Kim był Ołeksa Dowbusz?

-a A+

„Ołeksa Dowbusz” ukraińskiego malarza Ołeksy Nowakiwśkoho (Fot. lemberg-tour.com.ua)

Kim był Ołeksa Dowbusz?

Nikt nie wie, jak wyglądał. Za jego czasów nie istniała jeszcze sztuka fotografii. Wszelkie inne jego wizerunki powstawały ponad sto lat po jego śmierci i są dowolnym tworem wyobraźni poszczególnych malarzy. Nie wiadomo nawet, kiedy się urodził.

Dokładnie znana jest natomiast data, kiedy został śmiertelnie postrzelony. Polacy nazywali go – Dobosz, czasami mówiono Doboszczuk, ale on się tak nie nazywał. Był Hucułem, urodzonym w środowisku wiejskiej biedoty w osiedlu Peczeniżyn, niedaleko Kołomyi. Naprawdę nazywał się Ołeksa Dowbusz. Niech Państwa nie zmylą piękne słowa nazywające go zbójnikiem, karpackim Robin Hoodem, czy obrońcą ludu. Był bandytą, tyle, że nie był zwyczajnym bandytą. Był super bandytą! Jaki wybór drogi życiowej mógł mieć chłopak najczęściej głodny, ubrany w rozpadające się łachy, zatrudniany do pasienia kóz? Nadzwyczajna nędza i położone w pobliżu tereny niedostępne, lub choćby tylko słabo dostępne, są mieszaniną wybuchową, produkującą bandytów. Wszędzie jest tak samo. Na całym świecie. We wszystkich epokach historycznych. Karpaty nie stanowiły tu jakiegoś wyjątku.

Na innym kontynencie, w Brazylii, wśród ludzi o innym języku i mentalności, nie kiedyś tam przed wiekami, ale tuż przed drugą wojną światową, na suchych, półpustynnych stepach Cangaco, grasowała banda Cangaceiros, czyli ludzi Cangaco. Kilkudziesięcioosobowa, konna grupa bandytów była nieuchwytna i często stanowiła zagrożenie nawet dla dużych oddziałów policji. Została zlikwidowana po 15 latach „działalności”, dopiero w roku 1938. Bandą dowodził „Lampiao”, naprawdę Virgulino Ferreira da Silva. Wielokrotnie ranny. Właściwie inwalida z uszkodzonym okiem.

Wokół takich band wytwarzają się zazwyczaj podobne lub wręcz takie same oceny ich działalności. Banda zawsze dorabia do swojego procederu jakąś, możliwie wzniosłą ideologię. Na przykład – walkę o wyzwolenie spod tyranii bogaczy, albo „równanie świata”, czyli odbieranie bogatym i rozdawanie tego odebranego, biednym. Tam, gdzie działa taka banda, tyrania bogaczy na pewno nie jest wymysłem bandytów. Jest czymś realnym. To ona właśnie staje się najczęściej powodem powstania bandy. Dlatego ludziom najbiedniejszym, a więc takim, na których nie napadają nawet najgłupsi bandyci, a przez to niemającym przykrych skojarzeń z bandytami, działalność bandy będzie się podobała. Będą jej kibicować.

Bandyta będzie zaliczany do „naszych”. Będzie się mu pomagało, ostrzegało, chroniło. Będzie się tworzyło legendy o dobrych bandytach odbierających bogatym tylko po to, żeby oddać biednym. I to jest pierwsza prawidłowość. Banda tak długo jest bezkarna i nieuchwytna, jak długo wspierają ją tacy właśnie najbiedniejsi i na tyle głupi, że wierzą w posłannictwo bandy. W jej wolę walki z niesprawiedliwością i uciskiem. Aż dochodzi, bo dojść musi (i to jest następna prawidłowość), do jakiegoś incydentu, który uzmysławia pełnemu do tej pory zachwytu idiocie, że banda ani myśli się z nim liczyć, ani też dzielić się z nim czymkolwiek. Staje się to zwykle wtedy, kiedy taki zauroczony staje się nagle ofiarą bandytów. Po takim doświadczeniu, z prostej zemsty, poszkodowany biegnie, co sił, na policję i jest to najczęściej koniec bandy, bo policja nareszcie dowiaduje się, gdzie banda ma swoje leża, zapasy, drogi, którymi się porusza. Bandę Cangaceiros wydał policji człowiek o nazwisku Pedro de Candido. Jak to się stało z Dowbuszem? Zaraz opowiem.

Skały Dowbusza (Fot. econet.ua)

Dowbusz zakłada bandę
Wróćmy jeszcze na moment do czasu, kiedy to Ołeksa pasł kozy. Podczas tego zajęcia, jak sam podobno twierdził, nawiedziło go „widzenie”, po którym już wiedział, jaką drogę życiową należy obrać. Ołeksa miał brata Iwana. W roku 1738 bracia zakładają bandę rabunkową, działającą początkowo dość prymitywnie, bo w najbliższej okolicy ich zamieszkania. Rychło zostali rozpoznani i doszło do konieczności przeniesienia bandyckiego procederu w miejsca odleglejsze. Przenieśli się więc na pogranicze Bukowiny, a stamtąd do Mołdawii. Między braćmi coraz częściej dochodziło do gwałtownych sporów, kłótni, czasem nawet bójek.

W roku 1739 podczas jednej z takich kłótni, bracia całkiem na serio zaczęli walczyć ze sobą na ciupagi. Podczas tej bójki Iwan poważnie rani Ołeksę w nogę. Bracia już dalej nie mogą przebywać ze sobą. Iwan odchodzi na zachód i zakłada nową bandę, działającą później na terenie Bieszczadów. Ołeksa zaczyna działalność na Pokuciu. Zakłada też bazę w niedostępnych rejonach Gorgonów. Atakuje koło Mikuliczyna. Napada na szlacheckie dwory, plebanie, domy bogatych chłopów. Szlachta i miejscowe władze wpadają w popłoch. Niewielki w sumie, bo liczący około 30 – 40 ludzi oddział Dowbusza sprytnie wymija zastawiane na niego zasadzki, szybko przemierza nawet duże odległości, napada niespodziewanie na swe ofiary w miejscu, o którym nikt by nawet nie pomyślał. Oddział ma doskonale działający wywiad. Zawsze jest dobrze poinformowany i w porę uprzedzany o akcjach organizowanych przeciwko niemu. Widać po tym, że wśród miejscowych chłopów oddział ma wielu sympatyków i sprzymierzeńców.

W roku 1742 Józef Potocki, Wielki Hetman Koronny, organizuje szeroko zakrojoną akcję przeciwko bandzie Dowbusza, angażując do tego 2500 żołnierzy. Banda, uprzedzona o nadciągającym wojsku, wymyka się z zastawianej na nią pułapki i ekspedycja karna pozostaje bez sukcesu, jeśli nie liczyć kilku bandyckich maruderów, ogarniętych obławą. Rośnie ponura sława Dowbusza. Podczas napadów bandyci stosują straszliwe tortury wobec pojmanych, a niechcących zdradzić skrytek, w których trzymają pieniądze.

Ojciec chrzestny Franciszka Karpińskiego
Kiedyś Dowbusz wymordował całą rodzinę pułkownika Konstantego Złotnickiego, włącznie z nim, jego żoną i małymi dziećmi. Pułkownik gotów był mu oddać wszystko, co miał, ale Dowbusz nie przyszedł do niego po pieniądze. Przyszedł mordować z zemsty, jak powiedział.

W jednym aczkolwiek przypadku, Dowbusz zachował się absolutnie nieszablonowo. W roku 1741, akurat 4 października, banda Dowbusza napadła na dwór Jędrzeja Karpińskiego, ojca poety Franciszka, czyli właśnie wtedy, kiedy Franciszek się urodził. Zaskoczony tą sytuacją Dowbusz odstąpił od grabieży i innych gwałtownych czynów. Wprosił się tylko na ojca chrzestnego nowonarodzonego chłopca. Opowieść wygląda na nieprawdziwą, ale w całości potwierdził ją już dorosły Franciszek Karpiński.

Nie każdy miał takie szczęście, jak Karpińscy. Dowbusz rabował kupców, dwory szlacheckie, napadał na wsie i miasteczka. Napadł kiedyś nawet na jarmark w Bolechowie. 24 sierpnia 1745 roku Ołeksę Dowbusza postrzelił śmiertelnie Stepan Dźwinczuk, Hucuł, gazda z Kosmacza. Ołeksa zginął, bo uwiódł żonę Stepana i Stepan postanowił, że tego mu nie daruje. Nie wiadomo, czy podczas strzelania do Dowbusza Dźwinczuk zachował zbójecki rytuał nabijania strzelby srebrną kulą wraz z położeniem na niej dziewięciu ziaren pszenicy poświęconych w cerkwi, jako że Ołeksa miał opinię człowieka, którego zwyczajne kule się nie imają. Tak, czy owak, strzał okazał się skuteczny.

Skały Dowbusza (Fot. www.accbud.ua)Jeszcze dającego objawy życia, powieziono Dowbusza do Stanisławowa, gdzie wystawione na widok publiczny ciało zbója oglądali wiwatując stanisławowscy mieszczanie i goście z okolicy, którzy licznie zjechali się na zapowiadane widowisko. Zabójca Dowbusza, gazda Dźwinczuk, został oficjalnie przesłuchany przez sąd miejski w Stanisławowie, po czym wojewoda, w nagrodę za zabicie tak niebezpiecznego człowieka i uwolnienie od niego społeczności województwa, zwolnił go po wsze czasy od wszelkich świadczeń państwowych i wszelkiego rodzaju podatków.

Zwłoki Dowbusza obwożono po wsiach, by każdy mógł się przekonać, że za zbójowanie jest tylko jedna kara. Później ciało zbójnika zostało podobno poćwiartowane na 14 części, które pozatykano na palach w miejscowościach, na które kiedyś napadł Dowbusz. Jeśli nawet ta informacja nie jest prawdziwa, to dobrze trzyma się w realiach tamtej epoki. Bywało, że zbójnika ćwiartowano „na żywca”, bynajmniej nie czekając, aż umrze. 

Dzieje Iwana Dowbusza
A co z bratem Iwanem? – Założył swoją bandę i grasował koło Sanoka. Kilka razy bardzo się obłowił. Wielokrotnie jego napady, szły na konto brata Ołeksy. Możecie się Państwo o tym przekonać, czytając o napadach Ołeksy Dowbusza na terenie Bieszczad. Wreszcie Iwan postanowił rzucić zbójowanie. W cerkwi we wsi Beniowa w Bieszczadach, pozostawił jako wotum swój zbójecki nóż, na którym był wyryty napis: „Od tego noża zginął z ręki Doboszczuka”... Końcówka napisu była nieczytelna. Wieś Beniowa została wysiedlona w roku 1946 i wraz z cerkwią ostatecznie zniszczona w czasie Akcji Wisła w roku 1947. Nóż Iwana podobno zachował się. Jak powiadają, wszedł w jego posiadanie jakiś kolekcjoner z Krakowa.

Iwan przeszedł na zbójecką emeryturę. Umarł śmiercią naturalną w roku 1766. Opowiadają, że na stoku Opołonka, niedaleki Sianek, w pobliżu Skały Dobosza, Iwan ukrył skarb, który zawiera zrabowane kosztowności. Nikt jeszcze nie odnalazł tego skarbu...

Następcy Ołeksy Dowbusza
Po śmierci Ołeksy działalność jego oddziału nie skończyła się. Dowodzenie grupą przejął Wasyl Bajurak, syn Hnata Bajuraka, zbója straconego w Stanisławowie w roku 1751. Wasyl działał chyba jeszcze śmielej niż działo się to pod komendą Ołeksy. Napadano na szlacheckie dwory w Siedmiogrodzie, Bukowinie i Mołdawii. Wreszcie Wasyl, zdradzony przez kompanów, został pochwycony i powieszony na rynku w Stanisławowie. – A może ścięty toporem? Bo często w zapiskach myli się ojca z synem. Mogło więc być tak, że powieszonym został Hnat, a Wasyla ścięto toporem.

Oddział wciąż jeszcze istniał. Komendę nad nim przejął teraz Iwan Bojczuk. Rozpoczęły się napady na bogate gospodarstwa i karczmy arendowane przez Żydów. Oddział rósł w siłę, więc dokonywano coraz śmielszych napadów. Nawet na Kosów, Kołomyję i Dolinę. W roku 1759, tym razem już doszczętnie zniszczono Bolechów. Oddział Bojczuka został rozbity przez polskie wojsko pod dowództwem porucznika Tadeusza Dzieduszyckiego. Ale sam Bojczuk uciekł na Sicz, skąd jeszcze, raz po raz napadał na tereny województwa ruskiego.

Mijały lata. Zacierała się pamięć prawdziwych wydarzeń, a zaczynały powstawać legendy. Dowbusz, z prostego bandyty stawał się w tych legendach postacią godną i wspaniałą. Jego akcje, według tego, co o nim chciano słuchać, miały na celu tylko obronę słabych i prześladowanych. Znani pisarze wybierali go na bohatera swoich utworów. Pisali o nim: Franciszek Karpiński (jak mógł nie pisać o swym chrzestnym ojcu!), Stanisław Vincenz, Iwan Franko, Hnat Hotkewycz.

Po Dowbuszu pozostały nazwy pewnych miejsc, nawiązujące do jego obecności w tych miejscach. Obecności czasem prawdziwej, a czasem legendarnej. Mamy więc: szczyt Doboszanka w Gorgonach, również w Gorganach znajduje się Doboszowe Krzesło, kamień Dobosza w Jaremczy, Brama Dobosza w dolinie Łomnicy (dopływ Dniestru), Doboszowa Kiernica w dolinie Bystrzycy Sołotwińskiej i Komory Dobosza w Jamnej.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 18 (118), 5 – 14 października, 2010

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.