Mickiewicza książki o mały włos nie zjadły szczury (z kolekcji Zenowija Żerebeckiego)

Pierwsza wojna światowa zadała wprawdzie szkód zbiorom, ale mniejszych niż można byłoby się spodziewać. Widocznie rosyjskim żołnierzom nie brakło drewna i gazet na opał, dlatego szkody nie były znaczne.

Marzenia o ratuszu
W 1921 roku Stanisławów zostaje miastem wojewódzkim. Odpowiednio, biblioteka im. Smagłowskiego otrzymuje status wojewódzkiej. Jej nowy dyrektor, historyk Henryk Cepnik, zarzuca władze podaniami z prośbą o przydzielenie bibliotece osobnego lokalu. Wówczas tuliła się ona w siedzibie magistratu (gmach główny uniwersytetu medycznego), gdzie zajmowała kilka pomieszczeń.

Nareszcie „głos wołający na pustyni” został usłyszany i w 1929 roku, podczas budowy nowego ratusza, prezydent Wacław Chowaniec obiecał, że to właśnie w nim zostanie umieszczona biblioteka wojewódzka. Po tej obietnicy uskrzydleni pracownicy biblioteki w 1933 roku udostępnili jej zbiory wszystkim chętnym. Niestety, przeniesienie do nowej siedziby nie nastąpiło, gdyż z powodu chronicznego braku funduszy prace przy ratuszu trwały do 1939 roku, aż wybuchła wojna. W tym czasie biblioteka zmieniła kilka adresów: gmach magistratu, następnie znana nam już ul. Halicka 7, II Gimnazjum i znów Halicka 7.

W okresie międzywojennym biblioteka zajmowała kilka komnat w magistracie (z kolekcji Zenowija Żerebeckiego)

Radzieckie perturbacje
Według stanu na wrzesień 1939 roku, ilość ksiąg w bibliotece sięgała 35 tys. tomów. Ale taki spadek nie zadowolił ambicji bolszewików. Umyślili utworzenie własnej biblioteki i na jej dyrektora wyznaczyli pedagoga Wasyla Pasznickiego. Był to paradoks – dyrektor był, a biblioteki nie było. Jego zadaniem było utworzenie księgozbioru, ponieważ biblioteka Smagłowskiego składała się przeważnie z książek w języku polskim. Głównym źródłem powstającej biblioteki stały się prywatne zbiory mieszkańców miasta, którzy uciekli przed sowietami. Aż wreszcie dyrektor zameldował do Kijowa o powstaniu nowego księgozbioru. W odpowiedzi na to Rada Komisarzy Ludowych USRR 8 maja 1940 roku wydała decyzję nr 635 o utworzeniu stanisławowskiej biblioteki wojewódzkiej. Już wkrótce do Stanisławowa zawitała ze stolicy komisja. Cóż zobaczyła? „Ponad 100 tomów „Pism naukowych” Towarzystwa im. Szewczenki, 8 tomów „Historii Ukrainy-Rusi” Hruszewskiego, ukraiński przekład „Biblii”, wydanej przez Brytyjskie Towarzystwo Biblijne, 16-tomowe wydanie dzieł Szewczenki i inne dzieła”.

Było to absolutnie wystarczające, by oskarżyć Pasznickiego o brak fachowości w gromadzeniu książek. Wiele ksiąg uznano za „makulaturę”, inne określono jako „kontrrewolucyjne”, „burżuazyjnie-nacjonalistyczne” i „klerykalne”. Część ksiąg wyłączono ze zbioru, samego zaś Pasznickiego zdegradowano do zastępcy dyrektora biblioteki, a potem został zwykłym nauczycielem języka ukraińskiego w Stanisławowskim Instytucie Pedagogicznym. 22 czerwca 1941 roku został aresztowany i po trzech dniach rozstrzelany na dziedzińcu więzienia.

Czterdzieści lat przy ulicy Puszkina 1
Na początku sierpnia 1940 roku dyrektorem biblioteki został Iwan Chorunżyj. Nowy kierownik zadbał przede wszystkim o godną siedzibę dla biblioteki. We wrześniu zbiory przemieszczono do gmachu przy ul. Puszkina 1. Równolegle prowadzone są prace nad gromadzeniem „poprawnych” zbiorów literatury i już wkrótce zasoby biblioteki osiągają 240 tys. tomów. Ten dynamiczny rozwój przerywa wybuch wojny sowiecko-niemieckiej.

Powiadają, że podczas ewakuacji Armii Czerwonej najbardziej cenne egzemplarze zostały wywiezione pociągiem do Ługańska. Czy jednak skład dotarł do miejsca przeznaczenia, czy po drodze nie zbombardowało go lotnictwo niemieckie – nie wiadomo. W czasie okupacji niemieckiej siedzibę biblioteki zajęli niemieccy i węgierscy oficerowie. Książki po prostu zrzucono do wilgotnej piwnicy, gdzie wiele po prostu zgniło.

Gdy dyr. Chorunżyj powrócił po wyzwoleniu do miasta, naliczył jedynie 60 tys. książek i to w strasznym stanie. Niestety ucierpiał też lokal biblioteki tak, że straty wyceniono na ponad 632 tys. rubli. Pomoc w odtworzeniu biblioteki okazali zarówno mieszkańcy miasta, jak i instytucje państwowe. Szczodrze podzieliła się zbiorami charkowska biblioteka im. Korolenki, przesyłki nadchodziły też z Moskwy i Kijowa. Już 25 września 1944 roku biblioteka otworzyła swe podwoje czytelnikom. Zatrudnionych w niej wówczas było jedynie 13 osób, z pośród których jedynie dwie miały wyższe wykształcenie.

W 1956 roku z okazji 100 rocznicy urodzin Iwana Franki bibliotece nadano jego imię. Kolejne podniesienie statusu biblioteki nastąpiło w 1966 roku, gdy nadano jej tytuł „naukowej”.

Przedostatnią siedzibą biblioteki był dawny klasztor ss. bazylianek (z kolekcji Zenowija Żerebeckiego)

Przez klasztor do sądu
W 1980 roku pod wagą stelaży z książkami pękła ściana budynku. Rozpoczęto poszukiwanie nowego odpowiedniego lokalu i już w 1982 roku biblioteka przeniosła się do prawego skrzydła byłego klasztoru ss. bazylianek, na miejsce mieszczącej się tam dotąd szkoły partyjnej.

W czasach niezależności zabudowania klasztorne zwrócono prawowitym właścicielkom i w 1996 roku biblioteka po raz kolejny zmienia adres – przenosi się do gmachu byłego sądu przy ul. Czornowoła 22.

Na tym chyba zakończyły się wieloletnie uciążliwe wędrówki księgozbioru, zapoczątkowanego w Paryżu przez Wincentego Smagłowskiego.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 6 (298) 27 marca – 12 kwietnia 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.