Nie tylko Władysław

-a A+

Każdy Polak, a już na pewno każdy lwowiak, nawet wyrwany ze snu w środku nocy, zapytany co mówi mu nazwisko „Bełza” bez zająknienia wyrecytuje wiersz „Katechizm polskiego dziecka”, zaczynający się od słów „Kto ty jesteś? – Polak mały…”. Tymczasem nasz wybitny, choć współcześnie nieco zapomniany poeta, pochodził z rodziny, która wydała więcej nieprzeciętnych osobistości. Warto o nich wspomnieć.

Józef Bełza
Ojcem Władysława był urodzony w 1805 r. Józef Bełza. Poeta otrzymał po nim drugie imię. Józef pochodził z sieradzkiego, jako dziecko został oddany do szkoły pijarskiej w Piotrkowie Trybunalskim. Później kształcił się w Warszawie, gdzie osiadł na stałe. Studiował filozofię, prawo i administrację, jednak jego zainteresowania obejmowały także kierunki przyrodnicze, którym miał się wkrótce poświęcić – chemia, farmacja, medycyna. Początkowo zatrudniony jako adiunkt w akademickiej pracowni chemicznej, pracował także jako nauczyciel gimnazjalny.

Później awansował na wykładowcę w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa, która działała na warszawskim Marymoncie. W szkole tej studiował m. in. Karol Brzozowski, powstaniec i poeta, który po trzydziestu latach pracy na Bliskim Wschodzie osiadł na stałe we Lwowie. Do swoich zajęć napisał nawet podręcznik, który zapewne był chętnie czytany nie tylko przez studentów – jego główne rozdziały traktowały „o wypalaniu wódki” i „o warzeniu piwa”. Książka ta dziś wraca do łask na fali zainteresowania domowym browarnictwem, zawarte w niej porady są wciąż aktualne.

W czasie Powstania Listopadowego służył w Gwardii Narodowej, jako chemik pracował także przy produkcji saletry, potrzebnej jako składnik materiałów wybuchowych.

Do jego zasług należy praca przy utworzeniu w l. 1840-57 Szkoły Farmaceutycznej w Warszawie, w której także wykładał; członkostwo w Radzie Przemysłowej w Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, Radzie Lekarskiej Królestwa Polskiego, w której pełnił funkcje egzaminatora. Pod jego redakcją wyszedł podręcznik do chemii policyjno-prawnej, w której opisane są m. in. działania trucizn, fałszowanie produktów spożywczych, analizy plam, sposoby fałszowania monet i pism.

Współpracował z czasopismami, takimi jak Izyda, Piast, Biblioteka Warszawska. Jako chemik i technolog położył także duże zasługi dla rozwoju cukrownictwa na ziemiach polskich.

Obok lwowskiego aptekarza Teodora Torosiewicza był też Bełza jednym z pierwszych nowoczesnych badaczy wód mineralnych.

Zmarł w 1888 r., pochowany jest na warszawskich Powązkach. W testamencie część księgozbioru przekazał lwowskiemu Ossolineum, w którym pracował już wówczas jego syn, Władysław. Część swoich prac podarował Muzeum Polskiemu w Rapperswilu.

Józef Bełza miał trzy córki i dwóch synów: starszego Władysława – poetę i młodszego – Stanisława. Władysława pominiemy w naszym szkicu, ponieważ napisano na jego temat już dostatecznie wiele, także na łamach KG. Zajmiemy się postacią mniej znanego Stanisława.

Stanisław Bełza
Urodził się w Warszawie w 1849 r. Z wykształcenia prawnik, zasłynął jako publicysta i podróżnik. Z opublikowanych tekstów wiadomo, że odwiedził m. in. Szwajcarię, Holandię, Norwegię, Sycylię, Wenecję, Korsykę, Dalmację, Danię, Finlandię, Egipt, Pireneje, Turcję, Maltę, Hiszpanię, Szkocję, Grecję, a także Indie i Afrykę Północną.

Tak samo jak brat Władysław, założyciel Towarzystwa Literackiego im. Mickiewicza we Lwowie i autor wielu szkiców na temat wieszcza, szczególnie cenił poetę. Również wydał kilka szkiców na jego temat: „Mickiewicz jako najszczytniejsze wcielenie miłości kraju”, „Ojczyzna w pierwszych poezyach Mickiewicza”, „Testament Mickiewicza”, „Niemcy u Mickiewicza”, „Ostatnie chwile Mickiewicza”. Był redaktorem czasopisma „Ziarno”.

Wypowiadał się publicznie na wiele aktualnych tematów społecznych, takich jak np. obowiązek szkolny, kwestia żydowska (dając wyraz swoim mocno antysemickim przekonaniom i krytykując m. in. Elizę Orzeszkową za jej naiwność w tym temacie).

Próbował także sił w dramacie – pod pseudonimem „Nie wiem kto” pisał patriotyczne sztuki dla młodzieżowych teatrów amatorskich.

Po odzyskaniu niepodległości zaangażował wszystkie swoje siły w walkę o przyłączenie do odrodzonej ojczyzny Śląska. Jeszcze przed plebiscytem wydał szereg prac o polskości tego regionu, występował wielokrotnie publicznie w tej sprawie. Uważał, że „bez Śląska Polska będzie nędzarką wśród narodów, tyle tylko, że bez kajdan. Z nim połączona na wieki, stanie się mocarstwową potęgą na wschodzie Europy, niezależną od zewnętrznych i wewnętrznych wrogów”.

Po przyłączeniu regionu do Polski działał tam aktywnie na rzecz kultury, w 1921 r. założył Towarzystwo Narodowo-Kulturalnej Pracy dla Górnego Śląska oraz bibliotekę im. Melanii Parczewskiej w Chorzowie (wówczas miasto nazywało się Królewska Huta), był też honorowym obywatelem tego miasta.

Jedną ze swoich książek Stanisław Bełza zadedykował: „Mojemu Synowi Witoldowi, pierwszemu Dyrektorowi Polakowi Bibljoteki miejskiej w odzyskanej Bydgoszczy, z życzeniem by w niej usłał gniazdo kulturalne dla pożytku Wielkopolski i jej szerszej Ojczyzny, — ofiaruje jego ojciec”.

Zmarł w Warszawie w 1929 r., pochowany jest na Starych Powązkach w kwaterze 179, razem z ojcem. Na jego grobie widnieje epitafium: „Wszystkim ciałom rozdać chleba / wszystkim duszom myśli z nieba / nigdy nic nie spychać w dół / lecz do coraz wyższych kół / iść przez drugich podnoszenie”.

Witold Bełza
Witold Bełza urodził się w 1886 r. Z ojcem, zapalonym podróżnikiem, już jako dziecko jeździł po Europie. Wzrastał w atmosferze patriotycznej, odebrał staranne wykształcenie – najpierw w szkole Górskiego w Warszawie, później w gimnazjum jezuickim w Chyrowie, jednej z najlepszych wówczas szkół na ziemiach polskich. Po zdaniu matury zatrudnił się, początkowo jako wolontariusz, w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Lwowie, w którym pracował także jego stryj Władysław. Wkrótce otrzymał posadę asystenta, a potem skryptora. Aby pogłębić swoją wiedzę z zakresu literatury, zapisał się na studia polonistyczne na Uniwersytecie Lwowskim. W książce telefonicznej Lwowa z 1913 r. jego nazwisko figuruje pod adresem Lelewela 8 (ob. Popowycza).

Wybuch I wojny światowej zastał Witolda Bełzę w Szwajcarii. Nie mogąc wrócić do Galicji zatrudnił się tymczasowo w charakterze bibliotekarza w Muzeum Polskim w Rapperswilu, był też aktywny jako działacz kulturalny, wygłaszał odczyty, angażował się w teatr polonijny.

W 1917 r. wrócił do Lwowa. Podobnie jak ojciec i stryj miał słabość do polskiej poezji romantycznej, badał twórczość Słowackiego. Tytuł doktora uzyskał na podstawie rozprawy „Wernyhora w poezji Słowackiego”. Podobnie jak stryj działał w Towarzystwie Literackim im. Mickiewicza.

Oprócz pracy literaturoznawczej zajmował się także publicystyką. Publikował m. in. w „Poradniku Teatrów i Chórów Włościańskich” oraz w „Pamiętniku Literackim”, z którym związany był ściśle także Władysław Bełza, w „Ziarnie”, które z kolei redagował jego ojciec. Tłumaczył z języka niemieckiego i francuskiego.

1 września 1920 r. dawna biblioteka niemiecka w Bydgoszczy została przejęta przez władze polskie. Ogłoszono konkurs na jej dyrektora, który wygrał Witold Bełza. Dyrektor Ossolineum, Ludwik Bernacki, wystawił mu bardzo pochlebną opinię, w której opisuje go jako człowieka obowiązkowego, sumiennego, skrupulatnego i pracowitego. Przed nowym dyrektorem stało niełatwe zadanie – na prawie 70 tys. tomów zgromadzonych w bibliotece tylko 300 książek było w języku polskim. Mimo skromnych środków finansowych udało mu się pozyskać wielu darczyńców, którym sam dał przykład – był jednym z pierwszych ofiarodawców, przekazując m. in. rękopisy Brücknera, Kallenbacha, a także ojca i stryja. W nawiązywaniu kontaktów pomagały mu stare lwowskie znajomości.

Podczas porządkowania dokumentów po zmarłym stryju Witold Bełza odnalazł rękopis jednego z wczesnych wierszy Kornela Makuszyńskiego. Odesłał go autorowi, a ten w geście podziękowania napisał do dyrektora: „a Pan Kochany wzruszający jest z tą swoją miłością dla bydgoskiej biblioteki”. Dzięki zaangażowaniu Makuszyńskiego placówka wzbogaciła się nie tylko o jego rękopisy, ale także Boya-Żeleńskiego, Fałata, Reymonta i Sienkiewicza.

Dzięki staraniom Bełzy i jego „wzruszającej miłości” biblioteka bydgoska stała się szybko jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się bibliotek w kraju. W 1938 r. liczyła już ponad 55 tys. tomów w języku polskim, do tego 185 inkunabułów i 433 rękopisy.

Dyrektor nie poprzestawał jedynie na pracy zawodowej. Był czynnym członkiem Towarzystwa Miłośników Bydgoszczy, współzałożycielem Muzeum Miejskiego. Działał w Organizacji Inteligencji Polskiej, której celem była polonizacja środowisk inteligenckich. Z jego inicjatywy odbył się w 1924 r. w Bydgoszczy Tydzień Sienkiewiczowski, a w 1927 r. odsłonięto pomnik pisarza. Nie rezygnował także z publicystyki. Za swoją pracę odznaczony został w 1938 r. Złotym Krzyżem Zasługi.

Interesował się sztuką, teatrem, muzyką. Doskonale grał na fortepianie.

W czasie II wojny światowej Bełza znalazł się w Brzuchowicach, a później we Lwowie, gdzie pracował jako nauczyciel i bibliotekarz. Po wojnie wrócił do Bydgoszczy, ale powojenne władze stopniowo odsuwały go od obowiązków, a w 1952 r. wysłały na przymusową emeryturę. Zmarł w 1955 r. W 1984 r. odsłonięto tablicę pamiątkową na jego domu, a w 2002 r. Biblioteka Miejska w Bydgoszczy została nazwana jego imieniem.

Kazimierz Marian Ostrowski-Bełza
Władysław Bełza był żonaty z Marią z Ostrowskich. Nie miał własnych dzieci. Z opracowań na jego temat można wywnioskować, że jego jedyny syn zmarł we wczesnym dzieciństwie. Bełzowie na pewno bardzo cierpieli z tego powodu i wkrótce adoptowali bratanka Marii, który przyszedł na świat w 1880 r., już po śmierci swojego ojca, znanego warszawskiego rzeźbiarza Kazimierza Ostrowskiego, brata pani Bełzowej. Kazimierz miał dwóch starszych braci – urodzonego w 1875 r. Witolda, działacza społecznego oraz urodzonego w 1879 r. Stanisława, rzeźbiarza, twórcy m. in. Pomnika Nieznanego Żołnierza w Warszawie, pomnika Jagiełły w Central Parku w Nowym Jorku a także pomnika nagrobnego Piotra Chmielowskiego na Cmentarzu Łyczakowskim.

Kazimierz używał podwójnego nazwiska: Ostrowski-Bełza. W l. 1898-1900 był stypendystą Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, w którym pracował wówczas jego przybrany ojciec. Ukończył studia prawnicze, pracował jako urzędnik w Galicyjskim Wydziale Krajowym. Jeszcze przed I wojną światową ożenił się; we Lwowie w 1913 r. (kilka miesięcy po śmierci Władysława Bełzy) przyszła na świat jego córka Bronisława.

Po I wojnie światowej mieszkał w Poznaniu, był szefem Biura Prezydialnego Ministerstwa, a od 1921 r. dyrektorem Departamentu Rolnictwa i Dóbr Państwowych w Ministerstwie ds. byłej Dzielnicy Pruskiej, które działało w l. 1919-22 i zajmowało się problemami województwa pomorskiego i poznańskiego, a w 1929 r. Wicedyrektorem Powszechnej Wystawy Krajowej w Poznaniu.

Kazimierz Ostrowski-Bełza był także (od 1923 r.) dyrektorem Państwowego Monopolu Tytoniowego. Była to instytucja podległa ministrowi skarbu, kierowała produkcją, sprzedażą i importem wyrobów tytoniowych. Dochody Monopolu trafiały do budżetu i były jednym z najważniejszych źródeł dochodu dla państwa. Miesięcznik „Naokoło Świata” z 1926 r. pisał: „nasz monopol tytuniowy, jedno z największych przedsiębiorstw państwowych, a zarazem źródeł dochodowych, posiada dwie cechy zasadnicze, a mianowicie odznacza się: bardzo dobrą organizacją i bardzo kiepskiemi papierosami”. To za kadencji Bełzy-Ostrowskiego wynegocjowano dużą pożyczkę włoską, która w efekcie okazała się dla Polski niekorzystna i którą później krytykowano.

Jego nazwisko figuruje w lwowskiej książce telefonicznej z 1939 r. pod adresem 29 Listopada 71 (ob. ul. Konowalca), gdzie mieszkał z żoną i córką. W 1940 r. został aresztowany przez Sowietów i uwięziony na Zamarstynowie. Wywieziony w głąb Azji, zginął w 1941 r., zastrzelony przez konwojującego więźniów żołnierza, kiedy ze zmęczenia przysiadł na chwilę. Posiada symboliczne epitafium na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Żona z córką zostały również zesłane, ale wydostały się z ZSRR z Armią Andersa i osiadły na emigracji.

Igor Bełza
Do pokrewieństwa z Władysławem Bełzą przyznawał się także nieżyjący już, wybitny rosyjski muzykolog polskiego pochodzenia, urodzony w Kielcach w 1904 r. Igor Bełza, przez niektórych nazywany nawet błędnie wnukiem poety. Jego ojciec, Fiodor (Teodor) Bełza był sekretarzem kancelarii carskiego gubernatora, prawdopodobnie mocno już zrusyfikowanym skoro nadał synowi popularne w Rosji imię Igor. Z wykształcenia był prawnikiem, wkrótce rodzina Bełzów przeprowadziła się do Warszawy, gdzie Teodor Bełza wykładał prawo rzymskie na uniwersytecie. Jeszcze w czasie I wojny światowej Bełzowie wyemigrowali do Rosji, gdzie Igor ukończył konserwatorium w Kijowie w klasie Borysa Latoszyńskiego. Później studiował także filologię na Uniwersytecie Kijowskim. W latach 1925-1941 był wykładowcą Konserwatorium Kijowskiego. W 1942 r. przeprowadził się do Moskwy, gdzie mieszkał do śmierci w 1994 r. Pracował w tamtejszym konserwatorium, w okresie stalinowskim wyrzucony z niego, później był pracownikiem Instytutu Słowianoznawstwa i Bałkanistyki Akademii Nauk ZSSR.

Komponował, ale przede wszystkim interesowała go historia muzyki. Szczególnie dużo pracy poświęcił badaniom nad muzyką Chopina. Jego biografia kompozytora była tylko w ZSRR wznawiana trzykrotnie, kilka razy wydawano ją w Polsce. Igor Bełza był dumny ze swojego polskiego pochodzenia, języka nauczył syna, także znanego muzykologa i literaturoznawcę, krytyka muzycznego i prezentera telewizyjnego, zmarłego w zeszłym roku. Obaj zrobili wiele na polu współpracy i przyjaźni polsko-rosyjskiej, Igor Bełza był współzałożycielem (wraz z marszałkiem Koniewem) Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

Jarosław Iwaszkiewicz, który był uczestnikiem Międzynarodowego Kongresu Chopinowskiego, tak pisał o nim: „dobry, serdeczny, miły człowiek, mówiący sześcioma językami, wszystkimi z uroczym moskiewskim akcentem – którego konikiem jest muzyka polska we wszystkich jej aspektach, a w muzyce polskiej jej źródła ludowe (…). Jego referat na plenum kongresu był arcydziełem wiedzy, serdeczności, mądrości i zapału do polskiej literatury i polskiej kultury”.

Dzięki uprzejmości pracowników Muzeum Narodowego w Kielcach dowiedziałam się, że genealogia Igora Bełzy jest wciąż przedmiotem badań, gdyż dokumenty z kieleckiego archiwum dotyczące tego okresu zaginęły. Syn Igora, Swiatosław, w jednym z wywiadów podaje, jakoby Władysław Bełza był bratem ciotecznym jego pradziadka, a więc linia musiałaby wywodzić się od brata Józefa Bełzy, Antoniego. Miał on trzech synów, jednak ta linia Bełzów mieszkała w ziemi sieradzkiej i nie wiadomo nic, aby swoje rodzinne strony opuszczali. Równocześnie w kieleckiem także mieszkali Bełzowie, o czym świadczą księgi parafialne w Klimotnowie i Goźlicach. Obie rodziny wywodzą się najprawdopodobniej od wspólnego, ale dalszego przodka: Marcina Bełzy z Krakowa (1492-1542), kanonika i rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego. Możliwe więc, że bliskie pokrewieństwo z poetą jest jedynie rodzinną legendą, opierającą się na zbieżności nazwisk.

Autorka składa podziękowanie za życzliwą pomoc i udostępnienie zdjęcia I. Bełzy pracownikom i dyrektorowi Muzeum Narodowego w Kielcach.

Katarzyna Łoza
Tekst ukazał się w nr 5 (225) za 17-30 marca 2015

27/09/2007 20:00

O dzikiej muzyce, grającej w rozległych pól bezkresie, czyli o stepie ukraińskim. Część 3

W symboliczne przywołania obfitują również kolory.

Beata Obertyńska, portret z okładki książki „W domu niewoli”
30/07/2013 11:52

Beata Obertyńska

Mleko i słoneczniki – historia Beaty Obertyńskiej

Mleko i słoneczniki. Tak mnie pożegnał dom. I tak mnie pożegnał pokój świata, który miano niebawem utopić w morzu ludzkiej krwi. Zapach słodkiego, prażonego mleka – to przecież dzieciństwo, to bezpieczeństwo, sytość, dom…

20/01/2015 16:40

Romuald Mieczkowski

Romuald Mieczkowski – poszukiwanie tożsamości

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.