Nikola Tesla - zapomniany geniusz

-a A+

Nikola Tesla (Fot. www.beembee.com)

Nikola Tesla - zapomniany geniusz

Obserwując sposoby nauczania historii we wszystkich państwach Europy, można zaobserwować dziwną prawidłowość, polegającą na nauczaniu dzieci historii wojen, podbojów, aneksji i innych przejawów państwowego bandytyzmu.

Spośród wszystkich, którzy mieli wpływ na historię świata, zna się wielkich zabijaków, dręczycieli i morderców, zaś najlepszy nawet władca, ale nieprowadzący choćby jednej wojny, wydaje się być kimś nieciekawym i szybko ulega zapomnieniu.

Raz po raz, historia znajduje sobie idola, super wodza, wokół działań którego rozkręca się szalenie krzykliwą kampanię propagandową. Na przykład, Aleksander Macedoński, którego jedynym wyczynem było to, że podbił ileś tam krajów i zniewolił ileś tam narodów.

W nowszych czasach mieliśmy Napoleona Bonaparte – „Boga wojny”! I znowu. Cały dorobek Napoleona polegał właściwie na ciągłych wojnach, podbojach, przemarszach i co tam jeszcze. W Polsce był czas, kiedy Napoleona ubóstwiano. Wiadomo za co. Za wywalczenie dla Polaków Księstwa Warszawskiego, które chociaż ułomne, pokurczliwe i nieposiadające nawet w swojej nazwie słowa Polska, było dla zrozpaczonych Polaków jednak czymś polskim, po wielu latach niewoli. Ten zachwyt nie pozwolił na powiedzenie choćby jednego słowa prawdy o rzekomym geniuszu Napoleona. A to był tylko doskonały taktyk. Na szczeblu operacyjnym już trafiały mu się grube błędy, a strategiem był żadnym! Nie wierzycie mi Państwo? To niech mi ktoś powie, po co Napoleon pchał się do Moskwy? Czyżby ten geniusz nie wiedział, że już od dawna stolica Rosji znajduje się w Petersburgu, a Moskwa stała się miastem niewiele znaczącym? Atak na Petersburg mógłby mu przynieść zdobycie miasta, ujęcie cara i wymuszenie na nim jakiegoś ważnego i przynoszącego Francji wielkie korzyści układu pokojowego, albo obalenie cara i wprowadzenie na rosyjski tron kogoś sprzyjającego sobie. A co mu dało zajęcie Moskwy? A to akurat wiemy bardzo dokładnie.

Co przyniosły światu wyczyny takich „geniuszy” jak Aleksander Macedoński, czy Napoleon? Ale to o nich wciąż od nowa uczy się dzieci w szkołach całego kontynentu. A czy któreś z tych dzieci wie, kim był i co zrobił dla świata Nikola Tesla?

Kim był Nikola Tesla?
Na słowo Tesla, każdy ze starszych Polaków od razu zaczyna opowiadać o bardzo fajnym czeskim radiu, jakie kiedyś było marzeniem wielu polskich rodzin, zaś młodzi Polacy nie wiedzą nawet i tego. A przecież codziennie, włączając światło, odkurzacz, telewizor, czy żelazko, korzystają z wynalazku genialnego Tesli. I chodzi tu nie o poszczególne przedmioty, które wymieniłem, a o energię elektryczną prądu zmiennego, jaka jest doprowadzana do naszych domów, włącznie z jej źródłem, czyli elektrownią i systemem przewodów, po których płynie ta energia.

Powszechność dostępu do energii elektrycznej zawdzięczamy Nikoli Tesli, Serbowi, urodzonemu 10 lipca 1856 w chorwackiej wsi Smiljan w rodzinie prawosławnego prezbitera. Niezły system szkolny, jaki panował w cesarstwie austriackim, do którego należała Chorwacja spowodował, że nadzwyczaj uzdolniony Nikola, mógł otrzymać stypendium i odbyć studia inżynierskie na politechnice w Graz’u, a potem Uniwersytecie w czeskiej Pradze. Jeden z jego profesorów pomógł mu uzyskać pracę w amerykańskiej firmie telefonicznej w Budapeszcie, skąd poprzez Francję, z listem polecającym do słynnego Thomasa Edisona, udał się do Ameryki.

Nikola Tesla i Thomas Edison (Fot. www.listal.com/www.nps.gov)

Każdy, kto poznał Teslę, był pod wrażeniem jego niesamowitej osobowości. Ten chłopak, urodzony na chorwackiej wsi, był nadzwyczajnie uzdolniony. Mając 12 lat znał już na pamięć tablice logarytmiczne. Wykonywał w pamięci nawet bardzo skomplikowane obliczenia. Miał dar oceny wielkości i pojemności obserwowanych przedmiotów i z daleka, „na oko”, podawał te wymiary z dokładnością do jednej dziesiątej milimetra. Sam nie wiedząc kiedy, nauczył się sześciu języków, którymi władał swobodnie. Podczas studiów uczył się po 20 godzin na dobę bez jakiegokolwiek złego wpływu na własne zdrowie. Jego profesorowie dość szybko dochodzili do wniosku, że ten student jest od nich dużo, dużo lepszy.

Edison kontra Tesla
W Stanach Zjednoczonych doszło do spotkania biednego emigranta Tesli i bardzo już bogatego i znanego wynalazcy Edisona. Było to spotkanie ludzi tak od siebie różnych, jak tylko jest to w ogóle możliwe. Edison – to typowy samouk, który nigdy długo nie chodził do szkoły, bo albo z niej uciekał, albo go z niej wyrzucano. Pomimo wszystkich sukcesów, jakie osiągnął, człowiek raczej prostacki. Tesla – to inteligentny i wykształcony w Europie artysta i wizjoner. Tesla bardzo szanował Edisona, natomiast Edison potraktował Teslę lekceważąco. Zatrudnił Teslę, zlecając mu udoskonalenie generatorów prądu stałego w celu podniesienia ich wydajności, a już sam Tesla, dodatkowo, obiecał usprawnić silnik Edisona, podnosząc jego sprawność o 25%. Edison zgodził się, choć twierdził, że silnikowi nie potrzeba żadnych poprawek. (Potem się okazało, że Tesla jednak ten silnik usprawnił). Jako wynagrodzenie Edison obiecał Tesli 50 000 dolarów, ale kiedy Tesla wywiązał się z powierzonej mu pracy, Edison nie tylko nie wypłacił mu obiecanej sumy, ale wręcz wyśmiał Teslę, twierdząc, że nie zna się na amerykańskim humorze, bo obiecane wynagrodzenie było przecież tylko żartem.

Współpraca Tesli z Edisonem trwała tylko kilka miesięcy, po czym obaj panowie rozeszli się ze sobą na zawsze. Musiało tak się stać. Edison wszystkie swoje wynalazki oparł na prądzie stałym i natury prądu zmiennego zdawał się nie rozumieć. Tesla natomiast miał wizję cywilizacji, opartej o prąd zmienny.

Po odejściu od Edisona, Tesla z pomocą finansistów, wierzących w tę nową możliwość energii elektrycznej, utworzył własną firmę, która zaczęła osiągać coraz większe powodzenie. Pozycja Edisona, niekwestionowanego dotąd geniusza Ameryki, została poważnie zachwiana, a dokonał tego jakiś nikomu nieznany Serb z jakiegoś nieznanego i zapewne dzikiego kraju. Tak to musiał widzieć Edison, sądząc po jego reakcji na rosnące coraz bardziej znaczenie Tesli.

Edison rozpoczął bowiem działania propagandowe, mające zniechęcić wszystkich do wykorzystywania prądu zmiennego twierdząc, że jest on śmiertelnie niebezpieczny. W tym celu zaczął urządzać spektakle, na których uśmiercał prądem zmiennym najrozmaitsze zwierzęta. Psy, koty, konie, a nawet podobno, słonia, zakupionego w cyrku. Jakby mu tego było mało, Edison opracował pomysł krzesła elektrycznego do wykonywania egzekucji zbrodniarzy, skazanych na karę śmierci. Tak jest, proszę Państwa. Krzesło elektryczne zostało wymyślone przez Edisona. Powstało, jako wyraz walki pomiędzy Edisonem i Teslą. Miało pokazywać każdemu, że prąd zmienny zabija. Pierwszy skazaniec zginął na krześle elektrycznym 6 sierpnia 1890 roku.

Na to odpowiedział Tesla podczas pokazu w roku 1893, kiedy to w obecności 4000 świadków przepuszczał bezkarnie przez swoje ciało prąd zmienny o napięciu ponad miliona wolt! Taki prąd przepływa tylko po naskórku człowieka, nie wnika do tkanek i nie niszczy ich.

Nikola Tesla w pracowni (Fot. quantumaniac.tumblr.com)

Pierwsza na świecie elektrownia wodna
W roku 1895 ruszyła przy Wodospadzie Niagara pierwsza na świecie elektrownia wodna, zaprojektowana przez Teslę. Produkowała ona prąd zmienny, przesyłany na odległość 42 kilometrów do miasta Buffalo. Takiego wyczynu nie mogła dokonać żadna elektrownia prądu stałego. Ten prąd ma bowiem dziwną cechę. Nie daje się przesyłać na dalekie odległości, po drodze grzęznąc niejako w drutach przesyłowych. Nowa elektrownia wodna prądu zmiennego i jej możliwości przesyłowe, to już był koniec Edisona. Został zmuszony do przejścia we wszystkich swoich elektrowniach z produkcji prądu stałego, na zmienny.

Pomimo tak spektakularnych zwycięstw, Tesla jednak nie nadawał się do życia w warunkach żarłocznego kapitalizmu amerykańskiego. To był człowiek z innego świata. Niesłychanie wrażliwy, pełen dziwactw, wciąż zapatrzony w swoje wizje i dlatego wciąż nieuważny w życiu prywatnym. Łatwowierny, dobrze nadawał się na ofiarę dla chamów i brutali, których wtedy było pełno w Ameryce. Często nie pamiętał o konieczności opatentowania swoich wynalazków. Oszukiwany był przeto na każdym kroku. Wciąż albo zarabiał krocie, albo zostawał oszwabiony do imentu przez swoich jakoby najbliższych przyjaciół i znajomych. 

Wielki uczony i dziwak jednocześnie
Ciągłe przesilenie umysłowe, jakiemu podlegał, manifestowało się całą gamą natręctw i maniactw, które gnębiły go właściwie aż do śmierci. Zanim cokolwiek zjadł, lub wypił, musiał obliczyć pojemność talerza, filiżanek i poszczególnych dań. Przed jedzeniem, jakoby w calach higienicznych, wycierał wszystkie sztućce papierowymi serwetkami i tych serwetek musiało być dokładnie 18, ale w swoim mieszkaniu mieszkał razem z kurami. Nikomu nie podawał ręki, bojąc się przeniesienia tą drogą jakiejś infekcji. Nie mógł patrzeć na kobiety, noszące perły, brzydził się dotknięcia do czyichś włosów. Miał przymus liczenia schodów. Denerwowało go skrzypienie łóżka, więc opracował w nim cały system amortyzatorów, likwidujących ten odgłos. Cierpiał na silny nadsłuch i twierdził, że słyszy przykry hałas, jaki wydaje mucha podczas lądownia. Wolne chwile najchętniej spędzał w parku, gdzie karmił gołębie, rozmawiając z nimi całymi godzinami.

Tesla opatentował 1200 wynalazków, a mówi się, że przynajmniej drugie tyle nigdy nawet nie opublikował, pozostawiając je w stanie niedokończonych eksperymentów. Ludzie często nie rozumieli pomysłów Tesli, uważając je za objaw jego wariactwa. Niektóre, teraz dopiero stają się zrozumiałe i możliwe do realizacji.

W roku 1899 Tesla zbudował gigantyczną cewkę indukcyjną i przeprowadzał na niej szereg prób w Colorado Springs. Doświadczenia miały na celu badanie możliwości przekazywania energii elektrycznej bezprzewodowo, podobnie, jak to się dzieje z falami radiowymi. Próby trwały tak długo, aż doszło do spalenia dynama elektrowni w El Paso. Świadkowie opowiadali, że ze szczytu wysokiego masztu, jaki zbudował Tesla, biły w niebo niebieskie błyskawice długości kilkudziesięciu metrów, a w promieniu kilkunastu kilometrów od miejsca eksperymentu wystarczyło wetknąć w ziemię żarówkę, by natychmiast zapalała się, jakby została normalnie podłączona do prądu!

Po powrocie do Nowego Jorku, Tesla ogłosił, że jest w stanie zbudować system przekazywania energii elektrycznej do każdego zakątka ziemi, bez żadnych przewodów. Jak twierdził, każdy może mieć teraz dowolną ilość prądu wystarczy, że wbije w ziemię żelazny pręt!

Labolatorium Wardenclyffe (Fot. www.allabouttesla.com)

Tesla zainteresował swoim pomysłem magnata finansowego Johna Morgana, który zdecydował się sfinansować realizację pomysłu Tesli. Morgan wypłacił na ten cel 150 000 dolarów, a Tesla wybrał miejsce niedaleko Shoreham na Long Island, gdzie miała powstać pierwsza stacja przekaźnikowa. Miejscu temu nadano nazwę Wardenclyffe. Z całej stacji, najważniejszym elementem była wieża zaprojektowana przez Teslę. Stalowa, kratownicowa, wysokości 56 metrów, zwieńczona na szczycie stalową kopułą, utwierdzona w ziemi szesnastoma stalowymi rurami do głębokości 70 metrów! Pod wieżą wykopano szyb głębokości 30 metrów! Jak miała działać wieża, wiedział tylko Tesla. Wardenclyffe miało być miejscem, skąd po raz pierwszy popłynie na świat darmowa energia. Tesla ostro wziął się do budowy stacji i wieży.

Do Johna Morgana zgłosił się jeden z jego finansowych doradców i powiedział mu, że nie bardzo rozumie dlaczego Morgan finansuje to przedsięwzięcie. Jego banki kontrolują przecież prawie cały amerykański handel miedzią, z której wytwarza się przewody elektryczne. Jeśli więc urządzenie Tesli zadziała, miedziane przewody elektryczne staną się zbędne i handel miedzią upadnie, a John Morgan pozbawiony zostanie swych krociowych dochodów. Po tej rozmowie, Morgan od razu przestał finansować budowę Wardenclyffe! Niedokończona Wardenclyffe upadła, Tesli pozostało gorzkie rozczarowanie, a nam, płacenie słonych rachunków za prąd.

Właśnie z powodu niezapłaconych rachunków Tesli odebrano Wardenclyffe: stację, wieżę i urządzenia. Stalową wieżę ostatecznie wysadzono w powietrze w roku 1917, argumentując dość głupio, że jest ona punktem orientacyjnym dla niemieckich U-bootów. Istniejący pod wieżą 30 metrowy szyb służył przez lata jako śmietnik toksycznych odpadów chemicznych. Następny, niesamowity pomysł Tesli, to samochód napędzany silnikiem elektrycznym, ale silnikiem niepodłączonym do żadnego, zrozumiałego dla ludzi źródła prądu! 

Silnik samochodu, który jeździł na niewiadomo czym
W roku 1931 Tesla wybrał do testowania luksusowy samochód osobowy marki Pierce-Arrow, produkowany przez fabrykę samochodów w Buffalo. W fabryce wymontowano z samochodu standardowy silnik spalinowy i zastąpiono go silnikiem elektrycznym o mocy 80 koni mechanicznych. Przewody zasilające motoru elektrycznego, miały zwisać niepodłączone. Przyjechał Tesla, obejrzał nowy silnik samochodu, a potem poszedł do sklepu radiotechnicznego i kupił tam 12 lamp radiowych, trochę przewodów elektrycznych i jakichś oporników. W niedużym pudełku umieścił obwód, zmontowany przez siebie z tych elementów.

Z pudełka wystawała długa na prawie dwa metry antena i jakieś dwa niewielkie bolce. Tesla położył pudełko na przednim siedzeniu samochodu i podłączył ja przewodami z silnikiem. Następnie usiadł na miejscu kierowcy, wcisnął oba bolce do wewnątrz pudełka, powiedział – „No to mamy moc” – i ku osłupieniu wszystkich... pojechał! Jeździł tak przez okrągły tydzień właściwie nie wiadomo, na czym. Samochód potrafił rozwijać szybkość nawet do 145 kilometrów na godzinę! 

Tesla nigdy nie wyjaśnił, na jakiej zasadzie działał jego silnik. Zdenerwowany na dziennikarzy za to, że zaczęli przedstawiać go jako czarownika, sprzedającego duszę diabłu, rozmontował zasilanie samochodu i już nigdy nie wrócił do tego tematu, zabierając ze sobą do grobu tajemnicę samochodu jeżdżącego... no właśnie! – Na czym?

Pomnik Nikoli Tesli w Niagara Falls State Park (Fot. eo.wikipedia.org)

Gdyby ktoś chciał opisać wszystkie wynalazki, których autorem był Nikola Tesla, musiałby napisać książkę. Przedstawiłem zaledwie maleńki wycinek jego działalności, chcąc przypomnieć Państwu człowieka, któremu wszyscy, dosłownie wszyscy ludzie na świecie, winni jesteśmy wdzięczność. Przecież nasza cywilizacja, to w rzeczy samej, cywilizacja Nikola Tesli.

Pod koniec życia, Tesla zaczął izolować się od ludzi. Nigdy się nie ożenił. Mieszkał samotnie w hotelach, ale wyrzucano go z tych hoteli, bo nie miał czym płacić rachunków i karmił ptaki w swoich pokojach. Staremu i zdziwaczałemu Tesli pomógł rząd Jugosławii, przyznając mu dożywotnią rentę w wysokości 7200 dolarów rocznie. 

Tesla zmarł 8 stycznia 1943 roku. Natychmiast po jego śmierci do pokoju, gdzie umarł, wpadło amerykańskie FBI, zajmując wszystkie dokumenty i notatki. Fizycy, na cześć genialnego konstruktora, jednostkę indukcji magnetycznej nazwali – tesla.

Każdy, kto poznał Teslę, był pod wrażeniem jego niesamowitej osobowości. Ten chłopak, urodzony na chorwackiej wsi, był nadzwyczajnie uzdolniony. Mając 12 lat znał już na pamięć tablice logarytmiczne. Wykonywał w pamięci nawet bardzo skomplikowane obliczenia. Miał dar oceny wielkości i pojemności obserwowanych przedmiotów i z daleka, „na oko”, podawał te wymiary z dokładnością do jednej dziesiątej milimetra. Sam nie wiedząc kiedy, nauczył się sześciu języków, którymi władał swobodnie. Podczas studiów uczył się po 20 godzin na dobę bez jakiegokolwiek złego wpływu na własne zdrowie. Jego profesorowie dość szybko dochodzili do wniosku, że ten student jest od nich dużo, dużo lepszy.

Ciągłe przesilenie umysłowe, jakiemu podlegał, manifestowało się całą gamą natręctw i maniactw, które gnębiły go aż do śmierci. Zanim cokolwiek zjadł, lub wypił, musiał obliczyć pojemność talerza, filiżanek i poszczególnych dań. Przed jedzeniem, wycierał wszystkie sztućce papierowymi serwetkami i tych serwetek musiało być dokładnie 18, ale w swoim mieszkaniu mieszkał razem z kurami. Nikomu nie podawał ręki, bojąc się przeniesienia tą drogą jakiejś infekcji. Nie mógł patrzeć na kobiety, noszące perły, brzydził się dotknięcia do czyichś włosów. Miał przymus liczenia schodów. Denerwowało go skrzypienie łóżka, więc opracował w nim cały system amortyzatorów, likwidujących ten odgłos. Cierpiał na silny nadsłuch i twierdził, że słyszy przykry hałas, jaki wydaje mucha podczas lądownia. Wolne chwile najchętniej spędzał w parku, gdzie karmił gołębie, rozmawiając z nimi całymi godzinami.

Tesla opatentował 1200 wynalazków, a mówi się, że przynajmniej drugie tyle nigdy nawet nie opublikował, pozostawiając je w stanie niedokończonych eksperymentów. Ludzie często nie rozumieli pomysłów Tesli, uważając je za objaw jego wariactwa. Niektóre, teraz dopiero stają się zrozumiałe i możliwe do realizacji.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 17 (117) 17 – 29 września 2010

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.