Aleksander Grin. Człowiek, który wyprzedził czas

-a A+

Aleksander Grin (Fot. Archiwum)

Aleksander Grin. Człowiek, który wyprzedził czas

8 lipca świat obchodził 80 rocznicę śmierci pisarza Aleksandra Grina. Był synem polskiego powstańca, a jego twórczość pokochały miliony.

Należy do klasyków literatury rosyjskiej i grona literatów, którzy zakładali podwaliny literatury science fiction. Był też krytykiem literackim. Zieliński nawet wprowadził termin „Kraina Grinlandia”. W czasach Stalina książki Grina nie były wydawane, a te, które zostały wydane wcześniej, wyrzucano z bibliotek. W roku 1950 Aleksander Grin został skazany na niebyt jako „burżuazyjny kosmopolita”.

Pierwsze słowo – „morze”
Aleksander Grin (prawdziwe nazwisko – Hryniewski) urodził się 23 sierpnia 1880 roku w powiatowym miasteczku Słobodskoje w guberni wiackiej. Jego ojciec, oficer polski, został zesłany tam za udział w Powstaniu Styczniowym. Właśnie w Wiatce Stefan Hryniewski spotkał swą przyszłą żonę i matkę Aleksandra. Chłopczyk był bardzo mądry i rezolutny.  Nauczyciele postrzegali, że jest bardzo zdolny. Ojciec marzył, żeby syn został koniecznie inżynierem albo lekarzem, z czasem zgodził się na posadę urzędnika czy nawet kancelisty, byle tylko „żył jak, wszyscy inni ludzie…”

Jednak, Olkowi nie udawało się być „jak wszyscy”. Pierwszym słowem, które ułożył z klocków z literami, było „morze”. Pierwszą przeczytaną książką były „Przygody Guliwera”. Mimo zdolności, postrzeganych przez wszystkich nauczycieli, chłopak uczył się źle: miał stabilny „dostateczny” z zachowania, dwukrotnie był pozbawiony praw ucznia szkoły realnej. Bardzo natomiast cieszył się z piątek z geografii. Jeszcze w Wiatce, położonej daleko od morza, przyszłego pisarza bardzo ciągnęło do kotwic, sztormu, flauty, locji, olinowania. Kiedyś Grin spotkał marynarzy i oczarowały go ich wstążki z napisami „Oczaków” i „Sewastopol”. „Nie zazdrościłem im, - pisał po latach. – Poczułem zamiłowanie i tęsknotę”.

Jak tylko Aleksander ukończył szesnaście lat – uciekł z domu. Mając sześć rubli w kieszeni i zestaw farb pod pachą, pojechał do Odessy, by wstąpić do szkoły morskiej. Niestety, przyjmowanie podań dobiegło końca. Chłopak był skazany na żebranie i głód. Doprowadzony do ostateczności, zaproponował pewnemu bogaczowi z Odessy, że za 11 rubli położy na torach przed jadącym pociągiem mały palec, żeby tamten zobaczył, jak Aleksander cierpi. Czy ta historia jest prawdziwa? Kto wie? Aleksander Grin, który od dzieciństwa był skłonny do fantazjowania, często opowiadał o sobie niesamowite historie. Gdy po latach przekazywano mu je, dziwił się, skąd się biorą te brednie.

Grin wynajął się do pracy i został marynarzem. Trafił do Aleksandrii, jednak nie ujrzał tam ani lwów, ani czarującej pustyni, a jedynie brudne uliczki, na których lepiły się do siebie ubogie chatki. Po powrocie na pokład opowiedział wszystkim historię o Beduinie, który chciał go zabić, ale chybił. Pokazał też wszystkim różę pustyni, kupioną za parę groszy na targu, mówiąc, że ten kwiat wręczyła mu piękna Egipcjanka.

Z powodu swego ciężkiego, niepokornego charakteru Grin nigdzie nie potrafił zatrzymać się na dłużej. Po jednym - dwu kursach statku był kierowany na ląd. Rąbał las, kopał ziemię, mył złoto na Uralu. W końcu ojciec zdecydował, że Aleksander pójdzie do wojska, ale ten dwukrotnie stamtąd uciekał. Został rewolucjonistą - socjalistą. Właśnie w tym środowisku Grin odkrył w sobie pisarza. Jego ojcem chrzestnym w literaturze został Naum Bychowski. Zobaczył „zawijasy” na wypisanej przez Aleksandra ulotce i powiedział: „Wiesz, byłby z ciebie niezły pisarz”.

Aleksander Grin z żoną Niną (Fot. Archiwum)Kochał ją, ale ona wolała rewolucję
Grin pięciokrotnie trafiał za kratki, po raz pierwszy – na Przystani Hrabiów w Sewastopolu. Było to w listopadzie 1903 roku. Winna temu była zacięta rewolucjonistka Katarzyna Bibergal, pseudonim „Kicia”. W tym dniu Grin powinien był prowadzić agitację wśród marynarzy. Intuicyjnie czuł, że lepiej tam nie iść, jednak piękna Katarzyna, którą kochał, rzuciła mu w twarz: „Tchórz!”

Po aresztowaniu „Kicia” zebrała 1000 rubli dla zorganizowania ucieczki Aleksandra i nawet znalazła statek, którym chciała go wysłać do Bułgarii. Niestety, plan ucieczki się nie powiódł, natomiast Grin spędził dwa lata za kratkami. 

Po jakimś czasie Grin znów spotkał Katarzynę. Będąc rozczarowany rewolucją oraz jej ideałami, błagał, aby ukochana rzuciła wszystko, wyszła za niego za mąż, uciekła. Jednak, w trójkącie miłosnym to Grin okazał się być „tym trzecim”: on kochał Katarzynę, a ona – rewolucję. Grin wpadł w szał, złapał pistolet i strzelił do „Kici”. Kula przeszła obok jej serca. Katarzyna przeżyła, ale nie zdradziła imienia niedoszłego zabójcy.

Właśnie ta historia zrodziła kolejną legendę o życiu Grina. Potem opowiadano, że niby to pisarz strzelał do swojej pierwszej żony i zabił ją. Tak naprawdę, jego pierwsza żona, Wiera Abramowa, przeżyła męża.  Nawiasem mówiąc, była ostatnim „darem rewolucji” dla Grina. Kiedy siedział w więzieniu „Krzyże” w Piotrogrodzie, do Aleksandra przyszła „narzeczona” (dziewczyny-rewolucjonistki w ten sposób nawiązywały kontakt z więźniami politycznymi). Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, wkrótce wzięli ślub w więziennej cerkwi. Wiera pojechała z Aleksandrem na zesłanie, przeżyła z nim siedem lat. Zniosła trudności i poniewierkę, ale nie utrzymała smutnego ciężaru sławy swojego męża – popularności, życia celebrytów (tak byśmy dziś powiedzieli), zabaw, pijaństwa, balang w nocy.

Nawet po rozstaniu Grin kochał Wierę, zapisał jej w testamencie wszystko, co napisał i napisze w przyszłości, w walizce woził ze sobą aż trzy jej portrety. Później zawiesił je na ścianie przytułku dla bezdomnych pisarzy w „Domu Sztuki” w Piotrogrodzie, gdzie go umieścił Maksym Gorki. Nadmienimy tu, że w owym przytułku Grin znalazł się po ucieczce z Armii Czerwonej. Wcześniej zachorował na tyfus, cudem przeżył, jedząc ziemniaki, wykopane na pustych działkach (jadł je niemyte i surowe). Mimo tej całej poniewierki Grin wierzył w cuda i tworzył je. Kiedyś potajemnie wyciągnął przyjaciela z aresztu, innym razem urządził wesele prostytutce (nawet sam kupił suknię), a jeszcze kiedy indziej spotkał na ulicy ubogo ubraną dziewczynkę. Widząc, jak ta dosłownie pożera wzrokiem manekina, ubranego w piękny płaszcz, napoił dziecko herbatą i podarował długi ciepły szalik, mówiąc: „Wybacz, na płaszcz nie starczy mi pieniędzy!”

Natomiast wśród pisarzy szerzyły się plotki, legendy i niestworzone historie na temat Grina. Mówili, że zabił pierwszą żonę, że ukradł z kasy 11 tysięcy rubli, że wszystkie jego utwory tak naprawdę są autorstwa angielskiego kapitana, którego odważny Grin zabił i ukradł wszystkie jego rękopisy.

Nowy etap w życiu i twórczości Aleksandra Grina rozpoczęła nowa kobieta. W 1918 roku poznał Ninę Mironową, którą ponownie spotkał w roku 1921. Panna, która zdała maturę z wyróżnieniem, stała przed Grinem w podartych butach, trzymając w ręku odmowę przyznania jej zapomogi na zakup nowego obuwia.

Nina Mironowa zaakceptowała Grina ze wszystkimi jego zaletami i wadami. Dzięki jej ofiarności i sprytowi ukazała się jedna z najlepszych jego powieści. Zrozumiawszy, że Grin ma skłonności do pijaństwa i ciężko mu je rzucić, Nina namówiła lekarza, aby powiedział jej mężowi, że ma ona chore serce i musi zmienić klimat. Zaledwie kilka dni wcześniej Grin nie chciał słyszeć o przeprowadzce, ale po takiej nowinie rzucił wszystko. Zamieszkali z żoną w Teodozji.

To była piękna miłość. Nie było w niej burzliwych emocji i codziennego bohaterstwa. Była to miłość wzajemna – cicha i pełna ofiarności. Grin kategorycznie zabronił Ninie pracować. Starał się wszystko robić sam, dużo pracował i palił, rzucając wokół siebie niedopałki. Nina po cichu wstawała jeszcze przed świtem, dokładnie sprzątała gabinet Grina, rzucała oczyszczone niedopałki, żeby mąż nie domyślał się, że nie dotrzymuje ona umowy.

Przeżyli wspólnie 11 lat. Ostatnie dwa lata spędzili na Starym Krymie (między Starym Krymem i Koktebelem do dziś jest „ścieżka Grina”).

Muzeum Aleksandra Grina w Teodozji (Fot. Archiwum)

Potajemny ponowny pochówek żony
Grin marzył o Nagrodzie Nobla. Kiedy jego powieści były często drukowane i chętnie kupowane, chciał wynająć prom i wyruszyć z żoną na wyprawę morską. U schyłku lat 20. XX wieku przestano go drukować, ponieważ pisał nie o prawdziwym „romantycznym socjalizmie”, a o romantyce, tworzył bajki „o profilu kapitalistycznym”.

W 1931 r., na rok przed śmiercią, Aleksander Grin pisał: „Nie mamy ani gazu, ani herbaty, ani cukru, ani tytoniu, ani masła, ani mięsa. Ledwie powłóczę nogami”. Zwracał się po pomoc do Związku Pisarzy, ale Związek ów grzecznie milczał, po cichu nazywając Grina szpiegiem amerykańskim, wrogiem ideologicznym, któremu z zasady nie należy się żadna kopiejka. Taka była zemsta władzy za niewygodne dla niej utwory, pełne romantyzmu i bohaterstwa, niestety, to bohaterstwo nie odpowiadało funkcjonariuszom partyjnym.

Aleksander Grin zmarł 8 lipca 1932 roku na raka. Choroba trwała krótko. Ceremonia pogrzebowa była skromna: nie było na niej ani pisarzy, ani urzędników państwowych – przyszli jedynie czciciele jego twórczości. Prostą drewnianą trumnę Nina ozdobiła małymi różyczkami. W Teodozji stworzyła muzeum pisarza. Zmarła w roku 1970.  Miała jedyną prośbę – żeby ją pochowano obok męża. Niestety, KC KP Ukrainy nie dał zezwolenia i Nina została pochowana po drugiej stronie cmentarza. Dzięki Bogu, nie tylko baśnie mają szczęśliwe zakończenie. 23 października 1970 r. pięciu odważnych przyszło na cmentarz, wykopało trumnę Niny i pochowało ją obok Aleksandra Grina. Wszystko to podano do wiadomości publicznej dopiero 20 lat później. 

Aleksander Grin (Fot. donbass.ua)

Po śmierci Grina jego twórczość długo była nie w smak władzy oficjalnej. Przełom nastąpił w 1961 r., kiedy na ekrany kin wszedł film „Szkarłatne żagle”. Reżyser kupił tysiące metrów czerwonego jedwabiu, z którego wówczas szyto chusty pionierskie, tworząc arcydzieło kinematografii radzieckiej i światowej.

Mimo prześladowań, poniewierki i biedy Grin na zawsze pozostanie jednym ze współzałożycieli gatunku science fiction w literaturze. W jego utworach było wszystko: fantastyka naukowa, fantasy, powieść gotycka. Potrafił wyprzedzić swą epokę…

Od kilku lat Muzeum Aleksandra Grina w Teodozji gromadzi tysiące wielbicieli jego talentu na festiwalu z okazji kolejnej rocznicy. Tak było również w tym roku. Elementem szczególnym był żaglowiec o szkarłatnych żaglach, którym płynęli uczniowie z Moskwy i Krymu. Dzieci spędziły na morzu cztery dni, oddając hołd pisarzowi, którego dewizą były słowa: „Zabronić marzeń – to nie wierzyć w szczęście, a nie wierzyć w szczęście – to nie żyć…”

Oksana Dudar
Tekst ukazał się w nr 16 (116) 31 sierpnia-17 września 2012

 

Posłuchaj także: Seweryn Krajewski - Purpurowe żagle

20/09/2007 11:23

Wakacyjne wspomnienia ze starej teki

Lato, zawsze tak długo oczekiwane, powoli odchodzi w „siną dal” ustępując miejsca nadchodzącej jesieni, która faktycznie już nadeszła.

Kercz (Fot. Dmytro Antoniuk)
19/08/2013 09:59

Na Krym!

Warto pamiętać o tym, że podróż do miejsc do których wolałbyś nie jechać, może się stać przygodą i doświadczeniem.

31/12/2014 11:36

Nasz premier Krymu

Nie, to nie jakaś miła polskiemu sercu political fiction, to realny, choć zapomniany fakt historyczny, z którego lekcje płynące warto rozważyć dziś, gdy Krym został ponownie brutalnie wcielony do imperium rosyjskiego.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.