Dr Bolesław Zieliński pierwszy prezydent Łucka. Część I

-a A+

Bolesław Zieliński (Fot. z archiwum autorki)

Dr Bolesław Zieliński pierwszy prezydent Łucka. Część I

Pierwszy prezydent Łucka był jedną z ciekawszych, ale i – zważywszy na sposób opuszczenia przez niego stanowiska prezydenta – bardziej kontrowersyjnych postaci wołyńskiej sceny politycznej okresu dwudziestolecia międzywojennego.

Nie sposób pominąć milczeniem jego mądrych inicjatyw, dzięki którym rozkwitło życie kulturalne na Wołyniu oraz zachowała się pamięć o mieście i ludziach, o ich radości z odzyskania wolnej Polski oraz staraniach, by Łuck był godny miana stolicy jednego z największych województw Drugiej Rzeczypospolitej – województwa wołyńskiego.

Z ułamkowych, z mozołem gromadzonych źródeł, wśród których najobszerniejsze stanowi zdawkowa notatka w książce pod redakcją Stanisława Łozy, wyłania się barwna, pełna zagadek biografia.

Bolesław Zieliński, doktor prawa, pisarz, dziennikarz i publicysta, nie był rodowitym łucczaninem. Pochodził z Galicji. Urodził się 2 lutego 1877 roku w Szczawnem koło Sanoka jako syn Władysława Zielińskiego i Zofii z Csatów Zielińskiej. Już jako student wydziału prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie publikował artykuły w „Przeglądzie we Lwowie” (1898–1899) oraz w „Gazecie Lwowskiej”. Po ukończeniu studiów wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Tu był jednym z redaktorów najstarszej polskojęzycznej gazety codziennej w USA – „Dziennika Związkowego” w Chicago oraz „Rekordu” w Detroit. W Detroit między redagowaniem artykułów a ławnikowaniem w magistracie organizował polskie trupy teatralne. W czerwcu 1917 roku zawarł związek małżeński. W tymże roku rozpoczął też pracę jako inspektor rekrutacyjny Armii Polskiej w Nowym Jorku (1917–1918). We wrześniu 1917 roku zajął się redagowaniem wydanej drukiem przez „Sokoła Polskiego” w Pittsburghu, bogato ilustrowanej zdjęciami, broszury „O Armii Polskiej we Francyi”, w której gorąco agitował Polaków w Stanach Zjednoczonych do wstępowania w szeregi Armii Polskiej. Po latach ze wzruszeniem wspominał swoją pracę w Komisji Rekrutacyjnej, zapał i poświęcenie rodaków z Ameryki, zgłaszających się do polskiego wojska:

„Skwar wdzierał się ze wszystkich stron do mojego pokoju w Biurze Rekrutacyjnym Armii Polskiej w Nowym Jorku. Dokoła słychać było tylko stuk maszyn do pisania, uliczny gwar ruchliwej 2 avenue i szept sierżantów porządkujących akta dnia poprzedniego [...] Wreszcie rozpoczął się ruch. – Napływają! – Obok kombinezonów i niebieskich koszul robotniczych białe ubrania tenisowe, obok ubogich, w warsztatach zniszczonych ubrań starannie wyprasowane okrycia. – Najwięcej jednak spracowanych rąk sękatych i twarzy napiętnowanych zażartą walką o byt. Przeróżna gwara polska. Mazurzenie spod Płocka i śpiewny akcent spod Białowieży pomieszały się z polsko-amerykańskim żargonem. – Wszystko jednak w swej treści szczere, potężne i wiarą w zwycięstwo tchnące! Na słowa: Proszę mnie zapisać! – otwierały się serca dla tej ukochanej braci, która porzuciła kraj rodzinny, by z dala od rosyjskich knutów, pruskich „kultrurkampfów” i austriackiej nędzy zdobyć niezależność za morzem – a teraz – na pierwszy zew rzuca popłatne warsztaty, własne domy i rodziny, rzuca ciężkim znojem wykarczowane i uprawiane fermy, by po latach trudów i wyrzeczeń złożyć wszystko na ołtarzu Wolnej i Niepodległej! Na listę rekrutacyjną przybyło kilkanaście nowych nazwisk jako dowód miłości do Ojczyzny, nie wyrozumowanej, nie wpojonej z zewnątrz, ale zakorzenionej w duszy i wypalonej w ogniu tęsknoty za krajem”.

Prawdopodobnie zdjęcie ślubne Bolesława Zielińskiego (Fot. z archiwum autorki)

Z armią generała Hallera Bolesław Zieliński w stopniu kapitana przemierzył szlak bojowy z Francji do Polski. Po odzyskaniu niepodległości pozostał w kraju. O decyzji powrotu do Polski – swojej i wielu Polaków z Ameryki oraz pracy dla Ojczyzny pisał z zapałem: „reemigrant (...) wiezie w darze wyszkolenie w świecie prawdziwego postępu gospodarczego, wiezie energię, hart i pogardę dla trudów i przeciwności. On, który dał sobie radę na obcej ziemi, nie znając języka, obyczajów i zwyczajów, nie obawia się przeszkód i walki życiowej wśród swoich, skoro za cel sobie wytknął dobro i siłę Polski i jeno dla tego dobra i siły chce pracować”. Od momentu odzyskania niepodległości były hallerczyk podjął zatem tę pełną poświęcenia służbę Ojczyźnie. We wrześniu 1920 roku pełnił już stanowisko burmistrza Torunia. W rocznicę wkroczenia wojsk polskich do miasta, czyli w styczniu 1921 roku, zgodnie z obietnicą daną w Cleveland kolegom – oficerom rekrutacyjnym wraz z prezydentem drem Bolesławem Wolszlegierem zorganizował w Toruniu I Zjazd Polaków z Ameryki i byłych Hallerczyków. Jako współautor słowa wstępnego do „Trzydniówki wydanej z okazji I Zjazdu Polaków z Ameryki w Toruniu” takimi słowami witał przybyłych z całego świata gości: „Szczęść Boże obradom Waszym, aby jak najwspanialsze wyniki uwieńczyły zamiary Wasze, aby Polska odczuła potęgę duszy wychodźstwa, które nie bacząc na zbytki i wygody w potężnym kraju, rzuciło wszystko i do wytęsknionej acz biednej jeszcze i niezagospodarowanej Ojczyzny powróciło”. Uroczystość miał zaszczycić obecnością prezydent Ignacy Paderewski, który w dniach zjazdu (16–18 stycznia) przebywał jednak w Paryżu. Na zjeździe był za to obecny generał Haller. W dniu wyzwolenia miasta, czyli 18 stycznia, wziął on udział w uroczystości poświęcenia kamienia węgielnego pod pierwszy w Polsce Obelisk Niepodległości. Wzniesienie pamiątkowego obelisku było również inicjatywą Bolesława Zielińskiego. W komitecie artystycznym, powołanym do sprawy powstania monumentu, zasiadał między innymi Julian Fałat. Organizator zjazdu przedstawił też uczestnikom uroczystości opracowany przez siebie „Projekt ustaw Związku Polaków z Ameryki w Polsce”.

Na początku grudnia 1923 roku Bolesław Zieliński został prezydentem Łucka. Pełnego zapału działacza z radością i nadzieją powitano na Wołyniu. Na stanowisku powojennych włodarzy miasta poprzedzili go trzej burmistrzowie: Edmund Martynowicz (od 1.06.1919 do 1.06.1920), Jan Suszyński (od 1.0.1920 do 1.02 1923) i Karol Waligórski (od 1.02.1923 do 1.12.1923).

Jako prezydent Łucka, nawiązując do tradycji historycznej, dążył do doprowadzenia miasta, zepchniętego na polityczny i kulturalny margines po przeniesieniu podczas zaborów stolicy guberni wołyńskiej do Żytomierza, do poziomu innych większych miast Polski. Świadom czekających go obowiązków we wstępie do albumu „Łuck w obrazach” pisał:

„Nie turystami, lecz gospodarzami tej ziemi jesteśmy. Niechże więc miejsce sentymentalnego roztkliwiania się nad zabytkami i przeszłością Łucka zajmie wprowadzenie w życie testamentu przodków naszych, którzy do nas czynami swemi przemówili. Niech praca nasza zbiorowa nad podniesieniem miasta i związaniem go z Macierzą spełni bodaj w części Jagiellonowe wskazania. Łuck jest polskim; bo nim był, będzie polskim, bo nim jest”.

Pracownicy Magistratu miasta Łucka w latach 1924/1925. Pośrodku prezydent miasta Łucka dr Bolesław Zieliński (Fot. z archiwum autorki)

Stojąc na czele magistratu, Bolesław Zieliński odważnie podjął wiele ważnych przedsięwzięć. Marzył wszak o „wskrzeszeniu dawnego wielkiego Łucka”. Po latach zaborów nie było to łatwe zadanie. Łuck w XIX wieku był miastem prowincjonalnym, jednym z wielu polskich miast guberni wołyńskiej skazanych na zapomnienie, którego władza rosyjska nie zmierzała rozbudowywać ani modernizować, które świadomie odcięła od głównej magistrali kolejowej łączącej Warszawę ze wschodem, ale też umiejętnie potrafiła wykorzystać istniejące w nim warunki do swoich potrzeb, lokując na przykład w zabudowaniach zamkniętych polskich klasztorów wojsko. Stacjonujące oddziały rosyjskie, zachłanność różnego typu spekulantów, by wspomnieć choćby skandaliczną sprawę z pomysłem sprzedaży na cegły historycznego serca miasta – starego zamku Lubarta, oraz szalejące pożary mocno zniszczyły dawną stolicę Wołynia. Rozmiaru zniszczeń dopełniły działania wojenne. W 1915 roku Łuck szturmem zdobyli Austriacy. Rok później w okolicach miasta rozegrała się jedna z największych bitew I wojny światowej na froncie wschodnim, oddając miejscowość na powrót w ręce Rosjan. Następnie Łuck zajęli Ukraińcy pod wodzą atamana Semena Petlury, po nich legioniści Piłsudskiego, później bolszewicy i armia konna Budionnego. Dopiero pod koniec 1920 roku zniszczone miasto weszło w skład II Rzeczypospolitej.

Na początku lat dwudziestych, kiedy Bolesław Zieliński obejmował urząd prezydenta, Łuck, który w 1921 roku stał się oficjalnie stolicą województwa, borykał się przede wszystkim z problemem braku odpowiednich gmachów dla funkcjonowania instytucji publicznych i państwowych. Przewagę w mieście stanowiła zabudowa drewniana. Czym prędzej należało dostosować istniejące gmachy murowane do potrzeb różnego typu instytucji. W dawnych rosyjskich składach monopolowych umieszczono zatem w 1925 r. Izbę Skarbową. Największą kamienicę w Łucku, niegdyś własność rodziny Kronsztejnów, przystosowano na potrzeby Miejskiego Wydziału Podatkowego, Miejskiej Kasy Oszczędności i przychodni dentystycznej PCK. Dawne kasyno 11 pułku huzarów rosyjskich przekształcono na gmach Okręgowej Policji Państwowej, przebudowując budynek w 1924 roku.

W związku z umiejscowieniem w Łucku wielu ważnych instytucji, miasto musiało się przede wszystkim rozbudowywać. Nie posiadał swojej stałej siedziby sam magistrat. Bolesław Zieliński podjął działania zmierzające do budowy nowej siedziby władz miejskich, która miała stanąć na placu Bazyliańskim. W albumie „Łuck w obrazach” zachował się wykonany przez Towarzystwo Robót Technicznych we Lwowie projekt okazałego ratusza. Parter budynku zajmowałyby sklepy, natomiast I i II piętro przeznaczano dla magistratu. Projekt ten nie doczekał się jednak realizacji.

Po okresie zaborów Polacy nie mieli żadnego domu, mieszkania czy lokalu, w którym mogłoby ogniskować się życie organizacyjne. W listopadzie 1924 roku magistrat oddał do użytku Dom Stowarzyszeń Polskich. Grupował on 27 Towarzystw Polskich, między innymi Związek Inwalidów, Towarzystwo Rolnicze, Związek Chrześcijańskich Rzemieślników, Towarzystwo Techników, Towarzystwo Mierników, Towarzystwo Szkół Średnich i Wyższych, Harcerzy, Sokołów i Strzelców, Towarzystwo Wioślarskie, Narodową Organizację Kobiet i Ligę Obrony Powietrznej. W budynku znajdowała się wielka sala balowa, czytelnia, biblioteka, restauracja, a nawet wystawa obrazów. Członkowie różnych Towarzystw i Związków znakomicie bawili się w Domu Stowarzyszeń Polskich w czasie karnawału, a wszelki dochód z tych imprez przeznaczano na cele dobroczynne. Z kolei na zebraniach prócz zwykłej pracy organizacyjnej starano się przybliżyć osobom zrzeszonym w stowarzyszeniach sylwetki i osiągnięcia wielkich Polaków. W 1925 roku Liga Obrony Powietrznej Państwa urządziła w gmachu Domu Stowarzyszeń Polskich radiostację. W 1924 roku Magistrat zbudował też dwie kryte ogniotrwałym materiałem hale targowe, a w roku następnym oddano do użytku trzecią halę. Wznoszono nowe budynki mieszkalne. W albumie Łuck w obrazach zachowały się plany nowych kamienic oraz zabudowy pobrzeża obok mostu Bazyliańskiego.

Magistrat pod kierunkiem Bolesława Zielińskiego zadbał również o zdrowie mieszkańców. Ponieważ Łuck nie miał wodociągów, a niektóre dzielnice od lat używały wody rzecznej, w 1924 roku wywiercono cztery studnie artezyjskie: dwie na Krasnem, jedną przy ul. Traugutta i jedną przy ul. Matejki. W 1924 roku założono także pierwsze na Wołyniu laboratorium chemiczno-bakteriologiczne pod kierownictwem chemika Łucjana Olszewskiego.

Dyrekcja Miejskiej Kasy Oszczędności. Siedzi założyciel i przewodniczący Wydziału M.K.O. dr Bolesław Zieliński. Stoją dyrektor Aleksander Klimko i referentka Wiera Dąbrowska (Fot. z archiwum autorki)

Niemal od podstaw trzeba było wskrzesić zniszczone przez zaborców szkolnictwo polskie. W lipcu 1924 roku na zamku Lubarta magistrat oddał do użytku budynek dla Szkoły Powszechnej im. Jachowicza. W tym samym roku staraniem i poparciem magistratu, mimo licznych przeszkód i utrudnień, otwarto pierwszą powszechną szkołę żydowską z polskim językiem wykładowym. W 1925 roku podjęto budowę sierocińca. Miasto utrzymywało Seminarium Nauczycielskie.

Łuck za prezydentury Bolesława Zielińskiego piękniał z każdym dniem. Nad Głuszcem w 1924 roku zbudowano most żelazno-betonowy, nazwany Bazyliańskim, ozdobiony w marcu 1926 roku popiersiami Słowackiego, Czackiego, Kraszewskiego i Sienkiewicza. Popiersia te przygotował artysta rzeźbiarz z Warszawy Apolinary Głowiński, a koszt ich wykonania pokrył dochód ze sprzedaży wydawnictw Miejskiego Biura Statystycznego. Oddano do użytku także drugi stały most, umożliwiający utworzenie kolejnej arterii komunikacyjnej, równoległej do ulicy Jagiellońskiej. W latach 1924/1925 magistrat zadbał o chodniki. Nową nawierzchnię położono na wielu ulicach w Łucku. Ozdobiono je posadzeniem ponad tysiąca drzewek. Z tą akcją wiąże się pewna anegdota. Otóż w 1925 roku przypadała rocznica koronacji pierwszego polskiego króla. Z tej okazji jedną z ulic Łucka z inicjatywy Bolesława Zielińskiego nazwano aleją Bolesława Chrobrego. Niektórzy zaczęli pokpiwać z prezydenta, cóż to za aleja, na której nie rośnie ani jedno drzewo, zatem ulica została zadrzewiona 140 topolami kanadyjskimi. Na wiosnę wszystkie roślinki zazieleniły się pięknie. Wysnuto z tego zdarzenia przepowiednię, iż nowemu prezydentowi sprzyja szczęście i od tej pory wspierano go już we wszelkich działaniach. Samorząd miejski pod wodzą Bolesława Zielińskiego otoczył również troską zabytki i ulubione miejsca spacerów łucczan. W 1924 roku odrestaurowano najbardziej zniszczoną wieżę zamku Lubarta. Przez odpowiednie nasadzenia upiększono też w 1925 roku ogród miejski.

Bolesław Zieliński pragnął, by Łuck nie tylko z wyglądu miał charakter wielkomiejski. W 1925 roku na gruzach spalonego kina wzniesiono gmach Teatru Miejskiego im. Juliusza Słowackiego. Obejmował on blisko 800 miejsc i był pierwszą w dziejach Wołynia stałą zawodową sceną polską. Zespół teatralny składał się z 18 osób. Swoją działalność teatr rozpoczął od wystawienia „Mazepy” Juliusza Słowackiego. W pierwszym roku istnienia placówki prezentowano przede wszystkim sztuki polskich twórców, między innymi Fredry, Wyspiańskiego, Kasprowicza i Rydla. Teatr pozostawał pod życzliwym protektoratem kolejnych wojewodów wołyńskich: generała broni Kajetana Olszewskiego, a później Aleksandra Dębskiego, dzięki któremu łucki zespół zaczął dawać przedstawienia również w innych miastach, co sprawiło, że w 1926 roku zmieniono jego nazwę na Wołyński Teatr Polski z siedzibą w Łucku. W budynku teatru funkcjonowało też kino. Filmy wyświetlano przez cztery kolejne dni tygodnia, natomiast w piątek, sobotę i niedzielę w teatrze wystawiano sztuki. Magistrat wsparł nowo powstałe instytucje kulturalne pożyczką na zakup niezbędnego sprzętu, kostiumów, dekoracji i rekwizytów.

Bolesław Zieliński (stoi w środku obok pana z laską) w trakcie otwarcia Domu Stowarzyszeń Polskich w Łucku w listopadzie 1924 roku (Fot. z archiwum autorki)

Bolesław Zieliński uważał, iż nie może się prężnie rozwijać miasto, które jest odcięte od ważnej magistrali kolejowej, łączącej Warszawę ze wschodem. Z oburzeniem pisał o czasach rosyjskich zaniedbań w tym względzie: „Łuck był na czarnej liście. Zbyt silnie wyryła na nim swe piętno państwowość i kultura polska, zbyt potężnie śpiewały stare mury zamku i świątyń przeszłości, zbyt głęboko wryła się tradycja sławnych lepszych czasów w serca rodzin, zamieszkujących w Łucku od wieków – aby takie miasto nie miało paść ofiarą ostracyzmu carskiego. [...] Z szatańskim wprost wyrafinowaniem pozostawiono 15 km na uboczu miasto stare, silne jak na owe czasy, zamieszkałe i bogate”. Dopiero dzięki przypadkowi Łuck został połączony koleją z Kiwercami, a to za sprawą manewrów, które car Aleksander III zamierzał odbyć w okolicach miasta. W pośpiechu wybudowano więc bocznicę, która jednak niewiele zmieniła w położeniu miasta. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości właśnie prezydent Bolesław Zieliński stał się najbardziej gorliwym orędownikiem na rzecz połączenia koleją Łucka ze światem. Gdy w sierpniu 1924 roku miasto odwiedził Minister Kolei Żelaznych p. Tyszka, z inspiracji włodarza miasta do dostojnika państwowego udała się specjalna delegacja mieszkańców Łucka. Znaleźli się w niej proboszcz ks. Czyżewski, dyrektor Związku Ziemian doktor Adam Wojnicz, Abraham Gliklich i J. Barzach, czyli osoby ważne, członkowie rodzin od dawna zrośniętych z Łuckiem. Apelowali o połączenie Łucka ze Lwowem oraz niedopuszczenie do pominięcia miasta w projektowanej budowie linii kolejowej Katowice – Zamość – Włodzimierz – Równe. Interwencja okazała się skuteczna. Zadowolony projektodawca pisał: „nie minie rok, jak pierwszy pociąg z Łucka wjedzie w mury ukochanej „Leopolis semper fidelis”.

Z zamiłowania Bolesław Zieliński był także społecznikiem. Jako prezydent patronował wielu działającym na terenie Łucka organizacjom. Między innymi był członkiem Zarządu powołanego w 1921 roku Sokoła. Dobrze znał potrzeby organizacji i walczył o jej byt. Z charakterystycznym zacięciem publicysty apelował:

„Obecnie jedynem i najgłówniejszem dążeniem gniazda jest zdobycie swojej własnej sali i boiska, na którem mogłaby się skupiać cała praca sportowa. Tak sala jak i boisko, którego brak daje się dotkliwie odczuwać, mogłoby powstać bez wielkich trudności, gdyby społeczeństwo Łuckie chciało więcej zainteresować się prasą sokolą i uznać doniosłość wyrobienia fizycznego. Zarząd gniazda (...) ma nadzieję, że w krótkim czasie społeczeństwo Łuckie zechce przełamać swoją opieszałość w stosunku do Sokoła i stanie do pracy dla dobra ogólnej sprawy państwowej”. 

Staraniem Bolesława Zielińskiego ocalał ważny fragment historii Polski – budowanie w Łucku po latach narodowej niewoli zrębów Państwa Polskiego. Wraz z pracownikami łuckiego magistratu prezydent wydał dwie niezwykle cenne publikacje: „Łuck w świetle cyfr i faktów” (1925 r.) oraz album „Łuck w obrazach” (1926 r.), które stanowią kompendium wiedzy na temat powojennych losów miasta i jego mieszkańców.

Wydział Statystyczny Magistratu miasta Łucka. Stoją: prezydent dr Bolesław Zieliński i kierownik Wydziału Paweł Skorobogatow. Siedzą od lewej ku prawej kanceliści: Konstanty Czyhel, Zygmunt Florek, Władysław Szenhak i moja babcia Olimpia Martyńska (Fot. z archiwum autorki)

Książka „Łuck w świetle cyfr i faktów” jest prawdziwą skarbnicą wiedzy nie tylko na temat stolicy województwa wołyńskiego. Widać w niej charakterystyczną dla Bolesława Zielińskiego tendencję, by „związać Łuck z Macierzą”, widać radość i dumę z niepodległości, widać troskę, by obywatele wołyńscy dobrze znali swoje wskrzeszone po latach zaborów państwo. Rozpoczyna się od wiadomości dotyczących funkcjonowania Państwa Polskiego. Na początku publikacji umieszczono rozdział „Władze państwowe Rzeczypospolitej Polskiej”, w którym można znaleźć następujące informacje: nazwisko, datę wyboru oraz długość sprawowania kadencji prezydenta RP (fotografia prezydenta Stanisława Wojciechowskiego poprzedza treść książki), skład Prezydium Sejmu, wykaz alfabetyczny posłów z wyszczególnieniem stronnictw, skład komisji sejmowych, skład Prezydium Senatu i wykaz alfabetyczny senatorów, skład komisji senackich, skład ministerstw, a nawet wyszczególnienie znajdujących się w Warszawie przedstawicielstw dyplomatycznych wraz z ich adresami. W ramach poszczególnych ministerstw zamieszczono działające w Łucku instytucje państwowe wraz z adresami i dokładnymi wykazami pracowników z podziałem na wydziały i stanowiska. W rozdziale „Życie społeczne w mieście Łucku” w podobny sposób wymieniono towarzystwa społeczne, oświatowe i dobroczynne, związki i stronnictwa polityczne. Podano też adresy redakcji wydawanych w Łucku pism oraz nazwiska redaktorów naczelnych. Z kolei w dziale „Informacyjnym Miejskim” umieszczono wraz z adresami wykaz przedstawicieli wszystkich zawodów, poczynając od lekarzy, adwokatów i notariuszy, a kończąc na zajęciach dzisiaj tak egzotycznych jak akuszerki, bednarze czy mosiężnicy. Czytelnik bez trudu w razie potrzeby mógł zlokalizować, gdzie mieszczą się apteki, pralnie czy „nafty i smarów handle”, gdzie mają swoje zakłady usługowe fryzjerzy, fotografowie, krawcy, kowale, malarze, ogrodnicy, szewcy czy zegarmistrzowie. W Łucku, gdzie przewagę ludności stanowili Żydzi, najdłuższy wykaz nazwisk znajduje się oczywiście pod hasłem „kolonialne towary”. Świeże produkty spożywcze można było też nabyć w trakcie coczwartkowych jarmarków na Hnidawie bądź w halach targowych przy Kopernika. Wydawnictwo łuckiego Magistratu obejmuje niemal wszystkie dziedziny życia: od kupna i sprzedaży produktów spożywczych, odzieży i obuwia, naczyń, mebli, artykułów elektrotechnicznych, środków higieny, materiałów budowlanych, maszyn rolniczych, opału po przedmioty odpowiadające bardziej wyrafinowanym gustom jak książki, czasopisma i inne publikacje wydawane często przez cztery miejscowe drukarnie, przybory do pisania bądź instrumenty muzyczne. Kto szukał w mieście intelektualnej rozrywki, wiedział, gdzie działa Teatr Miejski im. Juliusza Słowackiego albo kina: „Czary” lub „Modern”, gdzie mieszczą się biblioteki. Kto chciał się spotkać w gronie przyjaciół, znał adresy cukierni na czele ze słynną cukiernią Rozaliniego przy Jagiellońskiej, oferującą wyborne słodycze, adresy restauracji, klubów, bilardów, kawiarni, herbaciarni i piwiarni. Na strudzonych biesiadowaniem lub wędrówką przechodniów czekali dorożkarze, w większości żydowscy lub ukraińscy, ale dla miłośników specjalnych nowinek przy ulicy Kościuszki i ulicy Dominikańskiej funkcjonował „rowerów wynajem”. Przyjezdny łatwo mógł znaleźć miejsce w „Grand-Hotelu”, „Brystolu”, „Krakowskim”, „Pasażu”, „Rzymskim”, „Wersalu” czy „Warszawskim” lub licznych domach noclegowych. Smaczne posiłki oferowały miejskie stołówki, z których większość była otwarta przy głównej ulicy miasta Jagiellońskiej. Prócz instytucji państwowych i samorządowych, placówek kulturalnych i oświatowych w Łucku działały inne zakłady pracy: trzy browary z doskonałym browarem Czecha Zemana na czele, dwie cegielnie, dwie chmielarnie, fabryka cukierków przy Sienkiewicza, cztery mleczarnie, fabryki: wód sodowych, mydła, oleju i świec, tartak. W książce każdy obywatel znajdzie też adresy „gmachów publicznych, rządowych i komunalnych”, poczynając od Urzędu Wojewódzkiego, poprzez sądy, szkoły, szpitale, koszary, okręgowe dyrekcje różnych instytucji, a skończywszy na Pałacu Biskupim, Seminarium Duchownym, Straży Ogniowej, Więzieniu czy Laboratorium na zamku Lubarta. Dzięki tak dokładnemu wykazowi adresów i ludzi w pamięci niemal dom po domu, ulica po ulicy można odbudować miasto i napełnić je mieszkańcami. Obrazu Łucka dopełnia poświęcony mu krótki rys historyczny i opis najważniejszych obiektów zabytkowych, wśród których za „osobliwości godne widzenia” autor uznał nie tylko słynny ze zjazdu monarchów zamek Lubarta i rzymskokatolickie oraz greckokatolickie kościoły i klasztory, ale także cerkwie, kenesę karaimską, synagogę żydowską oraz cmentarze różnych wyznań. Wspomina o pamiątkach już prawie zapomnianych; o ruinach kościoła ormiańskiego, kurhanie nad Głuszcem, który znajdował się w ogrodzie Urzędu Wojewódzkiego, oraz „Świętej Górze na posesji izraelity Warkowieckiego”. W wydanej przez łucki Magistrat pozycji jest też wykaz ulic wraz z powojennymi zmianami, przy czym widoczna jest wyraźnie tendencja do wprowadzania nazw ulic związanych z ważnymi wydarzeniami z historii Polski bądź słynnymi Polakami, i tak na przykład ulica Lubelska zamienia się w ulicę Unii Lubelskiej, ulica Kredytowa w ulicę Królowej Jadwigi, Wiejska w Matejki, Cicha w Marii Konopnickiej, Hoża w Słowackiego, a Piękna w Mickiewicza. Bez przesady można powiedzieć, że dzięki tej publikacji wychyla się z mroków historii dawne polskie miasto z charakterystyczną dla Kresów mozaiką kultur i narodów. Skreślone piórem Zielińskiego dwa artykuły „Praca samorządu miejskiego w Łucku w latach 1924 -1925” oraz „Starania Łucka o połączenie ze światem”, a także rozdział „Wyciąg ze statutu Miejskiej Kasy Oszczędności, Pocztowej Kasy Oszczędności oraz statuty podatkowe Magistratu miasta Łucka” to rozliczenie z działalności magistratu pod wodzą nowego prezydenta. 

Umieszczone w artykule zdjęcie ślubne Bolesława Zielińskiego zostało wykonane w Stanach Zjednoczonych. Wraz z repatriantami ze Lwowa zdjęcie trafiło do Polski. Otrzymałam zdjęcie dzięki życzliwości p. Haliny Rojek, której mąż p. Mieczysław Rojek zbierał stare fotografie. Może ktoś z dawnych mieszkańców Lwowa zna tę fotografię i rozpoznaje znajdujące się na niej osoby. Bardzo proszę o kontakt w tej sprawie: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Małgorzata Ziemska
Tekst ukazał się w nr 23–24 (195–196) za 20 grudnia 2013–16 stycznia 2014

 

Część II wspomnień

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.