Wspomnienie o Szymonie Kazimierskim

-a A+

Minął rok jak go zabrakło. Odszedł od nas przedwcześnie. Straszna choroba zabrała go i sprawiła, że nigdy już nic nie napisze.

Szymon Kazimierski, bo o nim właśnie te słowa, był z nami od początku wydawania pisma. Bez niego Kurier Galicyjski nie byłby tym czym jest dzisiaj. Był jednym z tych publicystów, na którego teksty czekano, o które się spierano. Jego pełna swady publicystyka nie zostawiała nikogo obojętnym.

Urodził się 10 lipca 1942 roku. Z zawodu był lekarzem stomatologiem, ale to w niewielkim tylko stopniu opowiada o jego życiu, choć stomatologiem był dobrym, można rzec utalentowanym.

Był niezwykle ciekawy życia. Interesowało go wszystko wokół, a także to co daleko. W młodości zakładał zespół jazzowy. Chciał być lotnikiem, jednak krzywa przegroda nosowa sprawiła, że nie przeszedł komisji kwalifikacyjnej. Rok studiował prawo, jednak czuł, że nie daje mu to satysfakcji. Zrezygnował i zdał niezwykle trudne egzaminy na Akademię Medyczną w Gdańsku.

Szymon udzielał się w teatrach studenckich, sam pisał sztuki. W gdańskim akademiku, gdzie mieszkał, wydarzył się fakt, który miał wpływ na całe jego późniejsze życie. Szymon zgłosił się tam zbyt późno i powiedziano mu, że wolnych miejsc już nie ma… Chyba, że zgodzi się zamieszkać w jednym pokoju z Sudańczykami. Dla Szymona nie stanowiło to problemu, co najwyżej wyzwanie. Gdy ukończył uczelnię, władał płynnie także językiem arabskim. Wiele lat później, w roku 1979 potwierdził to zdając egzamin z tego języka na Uniwersytecie Warszawskim. Wyjechał wtedy do Afryki Północnej. Kilka lat spędził w Libii. Benghazi stało się jego domem. Wędrował też przez Egipt, Sudan, Czad. Wiele lat później jego opowiadania oparte na wspomnieniach z tego okresu, jak chociażby drukowany w Kurierze Galicyjskim „Afrit”, stały się prawdziwym hitem.

Szymon lubił sportowe strzelanie i wyprawy motocyklowe. Był niespokojnym duchem. Należał to tych, co chcą wiedzieć „co jest za tą górą”. Wiele czasu poświęcił badaniom genealogicznym.

Szymon Kazimierski ze swoją matką

Jednak jego prawdziwą pasją było pisanie. Był autorem wielu opowiadań. Opowiadanie „Sonderfuhrer” wydano w antologii „Deszcze Niespokojne” (Fabryka Słów 2005).

Swą pasję realizował jednak w sposób najbardziej pełny w Kurierze Galicyjskim. Przez prawie 10 lat jego artykuły, opowiadania i eseje o niezwykle urozmaiconej tematyce ukazywały się regularnie co dwa tygodnie. Na palcach jednej ręki można policzyć numery Kuriera Galicyjskiego z tego okresu, gdzie takich nie było.

Do dziś wspominam nasze rozmowy. Każda z nich była duchową ucztą, niezależnie od tego, gdzie się toczyła: w Olsztynie, gdzie mieszkał, w Warszawie, we Lwowie, Stanisławowie czy Kijowie, gdzie nas odwiedzał.

Brakuje nam Ciebie, Szymku! Wiesz przecież o tym, na pewno i tam czytasz naszą gazetę.

Mirosław Rowicki
(Marcin Romer)
Tekst ukazał się w nr 22 (290) 30 listopada – 18 grudnia 2017

01/01/1970 01:00

15/02/2017 07:33

To już nie będzie ten sam Kijów

Panią Wiktorię Radik poznałem kilka lat temu, przy okazji wypełniania ankiet przez liderów organizacji polskich w Kijowie.

16/02/2017 07:39

Pamięci Andrzeja Nikodemowicza

Rok 2017 zaczął się dla Pana Andrzeja pomyślnie, jak zresztą początki wielu kolejnych lat Jego życia – 2 stycznia obchodził swe 92 urodziny.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.