Badacz dziejów Stanisławowa

-a A+

Rodzina Chowańców była dobrze znana w Stanisławowie. Wszystko za sprawą seniora rodu Stanisława, który przybył tutaj z Tarnowa, gdzie wcześniej poznał tajemnice sztuki drukarskiej.

W kresowym grodzie Potockich wykorzystał swoje umiejętności i zatrudnił się w drukarni Leona Dankiewicza. W 1883 roku został jej kierownikiem, a trzy lata później poślubił córkę Dankiewicza – Sabinę, z którą spędził resztę życia. Stanisław szybko usamodzielnił się i założył zakład firmowany swoim imieniem i nazwiskiem. Przez większość czasu, aż do 1939 roku, nosił on nazwę: „Drukarnia i Litografia Stanisław Chowaniec”. To właśnie w jego zakładzie wychodził wszystkim dobrze znany „Kurier Stanisławowski”. Stanisław wykazywał się również dużą hojnością wśród lokalnej społeczności. Drukował bezinteresownie ulotki, ofiarował pieniądze ubogim, a co najważniejsze – ufundował swoim kosztem na fasadzie gmachu Sokoła piękną kopię obrazu Artura Grottgera „Bitwa” pędzla mało znanego jeszcze postimpresjonisty Jana Rubczaka.

Kamienica Chowańców od strony ul. Gosławskiego (ze zbiorów Adama J. Chowańca)

W atmosferze patriotyzmu, budzącego się w zaborze austriackim, gdzie swobodę gwarantowała autonomia galicyjska, przyszedł na świat nasz bohater. Był on trzecim z kolei dzieckiem Stanisława i Sabiny. Różnice wiekowe pomiędzy synami Chowańców najlepiej pokazuje zdjęcie wykonane w zakładzie fotograficznym Józefa Edera, przedstawiające kolejno wszystkich: Wacława, Tadeusza, Czesława i Władysława. Czesław urodził się 29 czerwca 1899 roku i nie miał zbyt wiele czasu, by poznać swojego ojca, który zmarł jedenaście lat później. Przez pierwszy okres nauki opiekowała się nim matka, po czym obowiązki te przejął jego najstarszy brat Wacław. W tym czasie młody Czesław ukończył najpierw szkołę ludową, następnie słynne na całym Pokuciu I Gimnazjum w Stanisławowie. Był chorowitym dzieckiem i często musiał opuszczać lekcje, na domiar tego trwała Wielka Wojna pustosząca pokucki krajobraz. Mimo to Czesław zdążył zauroczyć się rodzinnym miastem, pełnym historii rodu Potockich. Oddziaływało to „silnie na wyobraźnię chłopca, który już w pierwszych latach szkolnych był współredaktorem gazetki „Echo”, z hasłem „Hej ramię do ramienia”, pisał powiastki, a wkrótce potem powieści historyczne” – wspominano w roczniku „Polskiego Towarzystwa Naukowego na Obczyźnie”. Wyróżniał się na tle innych uczniów, co najlepiej potwierdza uzyskanie przez niego świadectwa dojrzałości z odznaczeniem w 1918 roku. Tym bardziej, że spośród wszystkich osiemnastu absolwentów gimnazjum tylko czterech mogło pochwalić się takim wynikiem.

Nie zwlekając wyjechał dalej na studia do Lwowa. Tam uczestniczył w zajęciach prowadzonych przez profesora prawa Oswalda Balzera, do którego „odniósł się z wielkim uznaniem”. Pobyt na Uniwersytecie Jana Kazimierza nie trwał długo, Czesław zaliczył tylko dwa półrocza wykładów i przeniósł się do Krakowa. Z przerwą na spełnienie patriotycznego obowiązku wobec ojczyzny, której los nie był jeszcze przesądzony. Chowaniec wziął udział w walkach jako ochotnik wojska polskiego w bratobójczej wojnie z Ukraińcami oraz przeciwko bolszewikom. Jego służba żołnierska została zauważona, za obronę Kresów Wschodnich otrzymał Odznakę Honorową „Orlęta”. W 1925 roku zdobył tytuł doktora na Uniwersytecie Jagiellońskim. Napisał wówczas pracę na temat wyprawy mołdawskiej w 1686 roku, która zdaniem jego promotora Władysława Konopczyńskiego przedstawiała „najważniejszy moment dziejów wojenno-politycznych króla Jana po odsieczy Wiednia”. Jeden z recenzentów chwalił Chowańca, że „nie pominął źródeł węgierskich, rumuńskich, druków współczesnych, wyczerpał sumiennie literaturę”. Z zastrzeżeniem jednak na styl pracy, który „był ciężki i niewyrobiony”. W Krakowie Chowaniec nie trwonił czasu, kształcił się w różnych dziedzinach. Skończył Szkołę Nauk Politycznych przy Wydziale Prawa UJ oraz kurs bibliotekarski z praktyką w Bibliotece Książąt Czartoryskich i kurs archiwalny.

Po studiach postanowił wrócić do miasta rodzinnego. W czasie jego nieobecności Stanisławów zdążył przejść wiele pozytywnych zmian. W 1921 roku został stolicą województwa stanisławowskiego, a cztery lata później włączono w jego granice gminy podmiejskie. Tak powstał Wielki Stanisławów, który był po Lwowie drugim ośrodkiem miejskim na dawnej Ziemi Czerwieńskiej. W trakcie wojny stracił ogromną liczbę budynków, ale szybko podniósł się z ruin i rozbudowywano go z dużym rozmachem. Wszystko za sprawą burmistrza miasta, a później prezydenta Wacława Chowańca. Prezes grodu Potockich unowocześnił Stanisławów. Przez jedenaście lat jego pracy (1924-1935) powstały skwery miejskie, asfaltem pokryto najważniejsze ulice, wybudowano szereg wysokich kamienic mieszkalnych, otwierano nowe gmachy publiczne, uruchomiono Elektrownie Miejską. Symbolem tego okresu jest istniejący do dziś modernistyczny ratusz autorstwa inżyniera Stanisława Treli.

Przez wiele lat Stanisławów pod względem naukowym przedstawiał się bardzo ubogo, ktoś mógłby nawet powiedzieć, że był niczym „Abdera umysłowa”. Brakowało osób, które mogły profesjonalnie zacząć coś robić, a przede wszystkim rozpowszechniać ideę pracy naukowej. Nowy włodarz miasta nie zaniechał i tej sprawy. Tuż po objęciu przez niego urzędu zaczęto porządkować archiwa i bibliotekę miejską, przywiezioną jeszcze w drugiej połowie XIX wieku przez literata i wielkiego patriotę Wincentego Smagłowskiego.

Młody historyk posiadający już tytuł doktora potrafił wykorzystać ten moment do pracy badawczej. Z pewnością zajęcia mógł szukać również we Lwowie lub Krakowie, ośrodkach, które posiadały bogatą ofertę naukową. W Stanisławowie był jednak niezależny finansowo, zyski z rodzinnej drukarni przynosiły mu stały dochód. Nie musiał się martwić o pieniądze na kwerendy archiwalne i biblioteczne, z wydaniem książki też nie miał żadnych problemów. Posiadał stałe lokum w rodzinnej kamienicy, położonej w samym centrum miasta u zbiegu ulic Sapieżyńskiej i Gosławskiego. Okna jego mieszkania wychodziły na skwer z Płytą Nieznanego Żołnierza. Formalnie był „redaktorem”, ale tak naprawdę odkrywał przeszłość dziejową grodu Potockich, którą opisywał na łamach „Kuriera Stanisławowskiego”.

Pierwszy artykuł opublikował w 1926 roku. Opisał w nim zapomniany epizod wojny polsko-tureckiej sprzed 250 lat, kiedy oblężone miasto wyszło obronną ręką spod ostrzału wroga i zostało uratowane odsieczą króla Jana III. O doniosłości tego faktu Czesław Chowaniec pisał: „Jak pierwsza wojna turecka ujawniła strategiczną wartość młodego miasta, tak krwawy chrzest z 1676 roku okazał całą jego bitność bojową. Stanisławów – prywatna rezydencja Potockich, czynem tym pasował się na pierwszą fortecę pokuckich kresów i jako taka odtąd pozostał w służbach [Rzeczpospolitej], aż do pierwszego rozbioru”.

Dla współczesnych historyków Stanisławowa i mieszkańców Iwano-Frankiwska niezwykle ważny jest tekst Chowańca o początkach tej kresowej twierdzy. To właśnie jemu udało się dotrzeć do rozproszonych źródeł i ustalić datę jej narodzin. Młody absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego obalił w ten sposób wiele tez dziewiętnastowiecznych badaczy. „W mrokach niewiedzy, we mgle legend i domysłów toną najdawniejsze dzieje naszego miasta; do dziś dnia nie wiadomo kto je właściwie założył, Rewera czy Jędrzej Potocki, ani w jakim czasie (rok 1624, 1654, 1662), ani wśród jakich okoliczności. Nie wyjaśnili nam tych zagadnień historycy Stanisławowa, a odpowiedzi ich, na niedostatecznej podstawie źródłowej oparte, były sprzeczne i tak ciemne, jak ciemnymi były ongiś bory okrywające nadbystrzycką nizinę” – z ubolewaniem pisał Chowaniec. Według przeprowadzonych przez niego badań akt założenia miał miejsce latem lub jesienią 1661 roku. Gdy „pewnego dnia zjechał do Zabłotowa z pobliskiego Halicza Jędrzej Potocki z małżonką i całym dworem swoim”. Na surowym korzeniu pod Zabłotowem dziedzic sam wytyczał pługiem zaplanowane wcześniej uliczki i rynek, oddzielne miejsce pozostawił na świątynie, wskazał także, gdzie mają osiedlić się poszczególne nacje. Było to niespełna rok wcześniej od wydania tzw. przywileju lokacyjnego z 7 maja 1662 roku, w którym król Jan Kazimierz nadał miastu prawo magdeburskie. Chowaniec potwierdził także, że forteca nazwana została na cześć pierworodnego syna założyciela, Stanisława, poległego pod Wiedniem w 1683 roku. Prawda historyczna okazała się jednak mniej ciekawa od głęboko zakorzenionej legendy. W „Informatorze miasta Stanisławowa”, wydanym pod koniec lat 20., napisano bezrefleksyjnie, że miasto założył hetman Stanisław „Rewera” Potocki. Zresztą do dziś pokutuje mit „Grodu Rewery”, któremu zawdzięcza się na pewno jedno: nieskrywaną dumę jego mieszkańców.

W niezbyt obszernych tekstach Chowaniec odkrywał także wiele innych cennych faktów z dziejów Stanisławowa. Opublikował pierwszy przywilej w jego historii, datowany na marzec 1662 roku, a dotyczył on organizowania jarmarków i targów. Na tym jednak nie poprzestał i wydał jeszcze przywileje gwarantujące swobodę Żydom i Rusinom. Hojny Jędrzej Potocki, otwarty na inne nacje, z pewnością przyczynił się do tego, że i nawet współcześnie w stolicy Pokucia panuje specyficzny duch tolerancji.

Otworzył się on również na Ormian. Ich dzieje, przypadające na okres największej aktywności w XVII i XVIII wieku, opisał szczegółowo Chowaniec. Była to jedyna jego monografia o Stanisławowie, wydana oczywiście nie gdzie indziej, jak tylko w rodzinnym zakładzie drukarskim. Książka ta okazała się wspaniałą pamiątką o „synach św. Grzegorza”, którzy następnie spolonizowali się, wybierając polską kulturę i język. Z ogromnym poszanowaniem autor we wstępie swojej pracy pisał o długiej obecności Ormian na tych terenach: „Gdy spojrzymy z perspektywicznej oddali wieków na tę cudowną pracę bezdomnych tułaczy, chcących na obcej ziemi stworzyć z tradycji swej i tęsknoty złudę porzuconej ojczyzny – ogarnia nas prawdziwy podziw. Nie tylko bowiem potrafili oni zaszczepić na czarnoziem Podola i Rusi pierwiastki swej kultury, niczym jakąś egzotyczną roślinę, ale co więcej, po zaszczepieniu ożywiali ją przez szereg wieków swoją gorącą krwią i zasilali odżywczymi sokami, wydobywanymi z macierzy za pośrednictwem karawan lewantyńskich i eczmiadżyńskich pielgrzymów”. Praca ta zyskała także piękną oprawę graficzną. Była podziwiana za „oryginalność układu i niemałą kulturę drukarską” na III Zjeździe Bibliofilów Polskich we Lwowie w 1929 roku. Po wydaniu książki współcześni badacze przypisywali autorowi i całej rodzinie Chowańców nawet ormiańskie korzenie. W przekazach rodzinnych nikt nigdy nie wspominał o tym, mówi się za to otwarcie o zupełnie innych przodkach, mianowicie góralach podhalańskich.

Zaprezentowane prace nie stanowią oczywiście wszystkich dokonań w zakresie historii Czesława Chowańca. Były to publikacje stosunkowo krótkie, ale przystępne w odbiorze. Stanowiły one ważne przyczynki do rekonstrukcji całości dziejów miasta, które pieczołowicie przygotowywał. Podawano do publicznej wiadomości, że jego książka „Stanisławów – Dzieje Pokuckiej fortecy 1662-1812” jest już w druku, ale z niewiadomych przyczyn historyk zwlekał jeszcze z jej wydaniem. W międzyczasie zajmował się swoją pierwszą pasją – epoką króla Jana III. Był pochłonięty także pracą kulturalną w Stanisławowie, inicjował i koordynował Wystawę Historyczną Miasta Stanisławowa, o której opowiemy Państwu w następnym numerze Kuriera Galicyjskiego.

Jarosław Krasnodębski
Tekst ukazał się w nr 11 (303) 15-28 czerwca 2018

Czesław Chowaniec (1899-1968). Część II

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.