-a A+

Anna Gostyńska

Wielka i ukochana

Pisano o niej: teatr, który posiada tę aktorkę jest pierwszym teatrem w Polsce.

I nie było w tym żadnej przesady. Aktorka Anna Gostyńska była jedną z największych polskich sław teatralnych na przełomie XIX i XX wieku. W ciągu wielu lat pracy na scenie swoimi rolami zilustrowała niemal całą historię dramatu.

W roli zrzędy – w roli plotki
Dobrej matki – przykrej ciotki
Śmieszki – jędzy-czarownicy
W „białej” czy też „czarnej” roli –
Ma czar jakiejś tajemnicy,
Który serca nam niewoli…

W jubileuszowym tekście w 1910 roku recenzent „Naszego Kraju” pisze: „Nie masz sztuki, nie masz prawie utworu scenicznego, w którym by nie grała, w którym marnota czy utwór genialny – nie stworzyła kreacji tętniącej krwią i nerwami, żyjącej własnem, indywidualnem i tak zawsze prawdziwem życiem. (…) Przesunęły się przez prasę lwowską dziesiątki recenzentów teatralnych. Różni bywali między nimi; bywali i Zoile – każdemu radzi łatkę przypiąć. A przecie… w kompletach pism lwowskich – nie znajdzie się o niej ani jedna wzmianka ujemna. Owszem uznanie rośnie, wzrasta – bez Gostyńskiej, tak krytyka jak i publiczność, nie umie sobie sceny lwowskiej wyobrazić”.

Na scenie Anna Dudtow, bo tak brzmiało panieńskie nazwisko Gostyńskiej, po raz pierwszy wystąpiła – jak sama podawała – 10 czerwca 1873 roku, debiut miał miejsce w teatrzyku ogródkowym „Pod Lipką” w Warszawie. Tę właśnie datę uważała Gostyńska za początek własnej kariery scenicznej. Z tym, że debiut prawdopodobnie nastąpił rok wcześniej – w materiałach źródłowych z roku 1873 nie ma informacji o tym, że teatr Marii Stobińskiej „Pod Lipką” pojawił się w stolicy. Grał za to w Warszawie w 1872 roku. Mamy więc pierwszą rolę osiemnastoletniej panny Gostyńskiej – była Klementyną w „Błażku opętanym” Władysława Ludwika Anczyca. Jak wspominała po latach aktorka – rola była debiutem udanym, teatr przy ulicy Przejazd gromadził każdego wieczora tłumy warszawiaków.

Anna zyskawszy dość szybko rutynę, wybiła się w małym zespole we wszystkich rolach na plan pierwszy, otrzymywała nowe propozycje, wśród których były też główne role. Po uzyskaniu angażu do zespołu Henryka Modzelewskiego wyjechała do pracy do Łodzi. Grała następnie w małych i większych zespołach prowincjonalnych w Królestwie Polskim, w Zamościu i Lublinie. Kierowała własnym zespołem, który występował w Zamościu i Włodawie w 1877/78. Tutaj, we Włodawie, w guberni siedleckiej, Anna Dudtow wychodzi za mąż za aktora Władysława Gostyńskiego, jako aktorka występowała wcześniej w jego zespole wędrownym. Pobrali się 22 sierpnia 1878 roku. Małżeństwo trwało krótko, po pewnym czasie nastąpiła separacja. Mieszkając już we Lwowie, Anna Gostyńska w towarzystwie pojawiała się jako osoba niezależna i samotna, zachowała nazwisko męża, za mąż powtórnie nie wyszła. Były mąż Władysław Gostyński wiele lat życia spędził we Lwowie, ale drogi małżonków nigdy więcej się nie przecięły. 

*
Koniec 1879 roku zastał Annę w Krakowie, mąż pracował w Rzeszowie i Nowym Sączu, Anna przyjeżdża do zespołu Woźniakowskiego po nieudanych występach krakowskich. Już wtedy małżeństwo przeżywało kryzys i wkrótce Gostyńscy rozdzielili się na dobre. Ciągłe przeprowadzki, występy w małych i dużych miejscowościach, często towarzysząca aktorom bieda – o dziwo, taka droga wcale nie zniechęcała Anny do zawodu. Ma 26 lat i wspina się na kolejny szczebel kariery artystycznej: na wiosnę 1880 roku dyrektor teatru lwowskiego Jan Dobrzański zaprosił Annę do Lwowa. Nie przypuszczała nawet, że już do końca życia pozostanie we Lwowie i polskiej scenie w tym mieście poświęci prawie czterdzieści lat życia.

Rywalki. Anna Gostyńska i Aniela Aszpergerowa

Z datą debiutu lwowskiego, podobnie jak z warszawską, też nie ma jasności. Ponoć pierwszy raz wystąpiła w teatrze lwowskim 12 kwietnia 1880 roku, w roli Barbary w sztuce „Krewniacy”. Niektóre źródła podają, że debiut był późniejszy o miesiąc – 10 maja w jednoaktowej komedii Bayarda i Leomoin’a „Gapiątko z Saint-Flour” Anna miała zagrać Baronową. Tak czy inaczej, recenzenci nie poświęcili jej nawet słowa. Ale Anna nie miała powodu do zmartwień, było przed nią zupełnie nowe życie – dyrektor Dobrzański wierzy, że utalentowana aktorka zagra świetnie każdą rolę i płaci jej za to 25 srebrnych guldenów miesięcznie! A przecież jeszcze niedawno w zespołach objazdowych bywało bardzo różnie. 

Zdarzały się chwile, kiedy praca aktorska była prawdziwą udręką, wszystko zależało od przychylności publiczności, bywały momenty dramatyczne, kiedy nie starczało nawet na chleb. Gostyńska jednak zawsze wspominała ten czas z rozrzewnieniem „Te wędrówki trup prowincjonalnych, to dla mnie jedno wielkie wspomnienie, pełne nieprzepartego uroku. Czego tam nie ma? Wszystko jest, wszystkie radości i wszystkie biedy. Miałam z owych czasów trzy sukienki; jedną białą, ot tę, co tu pan widzi, schowałam ją sobie na pamiątkę, drugą czarną, trzecią różową z takiej materii, jakiej się używa na tanie podszewki. Dawało się przedstawienia po miasteczkach, w międzyczasie jeździliśmy z biletami po wsiach, od dworu do plebanii, od karczmy do wójta. Po przedstawieniu dzieliliśmy się zyskiem. Kapitałem była tu dobra wola artystów. Pamiętam raz w Garwolinie przyniosła mi ta dywidenda 8 rubli za cały miesiąc. Mieszkałam w chałupie chłopskiej. Pół korca kartofli, wsypanych pod łóżko, bochenek żołnierskiego chleba „od Moskala”, 2 funty cukru i ćwierć funta herbaty – oto, czym się żyło przez taki miesiąc. A jednak, proszę pana, – opowiadała Kornelowi Makuszyńskiemu – mile się to wszystko wspomina, bo wszędzie czuliśmy, że gramy dla tych ludzi co się zgromadzali na nasze przedstawienia: byli to częścią mieszczanie, częścią szlachta okoliczna, częścią wieśniacy nawet”. 

Trudy życia prowincjonalnej aktoreczki pozostają w przeszłości, scena lwowska da Gostyńskiej sławę i uwielbienie publiczności. Na razie zadowolona z przeprowadzki rozgląda się, cieszy się z przyjęcia i przymierza do pierwszych ról. Debiut, podobnie jak początki na scenie Skarbkowskiej we Lwowie, nie należały do najłatwiejszych. Kiedy pojawiła się w mieście, na deskach teatru królowała wielka Aniela Aszpergerowa. 

Na początku Gostyńska otrzymuje jedynie role zastępcze, ale jej sukcesy na scenie zwróciły uwagę zespołu i jego pierwszej gwiazdy. Królowa sceny czuje chyba jakimś zmysłem, że oto idzie następczyni; być może w grę wchodziły też sprawy natury osobistej, bo Aszpergerowa, która nie miała w zwyczaju tępienia zdolnych młodych rywalek, Gostyńskiej nie lubiła od pierwszej chwili. „Aszpergerowa zachorowała i mnie kazali za nią grać w Dziewicy Orleańskiej. Ja nie chciałam, za nic nie chciałam, ale dyrektor kazał. Posłali tedy do Aszpergerowej po kostium, po zbroję, po szyszak i po miecz. A ona nic! Nie chce wydać i basta. Poszedł dopiero sekretarz, a ona to wszystko wyrzuciła za drzwi, na schody, ale przedtem poobdzierała podszewki, złamała pochwę od miecza, a od szyszaka cały spód tak, że tylko gwoździe zostały” – wspominała Gostyńska. 

O nerwowej atmosferze, niechętnych kolegach i łzach Gostyńskiej wspominał też aktor Edward Webersfeld, przyjaciel Gostyńskiej i jak szeptano we Lwowie: nie tylko wielbiciel. Powoli jednak Gostyńska przejmowała role z repertuaru Aszpergerowej i zajmowała w teatrze coraz mocniejszą pozycję. We Lwowie uzyskała miano jednej z najwybitniejszych polskich aktorek. Skala jej możliwości była ogromna – grała role rodzajowe, które podkreślały jej wielki talent. Krytyka podkreślała psychologiczną prawdę, realizm granych przez nią postaci. Miała wielkie wyczucie epoki i stylu. Wszytko na scenie było dla niej ważne począwszy od mebla, a zakończywszy guzikiem u sukni.

Tadeusz Pawlikowski i Anna Gostyńska

W czasach, kiedy aktorzy często pojawiali się w przedstawieniach operowych i operetkowych, Gostyńska również śpiewała na scenie. Ale przede wszystkim jej żywiołem było słowo, niezapomniana Pani Dulska w „Moralności pani Dulskiej”, Matka w „Balladynie”, Gospodyni w „Weselu”, Dorota w „Krakowiakach i góralach”, Pani Jowialska w „Panu Jowialskim”, Aza w „Peer Gyncie”, Pani Pernelle w „Świętoszku”, Dorota w „Grubych rybach”, Matylda w „Adamie i Maryli” Zygmunta Sarneckiego. Jej wywoływaczka szczurów w „Małym Eyolfie” czy Kniertje w „Nadziei” Heijermannsa robiły ogromne wrażenie. Występowała również jako Wieśniaczka w „Widmach-Dziadach” Stanisława Moniuszki. Doskonała w repertuarze molierowskim i szekspirowskim (Marta „Romeo i Julia”, Paulina „Opowieść zimowa”, Pani Quikly „Wesołe kumoszki z Windsoru”).

We Lwowie była ogromnie lubiana i ceniona za swój talent i pracę. Opracowała szereg kreacji prawdziwych i żywych zagranych – jak powiadano – sercem. Wiele w swym rozwoju artystycznym zawdzięczała Tadeuszowi Pawlikowskiemu, który objął scenę lwowską w roku 1901 i prowadził ją do roku 1906. Pod dyrekcją Pawlikowskiego wielkie gwiazdy sceny lwowskiej stały się idealnymi postaciami zespołowymi. W tym okresie Gostyńska przygotowała świetną rolę Makryny w troskliwie wyreżyserowanym przez Pawlikowskiego dramacie Przybyszewskiego „Śnieg”.

 

Ponoć w okresie lwowskim odmawiała innym scenom. Tajemnicą jej wielkiego talentu były „poza niezbadaną dziedziną intuicji – warunki nadzwyczajne i zdolność obserwacji doskonała”. Budowała postacie sceniczne nie przerysowując, delikatnie przełamując konwencje i wzbogacając je. Rozpiętość jej ról była imponująca. Nie szarżowała, pracowała nad każdym szczegółem roli, lubiła podpatrywać innych aktorów i zwykłych ludzi – z tych elementów budowała swoje wielkie kreacje. Na scenie nie zaprzątała sobie głowy kwestią urody. Dodatkowe zmarszczki, oszpecenie się na potrzeby roli – wszystko to było dla niej naturalne. Na widzach wrażenie wywierały jej wymowne, duże oczy i zręczne, umiarkowane, naturalne ruchy i mimika. 

Pisał Zygmunt Przybylski, że kto zna ze sceny Annę Gostyńską, a miał sposobność z bliska obserwować jej pracę, musi się przejąć prawdziwym szacunkiem nie tylko dla doskonałego talentu, ale też dla jej niekłamanego zamiłowania i zapału. Miała w sobie dużo pokory, a oddanie sztuce było tak wielkie, jak gdyby talent swój oddała na służbę scenie. „Gostyńska żyje tylko na scenie i dla sceny – to prawdziwa artystka lepszej szkoły, szlachetniejszych aspiracji, dawnej tradycji – tej, która na wszystkich scenach zaczyna stawać się legendą”.

*
Grała na scenach wiedeńskich i paryskich podczas gościnnych występów teatru lwowskiego, gdzie krytyka pozostawiła przychylne recenzje jej kreacji scenicznych (Gościnne występy – 1905 Kijów, 1910 Wiedeń, 1913 Paryż). Czarowała widza głosem. Zachwycano się jego barwą, skalą i umiejętnościami operowania. W prasie polskiej zachował się niemal panegiryk na cześć głosu aktorki: „I słodycz tam znajdziecie, i naiwne brzmienia, i srebrny wdzięk dobroci, i krzyk ostry bólu, i głębokie stłumione dźwięki żalów, i łzy z niego wyczaruje wam, i śmiech serdeczny, i piskliwe akcenty podrażnionej złości, i mrukliwe połajania. A operować nim umie Gostyńska pysznie – od nudnej monotonności począwszy do schlebiającej modulacji fałszywej skromności i pokory”.

Gabriela Zapolska (Fot. culture.pl)

**

„Że pani Gostyńska jest artystką dużej miary, dużej myśli i talentu, o tym wiemy dawno. Ale jakże świeża, jak miła była w tych srebrnych włosach, białym czepeczku i ślicznej zeszłowiecznej sukni. Podkreślała w miarę bierną głupotę tej osiwiałej owieczki, która nic dziwnego, że wydała na świat takie curiosum jak Szambelan” – pisze w październiku 1900 roku Gabriela Zapolska. Anna Gostyńska gra Panią Jowialską po wznowieniu komedii Fredry na lwowskiej scenie.

Z Zapolską łączyły Annę Gostyńską dość bliskie relacje. Spotkały się jako aktorki na deskach teatru Skarbkowskiego w latach dyrekcji Jana Dobrzańskiego. Anna była wówczas już w zespole, Gabriela zagrała w sezonach 1883 – 1884 i 1884 – 1885. Zapolska darzyła Gostyńską dużą życzliwością. Wskazują na to listy Zapolskiej do Gostyńskiej, jak również opowieści świadków, recenzentów i aktorów.

Zapolska w relacjach ze znajomymi bywała kapryśna i nierówna, z Gostyńską jej relacje układały się szczerze. Powiadano nawet, że przyjaźnie. Ciepłe i wrażliwe usposobienie Gostyńskiej, jej niechęć do wikłania się w środowiskowe intrygi wzbudziły zaufanie Zapolskiej i łagodziły jej temperament. „Droga Pani! Posyłam od nas obojga opłatek. Mam już taki zwyczaj, że łamię się z tymi, którzy mi są przyjaźni. Panią liczę do ich grona” – pisze do Gostyńskiej Zapolska we Lwowie 21 grudnia 1905 roku.

Gostyńska wystąpiła w kilku sztukach Gabrieli Zapolskiej na przełomie wieków. Była Marfą Gawryłówną Aksakową w Sybirze, Jentą w Małce Szwarcenkopf. Wysoko ceniła Zapolska jej Żelazną w Pannie Maliczewskiej i uważała Gostyńską za najlepszą odtwórczynię swojej Dulskiej. Dulska Gostyńskiej była prawdziwym sukcesem, a Zapolskiej przypadł do gustu typ stworzony przez Gostyńską – „brutalnej, bezwzględnej i drapieżnej lwowskiej mieszczki”. Opinię Zapolskiej potwierdzał zresztą Henryk Zbierzchowski: „Rola Dulskiej spoczywała w mistrzowskich rękach p. Gostyńskiej, która ustroiła ją w cały przepych swego talentu”.

 

Grób Anny Gostyńskiej na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie

***
We Lwowie dwukrotnie obchodzono uroczystości jubileuszowe Anny Gostyńskiej – 10 grudnia 1898 i 1 kwietnia 1910. „Istotna wszakże część jubileuszowego wieczoru nastąpiła dopiero w chwili, gdy kurtyna podniosła się znowu w górę i na scenie rozległ się krzyk Ciotuni” – pisano w kwietniu 1910 roku tuż po jubileuszu Gostyńskiej. Na uroczystość wybrała rolę Ciotuni komedii Aleksandra Fredry pod tym samym tytułem. Wcześniej w Ciotuni święciły sukcesy Joanna German i Aniela Aszpargerowa, przyszedł czas i na Gostyńską. Krytycy chórem pisali o najdoskonalszej roli komediowej w jej repertuarze. Powodzenie miała tak wielkie, że we Lwowie zaczęto ją nawet nazywać „Ciotunią”.

Gostyńską zasypano życzeniami. Edward Webersfeld pisze do „kochanej Andzi”: „Wielcy, dostojni i najdostojniejsi garną się do Ciebie, żeby uczcić i oddać hołd Twemu niepospolitemu talentowi i tej niezmordowanej trzydziestoletniej pracy, jaką stanęłaś na świeczniku polskiej sztuki”.

Z prasy: „Jubileusz Gostyńskiej odbył się w niezwykle podniosłym nastroju. Po przedstawieniu rozpoczęto uroczystość. Całe miasto dało wyraz swemu przywiązaniu i miłości do jubilatki. Szczytem podniosłego nastroju było wejście na scenę Fiszera i Webersfelda we frakach na czele gromadki powstańców z 1863 r., którzy w swoich granatowych czamarach i takiego koloru rogatywkach na głowie przyszli ze sztandarem swej organizacji by złożyć hołd tak zasłużonej artystce”.

**
Umierała podczas pierwszej wojny światowej, Lwów zajęty był doniesieniami z frontu i relacjami z Rosji przez którą przetaczała sie rewolucja. Pośmiertne wspomnienia o Gostyńskiej były mało ważne. W jej papierach odnaleziono listy od ludzi, którym pomagała będąc znaną aktorką. Pojawia się więc jeszcze inna Gostyńska, mniej znana, zaangażowana w sprawy ludzi biednych. Nigdy nie obnosiła się z tym, po kryjomu pomagała potrzebującym poszczególnym osobom i organizacjom. A kiedy wyszły na jaw we Lwowie jakieś słuchy o jej działalności, natychmiast pojawili się tacy, którzy twierdzili, że Gostyńska robiła to dla sławy. Ona tymczasem zajmowała się sprawami małymi i dużymi – od protestów przeciwko zabijaniu ptaków, którymi przystrajano kapelusze dla lwowskich elegantek po kwestię pomocy dezerterom z wojska w najtrudniejszym okresie podczas I Wojny Światowej. Oczytana i wykształcona, zajmowała też stanowisko w sprawach społecznych na łamach lwowskiej prasy. Zmarła 13 lipca 1918 roku, Lwów stracił prawdziwą perłę.

Beata Kost
Tekst ukazał się w nr 1 (173) 18–28 stycznia 2013

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.