Sporty wodne we Lwowie

-a A+

Przed stu laty we Lwowie odbywało się wiele interesujących wydarzeń sportowych.

Lwów był pionierem w rozwoju wielu dziedzin sportowych: 14 lipca 1894 roku rozegrano pierwszy mecz piłki nożnej, 15 stycznia 1905 roku – pierwszy mecz hokeja na lodzie, 29 czerwca 1909 pierwszy mecz koszykówki rozegrały drużyny kobiece, 25 listopada 1894 założono Lwowski Klub szachowy i rozegrano pierwszy turniej. Natomiast w 1914 roku widownię lwowską zadziwiono pierwszym meczem piłki… na wodzie.

Relacjonując przebieg pierwszego meczu tego oryginalnego sportu Kuryer Lwowski pisał: – W ostatnią niedzielę na stawach Pełczyńskich odbyły się zawody piłki wodnej pomiędzy zawodnikami LKS „Pogoń”. Podzielili się oni na dwie drużyny – niebieskich i białych (od kolorów czepków). Pierwsza drużyna (niebiescy): Sikała, Wójcicki, Przedpełski, Witkowski, Reiss, Kuchar III (Władysław) i Kolażowski. Druga drużyna (biali): Wirgo, Kappler, Czerpak, Nelken, Marianek, Kuchar I (Tadeusz), Czaban. Sędziował spotkanie L. Wolisz, który dobrze poznał zasady gry. Mecz zakończył się z wynikiem 1:1, który ustanowiono już w pierwszej połowie. Dasze staranie zawodników zabić kolejnego gola nie przyniosły rezultatu.

Analogiczną informację można było przeczytać również w gazecie Słowo Polskie. Dziennikarz sportowy Kłośnik pisał, że rewanżowy mecz wyznaczony był na sierpień. Jednak za dwa dni wybuchła I wojna światowa i piłka wodna powróciła do Lwowa dopiero w połowie lat 20.

Zawody pływackie. Ziaja (od lewej), Joachim Karliczek (Erster Kattowitzer Schwimmverein), Jan Kot (Klub Sportowy Cracovia), Walter

W tym okresie jednym z najbardziej znanych lwowskich pływaków i zawodników piłki wodnej był Jan Kot, urodzony 28 października 1906 roku w miejscowości Wygnanka koło Czortkowa nad brzegiem rzeki Seret. Jego rodzicami byli Franciszek i Elżbieta z domu Riba. Był postacią wybitną – wspaniałym pływakiem, zawodnikiem drużyny piłki wodnej. Oprócz tego – wszechstronny sportowiec, nauczyciel, historyk. Był oficerem Wojska Polskiego, działaczem konspiracyjnym i walczył o niepodległość Polski, za co był więziony przez reżim komunistyczny. Był wielkim sportowcem i patriotą, i poświęcił swe życie najszlachetniejszym ideałom.

W 1925 roku, po zdaniu matury w Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Czortkowie, rozpoczął studia na wydziale filozoficzno-historycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Po raz pierwszy jego nazwisko powiązała ze sportem Gazeta Poranna 15 czerwca 1926 roku, relacjonując zwycięstwo w zawodach studenckich na basenie „Świtezi”. Był wtedy najlepszy na 100 m stylem wolnym. Po zawodach działacze studenckiego sportu wręczyli mu deklarację o wstępie do AZS – Akademickiego Związku Sportowego. Już od sierpnia tegoż roku Jan Kot zdobywa pierwsze sportowe tytuły: złote medale na mistrzostwach okręgu lwowskiego na 100 m stylem wolnym (1:21,8 – rekord okręgu) i w sztafecie 5x50m (3:17,3).

Jan Kot na zawodach Mistrzostw Polski, 1933 r.

Mniej więcej rok po tym Jan Kot w wywiadzie dla „Stadionu” opowiedział o początkach swojej kariery sportowej.

- Na Świteź – jedyny we Lwowie basen przydatny do zawodów sportowych – trafiłem przez przypadek i zobaczyłem tam miejscowych sportowców, o których już słyszałem. Zobaczyłem jak pływają i przekonałem się, że mogę robić to tak samo jak oni, a może nawet lepiej. Postanowiłem spróbować swoich sił w tym sporcie. Bez treningów, bez znajomości techniki nawrotów wystartowałem na 100 m stylem wolnym. Od pierwszych metrów pozostałem w tyle, ale chyba byłem dobrym pływakiem, bo za jakiś czas wyrwałem się do przodu i na mecie wyprzedziłem drugiego zawodnika na jakieś 10 metrów.

Taka przewaga dodała mi ochoty do zajęcia się pływaniem. Pojechałem do Czortkowa i w ciągu półtora miesiąca uparcie trenowałem. W sierpniu wystartowałem w zawodach o mistrzostwo okręgu i zwyciężyłem na „setce” z nowym rekordem. Wtedy zrozumiałem, że trafiłem do najlepszych polskich pływaków, chociaż mój styl wówczas wydawał się dość śmieszny, często karykaturalny. Po tych zawodach zacząłem doskonalić technikę, a pierwszym moim „trenerem” był artykuł o wolnym stylu z krakowskiego Kuriera Sportowego.

W sierpniu 1927 roku Kot wyjeżdża do Warszawy na mistrzostwa Polski i zostaje mistrzem na 200 m. wolnym stylem z nowym rekordem Polski (2:59,6). W zawodach na 100 metrów jest drugi (1:17,0), przegrywając jedynie olimpijczykowi, kpt. Władysławowi Kuncewiczowi, który zwyciężył z rekordem Polski (1:12,5). Lwowska Gazeta Poranna po tych zawodach pisała: – Kot jest naszym sprinterem przyszłości. Ma olbrzymią „intuicję stylu”. Mając słabe pojęcie o technice wolnego stylu, dzięki giętkości ruchów i wysokiej pozycji na powierzchni wody, płynie dość szybko… Ale technicznie jest bardzo słaby, dlatego intensywne treningi zimą mogłyby zrobić z niego sportowca, którego można by wysłać na Olimpiadę.

Natomiast warszawski Przegląd Sportowy pisał: – Czwartym pośród naszych pływaków stylu wolnego jest Jan Kot. Nowa niespodzianka lwowskiego AZS. Jest to sportowiec z bożej łaski, prawie samouk, który bez żadnego trenera i żadnych przykładów we Lwowie doszedł do wysokich wyników… Jego surowa technika rokuje wielkie perspektywy na przyszłość.

Jan nadal kontynuował treningi samodzielnie, ucząc się stylu który podpatrzył w Warszawie. W lecie pływał ten dystans w rzece pod prąd, a zimą trenował siatkówkę i gimnastykę pod okiem prof. Drengiewicza. W kwietniu 1928 roku odbył zgrupowanie, na którym trenerem był zaproszony z Belgii Pierre Coppieters. Oprócz swojej setki Kot trenował również dłuższe dystanse – 400 i 800 m. Swój wolny styl doskonalił też pod okiem trenerów Deutza i Schuberta. W sierpniu, jak co roku wziął udział w mistrzostwach lwowskiego okręgu i po raz pierwszy zdobył aż 5 złotych medali na różnych dystansach różnymi stylami. Po tych zawodach w Sporcie Wodnym pisano: – Bez wątpienia, Kot jest wielkim talentem i przydomek „polski Arni Borg” jest w pełni zasłużone (Arni Borg był utalentowanym szwedzkim pływakiem, mistrzem olimpijskim w 1928 roku na 1500 m wolnym stylem). Ale należy rozumieć, że jeżeli Kot nie będzie zimą wyjeżdżać na treningi do Krakowa czy Warszawy, to we Lwowie zmarnuje swoje szanse, bo nie będzie mógł doskonalić swych umiejętności… Kot bez basenu we Lwowie może zginąć jak ryba bez wody, a do tego dopuścić nie możemy. Takie talenty w Polsce można przeliczyć na palcach jednej ręki. Dlatego wymaga rzetelnej opieki.

Jednak Kot kontynuował zajęcia we Lwowie, wykorzystując niewielki basenik w łaźni miejskiej. Wystarczało mu to w zupełności, o czym mówił: – Początkowo, przez 15 minut ruszam nogami w wodzie, a później, żeby nie płynąć do przodu, przywiązuję się sznurami i trenuję ręce.

W czerwcu 1929 roku Rada wydziału filozofii Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie na podstawie decyzji komisji egzaminacyjnej nadała panu Janowi Kotowi tytuł magistra filozofii na wydziale historii, podkreślając bardzo wysoki poziom jego pracy magisterskiej na temat „Kallimach i Machiavelli”.

Latem 1929 roku, gdy zamknięto basen na „Świtezi” Kot trenował w sadzawce przeciwpożarowej. Stróż, który miał pilnować, żeby nikt tam się nie kąpał, naruszając zakaz brał po 50 groszy od osoby. Po trzecim treningu niespodziewanie powiedział: – Panie Kot, nie będę brał od pana pieniędzy, bo jest pan mistrzem Polski. Może pan pływać za darmo.

Jednak o absolwencie Uniwersytetu przypomniało sobie wojsko. Tak o tym opowiadał: – Zostałem wezwany na kursy podchorążych do pobliskiego Gródka, ale kryty basen był jedynie w Krakowie. Federacja pływania wystarała się o przeniesienie mnie do Krakowa. Ale tam w jednostce nie bardzo chciano mnie wypuszczać z koszar na treningi. Raz dostałem przepustkę, drugi, ale za trzecim razem kapitan mówi:

- Kot, wy byście tylko pływali, ale potem wasze oceny będą pływać. Dlatego więcej was nie puszczam.

Gdy zawodnicy klubu Cracovia zauważyli moją nieobecność, przyszli i spytali, dlaczego opuszczam treningi. Na moje wyjaśnienia obiecali: – Załatwimy ci wojsko, chodź do naszego klubu. Tak zostałem członkiem Cracovii i jako jedyny otrzymałem zimowe treningi trzy razy na tydzień po godzinie. Wyniki nie dały na siebie długo czekać.

Gdyby nie służba wojskowa, która zabrała go ze Lwowa, gdyby nie ten kapitan, który go nie puszczał na treningi, co zmusiło go przenieść się do krakowskiego klubu, Kot nadał, pływałby we Lwowie i zacząłby grać w piłkę wodną w drużynie lwowskiej. Jednak życie gotuje nam niespodzianki.

Więc… 27 lipca 1930 roku podczas zawodów międzynarodowych w Krakowie Kot po raz pierwszy zjawia się w drużynie piłki wodnej na pozycji napastnika. Jego drużyna zwyciężyła Schwimmverein Friezen z Zabrza, a Jan strzelił swe pierwsze gole. W sierpniu zdobywa kolejnych 5 złotych medali na mistrzostwach Polski.

Pośród licznych sportowych trofeów, zdobytych w swojej karierze, Jan Kot najbardziej cenił spiżową statuetkę rzymskiego żołnierza na ciężkiej marmurowej podstawie z tabliczką: „Nagroda Prezesa Rady Ministrów prof. dr. Nowaka dla mistrza Polski w pływaniu na 400 m wolnym stylem 1922”. Tę przejściową nagrodę Kot otrzymał na własność za trzykrotne z rzędu zwycięstwo na tym dystansie w latach 1928-1930.

Nazwisko zawodnika często było przedmiotem żartów dziennikarzy, którzy lubili wykorzystywać je ku uciesze czytelników. Takie tytuły można było znaleźć w prasie z tych lat: „Kot w wodzie” czy „W Krakowie nawet Koty pływają”. Ale też sam Janek popisywał się humorem. Podczas spacerów ze swym ulubionym psem często odpowiadał na powitania znajomych: „Czyś widział psa, którego wyprowadza Kot?”…

Obok popularności (był nawet bohaterem komiksu dla dzieci w tygodniku „Raz, Dwa, Trzy”) Kota cechowały ludzkie wartości. Był sportowcem wysokiej klasy i zwolennikiem szlachetnej sportowej walki. Gdy popularyzował sporty wodne nigdy nie wspominał o swych zwycięstwach, ale zawsze podkreślał wyniki kolegów i koleżanek. W sezonie 1932 kontynuował występy w obu dziedzinach i nadal zdobywał medale i ustanawiał rekordy. We wrześniu w Krakowie przebiegały mistrzostwa Polski w piłce wodnej i Kot z drużyną Cracovii zdobyli II miejsce i srebrne medale.

Kot, jako samouk, nauczywszy się pływać szybko, zdobył wiele zwycięstw. Był 10-krotnym mistrzem Polski i pięciokrotnym rekordzistą na różnych dystansach. W latach 1931-1936 był nauczycielem historii w prywatnym gimnazjum w Olkuszu. Tu poznał Wiesławę Pisewicz, nauczycielkę polskiego i literatury, swoją przyszłą żonę. Ślub wzięli 27 lipca 1932 roku. Wiele lat (1931-1946) grał za drużynę Cracovii w piłce wodnej, zdobywając czołowe miejsca w mistrzostwach Polski. Na mecze do basenu w krakowskim parku przychodziło wielu kibiców tego sportu i Jana Kota, aby zobaczyć jak strzela gole do bramki przeciwnika. Czasami atmosfera była tak gorąca, że sędziowie zmuszeni byli przeprowadzać mecze bez widowni.

Na początku II wojny światowej Kot pozostał w Krakowie, gdzie się ukrywał i działał w konspiracji. Po wojnie został jednym z dowódców ruchu oporu w organizacji „Wolność i Niezależność”. Jednocześnie był instruktorem wychowania fizycznego na Uniwersytecie Jagiellońskim. W tym czasie został mistrzem Polski na 1500 m i w składzie Cracovii znów zdobył srebro na mistrzostwach Polski (i to w wieku 40 lat!).

Za działalność w opracowaniu Memorandum polskiego ruchu oporu, przekazanego Radzie Bezpieczeństwa ONZ jesienią 1946 roku został aresztowany przez bezpiekę i katowany na przesłuchaniach. Podczas procesu sądowego organizacji dostał wyrok kary śmierci, którą później zamieniono na dożywocie. W więzieniu przesiedział ponad 10 lat i został zwolniony na mocy amnestii więźniów politycznych w 1957 roku. Do pracy pedagogicznej władze go jednak nie dopuściły i do emerytury w roku 1972 pracował w miejskim przedsiębiorstwie komunalnym. Zmarł w 1992 roku i został pochowany w Bochni.

W 2000 roku jego imieniem nazwano kryty basen w Bochni i tu odbywają się coroczne zawody jego imienia. Od 2009 roku jest patronem pucharu Grand Prix Polski, zawodów, w których udział biorą najlepsi polscy zawodnicy. Wszystkie jego sportowe trofea córka Wanda przekazała do miejskiego muzeum w Bochni.

Jan Jaremko
Tekst ukazał się w nr 4 (272) 28 lutego – 16 marca 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.