Zrealizowane marzenia

-a A+

W okresie międzywojennym we Lwowie ukazywało się niezwykle poczytne pismo Słowo Polskie, którego wydawcą był Stanisław Szczepanowski. Drukowane było w drukarni przy ul. Chorążczyzny, a redakcja mieściła się przy ul. Zimorowicza.

Główną zaletą tego lwowskiego pisma było unikanie przedruków i opieranie się na wiadomościach otrzymywanych telefonicznie lub telegraficznie z kraju i z zagranicy. „Słowo” zamieszczało na swoich łamach materiały popularnonaukowe. Kilka takich materiałów proponujemy Czytelnikom dziś…

W latach 30. w Europie proponowano gigantyczne rozwiązania techniczne, może niewykonalne w tamtych czasach. Ale po latach wiele z nich zostało zrealizowanych. O planach z tamtych lat poniższy artykuł…

Gigantyczne pomysły techniczne
Niedawno pisaliśmy o planach budowy olbrzymiego tunelu podmorskiego pomiędzy Francją a Anglią. Obecnie możemy zanotować nowy gigantyczny projekt. Inżynier triesteński Di Brai’n zaprojektował budowę olbrzymiego kanału rzecznego, mającego połączyć port w Trieście a wraz z nim Adrjatyk z linią rzeczną na Dunaju. Kanał ten prowadziłby od Triestu aż do Preszburga i tu miałby połączenie ze Środkową Europą. Oprócz Italii zainteresowała się tym planem inżyniera Di Brai’na również i Czechosłowacja, która ze swej strony projektuje budowę kanału rzecznego pomiędzy Dunajem a Odrą. W razie realizacji tego planu od najdalszych portów położonych nad Bałtykiem i nad Morzem Północnem prowadziłaby droga rzeczna przez Łabę, Odrę i Dunaj aż do Triestu i nad Adrjatyk. Oczywiście, droga rzeczna wypadałoby znacznie taniej, niż kolejowa.

Drugi gigantyczny plan rozważany jest obecnie przez rządy francuski i włoski. Chodzi tu o budowę olbrzymiego tunelu podgórskiego, który przecinałby Alpy, skracając komunikację pomiędzy Francją a Italią. Przedłożono dwa projekty: jeden przewiduje budowę tunelu przez St. Bernard, przy czem tunel ten miałby długość 23 kilometrów; drugi projektuje przebicie potężnego pasma Mont Blanc i zbudowanie pod nim tunelu o długości 12 kilometrów.

Trzecie wreszcie potężne dzieło techniczne przeprowadza Danja. Kosztem milionów koron duńskich zainicjowano tam budowę olbrzymiego mostu, który przebiegać ma nad wodami cieśniny morskiej Mały Bełt i będzie łączył wyspiarski teren Danji ze Szlezwikiem i Jutlandią. Most ten będzie miał długość 825 metrów i będzie pierwszym tego rodzaju pomostem, zarzuconym nad wodami morskiemi.

Na moście znajdą się oddzielne miejsca dla komunikacji kolejowej, oddzielne dla ruchu kołowego oraz dla ruchu pieszego. Przy robotach ma być zatrudnionych stale 200 robotników.

Amerykanie „wynaleźli” oryginalne lekarstwo na grypę. Nie doradzamy stosowania go przy dzisiejszej epidemii…

Grypa pokonała prohibicję
Nikt nie mógł zwalczyć prohibicji amerykańskiej, mimo wielu atakujących ją i w parlamencie i w prasie. Udało się to dopiero grypie. Gdy choroba ta zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, rząd pozwolił wydawać chorym na grypę po pół litra whisky dziennie. Zaraz po ogłoszeniu tego rozporządzenia rządowego, liczba chorych na grypę powiększyła się tak zastraszająco, że w składach rządowych zabrakło whisky.

Dla nich -5°C to upał (YouTube)

Po mroźnych dniach zimowych naukowcy zaczęli zastanawiać się…

Ile stopni mrozu może znieść człowiek?
Syberyjskie fale mrozów, hulające nad Europą tej zimy, nie tylko zmuszały zwykłych śmiertelników do odmrażania uszu i wyczytywania smutnych prognostyków, ale też skłaniała również uczone i fachowe głowy do zastanawiania się nad przyczynami tego zimnego zjawiska. W dziedzinie odkrycia przyczyń nie uczyniono nic, na ogół wali się winę na lodowce, wiatry północne i inne fale magnetyczne. Niezależnie od przyczyny sprawczej mróz jest mrozem, warto więc zastanowić się. ile stopni mrozu możemy wytrzymać ze swem środkowoeropejskiem ciałem?

Stała temperatura regionów atmosfery, pozbawionych powietrza wynosi -273 st. Jak ustala nauka człowiek mógłby wegetować w tej temperaturze, jedynie kilka sekund, dłuższe przebywanie w tej temperaturze doprowadza do zniszczenia białka w organizmie ludzkim, podstawy jego funkcjonowania. Stwierdzono to eksperymentalnie w laboratorium w Leyden, gdy przy pomocy skroplenia gazów udało się osiągnąć temperaturę -273 st. Warto zauważyć przy tem, że organizm człowieka jest o wiele bardziej odporny na zimno niż na gorąco. Jak widzimy teoretycznie można znieść - 273 st., choć przez parę sekund, gdy tymczasem temperatura +90 st. jest już kresem i maksimum odporności Iudzkiej na gorąco. Ludy dalekiej Północy, np. Eskimosi, za normalną uważają temperaturę -5 st., czego my byśmy stanowczo znieść nie mogli. Zastrzeżenie to jest jednak warunkowe o tyle, że do takiego zimna można by się przyzwyczaić. Zimno możliwe dla normalnego wegetowania człowieka środkowej Europy ogranicza się na razie cyfrą -40 st.

Odkryto coś nowego, o czym w kościele wiedziano od wieków…

Srebro – wrogiem chorobotwórczych bakterii
Bezustanku całe zastępy uczonych, lekarzy pracują nad zwalczeniem tych najmniejszych, a zarazem najgroźniej­szych wrogów ludzkości, jakiemi są przeróżne chorobotwórcze bakterie. Usiłowania ich dają mniej lub więcej dobre rezultaty, lecz przeważnie są to preparaty drogie j trudne do uzyskania. Niedawno pewien inżynier niemiecki dr. Jerzy Krause wynalazł bardzo ciekawy, a zarazem prosty i niedrogi sposób odkażania wody, tej roznosicielki wielu chorób zakaźnych. Z pomocą swego wynalazku może on w przeciągu godziny odkazić litr wody, zawierającej w każdym centymetrze sześciennym miljon przeróżnych zarazków, jak tyfusu, dysenterji, szkarlatyny i wiele innych. Tym czynnikiem tak silnie odkażającym jest srebro, a raczej ślady srebra w minimalnej ilości 0.00000015 grama na litr wody.

Wynalazek jego polega na tem, że przyrodzone odkażające własności srebra potęguje się przez pewnego rodzaju rozdymanie czy rozdmuchiwanie srebra w celu uzyskania jak największej powierzchni. Siła bowiem odkażająca kryje się właśnie w napięciu powierzchniowem. Srebro w postaci zwyczajnej posiada własności dezynfekcyjne, ale działanie jego jest powolne, rozciąga się na dnie i tygodnie, gdy tymczasem spreparowane przez dr Krause działa w minutach i godzinach. Preparatowi swemu nadal inżynier Krause nazwę „Katadyn”.

Praktyczne użycie tego wynalazku znajdzie z pewnością wielkie zastosowanie. Odkażenie ogromnych ilości wody można uzyskać łatwo i tanio. Woda odkażona „Katadynem” nie traci ani smaku ani wyglądu zwykłego, ani żadnych ze swych własność – natomiast sama nabiera własności dezynfekcyjnych i zachowuje je na długie miesiące. Łatwo sobie wyobrazić jakiem dobrodziejstwem może stać się ten wynalazek w okresach epidemii lub w stałem zastosowaniu w szpilach zakaźnych.

Ślimak-sprinter (TVN24)

Czas, nieubłagany czas, zawsze go brakuje, chyba nawet ślimakowi…

W walce z czasem
Definicja sportu, ujęta lapidarnie, ogranicza się do wyrażenia wyżej, dalej, szybciej. Szczególnie to ostatnie określenie jest odzwierciedleniem życia współczesnego człowieka, który w wielu wypadkach wyprzedził przyrodę. Dotąd w walce z czasem człowiek uzyskiwał bardzo interesujące rezultaty. Proponuję Czytelnikom porównanie różnych szybkości (podajemy ze skrótami – KG) w mtr./sek.:

Ślimak – 0,001;
Piechur – 1;
Mucha w spokojnym locie – 1,6;
Koń kłusem – 2,1;
Tramwaj – 5-7;
Parowiec oceaniczny – 10–11;
Pociąg osobowy – 22;
Orzeł – 31;
Automobil – 54;
Aeroplan – 125;
Głos – 330;
Kula z działa – 442;
Światło – 305 684 000.

Pod koniec lat 30. modne były konkursy piękności. Naturalnie taki ogłosiło również Słowo Polskie we Lwowie. Co z tego wynikło – w poniższych materiałach…

Konkurs piękności
Pierwsza seria zdjęć naszego konkursu piękności o tytuł najpiękniejszej Lwowianki była w niedzielę i wczoraj przedmiotem powszechnego zainteresowania i jak najprzychylniejszych komentarzy, a dla wielu pań, wahających się dotychczas, bodźcem do zgłoszenia swego udziału w konkursie.

Paniom, które nie nadesłały dotychczas zdjęć, a pragną wziąć udział w konkursie, przypominamy, że termin nadsyłania zdjęć upływa 10 bm.

Wymóg konkursu: Kandydatki biorące udział w konkursie nadsyłają redakcji dwa zdjęcia: jedno głowy, drugie całej postaci, podając jednocześnie do wiadomości redakcji swe imię, nazwisko i adres, ewentualnie zaś także pseudonim. Na podstawie nadesłanych fotografij jury decyduje o dopuszczeniu do konkursu, po zamknięciu zaś zgłoszeń z pośród pań, zakwalifikowanych do konkursu, wyróżni kilka lub kilkanaście pań, odznaczających się szczególnie wybitną urodą, z których wybierze następnie najpiękniejsza Lwowiankę.

No chyba nie wszyscy przyjęli konkurs „jak najprzychylniej”…

W obronie Najpiękniejszej
Czy „wystawianie” „pięknych kobiet na widok publiczny”, jest istotnie najbardziej chamską zabawą” – tak twierdzi p. Czesław Jankowski w „Słowie” wileńskiem i na co zgadza się kryptonimowy autor w „Gazecie Lwowskiej” p. S. W. – oto kwestia, którą pragnęlibyśmy bliżej rozpatrzeć.

Obaj szanowni autorowie są zdecydowanymi wrogami konkursów piękności, przyczem p. S. W. w zakończeniu swego felietonu pyta zgorszony: „Czy ta cała wystawa jest czemś zdrowem i rozumnem, odpowiadującem godności kobiety i człowieka, a przede wszystkiem starej helleńsko-rzymskiej i chrześcijańsko-romańskiej kulturze Europy”.

Zdania te wyglądają na pozór ogromnie poważnie – nawet groźnie. Jeśli jednak rozważymy „na zimno” poruszane problemy, stracą może nieco na dogmatycznej srogości.

Gdybyśmy chcieli piękno uważać za rzecz wyłącznie prywatną, osobistą, intymną – musielibyśmy z gruntu odrzucić wszystko to, co nazywamy „sztuką”. A przecież sztuka jest radosnem wyzwoleniem odwiecznych, wrodzonych tęsknot ludzkich, jest niejako ujawnieniem, spełnionym marzeń i dążności, znajdujących źródło właśnie w programie poznania piękna, ucieleśnienia jego ideału. Sztuka wydobywa zasadniczo ów „piękny materiał” z życia.

Czy jednak ona tylko ma do tego wyłączne, nieograniczone prawo? Czy samo życie, bez pośrednictwa sztuki, nie może samorzutnie objawić swojego piękna? Zdaje mi się, że kobieta nie dlatego jest piękna, iż na tym piedestale postawiła ją sztuka, czyniąc tem samem jej piękność własnością publiczną. Może raczej przeciwnie, uważam zatem współczesne konkursy piękności kobiecej za owo samorzutne dążenie życia do ujawnienia właściwego mu piękna.

Pozostawałaby jeszcze może kwestia sposobu realizacji owego dążenia. I tutaj zgodzę się na to, że tego rodzaju imprezy, różną u różnych ludzi wywołują reakcję. Weźmy np. pod uwagę pytanie: „femina nuda” czy „vestita”? Zdaje mi się, że na ogół w Europie mamy do czynienia z alternatywa drugą, co – nawiasem mówiąc – świadczy właściwie o większem przekulturowaniu, większej degeneracji ludów starego świata. Pojęcia bowiem nagości wstydem i atmosferą grzechu otoczyła właśnie nasza tak zwana kultura. Nie możemy się dziś oczywiście cofnąć – musimy jedynie zachować konsekwencję.

Toteż, jeżeli możnaby wysuwać ewentualne zastrzeżenia co do strony estetyczno-moralnej konkursów piękności ciała kobiecego w formie „femina nuda”, to w wypadku „femina vestita”, gdzie przede wszystkiem idzie o twarz, uważano tego rodzaju wypady za niepotrzebne przeczulenie, zgodne chyba z poglądem staroorientalnym. (Dziś już, jak wiadomo, nawet w Turcji oficjalnie polecono kobietom odsłonięcie twarzy).

Raz jeszcze zresztą przyznaję i powtarzam, że w różnych rzeczach, różni ludzie różności dopatrywać się mogą – i na to nie ma rady, choć przecież, nikt nikogo nie zmusza do brania udziału w takich „wystawach”, szanując najrozmaitsze „ale” właśnie dzięki kulturze współczesnej istniejące.

Fakt zaś, o którym wspomina p. Jankowski, mając na myśli specjalnie ostatni turniej paryski, fakt, że zebrane tam kandydatki nie reprezentowały piękności narodowych – jeśli idzie „Miss Polonję” — znalazł potwierdzenie już w moich uwagach na temat naszej klęski w Paryżu. Udowodniłem tam dostatecznie, co było jej przyczyną i wskazałem w jaki sposób racjonalnie winno się tego rodzaju zawody przeprowadzać.
Włodzimierz Lewik

Publikowano też wiadomości tragiczne…

Pożar pałacu w Żurawnie
W niedzielę, dnia 3 bm. w południe wybuchł groźny pożar, którego pastwą padł pałac Księstwa Kazimierzostwa Czartoryskich w Żurawnie. Ogień objął szybko cały gmach tak, że z trudem tylko dzięki wydatnej pomocy mieszkańców miasta, administracji dóbr, służby oraz straży pożarnej zdołano wyratować meble i rzeczy, które umieszczono na dziedzińcu. Akcję ratunkową utrudniał silny bo dwudziestostopniowy mróz i wskutek tego brak wody w pobliskiej rzece, która do dna zamarzła, wodę do gaszenia pożaru musiano przywozić z daleka.

Strat nie zdołano jeszcze ustalić, do poniedziałku południa pożar trwał ciągle. Dach II. piętra i połowa l-go p. runęły. Cenną bibliotekę zdołano uratować. Wiele jednak cennych rzeczy, leżąc przez parę godzin na śniegu, mocno ucierpiało. Podnieść należy poświęcenie i energję z jaką nie tylko mieszkańcy, ale i mieszkanki m. Żurawna ratowały płonący gmach. Z narażeniem własnej osoby niestrudzenie pracował p. sędzia Hubicki, p. Cisowski i wielu innych.

Przyczyny pożaru na razie nie ustalono.

Zachowana została oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 4 (320) 28 lutego – 14 marca 2019

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.