Jak to we Lwowie dworce otwierano

-a A+

Lwowski dworzec kolejowy, wizytówka miasta i pierwszy obiekt, na którym podróżny stawia swe stopy.

Zmieniał się przez lata, był niszczony, przebudowywany, dobudowywany, zmieniano mu wystrój w zależności od epoki. Zajeżdżały tu sapiące dymem coraz szybsze lokomotywy, później diesle, a obecnie lokomotywy elektryczne, zmieniały się typy wagonów, ale chwile spotkań i rozstań pozostają do dziś takie same jak przed 110 laty. Zanim jednak uroczyście go otwarto, z nostalgią lwowiacy też wspominali „swój stary dworzec czerniowiecki”. Trochę na ten temat ze starych gazet.

26 marca 1904 roku w niezwykle uroczystej atmosferze w obecności najwyższych dostojników i ministrów otwierano nowy dworzec lwowski. Gazety już wcześniej przygotowywały mieszkańców miasta do tej uroczystości. 21 marca 1904 roku Gazeta Lwowska publikuje dokładny plan wizyty ministra Witteka we Lwowie:

„JE. P. Minister kolei żelaznych dr Wittek przybywa do Lwowa na poświęcenie i otwarcie nowozbudowanego dworca kolejowego w piątek, 25 b. m. o godz. 8 min. 40 wieczorem (czas kolejowy).

- Program pobytu JE. P. Ministra kolei żelaznych dr. Witteka we Lwowie.

Sobota, 26 marca: O godzinie 10 rano poświęcenie i otwarcie nowozbudowanego dworca kolejowego. Przemówienia .JE, ks. Arcybiskupa dr. Bilczewskiego i prezydenta miasta dr. Małachowskiego. Odpowiedź JE. P. Ministra kolei państwowych dr. Witteka. Zwiedzanie lokalności nowego dworca kolejowego,

O godzinie 1 po południu: Śniadanie u JE. P. Namiestnika Andrzeja hr. Potockiego.

Od godziny pół do 3 do pół do 6 po południu składać będzie P. Minister wizyty: książętom Kościoła, JE. P. Marszałkowi krajowemu, komendantowi korpusu i t. d.

O godzinie 7 wieczorem: obiad u Namiestnika. Między godziną 9 a pół do 10: Raut i koncert na dworcu kolejowym.

Niedziela, 27 marca: O godzinie 9 rano Msza św. w Archikatedrze obrządku łac. Od godziny 10 do pół do 12 przed południem udzielać będzie P. Minister audiencję w gmachu dyrekcji kolei państwowych przy ulicy Krasickich, po czym od godziny pół do 12 przyjmować będzie w gmachu Namiestnictwa reprezentantów Władz. O godzinie 1 po południu: śniadanie,

O godzinie 3 po południu wyjedzie P. Minister celem zwiedzenia rampy kolejowej na Żółkiewskiem, odgałęzienia linii kolejowej Lwów-Podhajce z dworca Podzamcze, po czym uda się na ulicę Łyczakowską, gdzie oglądnie miejsce pod przyszły dworzec kolei Lwów-Podhajce. O godzinie 7 wieczorem: Przedstawienie w teatrze. O godzinie 8 wieczorem: Obiad u JE. P. Marszałka krajowego Stanisława hr. Badeniego,

Poniedziałek, 28 marca: O godzinie 7'50 rano (czas kolejowy): Odjazd ze Lwowa pociągiem specjalnym do Sambora.

O godzinie 10'30 przed południem (czas kolejowy): Przyjazd do Sambora. Po śniadaniu na dworcu kolejowym odjazd powozami do Spass, celem zwiedzenia budującej się linii kolejowej.

Wtorek, 29 marca: Powrót ze Spass. O godzinie 12 w południe (czas kolejowy): Przyjazd do Sambora i obiad na dworcu kolejowym. O godzinie 2'28 po południu (czas kolejowy): Odjazd ze Sambora specjalnym pociągiem”.

Jak widzimy – uroczystości bardzo napięte. Ciągle rauty, spotkania, śniadania, obiady – gdzież to człowiek da rady temu wszystkiemu!

Natomiast 23 marca Kurier Lwowski zamieścił nostalgiczny artykuł, nawiązujący do historii otwarcia starego dworca Czerniowieckiego, zatytułowany „Dwa dworce”. Czytamy tam między innymi:

„W chwili kiedy miasto nasze przygotowuje się na otwarcie nowego dworca kolejowego, nikt może nie wspomni już o staruszku, który przez czterdzieści trzy lata miliony podróżnych wyekspediował z łona sal swoich zakurzonych i brudnych na różne strony świata i takie same miliony wędrowców wysypał na bruk lwowski. A jednak wspomnieć się godzi o starym dworcu, bo on w dniu swojego otwarcia miał chwilę, jakiej już żaden dworzec lwowski nigdy mieć nie będzie. W tym bowiem dniu, 4. listopada 1861 roku o godzinie pół do trzeciej popołudniu stanęła we Lwowie pierwsza lokomotywa i pierwszy pociąg osobowy, czyli „nadszedł dzień, – jak powiada sprawozdawca współczesny „Gazety lwowskiej” – w którym mieliśmy wstąpić w związek z całą monarchią i z zachodnią Europą”.

Na świeżych murach dworca starego zamarły tęskne westchnienia ówczesnego wydziału miejskiego i burmistrza Krebla, który chciał mieć dworzec kolejowy wszędzie indziej we Lwowie tylko nie tam, gdzie on w rzeczywistości stanął. Powtórzyła się tu zresztą ta sama historia, co przed budową dworca obecnego. Magistrat i publika lwowska proponowały miejsca bliższe, na Nowym Świecie, na ulicy Gródeckiej poniżej, jak dawniej stały t. z. koszary Galla, na placu św. Jura, a nawet już wtenczas członek wydziału miejskiego śp. Edward Winiarz proponował plac Solskich (tereny pomiędzy ob. ulicami Kulisza i Czornowoła – red.).

Poświęcenie i otwarcie odbyło się, jak wspomnieliśmy w dniu 4. listopada 1861 i to wśród dość niezwykłych warunków. Naprzód bowiem głoszono zawzięcie, że żadnego poświęcenia ani żadnej uroczystości nie będzie, gdyż towarzystwo kolei Karola Ludwika woli złożyć 4.000 złr. na ubogich, zamiast niepotrzebnej parady. Zaledwie jednak uciszył się zachwyt nad filantropią przedsiębiorców wiedeńskich, gdy krakowski „Czas” wystąpił z wiadomością, że wprawdzie parady nie będzie, ale będzie za to obiad na 140 osób.

W dniu poświęcenia wysłano do Gródka specjalny pociąg spacerowo-wycieczkowy, bez żadnych biletów. Oczywiście amatorów bezpłatnej jazdy znalazło się bardzo wielu – cóż jednak kiedy w Gródku lokomotywa się popsuła, a amatorowie... per pedes musieli wracać do Lwowa.

Z tych opisów widać przede wszystkim, że publiczność lwowska, zawsze była pełną werwy, temperamentu, entuzjazmu, okrzyków. Witajże mi więc, witaj, jak wtenczas, gdyś pierwszy pociąg okrzykiem przyjęła, jak i dziś”.

27 marca 1904 lwowskie dzienniki dokładnie relacjonują przebieg uroczystości, cytują całe przemówienia dostojników lub ich fragmenty. Kurier Lwowski przy tej okazji krytykuje koncepcję budowy dworca właśnie w tym miejscu i porządki, panujące na kolejach austriackich.

„Nowy, centralny dworzec lwowski poświęcony został wczoraj przed południem i otwarty ściśle podług ceremoniału urzędowego i przy uczestnictwie kompletu figur urzędowych, jakie się tylko we Lwowie znajdują. Kapela kolejowa odpowiednim tuszem przywitać miała austriackiego Merkura, a czy też demona, co skrzydlate koło kolejowe w ruch wprawia, jednym słowem p. ministra Witteka. We wnętrzu olbrzymiej hali, zacienionej niebieskawym tonem św. Michała z witrażu zebrał się prawdziwy tłum najrozmaitszej kategorii dostojników. Było to ogólne rendez-vous złotych kołnierzy, gwiazd orderowych i pomniejszych złoconych krzyżyków, które stały obok siebie tak gęsto, zwarcie i jednostajnie, że polskie stroje Rady miejskiej i kilka cywilnych figur miłe tworzyły dla oka wytchnienie.

W obu niszach bocznych stanęły kapituły po prawej łacińska, po lewej grecko-katolicka, obie czekające na swoich arcybiskupów. Samej publiczności przed dworcem zebrało się ogromnie niewiele, tak że dla utrzymania porządku wystarczyło w zupełności dwu policjantów pieszych i jeden konny

Tuż pod witrażem, u stóp św. Michała a naprzeciw głównego wejścia ustawiono ołtarz, zdobny rzeźbą zakopiańską, złocistym obrazem Matki Boskiej i niemniej złocistymi promykami jarzących się świec. Po obu bokach dwa stoliki, również roboty zakopiańskiej, na święconą wodę, jeszcze dalej po lewym boku kryte dywanem.

Arcybiskup Bilczewski rozpoczął obrzęd poświęcenia śpiewem „Adiutorium nostrum”, po czym taki sam obrzęd zainaugurował metropolita Szeptycki słowami „Błahosłowen Boh nasz”, chór alumnów odśpiewał swoje, „Lutnia” kantatę Mendelsohna, po czym obaj arcybiskupi równocześnie pokropili obecnych wodą święconą, kończąc w ten sposób właściwy akt poświęcenia.

Następnie przemówił prezydent miasta dr. Małachowski. Z długiego jego przemówienia cytujemy dosłownie następujący ustęp, zwrócony do ministra p. Witteka:

„Za to wszystko przyjm, Wasza Ekscelencjo, Panie Ministrze nasze najszczersze podziękowanie. Tobie przede wszystkim podzięka za to dzieło się należy. Ty, Ekscelencjo, zdecydowałeś się zrobić ten pierwszy krok przychylny dla naszego kraju, Tyś zaufał naszym krajowym siłom, — a przekonany jestem, że to dzieło wykończone utwierdzić Cię tylko może w tej ufności, którą nam okazałeś. (…)

Racz przyjąć za to Ekscelencjo wyrazy szczerego podziękowania i niekłamanej wdzięczności.

- Takim służalstwem nie służy się ministrowi, lecz chyba się ośmiesza… – twierdził dziennikarz „Dziennika Polskiego”, gdyż ani Wittek, ani rząd pod względem kolejowym nie faworyzowali nigdy Galicji i budowano tu tylko koleje strategiczne.

Zresztą były usiłowania, aby dworzec stanął w środku miasta na pl. Solskich albo przynajmniej koło Kościoła św. Anny, rząd jednak nie chciał tam budować dworca, tłumacząc się wielkimi kosztami. Wszelkie usiłowania spełzły na niczym. Budowa dworca na tym miejscu jest dla miasta klęską, dziś budują się wszędzie dworce w środku miasta, to się przyczynia do ożywienia ruchu podróżnych i do wygody publiczności. Budowa dworca na tern miejscu jest rozczarowaniem wielkim dla dalszych dzielnic, jak – Łyczakowa, Zamarstynowa, Stryjskiej etc, skąd prawie całogodzinną jazdę odbywać się musi na dworzec. To wszystko nie jest przecież dowodem faworyzowania miasta.

A porządki na kolejach galicyjskich coraz gorsze. Zaprowadzono taryfę strefową i zdawało się, że cena jazdy potaniała. Tymczasem tak nie jest. Zniesiono wolny pakunek, a ceny biletów coraz droższe – szczególnie zwalono większą część ciężarów na III klasę, a w naszym ubogim kraju jeżdżą przeważnie III klasą. Bilet III kl. pociągiem pospiesznym do Krakowa tam i na powrót kosztuje przeszło 26 koron, a skoro się zważy, że zniesiono wolny pakunek 25 kilo, to jest to bardzo drogo. W Galicji ignorują zupełnie publiczność, a szczególnie trzecioklasistów. Do pociągu pospiesznego dodawano tylko 3 wagony III kl. Panował też zawsze ścisk okropny i dawano tylko jeden przedział dla niepalących. Były ciągłe narzekania, prośby, a skutek był ten, ze obecnie dają zamiast 3 wozów III kl. tylko 2, a przy pociągu ekspresowym jeszcze gorzej. Wagony po większej części stare, poniszczone, brudne, źle ogrzewane, a wszelkie zażalenia nic nie pomagają.

Co do dworca nowego otrzymaliśmy od jednego z inżynierów tutejszych następujące pismo:

„Tzw. informacje o „nowym dworcu lwowskim” umieszczone w formie nadesłanego nam komunikatu, to przedsmak tych przyjemności, które nas czekają z otwarciem nowego dworca. Lwów został pokrzywdzony na pół wieku. Owa legenda, że ze względów wojskowych Lwów nie może być stacją czołową, jest nieprawdziwą, gdyż każdy podręcznik podaje dziś rozwiązanie, że stacja czołowa może być równocześnie zbudowaną na bezpośredni ruch, mianowicie w celach wojskowych. Byłby dworzec może o milion więcej kosztował ponad dzisiejszy wydatek, ale byłoby się raz na cały wiek stworzyło dzieło, a choćby wnętrze mniej wykwintnie wyposażono, to nie pozostaje w stosunku z korzyściami takiego rozwiązania dworca i stacji czołowej”.

A jednak przez „cały wiek” z okładem to dzieło służy podróżnym i obecnie nikt nie ma wątpliwości w słuszności wyboru miejsca jego lokalizacji. A co było by, gdyby stał gdzie indziej? Też byśmy się przyzwyczaili i sobie chwalili.

Opracował Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 22 (218) za 28 listopada – 18 grudnia 2014

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2019 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.