Na szlaku II Brygady Legionów Polskich do Niepodległej. Część IV

-a A+

RARAŃCZA 1918 – II Brygada Legionów Polskich na terenie Rosji

Po zakończonej sukcesem – dla części oddziałów II Brygady – próbie przebicia się przez linię frontu pomiędzy Austro-Węgrami a Rosją pod Rarańczą, znalazły się one na terytorium objętej chaosem rewolucyjnym bolszewickiej Rosji. Uzyskana przez nie wolność okazała się w istocie iluzoryczna ze względu na ciągłe zagrożenie ogarnięcia przez postępujące na wschód wojska niemieckie i austro-węgierskie, a droga do niej daleka z powodu braku możliwości zamierzonego dotarcia do znajdującego się tam I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. Wymuszone sytuacją połączenie się oddziałów Józefa Hallera z II Korpusem Polskim i zakończona niepowodzeniem jego bitwa z Niemcami pod Kaniowem stanowiły ostatni etap wojennej epopei, rozpoczętej we Lwowie w 1914 roku przez oddziały przyszłej II Brygady Legionów Polskich.

W dniu 16 lutego 1918 roku nad ranem zaledwie jedna trzecia składu II Brygady LP znalazła się, po walce pod Rarańczą podczas przebicia się przez pierścień okrążających ją oddziałów austro-węgierskich, na wolności. Tam to, w pobliżu znanej legionistom z 1915 roku i położonej już na terytorium Besarabii (przynależnej do Rosji) Rokitny, znalazło się opanowanych entuzjazmem ok. 1500 żołnierzy i ok. 100 oficerów prowadzonych przez brygadiera płk. Józefa Hallera; byli też wśród nich ppłk. Michał Rola-Żymierski i por. Mieczysław Boruta-Spiechowicz, których postawa i działanie były istotne dla podjęcia decyzji o akcji i jej pomyślnego zrealizowania. Spontaniczna radość z uwolnienia się od austriackiego zwierzchnictwa i gotowość marszu ku polskim korpusom była zmącona obiektywnie trudną sytuacją, w jakiej się znaleźli legioniści, co więcej – nieznaną i niepewną przyszłością. Posiadane racje żywnościowe wystarczały zaledwie na 3–4 dni, na żołnierski karabin przypadało jedynie po 100 naboi. Nie posiadali oni również wystarczających zapasów pieniężnych, jako że kasa została utracona pod Rarańczą, podobnie się też stało z wiozącymi zaopatrzenie taborami. Jednakże plusem ich braku było to, że ruszająca w nieznane Brygada mogła być bardziej mobilna, co w sytuacji znajdujących się jeszcze niedaleko austro-węgierskich wojsk miało duże znaczenie; tym bardziej, że pościgu z ich strony nie można było wykluczyć, zwłaszcza gdy pierwszy nocleg na wolności przypadł wyczerpanym akcją żołnierzom w odległości zaledwie ok. 12 km od granicy monarchii.

Bitwa pod Kaniowem – plan sytuacyjny

Jak wspomniano, przyszłe losy Brygady były trudne do przewidzenia – wkraczała ona na tereny objęte bolszewicką rewolucją, której wojska znajdowały się już w niezbyt odległym Chocimiu i Kamieńcu Podolskim; mogła się też liczyć z napotkaniem grup dezerterów z rosyjskiej armii i zrewoltowanym chłopstwem. Brygada Hallera była tam nieznaną grupą wojska, tak co do jej pochodzenia, jak i celów marszu, często początkowo błędnie poczytywaną za wojsko rumuńskie. W takiej to sytuacji dowództwo jej podjęło decyzję o konieczności ułożenia dobrych stosunków z bolszewikami, niepodejmowaniu z nimi walki, ale przekonaniu ich, że polskie oddziały nie mają do zrealizowania ani na Ukrainie, ani w Rosji własnych militarnych i politycznych celów.

Dla zgromadzenia niezbędnych w marszu środków finansowych, wszyscy żołnierze Brygady utworzyli z posiadanych własnych zasobów pieniężnych wspólną kasę. Podjęli też decyzję przeprawienia się na drugi (lewy) brzeg Dniestru, tym bardziej, że lokalne władze bolszewickie, choć słabe, żądały rozbrojenia jej. Podjęciu marszu na północ od tej rzeki sprzyjały niesprawdzone dokładniej wiadomości o znajdujących się jakoby w rejonie Żytomierza forpocztach I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. Pozbawiona taborów, więc niezbędnego wyposażenia, była Brygada zmuszona przed dalszym marszem zdobyć kilka kuchni polowych oraz wozów z podstawowymi prowiantami – kaszą, cukrem i herbatą. Po dokładniejszym rozpoznaniu sytuacji okazało się jednak, że legioniści musieli odstąpić (chwilowo) od planu połączenia się z wojskami polskimi na terenie Rosji – Korpus Muśnickiego był, jak się okazało, oddalony o setki kilometrów, zaś innych polskich oddziałów w pobliżu nie było. Brygada skierowała się ku Barowi, zaś nawiązanie dobrych stosunków z bolszewickim komitetem rewolucyjnym w Płoskirowie (dzięki dyplomatycznym zabiegom działającego na tym terenie Tadeusza Hołówki, emisariusza Polskiej Organizacji Wojskowej) pozwoliło na swobodne jej poruszanie się z bronią, a nawet dawało nawet możliwość skorzystania z dwóch pociągów. Dowództwo Brygady postanowiło 27 lutego wysłać swych przedstawicieli, a to ppłk. Michała Żymierskiego i por. Mieczysława Spiechowicza, do Mińska, na Zjazd Wojskowych Polaków z wszystkich frontów; tam to zamierzali oni przedstawić zebranym stanowisko Józefa Hallera i ustalić dalsze plany działań wiodących do połączenia się z I Korpusem Polskim stacjonującym w Bobrujsku. Sytuację jednak skomplikował fakt wyruszenia w połowie lutego na Kijów wojsk niemieckich, zaś końcu tego miesiąca – austriackich ku Odessie. W ten sposób Brygada Hallera znalazła się na terenach ogarniętych przez Austriaków, co więcej, plany jej marszu ku północy, gdzie napotkałaby oddziały niemieckie, nie mogły już być brane pod uwagę; jednocześnie powrócili wysłannicy Hallera na miński zjazd, jako że ich misja stała się w nowej konstelacji militarnej na tym obszarze nieaktualna.

Tu należy wspomnieć, że sytuacja polskich korpusów na terenie Rosji odległa była od wyobrażeń panujących w Brygadzie i nie rokowała na dalszą metę pomyślnego połączenia się z nimi: I Korpus Polski Dowbor-Muśnickiego, w następstwie pertraktacji z Niemcami został niebawem przez nich rozbrojony, II Korpus w odległych Sorokach – w Besarabii – dopiero formował się, zaś III Korpus Polski - znajdujący się w Winnicy – po zajęciu jej przez Niemców i niepowodzeniach militarnych wkrótce przestał istnieć. Tym samym, nadzieje Józefa Hallera na powstanie wielkiej polskiej armii na terenie Rosji nie mogło się spełnić; jego Brygada tedy odcięta przez wojska niemieckie od I i III Korpusu, ponadto zagrożenie wobec dotarcia do II Korpusu stawało się coraz bliższe. Płk. Haller zdecydował tedy, że jedyną pozostającą do zrealizowania nadzieją jest marsz wzdłuż Dniestru w kierunku Jampola i możliwie szybkie dotarcie do II Korpusu dowodzonego przez gen. Jana Stankiewicza stacjonującego odległych o ok. 100 km Sorokach. Tak też się stało – II Brygada weszła w jego skład jako 5 dywizja Strzelców Polskich. W tym tez czasie, bo 2 marca, odbyła się u króla Rumunii audiencja delegacji Polskiego Komitetu Wykonawczego - tam też, na posiedzeniu z czterema ambasadorami (Anglii, Francji, Stanów Zjednoczonych i Włoch) ustalono, że jednym z najważniejszych celów państw ententy jest doprowadzenie do powstania niepodległego państwa polskiego, co też stanowiło jeden z głównych warunków zawarcia pokoju. Było to istotne wsparcie dla działań politycznych II Brygady, która wtenczas lepiej poznała sytuację na frontach wojny, sprzyjającą politykę Stanów Zjednoczonych wobec formowania się wojska polskiego oraz dowiedziała się o faktycznym jego postawaniu we Francji. W ten sposób, po przebyciu ok. 300 km do Sorok, zakończył się tam 6 marca trwający od 15 lutego czas tułaczki II Brygady. Niestety, okres spokoju nie był długi – zaistniała obawa jej rozbrojenia na terytorium Rumunii, co wynikało z zawartych przez nią z państwami centralnymi postanowień pokojowych, mówiących o takim działaniu wobec wszelkich oddziałów narodowych znajdujących się na obszarze tego kraju.

Dnia 8 marca Brygada Hallera, wobec wspomnianego zagrożenia, była mimo wszystko gotowa do wymarszu dla połącznia się z oddziałami polskimi na terenie Rosji. Decyzją gen. Stankiewicza nastąpił podział jego II Korpusu: Józef Haller pomaszerował, dla połączenia się z I Korpusem w kierunku Dniepru, gen. Stankiewicz przeszedł z częścią oddziałów na Podole. W następstwie tych postanowień i działań Brygada Józefa Hallera przestała istnieć w dotychczasowej formie, a on sam stał się z dniem 28 marca dowódcą II Korpusu, od dnia 7 kwietnia – w stopniu generała brygady. Ze swymi oddziałami, drogą przez Humań, dotarł on 13 kwietnia w okolice Kaniowa, w pobliżu Dniepru. Tam też zatrzymał się – w odległości ok. 10 km od tej miejscowości, jako że umowa z rządem Ukraińskiej Republiki Ludowej pozwoliła na koncentrację jednostek polskich w guberni czernihowskiej wraz z zapewnieniem zaopatrzenia dla nich. Jednocześnie Haller złożył Radzie Regencyjnej meldunek o zawarciu umowy z Ukrainą, zaś Rada Regencyjna zażądała od II Korpusu podporządkowania się Niemcom i zachowania wobec nich postawy neutralnej. Poleciła też II Korpusowi oczekiwać na swe dalsze rozporządzenia. Dowództwo jego zaakceptowało te decyzje, przyjmując postawę wyczekującą, i co należy podkreślić, we wrogim otoczeniu i przy dających się odczuwać brakach w aprowizacji. Jednakże takiej postawy nie przyjęły znajdujące się już tam oddziały niemieckie – rozpoczęły one otaczanie oddziałów Korpusu, a 6 maja zażądały od niego złożenia broni; ultimatum swe jednak cofnęły, spostrzegając gotowość żołnierzy II Korpusu (liczącego ok. 7000) do walki.

Korpus znalazł się tedy, podobnie jak II Brygada trzy miesiące wcześniej pod Rarańczą, w rozterce co do swych przyszłych działań: przełamania kordonu niemieckiego siłą i skierowania się za Dniepr, czy też rozproszenia przy porzuceniu sprzętu dla późniejszego ponownego złączenia się. Decyzję Hallera poprzedzili Niemcy 11 maja, otaczając piechotą i artylerią oddziały polskie i rozpoczynając na nie, bez uprzedzenia, uderzenie 4 brygady gen. mjr. Franza Hermanna von Zierholda. Legioniści, mimo ze podjęli zacięty bój, eliminujący ok. 1500 (rannych i zabitych) żołnierzy przeciwnika, ulegli zaskoczeniu i jego sile przy mniejszych stratach własnych. Musieli tedy zrezygnować z próby przebicia się z okrążenia i przystąpić do negocjacji o kapitulacji. Postanowili jednak nie podporządkować się w pełni jej warunkom – mimo wszystko odmówić złożenia broni, a podczas nocy przedrzeć się pojedynczo lub grupkami przez kordon wroga i zebrać w okolicach Kijowa, co udało się jedynie ich części – niestety, ok. 3000 szeregowców i 250 oficerów znalazło się w niemieckiej niewoli. Ci, w podobnej liczbie, którzy jej uniknęli i zbiegli z Józefem Hallerem na czele, mogli już w niedalekiej przyszłości połączyć się z polskimi żołnierzami przybyłymi z Sybiru, z okolic Odessy czy znad Donu (w armii rosyjskiej służyło ok. 700.000 Polaków!) i dotrzeć do kraju.

Wtedy też, w połowie czerwca (1918 roku) gen. Józef Haller skierował się z Moskwy na Murman (czyli do Murmańska), do którego, w następstwie jego zarządzenia, wysłane zostały transporty polskich żołnierzy z Ukrainy. Sprawy biegły dalej szybko – Józef Haller drogą morską dotarł 13 lipca do Francji, gdzie 4 października objął dowództwo „Błękitnej Armii” (w jej skład wchodzili Polacy przybyli także z Ameryki Północnej, a nawet Południowej i Australii) powołanej wcześniej (4 czerwca 1917 roku) dekretem prezydenta Francji Raymonda Poincaré. Z nią też, liczącą 70.000 żołnierzy, po walkach z Niemcami w Wogezach i Szampanii, przekroczył granicę Polski w rejonie Leszna Wielkopolskiego 19/20 kwietnia w 1919 roku. Tak zakończyła się droga do Ojczyzny generała Józefa Hallera – przyszłego Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej w 1920 roku – rozpoczęta jego wymarszem w stopniu kapitana z Legionem Wschodnim ze Lwowa w sierpniu 1914 roku oraz uczestnictwem w kampanii karpackiej i utworzeniem podczas niej Rzeczypospolitej Rafajłowskiej w 1914/1915 roku.

Jan Skłodowski
Tekst ukazał się w nr 4 (296) 28 lutego – 12 marca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.