Tajemnicze opowiastki lat trzydziestych

-a A+

Przedwojenne gazety przyciągały czytelnika tytułami artykułów w stylu: „tajemniczy”, „sensacyjny”, często pisanymi grubą czcionką na pierwszych stronach.

Ale po głębszej lekturze materiału okazywało się, że za tym frapującym tytułem kryją się zupełnie banalne historie. Oto kilka przykładów.

Gazeta Poranna i Wieczorna opisywała kilka takich historii…

Wybuch na dworcu w Rzeszowie. Tajemniczy wagon idący z Niemiec do sowdepji eksplodował i spłonął. W jednym z wagonów pociągu towarowego, zdążającego z Wrocławia do SSSR, nastąpił wybuch. W czasie manewrowania pociągu na stacji Rzeszów służba kolejowa zauważyła błękitne płomienie, ukazujące się w środku wagonu. Wagon zdołano odczepić i w chwili, gdy odepchnięto go na boczny tor eksplodowała jedna z beczek, znajdujących się w wagonie. W odstępach kilku sekund rozległy się dalsze detonacje: eksplodowały też inne poustawiane w wagonie beczki.

Zniszczony wagon

Jedna z eksplozji była tak silna, iż rozsadziła wagon, wyrzucając części żelaznych beczek na wysokość 200 metrów. Z beczek sączył się jakiś płyn, paląc się słupem ognia. Ratunek straży ogniowej okazał się niemożliwym, ze względu na to, iż przy zbliżaniu się do wagonu odrzucane żelazne części beczek, groziły śmiercią lub kalectwem. Wagon z płynem wybuchowym spłonął doszczętnie.

Dotychczas jeszcze nie ustalono, jaki skład chemiczny zawierał płyn eksplodujący, przewożony, jak wiadomo, z Wrocławia do SSSR.

Nowe sensacyjne aresztowanie we Lwowie. Afera Łapownictwa w lwowskiej Dyrekcji kolei zatacza coraz większe rozmiary, a śledztwo policyjno-sądowe zbliża się ku końcowi. Ostatnio dokonano sensacyjnego aresztowania wysokiego urzędnika kolejowego, znanego w naszym mieście z działalności również na niwie sztuki choreograficznej.

Aresztowano bowiem Stefana Niemczynowskiego, pracującego od szeregu lat w biurze personalnym Urzędu ruchu na dworcu głównym. W szerokich kołach naszego miasta p. Niemczynowski znany był, jako właściciel szkoły tańca „Sten” przy ul. Grodzickich.

Okazało się, że p. Niemczynowski pobierał łapówki za nadawanie posad robotnikom sezonowym, zajętym przy kolei. Ponadto w ostatnich dniach namawiał świadków do składania fałszywych zeznań, tłumacząc in, że składanie zeznań zgodnie z prawdą może grozić im utratą pracy. Oczywiście znalazło się wielu świadków, którzy mu uwierzyli, narażając się na odpowiedzialność karną i uwięzienie.

W najbliższych dniach śledztwo zostanie zamknięte, przyczem nastąpią prawdopodobnie dalsze aresztowania.

Samobójstwo milionerki. Wielkie wrażenie wywarło niesamowite samobójstwo miljonerki, Anny Kemeny, żony zmarłego przed pięciu laty adwokata dra Adaltera Kemeny.

Po śmierci męża, którego bardzo kochała, popadła pani Kemeny w melancholję, której nawet czas nie potrafił uleczyć. Przeciwnie – depresja wzmagała się coraz bardziej, aż wreszcie doprowadziła do katastrofy.

Pani Kemeny zajmowała we własnym domu wytworny, 8-mio pokojowy apartament. Wczoraj wieczorem wysłała z domu wszystkich domowników i wśród nich dwie swe małe córeczki. Następnie wyjęła z szafy suknie, włożyła do niej papiery i stare rupiecie, oblała wszystko benzyną i naftą, weszła do szafy i podpaliła...

Pożar spostrzeżono dopiero wówczas, gdy ogarnął cały pokój. Z szafy wydobyto już zwęglone zwłoki nieszczęśliwej kobiety. Pozostawiła ona list pożegnalny, motywujący samobójstwo tęsknotą do zmarłego męża.

Niezwykły zaiste dowód miłości sięgającej aż poza grób...

Podawał się za „Tońka”… Rozgłośnia lwowska Polskiego Radja otrzymała wczoraj o godz. 18.30 ze Stryja telefoniczną wiadomość od jednego z urzędników pocztowych, że od kilku dni grasuje w Stryju oszust, który podaje się za znanego radiosłuchaczom artystę Waydę, występującego w audycjach „Na wesołej lwowskiej fali”, jako popularny typ lwowski – Szczepko.

Oszust naciągnął w Stryju szereg osób na różne kwoty pieniężnie. Udało się go zdemaskować dzięki temu, że oszust ów, podający się za pana Waydę, twierdził, że występuje przed mikrofonem lwowskim, jako Tońko (a nie Szczepko). W pół godziny później t. j. o godz. 19-tej rozgłośnia lwowska Polskiego Radja nadała ostrzeżenie przez mikrofon. O godz. 19.55 rozgłośnia lwowska otrzymała ze Stryja telefoniczne zawiadomienie, że oszust ten został dzięki temu ostrzeżeniu przez radjo aresztowany.

Według niesprawdzonych na razie doniesień ze Stryja – oszustem tym okazał się niejaki Alojzy Cyrin. (PAT).

Gazeta Lwowska donosiła o aferach w kołach policji, bankowości i ostrzegała przed fałszywymi inkasentami. Nie dziw, że takie sytuacje zdarzają się i dziś…

Oszukańcza afera dwóch emerytów policyjnych. Ostatnio zlikwidował Urz. śledczy we Lwowie oszukańczą aferę dwóch emerytów policyjnych – Włodzimierza Stupnickiego (zam. ul. Obwodowa 20) i Karola Stronera (zam. przy ul. Świętokrzyskiej 15). Proceder swój uprawiali oni od jesieni 1932 r. Obaj wydali bezwartościowy „Informator” pod dwoma tytułami „Wielki Lwów” i „Ilustrowany Przewodnik”, którego cena kalkulowała się na kwotę 60 gr., a który sprzedawano po cenie 3, a nawet 4 zł. By wprowadzić w błąd kupujących, umieścili inicjatorzy tej oszukańczej imprezy na tytułowej stronicy „Informatora” napis: „Na dochód funduszu zapomogowego wdów i sierot po funkcjonarjuszach Policji Państwowej”.

Proces bankiera oskarżonego o malwersacje, rok 1931

Jeszcze przed wydaniem „Informatora” zaopatrzyli oni swych akwizytorów, zbierających datki na stworzony przez nich fikcyjny „fundusz wydawniczy” i przedpłatę oraz ogłoszenia firm.

Akwizytorzy, wśród których było kilku osobników o kryminalnej przeszłości, zostali upoważnieni do zbierania dobrowolnych datków, sięgających nieraz kwoty kilkudziesięciu złotych.

W ten sposób naciągnięto szereg osób, instytucyj i firm handlowych z Małopolski, Wołynia i Lubelszczyzny, a nawet ŚIąska. Suma wyłudzonych, w opisany sposób pieniędzy, jak wykazały dochodzenia, przekroczyła kilka tysięcy złotych. W końcu Stroner, odgrywający w całej imprezie rolę „dyrektora handlowego”, oszukał Stupnickiego, będącego „redaktorem” wydawnictwa.

Obaj emeryci w trakcie dochodzenia przyznali się z cynizmem do oszukańczej działalności.

Bankier Kwinto przed sądem. W Sądzie Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces Stanisława Kwinto. b. właściciela domu bankowego. Kwinto oskarżony jest o szereg oszukańczych machinacyj na niekorzyść swych kIijentów oraz o spowodowanie złośliwej upadłości domu bankowego.

Na ławie oskarżonych oprócz Stanisława Kwinty zasiadł syn jego inż. Zbigniew Kwinto i pomocnica bankowa Marja Guglerowa, zwolniona z więzienia za kaucją. Inż. Zbigniew Kwinto odpowiada z wolnej stopy. Suma powództwa cywilnego, wytoczonego przez wierzycieli Kwinty, przekracza miljon złotych.

Powództwo cywilne zgłosił Edward Mączyński, Polak z Ameryki. Z namowy Kwinty. Mączyński, człowiek bardzo zamożny, umieścił swe kapitały w banku Kwinty. Po pewnym czasie w skutek machinacyj Kwinty stracił cały ten kapitał, w wysokości 123.000 zł. i 6.000 dol.

Ostrzeżenie przed fałszywymi inkasentami. Doszło do wiadomości władz, że we Lwowie pojawił się fałszywy inkasent Ubezpieczalni Społecznej, który usiłował inkasować należności za służbę domową. W pewnym konkretnym wypadku inkasent zapytany przez jedną z pań o legitymację, oświadczył: „Teraz jest zmieniona ustawa, inkasenci nie mają legitymacji”. Fałszywy inkasent nie miał również przy sobie druków I nalegał na otrzymanie należności na rachunek ubezpieczenia za służącą.

Inkasenci Ubezpieczalni Społecznej we Lwowie posiadają legitymacje służbowe i dowód osobisty i tylko oba te dokumenty razem przedstawione, upoważniają do pobierania należności. Ponadto inkasenci dostają kwitarjusze i druki.

W opisywaniu afer nie pozostawał w tyle również Wiek Nowy…

Złodziej w roli dżentelmena. Poniżej podajemy opis przygody, jaką wczoraj miała we Lwowie panna Paulina Domaradzka, krawczyni, zamieszkała stale w Brzuchowicach. Mianowicie, gdy przyjechała pociągiem na główny dworzec kolejowy i szła ulicą Dojazdową do miasta, przystąpił do niej jakiś mężczyzna, który zaproponował jej swoje towarzystwo. Panna Domaradzka chętnie na to się zgodziła. Idąc we dwójkę, nawiązali żywą rozmowę, w czasie której usłużny pan, chcąc być szarmanckim wobec damy, zażądał od niej, aby mu podała swoją torbę ręczną, a on ją chętnie będzie niósł aż do chwili pożegnania się – Domaradzka, zachwycona uprzejmością tego pana, nie przeczuwając nic złego, oddała mu torbę, którą ten niósł jeszcze parę kroków, poczem nagle począł uciekać i zdołał zbiec w ulice Szumlańskich, gdzie znikł Domaradzkiej z oczu.

Torba ta zawierała w gotówce 20 zł., dowód osobisty i legitymacje kolejową, wystawioną na nazwisko Domaradzkiej. Policja w sprawie tej wdrożyła dochodzenia.

Kurjer Lwowski zajął się aferami narkotykowymi…

Afera kokainowa na większą skalę. W drodze poufnej doniesiono ekspozyturze Policji śledczej, że we Lwowie istnieje klub kokainistów, w którym schodzą się wybitne osobistości Lwowa dla zdobycia chwili błogiego zapomnienia.

Kokainę dostarczają szmugIerzy w wielkich ilościach przeważnie z Rosji sowieckiej, zaś centrala odbiorcza znajduje się we Lwowie u pewnej wdowy po urzędniku. Policja, której nazwiska kokainistów są znane, wyczekuje stosownej chwili, aby schwycić cały klub.

Ślad prowadzi przez środowiska, w których przebywali Filasiewicz itd. Sprawa cała trzymana jest w tajemnicy ze względu na interes śledztwa.

Rozpędzenie klubu morfinistów. Policja lwowska wpadła na trop szajki morfinistów. Niejaki N. Landes, uczeń szkoty dramatycznej i Daniel Reiss, dentysta-technik, mając obszerne znajomości wśród bogatej młodzieży lwowskiej organizowali formalnie kluby morfinistów.

Kolejowi robotnicy sezonowi

Wciągali oni młode dziewczęta oraz młodzieńców i dostarczali im w wielkiej ilości morfinę, za którą pobierali wysokie opłaty. Dentysta Reiss, podszywając się pod firmę ginekologa dra Reisse, na podstawie fałszowanych recept zakupywał morfinę w aptekach lwowskich. Ostatecznie sprawa wyszła na jaw, gdyż Reiss w zupełności nie ukrywał procederu przez się uprawianego. Obecnie wychodzi na jaw, iż wciągał on w ten sposób naiwne dziewczęta i wykorzystywał je na swój sposób.

Słowo Polskie natomiast umieściło kilka materiałów, które, gdyby nie daty ich ukazania się, można byłoby odnieść do dnia dzisiejszego…

Gołoledź na ulicach. Z powodu karygodnego nie posypywania chodników przez właścicieli realności, mieszkańcy naszego miasta narażeni są w wysokim stopniu na niebezpieczeństwo. Ostatnie słoneczne dnie, słoneczne przedpołudniem, a silnie mroźne wieczorami – specjalnie sprzyjają wytwarzaniu się coraz nowej śliskiej powłoki lodowej, która dosłownie uniemożliwia przejście kilkunastu metrów bez niebezpieczeństwa upadku. Zaledwie co dziesiąty właściciel domu poleca wysypać piaskiem czy popiołem chodnik przed swoją realnością, reszta natomiast nie dba wcale o odpowiednie przepisy policyjne.

Zwracamy uwagę odnośnym czynnikom na mogące wyniknąć stąd zgubne skutki; również właściciele realności powinni pamiętać o odpowiedzialności cywilnej, jaka spada na nich na wypadek, gdyby kto szwank odniósł na zdrowiu z powodu nieposypanej gołoledzi na terenie ich posesji.

Z „Diła” słów kilka o Staszicu. Z powodu rocznicy Staszica „Diło” zamieściło kilka uwag o reformatorze i mężu stanu, nazywając go pierwszym socjalistą, który piętnował haniebny wyzysk chłopów przez szlachtę i przepowiadał w takich warunkach smutny upadek „szlacheckiej rzeczypospolitej”. Sto lat minęło od tego czasu, a w Polsce niewiele się zmieniło pod tym względem, według „Diła”.

Została zachowana oryginalna pisownia.

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 3 (271) 14-27 lutego 2017

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.