Sprawy szkolne

-a A+

Na łamach tego numeru jest wiele informacji o obecnym życiu szkół. W okresie międzywojennym szkolnictwo również borykało się z rozmaitymi problemami. Niestety, niektóre artykuły podpisywane były jedynie inicjałami bądź skrótem, a inne w ogóle bez podpisu. Zajrzyjmy na łamy prasy z okresu międzywojennego.

Gazeta Poranna w czerwcu 1929 umieściła artykuł Święto lwowskiej dziatwy.

Lwowska młodzież szkół powszechnych miała wczoraj radosny dzień. Staraniem Rady Szkolnej Miejskiej urządzono wczoraj wielki popis gimnastyczny na dochód kolonij wakacyjnych, nazwany „Świętem Dziatwy”. Istotnie było to wielkie i piękne święto zarówno dla biorących udział w tem widowisku, jak i dla niezliczonych rzesz dziatwy, która przypatrywała się z zachwytem igrzyskom swych kolegów na boisku Sokoła-Macierzy. Myśl zorganizowania tej imprezy okazała się bardzo szczęśliwą; zebrano bowiem dość znaczny fundusz na zasilenie kolonji wakacyjnych dla młodzieży, a oprócz uciechy dziatwy i efektownego wrażenia, jakie z niej odnieśli dorośli, był to zarazem i dowód, iż wychowanie fizyczne w szkołach stoi na należytym poziomie.

Bałaje, pow. Lubaczów, województwo lwowskie. Szkoła powszechna Towarzystwa Szkoły Ludowej. Rok 1932 (fot. NAC)

Ku boisku zmierzały już od godz. 2-giej dziecięce tłumy, maszerując parami, albo wypełniając liczne tramwaje. Wszystkie loże i trybuny dokoła boiska zapełniły się szczelnie publicznością, a nawet dokoła okalającej stok parkowy siatki, gromadziły się rzesze ciekawych. Widzów można było liczyć na tysiące. Rozpoczęto odśpiewaniem „Marsza dzieci szkolnych” na nutę marsza Sokołów – poczem dziarskimi szeregami wmaszerowała na boisko młodzież męska.

Lekcje pokazowe ćwiczeń cielesnych, wykonane nader sprawnie przy dźwiękach orkiestry Sokola II wywołały nader korzystne wrażenie. Wykonywano je równocześnie grupami, z każdej szkoły popisywała się jedna klasa, co w ogólnym rezultacie dawało malowniczy, ruchliwy obraz. Zwłaszcza podnieść należy wielką pomysłowość kompozycji i kolejności ćwiczeń, które trwały około godziny (wraz z grami i zabawami), a jednak dzięki występującym coraz nowym ewolucjom nie budziły znużenia u widzów. Popisywała się młodzież wszystkich klas szkół powszechnych, od małych chłopaczków do dorastających młodzieńców.

Szkoły żeńskie również prezentowane przez dziewczynki rozmaitego wieku, nie dały się chłopcom pobić w wyniku ćwiczeń. Tu jednak zastosowano więcej gimnastyki rytmicznej, gier, zabaw i tańców, w których wykazały dziewczęta dużo zręczności i gracji. Trochę raził w masie białych, sportowych koszulek i krótkich, granatowych spodenek, w jakie odziani byli nie tylko chłopcy, ale i dziewczęta codzienny, ciężki i różnokolorowy strój nauczycielstwa. Należało i tu zachować jakąś harmonię. Drugą usterką była nieco za mała liczba ćwiczących chłopców, co musiało osłabić ogólny efekt popisu. Dziewcząt wystąpiło znacznie więcej. Ćwiczenia i gry przeplatały śpiewy dobrze zgranego chóru dziatwy, który odśpiewał: „Na służbie”, „Wianek”, „Dalej wraz” i „Za chlebem”.

Najefektowniejszym momentem był końcowy krakowiak, odtańczony pięknie przez duże grono dziewczynek w prześlicznych strojach krakowskich. Barwny korowód podzielił się na małe kółeczka i wykonał szereg figur narodowego tańca z brawurą i wdziękiem. Całe widowisko spotkało się ze szczerym i zasłużonym aplauzem publiczności.

Zbliżał się koniec roku szkolnego, a wraz z nim stare i nowe problemy. Oto o nich w artykule Dla dzieci naszych brak miejsca szkołach.

Jakkolwiek dzielnica nasza chlubi się największą, stosunkowo ilością gimnazjów wszelkiego typu, mimo to narzekania rodziców na brak miejsca w szkołach z każdym rokiem rosną i stają się coraz głośniejsze. Szczególnie w obecnej chwili odczuwają to ci, którzy chcą dziecko zapisać do gimnazjum. Ileż to próśb i płaczów słyszy się w biurach dyrektorów, którzy bezsilnie rozkładają ręce i odpowiadają stereotypami: nie ma miejsca. Najrozpaczliwiej przedstawiają się stosunki w żeńskich szkołach średnich, gdyż jeden jedyny zakład rządowy nie jest w stanie pomieścić nawet dzieci pracowników państwowych, którzy mają tam zapewnione pierwszeństwo.

Władze szkolne zdają sobie dokładnie sprawę z tego nieszczęścia, ale wobec zredukowanego budżetu i braku odpowiednich pomieszczeń nie mogą nawet w przybliżeniu zaspokoić życzeń petentów. Ministerstwo oświaty już od kilku lat nie pozwala na tworzenie nowych oddziałów równorzędnych, tłumacząc się brakiem odpowiednich na ten cel kredytów w budżecie. Stoimy, zatem wobec niebezpieczeństwa, że wkrótce tysiące młodzieży w ogóle nie będzie się mogło dostać do szkoły.

Niektóre sfery społeczne wychodzą z założenia, że gimnazjów jest i tak za dużo i że grozi nam hiperprodukcja inteligencji, która i tak dzisiaj cierpi na brak pracy. Sfery te podnoszą, że należy młodzież kierować jak najusilniej do szkół zawodowych. Argumenty te są niewątpliwie słuszne, ale trzeba liczyć się także i z tem, że i w szkołach zawodowych odczuwać się daje brak miejsca. Jednym z powodów, dlaczego ukończenie szkoły średniej zawodowej jest uważane za pewnego rodzaju degradację społeczną jest to, że opinja ogólna za mało się interesuje szkolnictwem zawodowem. Zagranicą we wszystkich prawie miastach większych istnieją przy urzędach specjalne poradnie szkolne, gdzie każdy zainteresowany może się w każdej chwili poinformować i poradzić, do jakiej szkoły ma zapisać dziecko, jakie korzyści osiąga abiturient danej szkoły i jak w danej chwili przedstawia się zapotrzebowanie sił w poszczególnych zawodach.

Chcąc zatem młodzież naszą skierować choćby do wyzyskania istniejących już szkół zawodowych należałoby propagandę tych szkół rozpocząć od założenia takiego biura dla porady szkolnej. Biuro, mając ewidencję i warunki przyjęcia do każdej ze szkół zawodowych oraz dane statystyczne o stanie zapotrzebowania sił na rynku pracy, stałoby się nie tylko pożyteczną poradnią szkolną, ale i najważniejszym czynnikiem propagandy szkolnictwa zawodowego. Rosnący z roku na rok procent młodzieży szkolnej prędzej czy później zmusi nas do powiększenia ilości szkół tak średnich, jak i zawodowych. Jednakże już teraz należałoby pomyśleć o tem, aby garnącą się do szkół młodzież skierować na właściwe tory.

W świetle tych rozważań potrzeba rozbudowy naszego szkolnictwa staje się piekącą, co więcej zaczyna przybierać rozmiary klęski elementarnej, której ze względu na żywotny interes państwa za wszelką cenę jak najrychlej należy zapobiec i już teraz obmyśleć jakieś środki zaradcze.
Br. P.

Gazeta Lwowska w tym samym okresie snuła niewesołe…

Szkolne rozważania. Wakacje a więc okres, w którym właściwa działalność szkoły spoczywa, nadają się bardzo dobrze do snucia na temat rozważań. Niezadługo rozpocznie się nowy rok szkolny. Zaznaczy się on nową szeroką inicjatywą na polu szkolnictwa średniego. To nas napawa dobrą nadzieją na przyszłość. Niestety istnieje inny odcinek, który przepełnia nas poważną troską.

Odcinkiem tym jest szkolnictwo powszechne. A właśnie szkoła powszechna ma za zadanie budować w milionowych rzeszach dusz dziecięcych podwaliny pod przyszłą – oświeconą i kulturalną Polskę. Szkoła ta ma budzić należną prężność charakterów, świadomość celów Państwa, ma uaktywnić najszersze warstwy przyszłych obywateli, zaszczepić w duszach głębsze ideały życiowe. Przez oświatę powszechną ma prowadzić nas ku lepszej i wspanialszej przyszłości.

I oto niestety musimy stwierdzić, że w wyścigu oświaty powszechnej Polska pozostaje w tyle. Gdy inne państwa europejskie dawno już powszechność nauczania zrealizowały, gdy wprowadzają 9. letni obowiązek nauczania, w Polsce dzieje się inaczej. Z roku na rok zwiększa się liczba dzieci, które powinny przekroczyć progi szkoły powszechnej i coraz więcej z pośród nich nie znajduje dla siebie miejsca, gdyż za mało jest szkół, za mało nauczycieli i budynków szkolnych. Blisko 800.000 dzieci w wieku szkolnym znajduje się poza szkołą, jednocześnie kilkanaście tysięcy nauczycieli nie ma pracy. W ciągu lat najbliższych obowiązkiem szkolnym będzie objętych ponad 5 milionów dzieci. Ażeby taką armię kształcić trzeba mieć przynajmniej 100.000 nauczycieli, gdy tymczasem mamy ich około 70.000.

W dziedzinie budownictwa szkolnego sytuacja przedstawia się bardzo smutno. Dla zadość uczynienia aktualnym potrzebom Polska musi mieć około 120.000 izb lekcyjnych a posiada ich tylko około 70.000. Z tych zaś tylko 30.000 nadaje się do odbywania w nich lekcyj. Polepszająca się koniunktura gospodarcza Polski budzi nadzieję, że w najbliższym czasie w budżecie państwowym da się wykroić nowe znaczne kwoty na wydatne powiększenie liczby nauczycielskich etatów.

Zadanie samorządu gminnego jest bardzo trudne, ale na nim w pierwszym rzędzie trzeba polegać, jeśli chodzi o budowę szkół powszechnych, gdyż rząd ma do rozwiązania niemniej ciężki problem zaopatrzenia w odpowiednie budynki szkolnictwa średniego, ogólnokształcącego, zawodowego oraz wyższego. Aby zaradzić katastrofalnej sytuacji w dziale budownictwa szkolnego, powołano do życia Towarzystwo Popierania Budowy Publicznych Szkół Powszechnych. Towarzystwo to pracuje bardzo wydatnie. Robi co może, gromadzi fundusze, pomaga gminom wznosić budynki szkolne, propaguje budownictwo szkolne.

Sprawa jest ważna i pilna. Złączone wysiłki Rządu, samorządu i społeczeństwa mają dopiero podołać tym olbrzymim i ciężkim zadaniom. I w tych wysiłkach nie wolno ustawać.
Bul.

Sala Artura Grottgera w szkole powszechnej jego imienia w Ottynowicach, pow. Bóbrka, woj. lwowskie. Rok 1937 (fot. NAC)

Również w tym czasopiśmie „wyjawiono” źródło całego zła polskiego szkolnictwa. Wybujała administracja plagą naszego szkolnictwa.

Wszystkie nasze zakłady szkolne, tak powszechne, jak średnie i zawodowe uginają się pod nawałem niezmiernie zawiłej a niepotrzebnej roboty papierowej do tego stopnia, że dyrektorowie i kierownicy zakładów nie mają nawet czasu na chwilę opuścić biurka, ażeby przyglądnąć się, jak wygląda właściwa praca pedagogiczna, której oni z tytułu swego obowiązku mają nadawać ton i kierunek.

Ażeby się nie wydawało, że szermujemy gołosłownemu frazesami, przejdźmy lepiej do konkretnego przykładu. Oto zjawia się w zakładzie kontroler skarbowy, bada rachunki, nie znajduje ani śladu marnowania grosza publicznego, a jednak administracja, zdaniem jego, jest nie w porządku, ponieważ po 1: kierownik zakładu nie prowadzi specjalnej rubryki w księgach na dwie lampki elektryczne, z których korzysta tercjan. Rubryka ta w porze letniej wynosi około dwa złote miesięcznie, a w porze zimowej około cztery złote. Zdaniem kontroli, winien dyrektor dwanaście razy w roku sprawdzić ilość zużytego prądu na specjalnym zegarze, a następnie rubrykę tę zanotować kilka razy w księgach i te drobne pozycje wkładać do niezliczonych zestawień, sprawozdań i preliminarzy. Albo 2-gi zarzut: konsumpcja drzewa opalowego nie wykracza wprawdzie poza dopuszczalne maximum, jednak dyrektor zakładu powinien codziennie do każdego pieca odważyć opał i odpowiednie porcje również wprowadzić do ksiąg.

O ile z punktu widzenia kontroli skarbowej zarzuty te są logiczne, o tyle z punktu widzenia szkoły są to śmieszności i niczem nieuzasadnione przeszkody w pedagogicznem kierownictwie. Sprawa ściągania czesnego za austrjackich czasów, niegdyś tak prosta, urosła w ręku naszej administracji do olbrzymich ksiąg i tysiącznych rubryk oraz duplikatów, w których najbardziej wtajemniczony wyznać się nie może.

Już to, co zrobiła u nas Austria, można było znacznie uprościć, ale to, co zrobiły departamenty warszawskie wywołuje wprost zdumienie wobec braku celowości i zadziwiającej wprost zdolności do wikłania rzeczy prostych. We wszystkich zakładach średnich w byłem Królestwie są sekretarze, którzy całą tę machinę administracyjną prowadzą, w Małopolsce zaś cały ciężar pracy spada na kierowników zakładów. Z tego bynajmniej nie wynika, ażeby skarb państwa obciążać nowymi etatami na sekretarzy w szkołach małopolskich, tem bardziej, że jest do tego droga znacznie prostsza: zredukować administrację do rzeczy najkonieczniejszych i sprawy załatwiać według zasad zdrowego rozsądku, a nie wykoszlawionego myślenia administracyjnego.

Pedagogowie mają przedewszystkiem kierować młodzieżą i starać się o udoskonalenie metod nauczania i wychowania. Ażeby ten cel osiągnąć, mózg nauczyciela musi być wodny od niezrozumiałej i bezcelowej pisaniny, a cała jego energia winna być wyzyskana dla celów szkoły.
Br. P.

Trudności wychowawcze młodzieży były od zawsze i nauczyciele musieli z tym dawać sobie radę. Oto co proponowano w Gazecie Lwowskiej Wychowanie „nieznośnych” dzieci.

Minęły już te czasy, kiedy kwestja wychowania młodego pokolenia była sprawą wewnętrzną rodziny. Dziś bowiem wychowuje się młodego człowieka nie tylko na to, ażeby był godnym reprezentantem swojego nazwiska, ale także i na to, aby był pożytecznym członkiem państwa i społeczeństwa.

Obok szkoły, która wychowanie postawiła sobie, jako jeden ze swoich zasadniczych celów, problemem wychowania zajęła się także w ostatnich czasach psychologja i specjalny dział medyczny, zwany pedjatrją, albo także hygjeną pedagogiczną. Dział ten rozwinął się w ostatnich czasach szczególnie w Niemczech i w Austrji, u nas niestety te nowe drogi są jeszcze zupełnie nieznane i dlatego uważamy za rzecz pożyteczną zaznajomić szerokie kola czytającej publiczności z nowemi metodami.

Według teorji dr. Alfreda Adlera, lekarza i psychologa wiedeńskiego, dziecko jest z natury dobre i powinno się dać wychować na pożytecznego członka społeczeństwa. Jeżeli w pewnych wypadkach wychowanie dziecka nie odnosi spodziewanych rezultatów, to przyczyny szukać należy w atmosferze rodzinnej lub szkolnej. I tu bardzo ważną jest rzeczą, czy młody człowiek jest jedynem dzieckiem w rodzinie, czy też rośnie wśród licznego rodzeństwa.

Dziecko jedyne zwykle jest od samego początku nadzwyczaj pieszczone przez matkę, albo przez dziadków. Człowiek rosnący w atmosferze cieplarnianej otoczenia domowego traci pewność siebie i przyzwyczaja się do tego, że mu wszyscy ustępują z drogi i nadskakują. Skutkiem tego nie ma sposobności do zdobycia się na własną inicjatywę i brak mu sił i orjentacji w chwilach niepowodzenia lub niebezpieczeństwa. Jeżeli taki cieplarniany człowiek dostanie się w atmosferę szkolną, gdzie wielką rolę odgrywa współzawodnictwo wobec rówieśnika i potrzeba obrony własnego prestiżu, tak wobec kolegów, jak i wobec nauczyciela – czuje się bezbronny i obcy.

Jego instynkt społeczny domaga się, ażeby jego „ja” znalazło należytą wartość w nowem otoczeniu, tymczasem mnożące się ze wszystkich stron przykrości wytwarzają w nim poczucie nieporadności i niezdolność do walki życiowej. Chcąc w jakiś sposób zaznaczyć swój walor, zaczyna być krnąbrnym, nieznośnym, dokuczliwym, wyrażając w ten sposób nieświadomie protest przeciw krzywdzie, jaka jego osobę dotyka.

Stąd pochodzą liczne zatargi między domem a szkołą. Spory te nie tylko nie naprawiają dziecka, ale owszem podniecają jego opór. Młody człowiek, wierząc w poparcie rodziny, tem energiczniej atakuje w szkole, nie wiedząc zupełnie o tem, że sytuację swoją jeszcze bardziej pogarsza. Leczenie takiego osobnika według Adlera, powinno się opierać nie na awanturach, naganach, albo nie nawet na chłoście, lecz przeciwnie, należy wykolejonego człowieka odpowiednio ośmielić i wprowadzić go z powrotem w społeczeństwo. Lekarz-wychowawca zapoznaje się dokładnie z atmosferą domową i szkolną, oraz bada przyczyny psychologiczne, wywołujące aspołeczne wybryki dziecka. Ustaliwszy diagnozę, wspólnie z rodzicami i nauczycielem układa plan kampanii wychowawczej, a następnie stara się pozyskać zaufanie młodego człowieka i udziela mu w formie życzliwej i przyjacielskiej wskazówek, jak się ma zachować w rozmaitych sytuacjach, ażeby jego ja nie zostało narażone na powtórną przykrość.

Jest to robota dość żmudna, skomplikowana, wymagająca dużo miłości i cierpliwości, ale jest pewna i prawie nigdy nie zawodzi. Jeżeli wszystkie czynniki wtajemniczone w kampanię pedagogiczną postępują zgodnie, wówczas młody człowiek chętnie zmienia taktykę, albowiem widzi naocznie, że ona jest dla niego wygodniejsza i zapewnia mu to stanowisko w otoczeniu, o które podświadomie przedtem tak energicznie i tak niepraktycznie i bezcelowo walczył. Zmianę frontu ułatwia mu jeszcze i ta okoliczność, że nie czuje się upokorzonym i że ci, których uważał za wrogów stają się jego przyjaciółmi i pomocnikami.

W ten sposób z dziecka krnąbrnego i nieznośnego wyrasta człowiek pożyteczny, żyjący w harmonii ze swojem otoczeniem. Psychologia, badająca duszę dziecka i medycyna, czuwająca nad zdrowiem organizmu może wspólnemi silami, stosując metody pedagogiczne, zmienić zupełnie charakter młodej istoty, skierować jej siły na właściwe tory, czyli z dawnego nieznośnego dzieciaka uczynić grzecznego i pięknie rozwijającego się ucznia.
Br. P

Niestety terror w okresie międzywojennym wtargnął i pod strzechy szkolne Uczniowie ukr. gimnazjum rozwinęli terror wobec swoich profesorów.

Już onegdaj donieśliśmy o aresztowaniu ucznia klasy VII gimazjum ukraińskiego (filia) Anatola Pasieki, pod zarzutem zbrodni pogróżek wobec profesora tego gimnazjum p. Bilińskiego (Ukr). Obecnie dowiadujemy się o tej sprawie nowych szczegółów, które rzucają charakterystyczne światło na obecną młodzież ukraińską.

Oto pod adresem grona profesorskiego ukr. gimnazjum przy ul. Rutowskiego, w ostatnich dniach przed klasyfikacją uczniowie nadesłali listy anonimowe, żądając, by ich przepuszczono do wyższych klas, grożąc w przeciwnym razie zemstą.

Przeprowadzone dochodzenia wykazały, że jednym z autorów anonimowych listów był uczeń VII. kl. Anatol Pasieka, który w liście skierowanym do prof. Bilińskiego groził mu zemstą za to, że ten dał mu dwójkę z matematyki i fizyki.

W międzyczasie został dokonany w tem gimnazjum napad na prof. Kuczkiewicza (Pol.), który po skończonej nauce schodząc bocznymi ciemnemi schodami z III. p. na dół, został przez nieznanego narazie osobnika uderzony jakiem tępem narzędziem i lekko ranny w prawą skroń. Jak się okazuje, prof. Kuczkiewicz padł ofiarą pomyłki, ponieważ napad był skierowany prawdopodobnie przeciw jednemu z prof. Ukraińców. Z gimnazjum tego w ostatnich dniach wydalono dwu uczniów za pogróżki skierowane przeciw prof. Pankiewiczowi (Ukr.).

Została zachowana oryginalna pisownia.

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 11 (279) 13-29 czerwca 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.