Mojej najdroższej Wykładowczyni Marii Tarnawieckiej – z wdzięcznością

-a A+

„Bogu, rodzicom, dobroczyńcom
Na cześć, sławę i ofiarę”.
Hryhorij Skoworoda

Takich Nauczycieli jak Pani Maria na świecie zawsze jest zbyt mało. Jest to tajemnica Powołania, Daru. Jest tu złączony w jedno dar człowieczeństwa i dar Artysty, szlachetność – cecha człowieka Drogi.

Jej kroki – to rytm życia – tak pada deszcz, rośnie trawa, tak oddycha człowiek. Jej wiedza jest przekazywana przez ręce – przez końce palców, przez ruch dłoni i każdy z nas, uczniów, pamięta, zna hieroglify tych ruchów. Postawa dawnej zakonnicy i jednocześnie – szczyt elegancji. Pozbierana i skoncentrowana w słuchaniu i gotowości. Lekkość i gracja są przejawami pokory. I najgłówniejsze – tajemnica daru Bożego, tajemnica – jak można tak kochać każde stworzenie przekraczające próg klasy i przysiadające przy fortepianie. Tak wierzyć w jego oryginalność, tak słuchać, tak być na zawołanie i nigdy nie narzucać swoich poglądów. Jedynie niechybnie i z gracją postępować za Muzyką, taką jaką jest od stworzenia świata. Dziękuję Ci, Boże, za moich nauczycieli – za naukę służenia porządkowi i piękności życia.

Spotkanie pierwsze
Moja wykładowczyni w Szkole Muzycznej im. Mykoły Leontowicza w Winnicy Natalia Połodiuk przywiozła mnie na pierwsze przesłuchanie do swej nauczycielki – Marii Tarnawieckiej (później Pani Maria żartując nazywała mnie „wnuczką”).

Po raz pierwszy znalazłam się w atmosferze lwowskiego domu arystokratycznego: wysokie sufity, przestrzenne pokoje, wyszukane meble, stosy książek i czasopism, a najgłówniejsze – dostojna powściągliwość, powietrze napełnione nieuchwytną muzyką. Zapamiętałam dobrze tembr fortepianu, na którym mi zaproponowano zagrać – ten lekki srebrzysty dźwięk do dziś wyostrza mój słuch.

Gram Preludium i fugę Bacha f-moll z pierwszego tomu BWV. Po pierwszych dźwiękach Pani Maria dotyka moich ramion i trzyma tak mocno, że nie mogę się poruszyć – wyłącznie palce…

Nieprzyzwyczajona jestem, niewygodnie mi, ale się poddaję tej postawie bez ruchu – i nagle otwiera się inny porządek ruchu, ruch wertykalny! A Pani Maria w przerwie mówi: „Dziecko, cały Bach – to modlitwa! To jest tak!” – staje cała skoncentrowana złożywszy ręce do nieba. „A jakikolwiek ruch ciała jest związany z uczuciem – to już muzyka romantyczna. Przecież nie będzie pani tak się chwiejąc odmawiać „Ojcze nasz!” – i się śmieje!

Tuż po tym gram sonatę argentyńskiego kompozytora Alberto Ginastery i Pani Maria rozhuśtuje moje ciało tak, że jego ruchy zaczynają podkreślać charakterystyczny synkopowany rytm, i woła: „Tańcz, tańcz!!!”…

Było to dotknięcie autentycznego ciała Muzyki! Ona pachnie właśnie tak – dym papierosów zmieszany z eleganckimi perfumami, ona ma taki lekki postęp i królewską grację, ona jest bliska, prosta jak sama prawda życia i jednocześnie zachowuje patos dystansu do istoty rzeczy.

Pierwsze zadanie domowe
„Tak, dziecko, od razu Pani uprzedzam – ja nie słucham gry z nut, na następne zajęcie proszę nauczyć się na pamięć sześć preludiów i fug Bacha!” – i zaczyna wyliczać tonacje…

Włosy mi się zjeżyły: „Jak?!”. Pani Maria spokojnie się uśmiecha: „To nie jest trudne, Pani od razu się nauczy szybko zapamiętywać”.

Te dwa i pół dnia uczenia się na pamięć przewróciły moje pojmowanie faktury muzycznej i rozumienie muzycznej formy. Od uczuciowego – na racjonalne, matematyczne, od liniowego – na objętościowe, przestrzenne. Zaskoczona dostrzegałam, jak szybko układają się w głowie i w rękach całe części, ich współzależność, jak się układa cała kompozycja. I z tej na pozór zimnej racjonalnej budowy zaczyna przeświecać światło innego, nieuczuciowego piękna… „No proszę – powiedziała Pani Maria na następnej lekcji – przecież mówiłam, że Pani potrafi” i uśmiechnęła się owiana dymkiem z papierosa.

Dopiero dużo później zrozumiałam, jakie przemiany nastąpiły w mojej świadomości w ciągu odrabiania tego pierwszego zadania domowego i w ciągu całej mojej pracy z Marią Tarnawiecką nad preludiami i fugami Bacha.

Szostakowicz
Pamiętam pierwszą lekcję rozpoczynającą pracę nad 24 preludium Szostakowicza na pierwszym roku. Na początek Maria Tarnawiecka ogłosiła swój zamysł: „Jest to utwór trudny dla Pani, ale ja z pełną świadomością zadaję Pani „na wyrost”, Pani od razu musi się uczyć myśleć wielostronnie”. Więc zagrałam i patrzę, jak Pani Maria szybko gasi papieros, zaczyna kroczyć przez całą klasę i wołać mocnym głosem: „To jest hymn! O! HYMN!”. I idzie wyprostowana, wysoko podnosząc nogi – jak żołnierz w dawnych czasach!

…W jednym geście – pojemność, ton, rytm, męstwo, spojrzenie, tragizm – królewskość!

Na początku ja się zastanawiałam, dlaczego Pani Maria pozornie nie udziela uwagi szczegółom technicznym. Później zauważyłam, że one nie istnieją dla mego nauczyciela – wszystkie elementy, WSZYSTKO jest muzyką żywą: takie dotknięcie klawisza w preludium Chopina jest nie dlatego, że „Chopin używał takiego dotknięcia klawisza”, ale dlatego, że ból jego czasów w taki właśnie sposób odbija się w czasach moich, a frazowanie w Drugim koncercie fortepianowym Brahmsa rodzi się z gęstości fali dojrzałej późnej miłości kompozytora…

Kiedy nie dawał mi się trudny pasaż, Pani Maria powiedziała: „Pani musi go zrozumieć, ułożyć w głowie, wówczas palce to wykonają”. Natychmiast ze zdziwieniem zobaczyłam wynik. Żadnej formalnej technologii, żadnej formalnej dokładności. Wszystko jest oddane w służbę, wszystko – DLA, wszystko jest żywą muzyką chwili…

Maria Tarnawiecka z kolegami i uczniami podczas obchodów swoich 75 urodzin. Natalia Połowynka w środku (fot. z archiwum rodzinnego)

Uczeń
Jeden z epizodów zapadających w pamięć: Maria Tarnawiecka wróciła oburzona z omawiania kolejnego koncertu akademickiego. Komisja poddała krytyce jej ucznia za „afektację i nadmierną teatralność”. Pani Maria gorąco zaprzeczała: „Jak można osobistość zamykać w ramach uśrednionej ogólnie przyjętej szarości! On (uczeń) tym właśnie jest unikalny, że jest aktorem! Jego muzykę można zobaczyć!”. Mnie też raziła pewna egzaltacja tego studenta, ale po tym, co powiedziała Maria Tarnawiecka, zaczęłam zauważać, że on nie gra, on taki jest, to jego sposób na układ ze światem, jego kolor, jego ton…

Dziękuję Pani, Pani Mario, za Jej uwagę do każdego z nas, za otwarcie prostej prawdy, że bez człowieka nie ma żadnej sztuki. „Czy dobrze Pani w akademiku? Czy Pani rodzice są w zdrowiu? Jak się miewa Pani przyjaciel? Czy mąż Pani szanuje?”… Właśnie ten szacunek, stała uwaga, służenie swoim uczniom jest największą tajemnicą daru Nauczyciela.

Mistrz
Kiedy się zdecydowałam wyjść za mąż, powiedziałam o tym Marii Tarnawieckiej. Rozmowa ta była wielką lekcją na całe moje życie.

„Dziecko, Pani jest zakochana, ale niech Pani dobrze się zastanowi, czy to oznacza potrzebę tworzenia rodziny. Pani myśli, że ja się nie zakochiwałam? Tylko że ja podjęłam decyzję – mam Muzykę. I wiem, że nigdy nie potrafiłabym udzielić wam tyle uwagi, gdybym miała własne dzieci” – powiedziała uśmiechając się Pani Maria.

Być może to właśnie to: „pozostaw wszystko i idź za mną”… Świadoma ofiara, bez której nie może być Artysty w tym życiu. Dlatego że zawsze jest pytanie: czy to, co robię – czy mogę postawić w jeden szereg z życiem mojej matki czy mojego dziecka? Tylko samo życie jest miarą muzyki, jak śmierć jest miarą miłości.

„Muzyka jest najwyższą ze sztuk”
Na ostatnim roku studiów w konserwatorium ja niespodziewanie zdecydowałam podjąć pracę w teatrze. Pani Maria długo próbowała wyperswadować mi ten krok, lecz później „pobłogosławiła”: „Dziecko, ale niech Pani zawsze pamięta: muzyka jest najwyższą ze sztuk!”. Tak, pamiętam te słowa! Idziesz przez różne obszary sztuki, ale prowadzi ciebie jedynie muzyka. Tracisz bliskich, ale ból twych utrat łagodzi muzyka. I gdyby raz jeszcze Pan Bóg dał szansę zacząć życie – znowu leciałabym do klasy Marii Tarnawieckiej, by posmakować radości żywego obcowania z Mistrzem, w którego obecności jest wszystko Muzyką.

Natalia Połowynka
Tekst ukazał się w nr 2 (294) 30 stycznia – 12 lutego 2018

Info: Autorka jest śpiewaczką, aktorką, wykładowczyni, reżyserem muzycznym. Laureatka Nagrody Narodowej im. Tarasa Szewczenki. Absolwentka LNAM im. Mykoły Łysenki.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.