-a A+

Bohdan Ihor Antonycz (Fot. uk.wikipedia.org)

Bohdan Ihor Antonycz – poezja zielonego człowieka

Bohdan Ihor Antonycz urodził się 5 października 1909 roku w wiosce Nowice w powiecie gorlickim. Niewiele brakowało, a nazywałby się Kit, lecz jego ojciec na krótko przed narodzinami jedynego jak się miało okazać potomka zmienił rodowe nazwisko sadząc, że brzmi ono zbyt śmiesznie jak na potomka parocha. Początkowo Bohdan uczył się w domu, gdzie ogromy wpływ na jego postrzeganie świata wywarła opiekunka. Miejscowa kobieta wpoiła chłopcu miłość do wierszy, baśni, ludowych pieśni, czego echa wyraźne są w poetyckiej twórczości Antonycza. Lata spędzone w gimnazjum w Sanoku pogłębiły z kolei jego znajomość języka ukraińskiego, gdyż w szkole tej dzieci z ukraińskich rodzin dodatkowo pobierały lekcje właśnie ukraińskiego. Jesienią 1928 roku Antonycz wyjechał do Lwowa, gdzie studiował polonistykę i slawistykę. Wówczas też rozpoczął wnikliwe studia nad literackim językiem ukraińskimi oraz zaangażował się w działalność studenckiej braci ukrainistów. 

Okres ten odegrał bardzo dużą rolę w kształtowaniu młodego twórcy. Przyjaciele zachęcili go do pisania wierszy po ukraińsku, który to język stał się dla niego równie ważny, co mowa Łemków. Kiedy w 1933 roku Antonycz kończył edukację miał już wydany tomik „Przywitanie życia” (1931) i przygotowywał następny „Trzy pierścienie” (1934).

Antonycz pisał też felietony, parodie, a na łamach czasopisma „Dażboh” prowadził kronikę literacką. Współpracował z pismami klerykalnymi, uprawiał krytykę literacką, publikował teksty o sztuce. Rozpoczął także prace nad powieścią „Na drugim brzegu”, redagował czasopismo „Karby”. Poza tym grał na skrzypcach, ułożył libretto do opery „Dowbusz”, komponował muzykę. Niewiele zresztą brakowało, by zajęciu temu poświęcił się całkowicie, lecz z humorem stwierdził: „ludzie przechodzą odrę poetycką, a ja muzyczną” i o wiele bardziej zaangażował się w malarstwo. W efekcie obie te fascynacje przepełniają jego wiersze. 

W tym domu, we Lwowie Antonycz mieszkał w latach 1928-1937 (Fot. Konstanty Czawaga)W roku 1936 ukazała się „Księga Lwa”, a pośmiertnie w 1938 roku „Zielona Ewangelia” i „Obroty”. Antonycz zmarł 6 lipca 1937 roku. Światosław Hordyński pisał: „Słonecznego lipcowego dnia smutny kondukt odprowadzał go lwowskimi ulicami na Cmentarz Janowski do mogiły leżącej u stóp rozłożystych drzew i wśród gęstych traw. Było coś symbolicznego w powrocie autora „Zielonej Ewangelii” do tego wybujałego roślinnego świata zieleni, pijaności, wzrastania i bujnych soków, czemu dał taki mistrzowski wyraz w swej poezji”.

Antonyczowi przyszło tworzyć w specyficznej atmosferze Zachodniej Ukrainy lat `30 XX wieku. Wschodnia Ukraina dziesięć lat wcześniej zachłysnęła się odrodzeniem, ale w tym czasie popadła już w manierę socrealizmu. Wówczas to Zachód przejął iście renesansowe spojrzenie na sztukę. W nurt ten niewątpliwie wpisał się Antonycz wraz z jego definicją sztuki, jako odrębnej rzeczywistości wywołującej odczucia, jakich nie może zaproponować realny świat, której celem jest nie tworzenie piękna, a wywołanie przeżycia.

Poezja Antonycza, wciąż mało znana w Polsce, ma w sobie cechy inspiracji Tuwimem, przywodzi na myśl Asnykowe sonety „Nad głębiami”, kojarzy się z parnasizmem Tetmajera, z zawadiackim Wierzyńskim, niesie echa imagizmu Ponda, imażynizmu Jesienina i przepojonego religijnością zachwytu nadświatem Claudela. Jednak nie możemy nie dostrzec, że przede wszystkim ukształtował ją świat Łemków, baśniowy, odrealniony, wyidealizowany, tak bliski poecie. Trudno uwierzyć, że okres, gdy Antonycz intensywnie tworzył, to zaledwie sześć do ośmiu lat. Spuścizna jaką po sobie pozostawił nie wskazuje też, że jej autorem jest człowiek jaki dożył ledwie lat 28. Dopiero gdy zagłębimy się w jego wiersze wyłania się spośród nich postać poety, który z uczniaka szybko wyrósł na dojrzałego twórcę, ale pozostał zarazem „zakochanym w życiu poganinem”, „pijanym dzieciakiem ze słońcem w kieszeni”, .jak sam o sobie pisał, Łemkiem pełnym miłości do świata.

Tablica pamiątkowa Bohdana Ihora Antonycza (Fot. Konstanty Czawaga)Poszukiwania własnej drogi wyraźne w zróżnicowanym tematycznie zbiorze „Przywitanie życia”, w kolejnym tomie „Trzy pierścienie” stały się liryką pełną radości istnienia, zakorzenioną w pięknie Łemkowszczyzny, którą ukochał nawet Bóg, jaki przyszedł na świat w Dukli. Zachwyt na światem płynnie przerodził się w opowieści z „Księgi Lwa”, gdzie tytułowy Lew ma swe korzenie w motywach do jakich poeta sięgał już w poprzednich tomach - słońcu, ogniu, złocie, odwadze. Lecz Lew to też symbol miasta, w którym Antonycz osiadł i tworzył – Lwowa i do tego nawiązuje między innymi w wierszu „Plac Aniołów”. Nie mniej widać, że poeta postrzegał Lwów głównie jako miasto dostojne i dalekie od ludzi. Swoistą kwintesencją antonyczowskiej poezji są wiersze takie, jak wchodzące w skład tomu „Zielona Ewangelia”. 

To esencja fascynacji światem, istnieniem, gdzie przyroda staje się równa księgom należącym do filarów chrześcijaństwa. Tom kolejny, „Obroty”, prawdopodobnie niedokończony, pozbawiony jest już tej radości. Z wierszy osadzonych w realiach cywilizacji przebija pesymizm, tęsknota, niepokój i gorycz, a opisywane miasto staje się apokaliptyczne, co potęguje samotność końca świata, życia. Tu motyw śmierci staje się bardziej ludzki, nie jak w poprzednich tomach pozytywnie zwierzęcy. Wyraźnie każde odejście poety od natury nierozerwalnie wiąże się z bólem istnienia.

Dla Antonycza bowiem religią jest przyroda, stanowiąca jedność z Bogiem. Jego świat jest pełen aromatów, ziół, kwiatów, drzew, zwierząt, a poeta jest jego częścią. Świat zwierząt staje się światem ludzkim, przenikają się one wzajemnie, tworzą zwartą całość. Człowiek funkcjonuje w rzeczywistości rządzonej przez odwieczny cykl narodzin, życia  i śmierci i stoi na równi z innymi istotami. Co więcej, w obliczu niezmiennych praw nawet bogowie stają się równi rodzącym się pod jednym przecież niebem ludziom, zwierzętom, roślinom.

Uwagę zwracają erotyki Antonycza, takie jak „Osiem strof ekstazy”, „Chmiel”, czy „Duet”, w których znów miłość do ziemi nie daje się oddzielić od miłości do kobiety, wciąż jest związana z naturą. Dlatego nawet pozornie niemożliwy związek drzewa i diakoni owocuje synem. Przecież jak pisał poeta w „Szarym hymnie”:

„…ludzie mury i bakterie
są tym samym poddane prawom”.

Wiara tego zielonego człowieka zaskakuje swą prostotą i złożonością zarazem, jest i prymitywna, i niezwykle głęboka, monoteistyczna i pogańska, a przede wszystkim dostępna całemu światu, nie tylko wybranym. Zielona wiara jest tą jedyną płynącą z samego faktu istnienia.

Poezja Antonycza fascynuje umiejętnością zamknięcia w kilku wersach niezwykle złożonych obrazów. W niewielkich formach zawiera nie tylko piękno przyrody, ale i wizerunek wsi, opowieści o ludziach, historie ich życia. Zwyczajna łemkowska osada, zwykli ludzie przeistaczają się w treść wspaniałej baśni, jaką dla Antonycza było życie, w którym uzupełniają się realizm i swego rodzaju nadrealizm.

Wiersze te pełne są kolorów, impresjonistyczne, wypełnione głosami i muzyką skrzypiec, melodią klarnetów Pawła Tyczyny, odwieczną pieśnią lasu i głosami wsi, zachwycają aromatami i wydają się zamieszkałe przez doskonale nam znanych bohaterów. Bóg, przyroda, człowiek przeplatają się i tworzą jedności. Pnie się chmiel, kwitną tulipany, nieodłączną towarzyszką męki Chrystusa jest tarnina. Pojawia się Anioł, a tuż obok niego cieśla. Wśród młodych źrebiąt, lisiąt, zajączków wszechobecny jest lew. Antonycz często też słyszy skrzypce, klarnety i jak to poeta spogląda w gwiazdy, na księżyc. Jak na Ukraińca przystało pisze też o Ukrainie, choć bliższa jest mu jego mała ojczyzna, ukochana Łemkowszczyzna. Tadeusz Hollender napisał zresztą: „Antonycz był przede wszystkim dobrym człowiekiem i poetą, a dopiero potem Ukraińcem”.

Jak dobrym był poetą świadczą jego wiersze będące refleksją nad rzeczywistością, a przede wszystkim obrazem baśniowego, lecz żywego świata, świata poety.

Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 1 (101) 15-28 stycznia 2010

21/11/2016 09:29

Pomnik poety pogranicza Bogdana Ihora Antonycza we Lwowie

20 listopada w skwerze przy ul. Gródeckiej został odsłonięty i poświęcony oryginalny pomnik poety Bogdana Igora Antonycza (1909-1937), uważanego przez niektórych krytyków literackich za twórcę nowoczesnej liryki ukraińskiej.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.