Polski pilot z Kodymy. Część 2

-a A+

Przedstawiamy opinii Czytelników kolejny z fragmentów wybranych powieści dokumentalnej Bogdana Suszyńskiego o drodze życiowej polskiego lotnika Stanisława Skalskiego, wydanej w języku ukraińskim w Odessie w roku 2013. Esej ten w tłumaczeniu na język polski zostanie wkrótce wydany.

Historii przepisać się nie da, a ta świadczy, że pomimo mężnego sprzeciwu lądowych i powietrznych sił Rzeczypospolitej los państwa polskiego już był rozstrzygnięty. Więc 17 września 1939 roku wraz z innymi polskimi lotnikami Skalski opuszcza kraj przez polsko-rumuńską granicę, żeby już w styczniu następnego roku drogą okrężną przez Rumunię, Syrię, libański Bejrut i francuską Marsylię dostać się do Wielkiej Brytanii.

Interesujący szczegół: wiadomo, że w czasie II wojny światowej Rumunia była wojennym sojusznikiem Rzeszy, ale pobratały się one później, na czas upadku Rzeczypospolitej Królestwo Rumunii pozostawało jeszcze neutralne. Właśnie dzięki wsparciu władz Rumunii tysiące polskich żołnierzy, wśród których było sporo oficerów, udało się uratować, by mogli kontynuować później walki w składzie armii zachodnich aliantów, w tym też przeciwko wojskom rumuńskim. Na tym polega paradoks polityczny…

Zapoznając się ze zbiorem dokumentów „Ukraiński ruch narodowo-wyzwoleńczy na Przykarpaciu w XX wieku” niespodziewanie natrafiłem na interesujący dokument, który dotyczy opisu sytuacji, kiedy Stanisław Skalski przekraczał granicę rumuńską. Wyjaśnia ten dokument stosunek ówczesnych władz rumuńskich do polskich uchodźców wojennych.

Ten dokument, podpisany przez wysokiej rangi urzędników radzieckich komisarza ludowego bezpieki państwowej Ukrainy Merkułowa i komisarza ludowego spraw wewnętrznych Ukrainy Sierowa, ma tytuł „Notatka kierownictwa organów NKWD i NKBP na Ukrainie do Ł. Berii o rezultatach roboty w dawnych polskich województwach, stworzeniu sieci agentów, aresztowaniach członków UNDO, OUN i in., od 4 października 1939 r.”. W nim m.in. czytamy interesujące relacje: „W mieście Lwowie nadal krążą pogłoski o tym, że Francja i Anglia oczywiście pomogą w odzyskaniu Polski, że Armia Czerwona musi wkrótce oswobodzić terytorium Polski. Według świadczeń agentów, konsulat rumuński sprzyja ukrywającym się polskim oficerom w przejściu granicy do Rumunii wydając im wizy. Wjeżdżający do Rumunii oficerowie podobno są kierowani dalej do Francji i Anglii dla formowania oddziałów wojennych” (tu w języku oryginału: „По городу Львову продолжают циркулировать слухи о том, что Франция и Англия безусловно помогут восстановлению Польши, что Красная Армия должна скоро освободить территорию Польши. По агентурным сведениям, румынское консульство оказывает содействие скрывающимся польским офицерам в переходе границы в Румынию, выдавая им визы. Переправляющиеся в Румынию офицеры, якобы, направляются в дальнейшем во Францию и Англию на формирование военных частей”).

Otóż przez terytorium Ukrainy Zachodniej, która już znajdowała się pod kontrolą wojsk sowieckich, polscy oficerowie przekradali się jako przez terytorium wrogie. W tymże doniesieniu jest mowa o tym, że tylko w rejonie stanisławowskim przez organy NKWD aresztowano 133 polskich oficerów. I też: „Dzisiaj (czyli 4 października 1939 roku – B.S.) zaczęto rejestrację oficerów wojska polskiego. Kadry oficerskiej zgłosiło się bardzo mało. Większość to oficerowie rezerwy. Rejestracja potrwa jeszcze przez dwa dni”.

Kamienica w Dubnie, w której mieszkała rodzina Skalskich (fot. google.com.ua)

Z innych źródeł historycznych dowiadujemy się, że po niemiecko-radzieckim zwycięstwie nad Polską do niewoli niemieckiej trafiło ponad 420 tysięcy polskich żołnierzy, do sowieckiej – ponad 250 tysięcy. Dokładnie wiadomo, że w Katyniu i innych obozach komuniści rozstrzelali ponad dwadzieścia tysięcy jeńców wojennych, przeważnie oficerów. Dość okrutnie traktowani byli jeńcy-Polacy również przez narodowych socjalistów.

Co dotyczy szczegółów przekroczenia granicy przez samego Skalskiego, to było to tak. Ojczyzny pilot bronił do ostatnich możliwych chwil. Jeszcze 16 września, w przeddzień wkroczenia Armii Czerwonej na terytorium Polski, zaatakował on z nieba pododdział kawalerii niemieckiej, a już następnego dnia wraz z innymi lotnikami przekroczył w składzie transportu lądowego ówczesną polsko-rumuńską granicę nieopodal Śniatyna. Przy tym ważne jest, że Skalskiemu udało się uniknąć internowania w Rumunii. Będąc już bez broni, w przebraniu po cywilnemu pilot dotarł do ambasady polskiej w Bukareszcie.

Pomimo że Polska jako państwo już nie istniała, ambasada była jeszcze czynna i władze rumuńskie nadal ją honorowały. Zajmowała się ona już przeważnie pomocą polskim żołnierzom w przedostaniu się do Francji i Wielkiej Brytanii. Dzięki wysiłkom dyplomatów, polski pilot opuścił Rumunię po cywilnemu, z fałszywym paszportem i z zaświadczeniem o tym, że wyjeżdża do Turcji w poszukiwaniu zatrudnienia.

Ponieważ Polak ten z Rumunii wyjeżdżał, a nie wjeżdżał do niej, straż graniczna nie czyniła przeszkód w odprawie i niespecjalnie badała jego dokumenty. A już w jednym z portów tureckich Skalskiemu udało się wsiąść na pokład greckiego parowca Aghios Nikolaos, na którym on bez większych przygód dotarł do brzegów libańskich i wysiadł w Bejrucie. Niektóre źródła mówią o tym, że Skalski podobno przeleciał do Rumunii za sterem swego myśliwca. Lecz wersja ta, po pierwsze, nie ma żadnego dokumentalnego czy medialnego potwierdzenia. Po drugie, pilot wojenny Skalski dobrze wiedział, że gdyby on bez pozwolenia władz rumuńskich zdecydował naruszyć przestrzeń powietrzną sojusznicy Niemiec Rumunii na swoim samolocie bojowym, to natychmiast został by pojmany i osadzony jako jeniec wojenny. W tym wypadku nie byłoby też wzmianki, że przekroczył granicę pod Śniatynem i że opuścił Rumunię na cudzych papierach wydanych mu w polskiej ambasadzie w Bukareszcie.

Być może kto inny pozostał by w spokojnej, zajmującej się światowym handlem stolicy Libanu, który w ten czas na Bliskim Wschodzie odgrywał podobną rolę jak Szwajcaria w Europie… Znalazł by sobie jakieś zatrudnienie i młodą Arabkę i doczekał się tam końca wojny światowej. Tylko Skalskiego taka perspektywa nie satysfakcjonowała. Pewnego dnia wyruszył on do brzegów Francji i już w końcu października 1939 roku podziwiał morskie pejzaże Marsylii, skąd przeniósł się do Lyonu. Lecz i tu zabawił niedługo.

Dworzec w Kodymie (fot. Wikimapia)

Skalski wiedział, że rząd polski na uchodźstwie przeniósł się do Londynu, w ślad za nim przez La Manche pociągnęli setki i setki oficerów marynarki i lotnictwa oraz innych specjalistów z zamiarem walczyć z nawałą hitlerowską w składzie wojsk brytyjskich. Więc nie trzeba się dziwić, że po 20 stycznia Skalski już był na pokładzie statku, który płynął do Anglii. Oczywiście, że nikt na niego nie oczekiwał, nikt się nie śpieszył zaliczać go do lotnictwa i nadawać mu do dyspozycji samolot myśliwski, chociaż można było już się domyślać, że atak Niemiec na Wielką Brytanię jest nieodwracalny i że w niedługim czasie Brytyjczykom będą potrzebni również polscy lotnicy.

Przez kilka miesięcy Skalski musiał się ponudzić w specjalnym obozie dla pilotów polskich, skąd po krótkim przeszkoleniu 3 sierpnia 1940 roku został przerzucony do Sutton Bridge, gdzie już bazował 302 Dywizjon Myśliwski. Osobliwością tego dywizjonu było to, że Brytyjczycy sformowali go wyjątkowo z polskich załóg, przez co otrzymał przydomek „Poznański”. Ale już 12 sierpnia Skalskiego nagle przerzucają na służbę do Blackpool, gdzie wkrótce otrzyma on przydział do 501 Dywizjonu Myśliwskiego Królewskich Sił Powietrznych (RAF). I tu już pierwszego dnia służby wypadło mu się odznaczyć.

Wylatując w składzie grupy na zadanie on osobiście zestrzelił jednego Heinkla 111, drugiego uszkodził. Dalsze wydarzenia pokazują, że jako pilot-myśliwiec wszedł on w pasmo zadziwiających sukcesów, które rzecz jasna umacniały się przez wzrost jego zręczności lotniczej i hart męstwa. Już w następnym dniu nie pozostawia on żadnych szans na uratowanie się pilotom Focke-wulfa 109, a 2 września zestrzela od razu dwa samoloty w niebie nad Kentem Północnym.

Jednakże pasmo zwycięstw nie trwało długo. 5 września podczas konwojowania brytyjskich bombowców zaatakował on jeden z Messerschmittów, lecz sam również został zaatakowany i po chwili myśliwiec Skalskiego stanął w płomieniach. Pilot Skalski został trafiony kulą w udo.

Jak wspominał później, wyskoczywszy z płonącego samolotu na chwilę stracił przytomność i ocknął się dopiero wisząc na spadochronie, który otworzył nieświadomie, dzięki lotniczej intuicji. Wylądował na polu buraków, pierwszą pomoc mu nadał lekarz Kanadyjczyk, który przejeżdżał nieopodal w transporcie zmechanizowanym. Skalski natychmiast postanowił, że w szpitalu długo się nie zatrzyma. Rzeczywiście po niedługim leczeniu rany postrzelonej i lekkich poparzeń on znowu jest w swoim 501 Dywizjonie, gdzie w niedługim czasie otrzymuje nowy samolot.

Tu przytoczę interesujący szczegół. Jak już mówiliśmy, granice Polski Stanisław Skalski opuścił jako doświadczony pilot mający na swym koncie kilka zestrzelonych niemieckich samolotów. Ile dokładnie? Odpowiedzieć na to pytanie nie jest łatwo. Jedne źródła mówią, że podobno w czasie kampanii wrześniowej wykonał trzydzieści lotów bojowych, zestrzeliwując osobiście sześć samolotów. Tej wersji trzyma się znany badacz historii polskiego lotnictwa Bohdan Arct w swojej książce Poczet wielkich lotników. Chociaż z innych źródeł dowiadujemy się jedynie o czterech zestrzelonych przez Skalskiego samolotach osobiście i jednym w parze z innym pilotem.

Przy czym zadziwia fakt, że większość poważnych polskich wydawnictw, jak na przykład Wielka Encyklopedia Powszechna PWN, Encyklopedia II Wojny Światowej oraz szereg innych w ogóle unikają podawania wiadomości o tym, ile samolotów zestrzelił Skalski i ile uszkodzonych zostało w okresie kampanii niemiecko-polskiej 1939 roku, woląc operować jedynie wiadomościami o zestrzelonych przez niego samolotach w ciągu całej II wojny światowej.

Dla przykładu, Wielka Encyklopedia Powszechna PWN ogranicza się jedynie konstatacją tego, że ogólnie w ciągu II wojny światowej polski as zestrzelił dwadzieścia dwa samoloty nieprzyjacielskie. Jeśli brać pod uwagę dane opublikowane przez inne poważne polskie źródła, to liczba ta wydaje się być bardzo i to bardzo polemiczną.

Na udowodnienie tego zacytuję Encyklopedię II Wojny Światowej, w której o samolotach zestrzelonych przez Skalskiego w polskim niebie znów nie ma ani słowa! Co do ogólnego podsumowania okresu wojny, to podawana jest liczba dwadzieścia jeden – a nie dwadzieścia dwa – potwierdzonych zestrzelonych samolotów oraz dwa samoloty „prawdopodobnie” zestrzelonych. Oprócz tego zaznacza się, że ma Skalski na koncie 321 lotów bojowych i cztery uszkodzone samoloty nieprzyjacielskie. Otóż, jak widać, o zwycięstwach porucznika Skalskiego właśnie w polskim niebie nie ma ani słowa.

Zgódźmy się, że taki stosunek polskich autorów do zwycięstw polskiego pilota podczas bitwy o Polskę nie może nie zadziwiać. Pozostaje wysnuć przypuszczenie, że oni albo obawiają się pomyłki w określeniu ilości zestrzelonych przez Skalskiego samolotów właśnie w walkach nad Polską, albo się wstydzą skromności liczb.

Rzecz jasna, że sukcesy militarne najlepszego polskiego pilota w żadne porównanie nie stają z sukcesami wielu niemieckich asów. Powiedzmy, pilot myśliwiec Gerhard Barkhorn swoje pierwsze zwycięstwo otrzymał w lipcu 1941 roku, a walczyć mu przyszło przeważnie na froncie wschodnim przeciwko takim asom radzieckim jak Iwan Kożedub, Aleksander Pokryszkin, Nikołaj Skomorochow, Siergiej Ługański oraz uczestniczyć w bitwie o Wielką Brytanię. Otóż do końca wojny na jego koncie było 301 osobiście zestrzelonych samolotów przeciwnika. I to przy tym, że koledzy „Gerda”, jak go nazywano w eskadrze myśliwskiej, potwierdzali: przy najmniejszej wątpliwości on oddawał swoje zwycięstwo na koszt mniej zręcznych i bardziej pechowych kolegów.

Jeśli były wypadki, kiedy po bitwie pilotom przychodziło się rozstrzygać zwycięstwo rzucając losy, Gerd zawsze z tego rezygnował. A kiedy jednego razu uszkodził silnik radzieckiego myśliwca, to zbliżywszy się podał ręką znak, żeby pilot opuścił maszynę, po czym osłaniał spadochron rosyjskiego pilota dopóki ten nie wylądował. Po wojnie Gerd, jak i Stanisław Skalski, kontynuował służbę w lotnictwie osiągając w niemieckich Bundesluftwaffe stopnia generała majora.

Jeszcze bardziej doniosłe osiągnięcia miał jego przyjaciel Erich Hartmann, znany wśród pilotów jako Bubi, który jest uważany za takiego asa-myśliwca, który odniósł najwięcej sukcesów w całej historii lotnictwa światowego. Według danych oficjalnych, w 835 bojach powietrznych udało się mu zestrzelić 352 samoloty nieprzyjaciela, z których 345 były radzieckimi. Przy czym wiadomo, że żadnemu pilotowi aliantów tak i nie udało się go zestrzelić. Czternaście samolotów on stracił przez to, że większość się psuła porażona odłamkami samolotów nieprzyjaciela, dlatego że ogień Hartmann otwierał z bardzo bliska, albo przez stan techniczny maszyny.

Do tego warto dodać, że wojnę on rozpoczął dopiero w październiku 1942 roku na Kaukazie, a swój pierwszy samolot zestrzelił dopiero w listopadzie tegoż roku. Pomimo tak późnego początku, został on najwybitniejszym pilotem II wojny światowej.

Zgodzę się, że osiągnięcia Skalskiego nie można porównywać nie tylko z osiągnięciami wymienionych wyżej asów, ale też słynnych niemieckich pilotów Petera Düttmanna, Waltera Krupinskiego, do słowa dowódcy i mentora Hartmanna, Wilhelma Batza, czy Helmuta Lipferta. Ale niezaprzeczalnym jest fakt, że słynniejszego pilota od Skalskiego polskie siły powietrzne nie znały.

Bogdan Suszyński
Tekst ukazał się w nr 23-24 (267-268) 16 grudnia - 16 stycznia 2016

Polski pilot z Kodymy. Część 1

19/09/2014 09:46

Jerzy Bajan

W 80. rocznicę zwycięstwa Challenge’u

12/11/2016 08:49

Polski pilot z Kodymy. Część 1

12 listopada 2004 roku w Warszawie zmarł Stanisław Skalski.

15/11/2017 08:11

307 Dywizjon Myśliwski Nocny Lwowskich Puchaczy

Zapomniana historia z czasów II wojny światowej

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.