Polska księżniczka

-a A+

Polska księżniczka

W Żywcu żałoba. Wczesnym rankiem, 2 października 2012 roku, w wieku 89 lat, zmarła nagle Maria-Krystyna-Immaculata-Elżbieta-Renata-Alicja-Gabriela Habsburg-Lotaryńska, księżniczka von Altenburg.

Przez liczne grono osób z jej otoczenia nazywana „babcią Krysieńką” lub „naszą mateczką”. Ostatnia z mieszkających w Polsce Habsburgów. Przywiązanie części mieszkańców byłej Galicji i Lodomerii do legendy najjaśniejszego pana z dynastii Habsburgów skłania do przypomnienia kilku szczegółów dotyczących historii ostatnich polskich krewniaków cesarza Franciszka Józefa.

Arystokratyczna dynastia Habsburgów przez siedem wieków (XIII–XX) obsadzała rozliczne trony królewsko-cesarskie w Europie, a także poza nią. Na przestrzeni wieków powstało kilka linii dynastycznych, a wśród nich bliska Polakom linia cieszyńsko-żywiecka (von Österreich-Teschen), zapoczątkowana przez arcyksięcia Karola Ludwika (1771–1847), który w drodze dziedziczenia wszedł w posiadanie ok. 46000 ha ziemi (głównie lasów) na terenie Cieszyna i Żywca. Córki żywieckich Habsburgów ochoczo wychodziły za mąż za kawalerów z rodów Radziwiłłów i Czartoryskich. Natomiast polscy królowie chętnie żenili się z Habsburżankami wywodzącymi się z różnych linii.

O polskich Habsburgach pisał w Kurierze Galicyjskim (nr 4/2011) pan Szymon Kazimierski i przypomniał postać Wasyla Wyszywanego (Wilhelm Franciszek Habsburg), aspirującego w swoim czasie do korony ukraińskiej. W latach wojennych 1916–1918, gdy rodziła się samodzielna polska państwowość, ówczesny właściciel dóbr żywieckich, arcyksiążę Karol Stefan (1860–1933) był poważnym kandydatem na króla Polski i najpewniej tak by się stało, gdyby nie fakt, że Polska nie została odrodzona w ustroju monarchicznym. Tenże Karol Stefan był założycielem i właścicielem słynnego browaru żywieckiego i licznych tartaków, które dawały zatrudnienie miejscowym góralom, zadowolonym z godziwych wynagrodzeń w pieniądzu i naturze (węgiel, zboże, piwo).

Alicja i Olbracht
Nie sposób wspominać księżniczkę Krystynę bez przedstawienia, w największym skrócie, jej rodziców i okoliczności, które w zasadniczy sposób zaważyły na jej osobowości. Rodzicami księżniczki byli: syn Karola-Stefana arcyksiążę Karol Olbracht (vel Albrecht) i Alicja von Ankarcrona, córka szwedzkiego arystokraty, pierwszego łowczego dworu szwedzkiego. Poznali się w Wiedniu w 1915 roku i zapałali do siebie gorącym uczuciem od pierwszego wejrzenia. Alicja wcześniej (1911) zamężna z galicyjskim arystokratą i pracownikiem austriackiej dyplomacji Ludwikiem Badenim miała jedynego syna Kazimierza, późniejszego sławnego dominikanina z Krakowa, znanego jako o. Joachim Badeni (nota bene zmarł w 2010 roku, w wieku 98 lat). Jej pobyt w Wiedniu wiązał się z ciężką chorobą i leczeniem męża w wiedeńskiej klinice.

Księżna Krystyna w dzieciństwie, Muzeum Miejskie w Żywcu (Fot. East News)Badeni wkrótce zmarł, a młoda wdowa Alicja powróciła do majątku Badenich w Busku koło Lwowa. Młoda, 26 letnia wdowa – jak pisał ówczesny dziennikarz – „była nieopisanie piękna i poruszała się z niezwykłą gracją. Z oczu promieniowała radość. Nie można było oderwać od niej oczu”.

W 1918 roku Alicja znalazła się we Lwowie, gdzie dane jej było przeżyć obronę Lwowa przed Ukraińcami. Zawierucha wojenna nie ominęła także majątku Badenich w Busku. Z uwagi na zagrożone bezpieczeństwo, arcyksiążę Olbracht zabrał Alicję z Buska i przewiózł ją najpierw do Krakowa, a potem do Żywca, gdzie doprowadził do zaręczyn i ślubu w 1920 roku. Olbracht był widocznie wyznawcą zasady, że serce nie sługa, bo małżeństwo z Alicją miało charakter morganatyczny (tzn. zawarte z osobą niższego stanu), co wiązało się z utratą prawa do sukcesji tronu oraz tytułu arcyksiążęcego. Dopiero w 1949 roku ówczesna głowa rodu Habsburgów arcyksiążę Otton przywrócił cieszyńsko-żywieckiej linii Habsburgów książęcy tytuł „Prinz von Altenburg”. W ten sposób potomstwo ks. Olbrachta i Alicji uzyskało prawo używania tytułu książąt von Altenburg.

Książę Olbracht ochotniczo wziął udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku w randze pułkownika. Gdy wybucha II wojna światowa, to już 2 września 1939 roku zgłosił się ochotniczo do Wojska Polskiego, ale z uwagi na wiek, nie został przyjęty. Żywiec został zajęty przez Niemców już 4 września, a w zamku zakwaterowało gestapo. Książę Olbracht został aresztowany i wywieziony do więzienia w Cieszynie. W więzieniu i gestapowskim śledztwie przebywał prawie dwa lata (od 9.11.1939–23.08.1941 roku). W sprawie jego uwolnienia interweniowały bezpośrednio u Himmlera dwory europejskie, a szczególnie królowie Szwecji i Włoch. To tym interwencjom książę Olbracht zawdzięczał, że nie podzielił losu jego wiedeńskich krewniaków, których Hitler bez skrupułów zesłał do Dachau. Niemcom zależało, aby Olbracht wraz z rodziną podpisał volkslistę, jednakże ani groźbą ani prośbą nie mogli tego wymóc na księciu. Oświadczał wielokrotnie, że: „żona, dzieci i ja czujemy się Polakami, a tylko mam pochodzenie niemieckie”.

W tym samym czasie rodzina księcia była internowana wpierw w zamku żywieckim, gdzie zastosowano areszt domowy. Następnie rodzinę wywieziono do Wisły i kolejno do pracy przymusowej w majątku pod Buchenwaldem. Alicja została skierowana do pracy fizycznej przy kopaniu buraków. Odmówiła podjęcia tej pracy, rzucając w twarz gestapowcom: „hitleryzm to masowa histeria, niegodna wielkiego narodu”. Mimo dozoru gestapowskiego, Alicja podczas internowania w Żywcu oraz w Wiśle, podjęła bardzo aktywną współpracę z polskim ruchem oporu (ZWZ, AK), prowadząc obcojęzyczny nasłuch radiowy i tłumacząc istotne wiadomości dla potrzeb konspiracji. To za tę niebezpieczną działalność w 1946 roku otrzymała od polskiego rządu emigracyjnego Krzyż Walecznych. 

Pałac Habsburgów w Żywcu (Fot. fakt.pl)

W kwietniu 1945 roku zostali wyzwoleni przez wojska amerykańskie. W 1947 roku, nie bacząc na zupełnie nową sytuację polityczną, Olbracht wraz z rodziną powrócili do Polski. Wszelkie dobra Habsburgów, łącznie z zamkiem żywieckim, zostały znacjonalizowane, co sprawiło, że książęca rodzina pozostała bez środków do życia. Utrzymywali się jakiś czas z pożyczek i wyprzedaży rodzinnych kosztowności. Dodatkowo ciężko zachorował ks. Olbracht. Była konieczna pilna operacja, która wówczas była możliwa do wykonania w Szwecji. Książę wyjechał do Sztokholmu, gdzie, niestety, nie powrócił do zdrowia, lecz w 1951 roku zmarł.

Ówczesne PRL-owskie trudności paszportowe sprawiły, że rodzina nie zdążyła nawet na pogrzeb. Ostatecznie otrzymali paszporty w jedną stronę i zostali pozbawieni polskiego obywatelstwa. Pozostali w Szwecji, a po kilku kolejnych latach osiedli w Szwajcarii. Nigdy nie zrzekli się polskiego obywatelstwa. Nie przyjęli też obywatelstwa szwedzkiego ani szwajcarskiego. Na obczyźnie przebywali jako bezpaństwowcy. Alicja ostatnie swe lata spędziła w Szwecji, w domu opieki społecznej. Zmarła 26.11.1985, przeżywszy 96 lat. Spoczywa obok męża i wnuka w Sztokholmie. Tak powojenna Polska „podziękowała” patriotycznej rodzinie polskich arystokratów.

Trumna z ciałem księżnej Marii Krystyny Habsburg została wystawiona w sali lustrzanej Pałacu Habsburgów (Fot. gophoto.it)

Polska księżniczka
Wróćmy jednak do losów księżnej Krystyny. Urodzona w Żywcu w 1923 roku, w żywieckim zamku spędziła radosne dzieciństwo i otrzymała solidne arystokratyczne wychowanie i wykształcenie. Nad jej edukacją czuwało dwóch nauczycieli domowych, a poszczególne klasy zaliczała w szkołach żywieckich na zasadzie egzaminów eksternistycznych. Opanowała biegle języki obce: niemiecki, angielski i francuski. Jak sama wspominała, system wychowania preferowany przez rodziców miał cechy rygorów niemal wojskowych, a wszelkie wykroczenia od wymaganych norm były przez rodziców karane, także cieleśnie. Aby zakupić w pobliskim sklepie bardzo przez nią lubiane cukierki „krówki”, należało udać się tam w towarzystwie tzw. przyzwoitki oraz rozliczyć się dokładnie z wydanych pieniędzy.

Wojenne i powojenne doświadczenia jej rodziny były, co oczywiste, także jej udziałem, z tym, że dzięki powiązaniom ze środowiskiem wiedeńskim, miała możność część czasu wojennego wykorzystać na pracę w charakterze sanitariuszki w wiedeńskiej klinice okulistycznej i równocześnie kontynuować naukę w szkole średniej oraz zdać maturę. Gdy w 1947 roku wraz z rodziną wróciła do Polski, podjęła studia na wydziale lekarskim UJ. Z faktem tym wiąże się m.in. takie zdarzenie, że wstępując na studia należało wypełnić m.in. ankietę personalną, a w niej rubrykę pt. pochodzenie społeczne (robotnicze, chłopskie, inteligencja pracująca). Ponieważ nie zaliczała się do żadnej z wymienionych grup, w rubryce „pochodzenie” napisała po prostu „Habsburg”.

Studiów nie ukończyła, bowiem, jak wyżej wspomniałem, w 1951 roku wraz z rodziną wyjechała do Szwecji, nie mając szansy powrotu do Polski. W dwa lata później zapadła na chorobę płuc (gruźlica), wymagającą długotrwałego leczenia sanatoryjnego. Wyjechała na leczenie do szwajcarskiego Davos, gdzie z czasem dołączyła do niej część rodziny i tam pozostali na emigracji. Gruźlica płuc uniemożliwiła jej realizację zamiaru wstąpienia do zakonu Kongregacji Sióstr Misjonarek Lekarek w Irlandii.

W 1993 roku władze RP przywróciły jej polskie obywatelstwo i pasz-port. W 2000 roku, po niemal 60. latach przymusowej emigracji, odwiedziła Polskę, a w rok później powróciła na stałe do Żywca. Gdy wysiadła z samolotu na Okęciu, chciała (jak Jan Paweł II) ucałować polską ziemię, ale zbyt chore stawy nie pozwoliły jej na to. Powiedziała: „W Polsce czuję się jak u Pana Boga za piecem. Na obczyźnie zawsze czułam się źle. Tęskniłam. Nie myślałam, że doczekam wolnej Polski. Szkoda, że rodzice tego nie dożyli”.

Władze samorządowe Żywca przekazały jej na własność apartament (86 m2) w tym samym zamku, w którym spędziła swą młodość. Otrzymała też niewielką emeryturę państwową. W 2009 roku wydała piękną książkę (220 stron) pt: „Księżna. Wspomnienia o polskich Habsburgach”. Miasto Żywiec, uchwałą Rady Miasta, nadało jej tytuł honorowego obywatela, a prezydent RP odznaczył Krzyżem Komandorskim Polonia Restituta. Zapytana kilka lat temu przez dziennikarza, co jest jej największym skarbem, bez wahania odrzekła: „polski paszport”.

Jej osobisty lekarz wspomina: „Mimo wieku była kobietą z wielką klasą, wesołą, radosną, tryskającą humorem. Bardzo lubiła spotykać się z młodzieżą i doskonale się z nią porozumiewała”. Mimo podeszłego wieku i niesprawności fizycznej, bardzo czynnie uczestniczyła w akcjach charytatywnych, uroczystościach państwowych, a także jako czynny członek (Dama Honoru i Dewocji) Polskich Kawalerów Maltańskich. Jako humorystyczną ciekawostkę ujawniła, że co prawda nie posiada prawa do sukcesji tronu Habsburgów, ale poprzez koligacje z monarchią brytyjską, jest zaliczona na 2000 miejscu sukcesorów do tronu brytyjskiego.

Kilkutysięczny tłum żywczan i gości żegnał księżniczkę podczas wystawienia ciała w otwartej trumnie w sali lustrzanej pałacu Habsburgów w Żywcu oraz podczas ceremonii pogrzebowej w żywieckiej konkatedrze Narodzenia NMP. Spoczęła w (nieotwieranej od ok. 80 lat) rodzinnej krypcie Habsburgów. Żywiecki dziennikarz Szymon Wróbel napisał: „Żywiec utracił nie tylko honorową obywatelkę, ale również swą największą ikonę”.

Eugeniusz Niemiec
Tekst ukazał się w nr 20 (168) 30 października - 15 listopada 2012

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.