Najdowcipniejszy człowiek we Lwowie

-a A+

Adolf Abrahamowicz

Najdowcipniejszy człowiek we Lwowie

Dzisiejsza opowieść jest o komediopisarzu, który podobnie jak stary mistrz Jan Nepomucen Kamiński wierzył, że bez komedii teatr nie istnieje. Kamiński doskonale zdawał sobie sprawę, że przyciągnąć publiczność do lwowskich teatrów może jedynie komedia. Swoją niestrudzoną pracą reżyserską, aktorską, literacką przyczynił się do wielkiego rozkwitu teatru polskiego we Lwowie.

„Powodzenie teatru (we Lwowie) było olbrzymie” – pisał w 1883 roku aktor Roman Żelazowski. Przyczynili się do tego aktorzy sceny, ale jednocześnie lokalni twórcy Fredro-syn, Stanisław Dobrzański, Adam Krechowiecki i wreszcie – „dziecko szczęścia” Adolf Abrahamowicz.

„Pan Adolf jest dziecięciem szczęścia, bogaty wykształcony, z zacnej i wysokie zajmującej stanowisko rodziny, ogólnie lubiany, mający dostęp do wszystkich sfer, a stąd ułatwienie do zbierania wzorów. Posiada zalety i wady nieodłączne od tak szczęśliwie sytuowanego młodzieńca” – pisała jedna z warszawskich gazet o młodym i zdolnym lwowskim komediopisarzu, który święcił też triumfy w stolicy. 

Adolf Abrahamowicz przyszedł na świat 7 listopada 1849 roku we Lwowie. Wywodził się ze znanej i wpływowej rodziny polskich Ormian. Jego rodzonym bratem był polityk Dawid Abrahamowicz, kuzynem poseł Eugeniusz Abrahamowicz. We Lwowie Adolf Abrahamowicz ukończył szkołę i mieszkał przez wiele lat, zajmując się komediopisarstwem. Miał 29 lat, kiedy zadebiutował na scenie skarbkowskiej jednoaktówką „Dwie teściowe”. Zapowiadał się na dobrego komediopisarza. 

Był to okres, kiedy na scenie królowała sztuka lekka, operetka i farsa pisana na wzór francuski. Próbował więc Abrahamowicz zadowolić gusta lwowskiej publiczności, tworząc głównie farsy, krotochwile i komedie. Był autorem „Ciurkiewicza i Dziurkiewicza”, „Zgromadzenia przedwyborczego”, „Gwałtu, on ma bzika” i wielu jednoaktówek. Abrahamowicz pisał najczęściej sam lub tworząc spółki z innymi literatami, reżyserami i aktorami.

Ówczesna krytyka ceniła go za dowcip, ale znawcy literatury pisali, że brakuje mu biegłości w pisaniu, niektórzy – jak Wilhelm Feldman – twierdzili wręcz, że jest nieudolny. Wiele było w tym złośliwości, cieszący się powodzeniem zdolny i młody pan Adolf wzbudzał sporo zazdrości w środowisku. Jego utwory nie zawsze odznaczały się mistrzowskim dopracowaniem, posiadał jednak zmysł obserwacyjny, mnóstwo pomysłów, ogromne poczucie humoru, które pozwalało mu budować zabawne sytuacje. 

W towarzystwie lubił snuć dowcipne opowieści o rozmaitych ludzkich śmiesznostkach, podpatrzonych czasem zupełnie przypadkowo – robił to z dużym wdziękiem. Ponieważ zdawał sobie sprawę z braków konstrukcyjnych i błędów popełnianych w pisaniu, wpadł na pomysł, stworzenia spółki autorskiej, gdzie jeden z autorów jest pomysłodawcą, drugi zaś nadaje formę literacką dziełom scenicznym. Bardzo szybko sławę zdobyły utwory, napisane przez Abrahamowicza do spółki z aktorem Lucjanem Kwiecińskim i Janem Kazimierzem Zielińskim. 

Najbardziej interesującym okresem w twórczości Abrahamowicza, był czas współpracy z aktorem i śpiewakiem Ryszardem Ruszkowskim, który przybył do Lwowa z Warszawy i występował w repertuarze komediowym na polskiej scenie. Sztukom Adolfa Abrahamowicza Ruszkowski nadawał formę i dopasowywał do możliwości scenicznych. Spółka autorska Abrahamowicz-Ruszkowski cieszyła się dużym powodzeniem, komedie posypały się jak z rękawa.

Ich pierwsza sztuka i zarazem wspólny eksperyment autorski – „Mąż z grzeczności” – odniosła sukces w 1885 roku. Premiera lwowska odbyła się 9 lutego, krytyka pisała, że „autorowie zasłużyli sobie na „brawo! – brawo!...”. Była to historia przygody młodego człowieka, uprzedzająco grzecznego wobec otoczenia, który nawet ożenił się z kurtuazji. Słodki i ugodowy małżonek wzbudza niechęć młodej kobiety i staje się celem ataków nieprzychylnie nastawionej rodziny żony.

Pod wpływem przyjaciela zamienia się w energicznego pana domu, który próbuje ratować pozycję wobec żony, rodziny i służby. Zabawna historyjka zdobywała sceny krajowe i zagraniczne. Wystawiano ją w teatrach Krakowa i Warszawy, na deskach „Novego Divadla” w Pradze i „Karl Theatru” w Wiedniu. „Mąż z grzeczności” uchodził przez długie dziesięciolecia za modelową polską farsę. Komedie Abrahamowicza i Ruszkowskiego gromadziły komplety, wystawiano po kilkadziesiąt przedstawień, a tłumy znudzonych Labichem i Moserem widzów z radością oglądały zabawne historie, oparte na „stosunkach lwowskich”: „Pan Marszałek”, „Oddajcie mi żonę”, „Teść” i wiele innych.

„Robota ich – pisali krytycy w recenzjach teatralnych – była jednak gruba i pozbawiona cech artyzmu, podobnie jak historycznych” – krytycy próbowali podsycać nieporozumienia pomiędzy Ruszkowskim i Abrahamowiczem, co ostatecznie spowodowało zerwanie stosunków autorskich pomiędzy twórcami. Spółka Ruszkowski-Abrahamowicz przestała istnieć. 

Adolf Abrahamowicz był człowiekiem wesołym i dowcipnym, o którym pamiętnikarze pisali, że dwie tylko rzeczy brał na poważnie: farsy, które z wielkim talentem i humorem pisał dla teatru lwowskiego i kotyliony, prowadzone na publicznych balach. Z natury człowiek towarzyski, był stałym bywalcem lwowskich balów i przyjęć, gdzie z dużym powodzeniem pełnił funkcję wodzireja. Z niesłychaną maestrią i doświadczeniem prowadził tańce, a po upowszechnieniu się oświetlenia elektrycznego, pierwszy zastosował przy kotylionie kolorowe efekty świetlne.

Fot. georgeeliot.wordpress.com

Na każdy bal przygotowywał nowe układy taneczne i kotylionowe, które prezentował ku uciesze uczestników. W towarzyskim światku Lwowa był postacią niezmiernie popularną. Zamożny i dobrze urodzony, stanowił tzw. „dobrą partię”. Do małżeństwa z Abrahamowiczem namawiała córkę matka aktorki Marii Wisnowskiej (Wisnowska zadebiutowała jako aktorka na scenie lwowskiej w listopadzie 1878 roku). Związany zawodowo ze sceną lwowską Abrahamowicz starał się nawet o stanowisko dyrektora teatru lwowskiego po rezygnacji Celiny Dobrzańskiej i Stanisława Niewiadomskiego. Należał do Koła Literacko-Artystycznego we Lwowie, gdzie gromadził się świat artystyczny Lwowa.

Pod koniec życia wyprowadził się ze Lwowa, zamieszkał we własnym majątku na Pokuciu. Tam właśnie, w Targowicy Polnej koło Horodenki umiera 16 sierpnia 1899 roku. Majątek po Adolfie Abrahamowiczu odziedziczył jego kuzyn Eugeniusz. Nazywany „żyłą złotą humoru” Adolf Abrahamowicz jest dziś postacią zupełnie zapomnianą.

„Dowcip jego był szczery, często głębią bolesnej obserwacji zaprawiony, a daleki od konceptu robionego, od tłustego dwuznacznika, a co najważniejsze, od fotograficznej podobizny, o którą tak łatwo w dzisiejszej literaturze” – pisano po śmierci komediopisarza. Sztuki Abrahamowicza cieszyły się również powodzeniem na scenach robotniczych i w teatrach ludowych, wystawiane były jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym.

Beata Kost
Tekst ukazał się w nr 7 (131) 15 – 28 kwietnia 2011

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.