Sprawa Gorgonowej – aktualna do dziś

-a A+

„Słowo Polskie” 25 kwietnia 1932 wydaniem specjalnym rozpoczęło reportaż z rozprawy sądowej, która do 14 maja tegoż roku przykuła uwagę nie tylko mieszkańców Lwowa, ale całej Polski – poświęconej sprawie Rity Gorgonowej.

Na rozprawę sprzedawano specjalne bilety wstępu, ponieważ sala sądowa nie była w stanie pomieścić wszystkich chętnych. Ci, którzy nie mieli szczęścia, aby dostać się na salę sądową, tłumnie oblegali gmach sądu przy ul. Batorego i swe wiadomości o przebiegu przewodu czerpali z lwowskiej prasy. Wszystkie dzienniki poświęcały temu wydarzeniu na swych łamach wiele miejsca. Przodował w tym dziennik Słowo Polskie, który podawał prawie stenograficzny reportaż z rozprawy, dodając wiele interesujących faktów do śledztwa, ale nie odpowiadając jednoznacznie czy sprawczynią mordu była Rita Gorgonowa. Mimo wszystko w tych warunkach zapaść miał tylko jeden wyrok – WINNA!

Proces Gorgonowej
Przed bramą Sądu Okręgowego ruch, w budynku sądowym ścisk. O godzinie wpół do 9-tej rano, a więc na pół godziny przed rozpoczęciem rozprawy, szerokie schody sądowe są aż do I. piętra zapełnione tłumem ludzi, w 90. procentach wytwornie ubranych kobiet, stojących cierpliwie i potulnie, niczem batalion skazańców. Na twarzach rumieńce, oczy błyszczą. To ciekawość ludzka czeka na żer.

Akt oskarżenia
Tymczasowo aresztowaną Emilję Margaritę dwojga imion Gorgonową, córkę Jana Ilica i Johanny, urodzoną 7 marca 1901 w Ociestowie (Jugosławia) narodowości polskiej, państwowo przynależną do Polski, zamężną, matkę Romany, zamieszkałą w Łączkach ad Rzęsna Polska, piśmienną, religji grecko-katolickiej, oskarżam o to: że w nocy z 30 na 31 grudnia 1931 w Łączkach ad Rzęsna Polska w zamiarze zabicia Elżbiety Zaremba w taki zdradziecko-podstępny sposób przeciw niej działała, że skutkiem tego śmierć tej ostatniej nastąpiła. Czynem powyższym dopuściła się zbrodni skrytobójczego morderstwa… – odczytywał formułki prawnicze prokurator Alfred Laniewski.

Uzasadnienie
Lwowski architekt, Henryk Zaremba, miał chorą umysłowo żonę, którą z tego powodu w roku 1923 umieszczono w Zakładzie dla umysłowo-chorych w Kulparkowie. Zaremba pozostawszy sam z dwojgiem nieletnich dzieci, a to około 6-letnim synem Stanisławem i około 9-letnią córką Elżbietą, postanowił wziąć w swój dom kobietę, któraby zajęła się gospodarstwem domowem, a zarazem wychowaniem jego dzieci. Wtedy to napotkał oskarżoną Emilję Gorgonową, którą też w tym charakterze do siebie zaangażował.

Gorgonowa była zamężną za lwowianinem, Erwinem Gorgonem, który jednak po krótkim czasie trwania związku małżeńskiego opuścił żonę i wyjechał do Ameryki. Gorgonowa była kobietą młodą, dwadzieścia kilka lat liczącą. Po krótkim stosunkowo czasie zaczął się wiązać między Gorgonową a Zarembą romans. Owocem tego romansu była dziewczynka, imieniem Romana, dzisiaj cztery lata licząca.

Dorastające z czasem dzieci Zaremby z jego legalnego małżeństwa, niechętnem okiem patrzały na stosunek, łączący ich ojca z obcą kobietą, która uzurpując sobie prawa małżonki i gospodyni domu, wyciskała swym despotyzmem piętno na całem życiu tych ludzi. Stosunki wzajemne między nią a dziećmi, stawały się coraz gorsze i coraz przykrzejsze. W ten sposób zwolna uczucie Gorgonowej do dzieci, a przede wszystkiem do Elżbiety, przerodziło się w nietajoną niczem nienawiść.

Zeznaje świadek Jezierska, służąca w domu Zarembów

Stosunek Gorgonowej do śp. Elżbiety Zarembianki
Oto dorastająca Elżbieta uświadamiała sobie coraz wyraźniej stanowisko Gorgonowej w domu ojca oraz mogące z tego wyniknąć konsekwencje. Widziała, że Gorgonowa dąży wszystkiemi siłami do tego, by słabej woli i słabego charakteru Zarembę skłonić do rozwodu z ich matką i do ulegalizowania stosunku z Gorgonową w formie małżeństwa. Zrozumiały sentyment do ciężko chorej i nieszczęśliwej matki, uzasadniona nieufność, żywiona do narzuconej opiekunki, powodowała, że aż nazbyt często Elżbieta czyniła ojcu odpowiednie przedstawienia. O tem wszystkiem wiedziała Gorgonowa, co umacniało się w niej – słuszne zresztą przekonanie, że Elżbieta Zarembianka jest przeszkodą w takiem ukształtowaniu się jej przyszłego życia, jakiego pragnęła.

Henryk Zaremba, kochając bardzo swe dzieci, a szczególnie swą córkę, ulegał jej wpływom. Na skutek tych wpływów, już też na skutek własnego rozumowania, począł skłaniać się do szukania dróg, wiodących do rozwiązania jego stosunku z Gorgonową. Doszło już do tego, że z początkiem grudnia 1931, wynajął on nowe mieszkanie przy ul. Potockiego we Lwowie z myślą, by w niem zamieszkać wraz z dziećmi, ale bez Gorgonowej.

Zeznania Henryka Zaremby
Henryk Zaremba zeznał, że od chwili, kiedy Gorgonowa zaszła od niego w ciążę, datuje się silny rozdźwięk między nią a Lusią. Stosunki między niemi doznawały czasami takiego naprężenia, iż był nawet zmuszony wysłać Lusię na pewien czas do Szwajcarii, gdzie ją oddał do Zakładu wychowawczego.

Stanisław Zaremba zeznał też, że z opowiadania swej siostry Elżbiety, wiedział o tem, iż oskarżona Gorgonowa groziła jej nieraz pozbawieniem życia, a siostra stale też była w obawie przed zemstą oskarżonej. Inni świadkowie zeznali również, że Gorgonowa przeklinała stale Lusię, twierdząc, że ona jest przyczyną jej nieszczęścia i że dobrze by było, gdyby jej nie było na świecie.

Dr. Piro, biegły sądowy, udziela wyjaśnień sędziom podczas procesu krakowskiego

Noc mordu
Dzień 1 stycznia 1932, miał być dniem przełomowym w stosunku między Zarembą a oskarżoną. W tym to dniu miała nastąpić przeprowadzka do nowego mieszkania, do którego nie miała już więcej wejść oskarżona. Miała niem zawładnąć bezpowrotnie ta, która w przekonaniu oskarżonej wykopała przepaść między nią a Henrykiem Zarembą, ta która z długoletniej walki o pierwszeństwo w domu i o osobę Zaremby wyszła zwycięsko.

Jak już wiadomo, Zaremba posiadał w Łączkach, przylegających z jednej strony do Rzęsny Polskiej, a z drugiej do Brzuchowiic, willę. Do tej willi na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia, roku 1931, zjechała cała rodzina, więc Zaremba, oskarżona i dzieci. Elżbieta dzień w dzień wyjeżdżała do Lwowa, by dokończyć robót związanych z przeprowadzką do nowego mieszkania. Tak było i w dniu 30 grudnia.

Tejże nocy gdzieś po godzinie 24 zaalarmowane zostało otoczenie willi Zaremby wiadomością, że Elżbieta Zarembianka została zamordowaną.

W pierwszej chwili rzucił Henryk Zaremba przypuszczenie, że jakiś napastnik widocznie wtargnął do willi i dokonał tego czynu. Przeprowadzono w tym kierunku skrupulatne badania, dały one jednak wynik zupełnie negatywny. I tak przeprowadzone oględziny miejsca czynu stwierdziły, że na drzwiach tak wewnętrznych jak i zewnętrznych werandy, wiodącej do wili niema żadnych śladów uszkodzenia. Żadnych takich śladów nie było też na parapecie okna.

W samym zaś pokoju denatki nie było śladów ani śniegu, ani pozostałej po nim wody, co musiałoby chyba pozostać po sprawcy, który by wtargnął w śnieżysty czas do wnętrza. Ustalono więc, że sprawca musiał znajdować się w obrębie willi. Czynu dokonać mógł tylko ktoś z domowników.

Zeznania Stanisława Zaremby
Opowiedział Stanisław Zaremba prowadzącym dochodzenia funkcjonariuszom policji, że owej nocy zbudził go nagle skowyt psa. Zaciekawiony wyjrzał przez okno, a gdy psa nigdzie nie zauważył, zawołał instyktownie swą siostrę. Gdy nie doszła go żadna odpowiedź, zerwał się z łóżka i wyjrzał przez szklane drzwi, wiodące z jadalnego pokoju w którym spał, do małego przyległego pokoiku, w którym stała ozdobiona choinka. Wtedy to zauważył przy padającym od śniegu blasku postać kobiecą, w której w pierwszym momencie domniemywał się swej siostry. Wnet jednak zorientował się, że to nie ona. Wtedy przyjrzawszy się dokładnie rozpoznał w tej postaci oskarżoną Gorgonową.

Tknięty jakiemś złem przeczuciem wbiegł Stanisław Zaremba do pokoju siostry, gdzie oczom jego przedstawił się straszny widok. Głowa siostry zalana była krwią. Z krzykiem wbiegł do jadalni, skąd prowadziły drzwi do pokoju, w którym spała oskarżona.

Zaremba wraz ze synem pospieszyli do pokoju Lusi, usiłując ją ratować. Tuż za nimi zjawiła się ubrana we futro oskarżona. Przybył wkrótce na miejsce dr. Csala i stwierdził śmierć. Przeprowadzone później oględziny, że śmierć denatki zadana została szeregiem uderzeń w głowę narzędziem twardem, które spowodowały pęknięcie czaszki.

Tragiczna noc w opisie Gorgonowej
W pierwszy dzień po świętach pojechali do Lwowa Zaremba i Lusia, on do biura, ona dla dopilnowania przeprowadzki. Ja zostałam w domu ze Stasiem i Romą.

Zaremba przyjechał do domu o godz. 3 i pół, Lusia o 7 3/4. Po Lusię na dworzec wyszedł Staś i wrócili razem do domu. Gorgonowa czytała w jadalni książkę, Zaremba czytał gazetę, czy też bawił się z Romą. Lusia po powrocie zjadła obiad w jadalni.

Po jakimś czasie podano kolację. Przy kolacji rozmawiano o przeprowadzce. Kiedy przyszła pora spoczynku, mała Roma nie chciała iść spać z matką, ale „z tatusiem”. Lusia zaproponowała jej, by z nią poszła, ale oskarżona nie przystała na to, gdyż dziecko nigdy z nią nie sypiało. Następnie Gorgonowa poszła sama do swego pokoju, położyła się do łóżka i czytała książkę przy lampie. Za chwilę udał się do swego pokoju Zaremba. Lusia i Staś, udając się do siebie, wstąpili jak zwykle do pokoju ojca „na dobranoc”.

Zaremba, idąc do swego pokoju, przeszedł przez pokój Gorgonowej, później do niej nie przychodził. Drzwi do niego były stale otwarte.

Po paru godzinach wszystkich obudził krzyk Stasia: „Lusię zabili, Lusię zamordowali!”

Oskarżona zerwała się z łóżka i pobiegła do drzwi jadalni w nocnej koszuli. – Owiało mię zimno, więc wróciłam, wzięłam brązowe futro z fotela, który stał koło łóżka, i pierwsza otworzyłam drzwi. Staś wpadł z krzykiem do pokoju ojca. Zaremba wypadł bosy, w koszuli, ze świecą w ręku. W pokoju Lusi i jadalni było ciemno. Weszliśmy razem do pokoju Lusi. W pokoju zobaczyłam na łóżku Lusię, oblaną krwią – zeznała Gorgonowa.

Następnie zeznała, jak chodziła do stróża, potem do dr. Csali i na policję.

Ważne poszlaki
W dalszym ciągu przesłuchania oskarżonej przewodniczący przeszedł do poszlaków zbrodni – przemawiających przeciw Gorgonowej. Starano się wyjaśnić przyczyny zmiany koszuli nocnej koloru seledynowego – w której oskarżoną widzieli Zaremba w łóżku i dr Csala w chwilę po odkryciu zbrodni, na białą, w której zastała ją po przyjściu policja. Dopytywano się o ślady kału w pokoju obok miejsca zbrodni i na ciele oskarżonej. Oskarżoną pytano też o ślady, wiodące do basenu. Osobną kwestię stanowiła jej chusteczka, znaleziona w piwnicy wśród rupieci, tak jakby ukryta, mokra, ze śladami krwi, którą pospiesznie zmyto. Odpowiedzi oskarżonej konfrontowano z jej słowami podanymi w protokole policyjnym.

Prokurator dr. Laniewski pytał Gorgonową o jej znajomości z innymi mężczyznami poza Zarembą. Oskarżona przyznała się do kilku. Pytano ją o nieprzyjazny stosunek do Lusi. – Tak zeznają moi wrogowie – odrzekła oskarżona.

W kolejnych dniach zeznawali arch. Henryk Zaremba i jego syn Stanisław, dr. Csala i ogrodnik Józef Kamiński i jego żona Rozalia. Sensacyjnym fragmentem rozprawy było przesłuchanie Antoniego Halemby, który sam zgłosił się do sędziego śledczego, jako świadek, gdyż, jak zeznaje, Gorgonowa namawiała go, ażeby dostarczył dowodów kompromitujących Lusię. Na spotkaniu z oskarżoną i jej towarzyszką dowiedział się, że ta pani chce jakąś młodą dziewczynę „dostać na swoją stronę”, przytem wyraziła się niemoralnie, co z nią mam zrobić.

Następnie zeznania składali policjanci, którzy pierwsi przybyli na miejsce tragedii, służący u Zaremby i koleżanki Elżbiety Zarembianki. Ich zeznania nie wniosły nowych elementów do rozprawy. Natomiast świadek Edwin Fuks zeznał, że znał Gorgonową z jej pracy w firmie Fuks. Jakiś czas temu przyszła ona do niego i prosiła, żeby oczernił arch. Zarembę rzekomym romansem z niejaką biuralistką Ireną przed jej narzeczonym. Na co świadek nie przystał, nie znając powodów takiego czynu.

Zeznaje też p. Irena Kochańska, siostra męża oskarżonej, Erwina Gorgona. P. Kochańska wyraża się o oskarżonej w samych superlatywach, twierdząc, że była doskonałą żoną i matką. Gorgon wyjechał do Ameryki, tylko dla poszukiwania pracy. Kiedy odwiedzała Gorgonową u Zarembów, zaobserwowała zupełną harmonję między nią a dziećmi Zaremby. Gorgonowa chwaliła dzieci, że są grzeczne i nigdy się na nic nie skarżyła. Ostatni raz widziała oskarżaną 8 miesięcy temu.

W dalszej części rozprawy zeznawał biegły dr. Pirgo, który przedstawił orzeczenie o przyczynie śmierci denatki. Sensacją okazały się dane o uszkodzeniu narządów rodnych denatki. W częściach płciowych stwierdzono drobne obrażenia, przedłużające się poza błonę dziewiczą i zakończone jamką w kształcie odcisku paznokcia. Obrażenia te nie miały podbiegnięć krwawych, których brak wskazuje, że zadano je po śmierci, albo też w czasie agonji denatki. Obrażenie części płciowych nastąpiło przez wciśnięcie do pochwy jakiegoś ciała tępego ze znaczną siłą, prawdopodobnie palca lub palców.

Rany zostały zadane w następującej kolejności: najpierw rana po prawej stronie czoła, następnie słabsze uderzenia po lewej, w końcu obrażenie organów płciowych. Rana, która wywołała pęknięcie czaski, była śmiertelna.

Na pytanie obrońcy czy morderstwo dokonane narzędziem tej kategorii, z tą siłą, przy uwzględnieniu tych ran, jakie zostały zadane w połączeniu z obrażeniami części płciowych, jest dziełem mężczyzny czy kobiety? Biegły dr. Pirgo odpowiedział, że na pewno nie da się to określić, ale raczej dokonane zostało ono przez MĘŻCZYZNĘ.

Po wysłuchaniu zeznań świadków i biegłych sąd zarządził przerwę do 14 maja. Tego dnia po wysłuchaniu żarliwych wystąpień prokuratora i obrońcy wszyscy oczekują ogłoszenia wyroku. Wśród grobowej ciszy przewodniczący ławy przysięgłych dr. Hofmokl odczytał werdykt, mocą którego sędziowie przysięgli na pytanie czy oskarżona Rita Gorgon jest winna skrytobójczego morderstwa – odpowiedzieli 9 głosami „tak”, 3 głosami – „nie”.

Przez salę przeszedł głośny szmer, na co przewodniczący w energicznej formie zareagował. Trybunał udał się na naradę i po 10 minutach przewodniczący ogłosił wyrok, mocą którego skazano oskarżoną Emilję Margaritę Gorgonową na karę śmierci przez powieszenie.

Rita Gorgonowa ze swoją córeczką Ewą w celi więziennej

PS
20 września 1932 Margerita Gorgon urodziła w więzieniu drugą córkę Ewę, której Zaremba nie uznał i trafiła ona do sierocińca. Po kasacji wyrok został uchylony przez Sąd Najwyższy, z uwagi na naruszenie przepisów postępowania przez odrzucenie wniosków dowodowych obrony i zbyt ogólnikowe określenie czynu przypisanego oskarżonej.

Kolejna rozprawa sądowa odbyła się w Krakowie w 1933 roku. Panowała już wówczas o wiele spokojniejsza atmosfera wokół całego wydarzenia. Po ponownym rozpoznaniu sprawy przez Sąd Okręgowy w Krakowie, działający jako sąd przysięgłych, skazał 29 kwietnia 1933 roku Emilię Mageritę Gorgon na osiem lat więzienia, na podstawie przepisów nowo wprowadzonego kodeksu karnego. Sąd uznał, że popełniła ona zbrodnię „pod wpływem ogromnego wzruszenia”, wywołanego warunkami panującymi w domu Zarembów. Gorgonowa opuściła więzienie kobiece w Bydgoszczy 3 września 1939 w wyniku amnestii z powodu wybuchu II wojny światowej.

W 2014 roku spadkobierczynie Rity Gorgonowej, córka Ewa i wnuczka Margarita Ilič-Lisowska, zapowiedziały próbę wznowienia procesu i rewizji wyroku, wskazując na słabość materiału dowodowego w procesie poszlakowym oraz atmosferę panująca we Lwowie podczas pierwszego procesu.

- Prawo przewiduje możliwość wznowienia postępowania karnego nawet po śmierci oskarżonego. Muszą jednak pojawić się okoliczności rzucające nowe światło na postępowanie – twierdzi mecenas Michał Olechnowicz, który na zlecenie obu pań będzie usiłował doprowadzić do wznowienia procesu.

Jakie mogą być podstawy rewizji? – Liczymy, że postęp jaki dokonał się w sądowej medycynie i w psychiatrii rzuci nowe światło na proces – mówi Olechnowicz. Zamierza sprawdzić, czy obrażenia zadane Lusi Zarembiance rzeczywiście mogła zadać kobieta, czy profil psychologiczny Gorgonowej pozwalałby na brutalny mord. Chce też wyjaśnić okoliczności podobnej zbrodni, która kilka tygodni wcześniej wydarzyła się niedaleko miejsca zamordowania Zarembianki, a o której podczas obu procesów nawet nie wspomniano.

Jeśli uda się zebrać odpowiedni materiał dowodowy, może dojść do rewizji wyroku, jakiej w Polsce jeszcze nie było.

Została zachowana oryginalna pisownia

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 7 (299) 13-24 kwietnia 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.