-a A+

Generał chorąży Jurko Tiutiunnyk

Generał Tiutiunnyk urodził się 20 kwietnia 1891 roku we wsi Budyszcza koło Czerkas. Jego rodzina, podobnie jak wszystkie inne sąsiednie rodziny chłopskie, cierpiała niewyobrażalną biedę. Z ośmiorga rodzeństwa przyszłego generała przeżyło i osiągnęło wiek dorosły tylko czworo. Rodzina Tiutiunnyków nie była jednak zwyczajną chłopską rodziną tamtych czasów, a Jurko Tiutiunnyk nie był zwyczajnym wiejskim chłopakiem, jakich wielu. Jego babka była bowiem rodzoną siostrą Tarasa Szewczenki, a ten fakt nobilitował. Nobilitował, ale też zmuszał do wysiłku. Do zdobywania wiedzy, do nauki. Nawet wtedy, gdy wszystko dokoła zdawało się być temu przeciwne.

Na miejscu była tylko wiejska szkoła, którą Jurko ukończył i wydawało się, że jest to już koniec edukacji, na jaką pozwolił mu los dziecka z biednej rodziny chłopskiej. Stało się jednak inaczej.

W roku 1913 został wcielony do Armii Rosyjskiej, gdzie początkowo służył w 6 Batalionie Syberyjskim we Władywostoku, a gdy wybuchła I wojna światowa, już jako podoficer, przewieziony został wraz ze swoją jednostką na teren Polski. Podczas walk z nacierającą armią niemiecką, zostaje ranny niedaleko Łodzi w październiku 1914.

Dowództwo rosyjskie natychmiast poznało się na nadzwyczajnych uzdolnieniach wojskowych tego zdawałoby się zwyczajnego chłopaka z ukraińskiej wsi. Dyskusja wśród jego przełożonych dotyczyła tylko tego, czy już, w tej chwili powierzyć Tiutiunnykowi dowództwo 6 Batalionu Syberyjskiego, czy może lepiej umożliwić mu najpierw ukończenie oficjalnych studiów wojskowych. Wreszcie zdecydowano się na to drugie.

Po ukończeniu szkoły oficerskiej Tiutiunnyk wraca do służby czynnej, awansowany na dowódcę 6 Batalionu Syberyjskiego, aktualnie uwikłanego w ciężkie walki z Niemcami. Niedługo po powrocie zostaje ranny po raz drugi, a gdy zakończył leczenie, jako tak zwany ozdrowieniec, czyli po prostu żołnierz nie do końca jeszcze sprawny po ciężkim zranieniu, zostaje przeniesiony na stanowisko dowódcy 32 Batalionu Posiłkowego w Symferopolu na Krymie. Tam właśnie zastaje go Rewolucja Lutowa. Aleksander Kierenski, będący wtedy na Krymie i znający otaczające sławą opowieści o młodym ukraińskim oficerze, proponuje Tiutiunnykowi naczelne dowództwo okręgu Odessy, ale Tiutiunnyk mu odmawia. Tiutiunnyk nie widział dla siebie przyszłości związanej z Rządem Tymczasowym Rosji. Jemu się marzyła Wolna Ukraina. Przedostaje się więc do Kijowa, gdzie zostaje członkiem tworzącego się właśnie nowego rządu Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Na jesieni 1917 roku był inicjatorem powstania oddziału wojskowego, tak zwanych Wolnych Kozaków, który początkowo nieliczny, w roku 1918 rozbudował się do około dwudziestu tysięcy żołnierzy. Był to wyraz napływu ochotników ukraińskich, stawiających się do obrony kraju przed atakiem bolszewików. Najważniejsze zwycięstwa wojsk ukraińskich dotyczyły pobicia 8 Armii bolszewickiej oraz odbicia z ich rąk miast Kotowska i Chersonia.

W roku 1919 Tiutiunnyk połączył swoje siły z paramilitarnymi oddziałami atamana Matwieja Grigoriewa, zwanego też Nikiforem Grigoriewem (tak naprawdę Nyczypir Serwetnyk z Podola), gdzie rozdzielono funkcję w ten sposób, że Grigoriew został Głównodowodzącym, a Tiuttiunnyk – szefem sztabu połączonych wojsk. Zapoczątkowało to serię udanych walk z bolszewikami i wojskami armii Denikina.

Gdy pod koniec roku 1919 losy wojny odmieniły się i nad armią ukraińską zawisło widmo zagłady, na naradzie w Czartoryi dnia 4 grudnia 1919 dowództwo ukraińskie zdecydowało skończyć z działaniami polegającymi na otwartej walce z nieprzyjacielem i przejść do działań partyzanckich na tyłach bolszewików i armii Denikina. Powstały zgrupowania pod dowództwem generałów Jurko Tiutiunnyka i Mychajła Omelianowycza-Pawlenki. Ich działania, nazwane Pierwszym Pochodem Zimowym, trwały od 6 grudnia 1919 do 6 maja 1920 roku.

Działalność partyzancka zakończyła się z chwilą zdobycia Kijowa przez zespolone wojska polsko-ukraińskie.

Po początkowych sukcesach, kampania przeciwko bolszewikom zakończyła się dla wojska ukraińskiego katastrofą. Żołnierzy ukraińskich internowano w polskich obozach.

Internowani nigdy nie pogodzili się z myślą o przegranej, a sytuację na radzieckiej obecnie Ukrainie traktowali jako tymczasowość. Jakoż wieści nadchodzące z Ukrainy mówiły o wybuchających wszędzie buntach przeciwko władzy bolszewików, a liczebność antybolszewickich oddziałów partyzanckich oceniano na 40 000 ludzi. Na Ukrainie powstał Centralny Ukraiński Komitet Powstańczy, podporządkowujący sobie poszczególne oddziały zbrojne i łączący wysiłki narodu w celu pozbycia się niechcianego okupanta. Było oczywiste, że powstanie silna więź pomiędzy CUKP i Ukraińcami, przebywającymi w Polsce. I tak się stało.

Początkowo, po nieprzyjemnych doświadczeniach, jakie ich spotkały, Ukraińcy próbowali uzyskać pomoc nie od Polaków, a od Francuzów. W odpowiedzi na ukraińskie memorandum, szef francuskiej misji wojskowej w Polsce generał Niessel polecił Ukraińcom zwrócić się z propozycją współpracy do polskiego Sztabu Generalnego, sam oferując mediację pomiędzy obu stronami. Doszło wkrótce do ugody i Polacy zgodzili się na powstanie na terenie Polski ukraińskiego Sztabu Powstańczego, który miałby zająć się przygotowywaniem powstania antyradzieckiego na terytorium Ukrainy. Utrzymywanie i finansowanie tego sztabu, a także finansowanie jego działalności, miało być gwarantowane przez stronę polską. Polacy zobowiązali się ponadto, w przypadku wybuchu powstania na Ukrainie, wyekwipować, uzbroić i przetransportować na Ukrainę wszystkich ukraińskich żołnierzy internowanych w Polsce. Ukraińskim dowódcą całego przedsięwzięcia został generał chorąży Jurko Tiutiunnyk. Na jego wniosek władze polskie zgodziły się zwalniać z internowania wszystkich, żołnierzy i oficerów, wskazanych przez generała.

Dzięki tym umowom na terenie Polski powstał ukraiński Sztab Partyzancko-Powstańczy silnie połączony z istniejącym na Ukrainie CUKP. Z Ukrainy do generała Tiutiunnyka zaczęły nadchodzić liczne raporty, informujące go o sytuacji na Ukrainie, a także o liczebności oraz rozlokowaniu przebywających tam oddziałów Armii Czerwonej.

18 marca 1921 podpisano traktat ryski, co oznaczało oficjalne zakończenie działań wojennych z Rosją radziecką. Oficjalne, bo nieoficjalnie sytuacja na pograniczu polsko-radzieckim wcale nie była pokojowa.

W czerwcu 1921 SPP zostaje przeniesiony do Lwowa i podporządkowany V Ekspozyturze Oddziału II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego, którą dowodził major Kazimierz Florek.

Oficerem łącznikowym pomiędzy Polakami i Ukraińcami został porucznik Jerzy Kowalewski.

Trudno powiedzieć jak się to stało, ale bolszewicy mieli w środowisku polskim i ukraińskim swoich doskonale zakamuflowanych wywiadowców. Dzięki temu natychmiast byli informowani o wszystkich poczynaniach SPP i wykorzystywali to w gwałtownych notach protestacyjnych, oskarżających Polskę o finansowanie grup dywersyjnych, działających na terytorium Związku Radzieckiego oraz zwalnianie z internowania żołnierzy ukraińskich i przekazywanie ich dowództwu ukraińskiemu, które tworzy z nich te oddziały. Polacy oczywiście twierdzili, że to nieprawda, oskarżając z kolei Związek Radziecki o przerzucanie przez polską granicę uzbrojonych dywersantów i gromadzenie na polskiej granicy oddziałów wojskowych, składających się z wrogo do Polski nastawionych Ukraińców galicyjskich. Obie strony, zbiegiem okoliczności, mówiły jak najprawdziwszą prawdę i takim oto pokojem był ten Pokój Ryski.

Tymczasem w Polsce można było zaobserwować działania, mające na celu odebranie władzy Józefowi Piłsudskiemu przez jego opozycję polityczną. Już sam traktat ryski, w formie, w jakiej został podpisany, wymierzony był przeciwko polityce Marszałka.

17 marca 1921 przyjęto konstytucję stworzoną z myślą o maksymalnym ograniczeniu władzy Piłsudskiego. Chyba tylko dlatego, żeby nowa konstytucja nie weszła w życie, Sejm Ustawodawczy przedłużył swoją kadencje, a to powodowało, że nadal obowiązywała tak zwana „mała konstytucja”, przekazująca Piłsudskiemu stanowisko Naczelnika Państwa.

Pomimo tych zabiegów opozycja waliła do Piłsudskiego z coraz cięższych armat. Przepychanki na górze władzy nie mogły nie mieć wpływu na sytuację Ukraińców na terenie Polski, a także na sytuację samego SPP i pracę, jakiej ten sztab się podjął.

W połowie roku 1921 zakończono przygotowania do powstania. Generał Tiutiunnyk proponował, aby grupy, inicjujące antyradzieckie powstanie wyszły z Polski tuż po zakończeniu na Ukrainie żniw. Byłby to czas rekwizycji zboża przez władze bolszewickie, a więc czas, kiedy niechęć Ukraińców do owych władz osiągnęłaby poziom najwyższy.

I wtedy właśnie, gdy wszystko już było gotowe, Polacy zaczęli się z przedsięwzięcia wycofywać. Proponowali odstąpić od pomysłu powstania i zająć się tylko działaniami wywiadowczymi oraz okazjonalnymi wypadami dywersyjnymi. Przepadł ustalony uprzednio termin zakończenia żniw i to był pierwszy cios, jaki spadł na usiłujących przygotować powstanie na Ukrainie. Drugi cios, dużo gorszy, to masowe aresztowania członków CUKP oraz aresztowania i rozbrajanie ukraińskich oddziałów partyzanckich mających przyłączyć się do grup inicjatywnych, wychodzących z Polski, jakie rozpoczęły się na Ukrainie. Robota szpiegów bolszewickich przynosiła im teraz sukcesy.

Po prawie całkowitym rozbiciu CUKP i miejscowych oddziałów partyzanckich, szansa oddziałów inicjatywnych na rozpalenie w Ukrainie powstania narodowego spadła właściwie do zera.

Mimo to, generał Tiutiunnyk, wspierany przez wszystkich swoich podkomendnych, postanowił, bez oglądania się na konsekwencje, przeprowadzić planowany rajd na Ukrainę. Najlepszy termin, kiedy można było tego dokonać, minął już jednak bezpowrotnie.

Pod koniec października 1921 generał utworzył trzy grupy inicjatywne.
1. Besarabską, pod wodzą generała Andrija Hułyj-Hułenki.
2. Podolską, pod dowództwem podpułkownika Mychajło Palija, a po jego zranieniu podpułkownika Serhija Czorneho.
3. Wołyńską, której dowództwo objął sam generał Tiutiunnyk.

Wszystkie grupy razem liczyły około 1500 żołnierzy byle jak uzbrojonych, z nawet byle jak ubranych. Była to kompletna kompromitacja Wojska Polskiego, które przecież zobowiązało się ich wyposażyć i uzbroić.

Pierwsza ruszyła grupa podolska. Weszła na teren radzieckiej Ukrainy, przeszła pochodem około 1500 kilometrów i nie dokonawszy właściwie niczego, 6 grudnia wróciła się do Polski.

Grupa besarabska zastała na terytorium ZSRR oczekujące już na nią ogromne zgrupowanie radzieckiej kawalerii. Po kilku dosłownie dniach, grupa zmuszona została do powrotu.

4 listopada przekroczyła granicę grupa generała Tiutiunnyka. Była to grupa najliczniejsza i najsilniejsza. Liczyła nieco ponad 900 ludzi, ale około 100 z nich byli to urzędnicy administracji i personel przyszłego sztabu wojsk powstańczych, których generał wziął ze sobą, chcąc tworzyć na wyzwolonych terenach swój własny aparat administracji cywilnej i wojskowej. Przeciwko tej grupie bolszewicy rzucili całą dywizję kawalerii. Tiutiunnyk zajął miasto Korosteń, ale nie utrzymał się w nim długo. Zagrożony okrążeniem rozpoczął wycofywanie grupy. Pod miastem Bazar bolszewicy otoczyli Ukraińców i po zaciętej walce zniszczyli grupę wołyńską. Generałowi Tiutiunnykowi z niewielką ilością żołnierzy udało się przebić do Polski. Na miejscu potyczki poległo 500 Ukraińców. Około 400 dostało się do niewoli. Po wydzieleniu z nich grupy 80 przeznaczonych do składania zeznań, pozostałych jeńców bolszewicy rozstrzelali.

Ukraińskie wtargnięcie na teren radzieckiej Ukrainy i chęć rozbudzenia tam powstania narodowego, nazywane jest Drugim Pochodem Zimowym armii URL.

Klęska grupy Tiutiunnyka pod Bazarem nie tylko zniechęciła generała do idei oswobodzenia Ukrainy od bolszewików, ale równie skutecznie zniechęciła go do dalszej współpracy z Polakami. Całkiem zasadnie oskarżał Polaków o niewykorzystanie odpowiedniego momentu na rozpoczęcie akcji oraz o późniejsze, byle jakie wyposażenie wszystkich trzech grup inicjatywnych.

Od samego początku internowania w Polsce ukraińskich żołnierzy, władze bolszewickie zabiegały o ich powrót na Ukrainę. Głównie były to działania nieoficjalne. Prasa, ulotki, emisariusze wślizgujący się do obozów dla internowanych. Pomimo wielkich nakładów na tę akcję, rezultaty jej oceniane są na bardzo niewielkie ilość ukraińskich żołnierzy, którzy dali posłuch tym bolszewickim zabiegom. Wiadomym przecież było, że bolszewikom nie tyle chodzi o powrót żołnierzy na Ukrainę, ile o to, żeby nie przebywali oni w Polsce, gdzie zawsze mogą dać się zwerbować do następnych akcji przeciwko państwu radzieckiemu.

Dziwne, co stało się z generałem Tiutiunnykiem. To, czego wywiad bolszewicki nie mógł osiągnąć z ukraińskimi szeregowcami, udało mu się z ukraińskim generałem. Są autorzy, którzy twierdzą, że generał Tiutiunnyk został przez OGPU (INO) zwabiony na teren ZSRR. No może i zwabiony, ale generała przecież nikt nie porywał. W roku 1923 generał sam wyjechał do ZSRR. Nie oszukujmy się, że był to przecież nie Związek Radziecki, a TYLKO radziecka Ukraina.

Pomyślnie zakończona próba ściągnięcia na teren (niech będzie) radzieckiej Ukrainy jednego z najzacieklejszych wrogów Związku Radzieckiego, była oczywiście powodem do dumy wywiadu bolszewickiego. Generałowi po przyjeździe na Ukrainę nie tylko nie spadł jeden włos z głowy, co wszyscy mogli zobaczyć na własne oczy, ale został on wyróżniony zaszczytnym stanowiskiem wykładowcy na Akademii Czerwonych Dowódców w Charkowie, gdzie wykładał... taktykę walk partyzanckich!

Generał został też zaproszony przez znanego radzieckiego reżysera filmowego Aleksandra Dowżenkę do napisania scenariusza do filmu „Zwenigora”, gdzie generał grał dodatkowo samego siebie, czyli generała Jurkę Tiutiunnyka, ale tego złego, antyradzieckiego, jako że film był propagandówką wymierzoną w Symona Petlurę.

12 lutego 1929 generał Tiutiunnyk widocznie przestał już być potrzebny propagandzie radzieckiej, bo został aresztowany w Charkowie i przewieziony do Moskwy, gdzie czekał już na niego proces sądowy. Sąd „udowodnił” generałowi winę agitacji antyradzieckiej i skazał go na śmierć przez rozstrzelanie. Wyrok wykonano w Moskwie 20 października 1930 roku.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 9 (85), 15.05.2009

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.