O Wołodyjowskim faktów kilka

-a A+

Spis treści

Michał Wołodyjowski (Fot. en.wikipedia.org)W lecie 1672 roku potężna, ponad 120 tysięczna, armia turecko-tatarska wyruszyła na tereny Rzeczypospolitej. Na jej drodze jako pierwszy stanął Kamieniec Podolski. Oblężenie Kamieńca Podolskiego rozpoczęło się 12 i trwało do 27 sierpnia. Minęła właśnie 340. rocznica tych tragicznych dla Podola wydarzeń.


Przygotowania Kamieńca do obrony
Kamieniec Podolski, zwany „kluczem do Podola i całej Rzeczypospolitej”, został oblężony przez potężne wojska tureckie.

 

Twierdza wówczas miała już niezmodernizowane, nadwyrężone licznymi walkami, umocnienia i słabą załogę składającą się zaledwie z 200 żołnierzy stałej załogi, 500 osobowego regimentu piechoty pod dowództwem majora Kwasiborskiego z zaciągu biskupa krakowskiego Andrzeja Trzebickiego, dwa regimenty piesze (ok. 300-400 ludzi) pod dowództwem kapitana Wąsowicza i kapitana Bukara, 24 dragonów, 70 ludzi z chorągwi jazdy, 80 kijanów rotmistrza Jana Mokrzyckiego i trochę jazdy wołoskiej Jerzego Wołodyjowskiego. Łącznie załoga stanowiła ok. 1500 żołnierzy, z czego 1060 ludzi obsadziło Stary i Nowy Zamek, a reszta zajęła pozycje w mieście. Stanowiło to jedynie 1/7 potrzebnej obsady obrońców.


Obroną dowodził starosta podolski Mikołaj Potocki. Północną stronę Nowego Zamku obsadził rotmistrz Myśliszewski z 700 ludźmi, południową stronę z kolei chorąży podolski Wojciech Humiecki oraz regiment generała Łączyńskiego pod dowództwem kapitana Wąsowicza oraz część dragonów Wołodyjowskiego, razem ok. 400 ludzi. Pozostali dragoni i serdiucy Montowidły zajęli Stary Zamek. Kluczowy punkt obrony miasta, czyli Ruską Bramę, obsadziło 230 ludzi stolnika latyczowskiego Stanisława Makowieckiego. Bramę Lacką obsadził wojski latyczowski Stanisław Grodecki z ochotnikami i szlachtą. Wielkiego Szańca bronił wójt lacki Cyprian Tomaszewicz. Obroną mostu dowodził młody cześnik podolski Józef Wasilkowski.


Atak Turków
12 sierpnia pod zamek podeszły oddziały tatarskie i konnica turecka, którą odpędzono salwami z dział. 14 sierpnia dotarły pod twierdzę główne siły tureckie z Wielkim Wezyrem, które zaczęły sypać siedem wielkich szańców do ostrzału Polaków ze 120 dział ustawionych na okolicznych wzniesieniach. Ostrzał z nowoczesnej artylerii paraliżował obrońców, ponieważ na Nowy Zamek padało dziennie 400 kul armatnich i 200 granatów z moździerzy.


20 sierpnia Turcy trafili w jeden ze składów amunicji ulokowanych w baszcie Starego Zamku i po gigantycznej eksplozji podjęli pierwszą próbę szturmu, który odparto, zadając znaczne straty Turkom. W związku z tym Turcy ograniczyli się do terroryzowania obrońców nieustannym ostrzałem. Pod jego wpływem dowódcy obrony podjęli fatalną decyzję wycofania się z podkopywanego przez tureckich minerów Nowego Zamku do Starego Zamku, który nie był przygotowany do prowadzenia ostrzału z dział, ponieważ na średniowieczne mury nie można było wciągnąć dużych dział.


Fot. archiwum-kresowe.kresy24.pl

25 sierpnia Turcy podkopali się pod jedną z baszt Starego Zamku i wysadzili ją w powietrze, po czym podjęli ponownie szturm, który odparto z wielkimi ofiarami. Poległ między innymi Wojciech Humieniecki. Turcy jednak w dalszym ciągu prowadzili podkopy, tym razem już z trzech stron. W tej sytuacji Potocki, z uwagi na brak możliwości obronienia zamku, 26 sierpnia podjął decyzję o kapitulacji. Potocki chciał także oszczędzić mieszczan, ponieważ prawo tureckie w razie zdobycia miasta szturmem pozostawiało żołnierzom wolną rękę przez 3 dni.


30 sierpnia obrońcy opuścili Kamieniec. Wielki Wezyr wjechał uroczyście do Kamieńca 3 września.

 

Większość świątyń zamieniono na meczety, zniszczono cmentarze, burzono domy, a przy katedrze wybudowano minaret. W Kamieńcu ulokowano też dziesięciotysięczny turecki garnizon. Sprowadzono także Żydów, którzy korzystali z tureckiej protekcji kosztem Ormian z Kamieńca. Turcy pozostali w Kamieńcu przez 27 lat.


Jerzy Wołodyjowski – Hektor kamieniecki
Jerzy Wołodyjowski – szlachcic herbu Korczak, stolnik przemyski, żołnierz i zagończyk, rotmistrz, od 1669 pułkownik, kawalerzysta w chorągwi hetmana Jana Sobieskiego, urodził się w rodzinnym majątku w Makowie na Podolu, ok. 15 km na północny wschód od Kamieńca Podolskiego. Z rąk hetmana Jana Sobieskiego otrzymał stanowisko rotmistrza w twierdzy Kamieniec Podolski. W 1671 r. był komendantem stanicy rycerskiej w Chreptiowie (miejscowość nad Dniestrem między Kamieńcem a Mohylowem Podolskim). Zginął 26 sierpnia 1672 w wybuchu prochu w Baszcie Czarnej w Zamku Górnym w Kamieńcu Podolskim, bezpośrednio po kapitulacji Kamieńca.


Okoliczności śmierci Wołodyjowskiego i wybuchu nie są jasne. Czy nastąpił on przypadkowo (wg wersji Cypriana Tomaszewicza), czy też spowodowany był przez oficera artylerii fortecznej Hejkinga (wersja Stanisława Makowieckiego) nie ma pewnych danych historycznych. Zapewne przy ogłoszeniu kapitulacji obrońcom było nie do tego, aby znaleźć winnego wybuchu, a potem kolejne 27 lat niewoli tureckiej też nie sprzyjały badaniom historycznym. W warunkach kapitulacji Turcy zażyczyli sobie, aby ciężkie uzbrojenie (armaty, amunicja do nich i prochy) Polacy pozostawili w twierdzy. Wojsko mogło wyjść tylko z lekką bronią.


Fot. Maria BaszaWedług rotmistrza Stanisława Makowieckiego (ok. 1650-1714), do wybuchu miał się przyczynić szlachcic kurlandzki niejaki Hejking. Dowodził artylerią zamkową i miejską w czasie obrony Kamieńca Podolskiego przed wojskami tureckimi.

 

Gdy po dwunastodniowej obronie twierdza poddała się, Hejking nie chcąc doprowadzić do wydania zamku w ręce wroga, według niektórych relacji, podpalił 200 beczek prochu i spowodował wysadzenie Baszty Czarnej na Zamku Górnym, zabijając przy tym 800 ludzi, głównie komputowych Kozaków.

 

Do dzisiaj niejasne są pobudki jego czynu. Współcześni tłumaczyli jego postępowanie poczuciem honoru i rozpaczą po kapitulacji. Natomiast biskup kamieniecki Wespazjan Lanckoroński sądził, że Hejking chciał w ten sposób zatrzeć ślady malwersacji w powierzonej mu zbrojowni. Nie można jednak wykluczyć, że wybuch spowodowała nieostrożność pijanych żołnierzy (była to jednak oficjalna wersja podana Turkom dla uśpienia ich podejrzliwości, co do celowego złamania warunków kapitulacji). Nie wykluczone jest też przypadkowe zaprószenie prochu, co sugerował Cyprian Tomaszewicz, wójt polskiej jurydyki w Kamieńcu w latach 1672-1679.


Wołodyjowski, jadący na końcu kolumny wojskowej, opuszczającej zamek, został ugodzony przez odłamek murów w głowę i zginął na miejscu. Jego zwłoki złożono w podziemiach kościoła franciszkanów w Kamieńcu Podolskim. Jego żona, Krystyna Jeziorkowska, wcale nie przypominała Hajduczka-Baśki z kart Trylogii. Wcześniej trzykrotnie zamężna, po śmierci Wołodyjowskiego wyszła piąty raz za mąż, za pisarza, Franciszka Dziewanowskiego. Ukochanego małżonka w 1672 roku opuściła ze srebrami rodowymi i intercyzą małżeńską i wyjechała do krewnych do Gdańska, pozostawiając na jego głowie i pastwie Turków matkę i siostrę z mężem. Na tych postaciach historycznych wzorowani są główni bohaterowie Trylogii Henryka Sienkiewicza, Michał Wołodyjowski i Basieńka. Na szczęście, autor nie opisał faktów historycznych dosłownie.


Konsekwencje upadku Kamieńca
Utrata kluczowej twierdzy zmusiła Rzeczpospolitą do podpisania traktatu buczackiego, zobowiązującego ją do oddania Podola i płacenia Turkom rocznego haraczu w wysokości 22 tysięcy dukatów. Do tego zresztą nie doszło, bo sejm nie zatwierdził tego traktatu. Szybko wystawiono wielką armię, na czele której Jan Sobieski pokonał w listopadzie 1673 roku Turków pod Chocimiem. Kamieńca jednak nie udało się odzyskać, ponieważ część wojsk litewskich pod wodzą hetmana Paca opuściła Podole. W celu kontroli nad terenami tureckimi hetman Stanisław Jabłonowski wybudował w 1692 roku nad Dniestrem fortecę Okopy Świętej Trójcy. Kamieniec i Podole Rzeczpospolita odzyskała w 1699 roku, na mocy traktatów karłowickich.


Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 19 (167) 16–29 października 2012

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.