Niestereotypowy kawaler Virtuti Militari

-a A+

Wikipedia, wolna encyklopedia, podaje następującą definicję stereotypu: stereotyp (z gr. stereos – „przestrzenny”, typos – „wzorzec”, „odcisk”) – konstrukcja myślowa, zawierająca komponent poznawczy (zwykle uproszczony), emocjonalny i behawioralny (związany z zachowaniem), zawierająca pewne fałszywe przeświadczenie, dotyczące różnych zjawisk, w tym innych grup społecznych. Stereotyp przyjęty może być przez jednostkę w wyniku własnych obserwacji, przejmowania poglądów innych osób, wzorców przekazywanych przez społeczeństwo, może być także wynikiem procesów emocjonalnych (np. przeniesienia agresji). Stereotypy mogą być negatywne, neutralne lub pozytywne, chociaż najczęściej spotykamy się z wyobrażeniami negatywnymi. Stereotyp jest przekonaniem zbiorowym, tzn. jest to przekonanie żywione przez pewną grupę ludzi...

Czasami niezwykle trudno przychodzi nam uzmysłowienie sobie, że posługujemy się stereotypami. Na pewno nie pomogą nam w tym rozmowy, prowadzone w naszym własnym środowisku, bo te raczej tylko umocnią nas w stereotypie. Stereotyp, jak mówi encyklopedia, jest przekonaniem zbiorowym, a więc dopiero wyjście poza nasze środowisko może stworzyć pozycję, z której stereotyp zacznie być przez nas wyraźnie dostrzegany. Dobrze jest też zapoznać się z jakimś przykładem łamania stereotypu. Może to być rzucona przez kogoś idea, lub czyjeś działanie tak odbiegające od przyjętej normy, że aż oburzające, lub choćby tylko niepokojące i zastanawiające.

Chciałbym dzisiaj przedstawić Państwu człowieka bardzo nietypowego. Łamiącego swoim postępowaniem niejeden stereotyp. Człowieka, który całym swoim życiem poświadczał bardzo ważną życiową prawdę, która mówi, że pomimo zmiennych losów wojny, pomimo brutalnych czasami nacisków, można zachować swoje człowieczeństwo, zwyciężać pokusy pójścia na łatwiznę i omijać pułapki, zastawiane przez los.

Będzie to opowieść o zawodowym żołnierzu, który zmieniał armie i mundury, ale zawsze pozostawał tym, kim był. Ukraińskim patriotą. Czy wśród Państwa znajdzie się ktoś, komu nasza opowieść pozwoli na złamanie swojego dotychczasowego stereotypu?

Pawło Szandruk, bo o nim mowa, urodził się 28 lutego 1889 r. na Wołyniu we wsi Borsuki. Po ukończeniu gimnazjum w Ostrogu studiował na Niżeńskim Instytucie Filologicznym, w roku 1911 ukończył Instytut imienia Księcia Bezborodki, a w roku 1913 – Aleksandryjską Szkołę Wojskową w Moskwie.

Brał udział w pierwszej wojnie światowej w randze sztabskapitana. Po rewolucji lutowej, pułk przez niego dowodzony przekształcił się z typowego pułku armii rosyjskiej w pułk o wyraźnym już charakterze ukraińskim.

W miesiąc po rewolucji październikowej, biorąc na serio gadanie Lenina o prawie narodów do samostanowienia, utworzono Ukraińską Republikę Ludową, obejmującą tereny dawniejszych guberni rosyjskich: kijowskiej, podolskiej, wołyńskiej, czernihowskiej, połtawskiej, charkowskiej, katerynosławskiej, chersońskiej i taurydzkiej. Widząc, że Ukraińcy zupełnie nie znają się na żartach, Lenin wysyła przeciwko tworzącej się URL wojska bolszewickie. Dochodzi do pierwszej wojny ukraińsko-bolszewickiej.

Pawło Szandruk walczył z bolszewikami początkowo jako dowódca pociągu pancernego i oddziału samochodów pancernych. Następnie dowodził 9 pułkiem piechoty w 3 Dywizji Żelaznej armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, która zwała się Armią Czynną.

20 marca 1920 r. Pawło Szandruk objął dowództwo 4. Brygady Strzelców, uformowanej właśnie w okolicach Kamieńca Podolskiego.

Po zawarciu pomiędzy URL i Polską tak zwanej Umowy Warszawskiej (21 kwietnia 1920), dowodzona przez Szandruka brygada wraz z Wojskiem Polskim atakowała i zdobyła Kijów. Następnie broniła Galicji w walkach pod Sidorowem i Niżniowem. W październiku 1920 na Podolu, brygada zakończyła kampanię przeciwko bolszewikom zdobyciem Mohylowa i Szarogrodu. Szandruk w roku 1920 otrzymał stopień generała-chorążego.

W wyniku postanowień pokoju ryskiego został w listopadzie 1920 roku internowany w obozie w Szczypiornie. Wraz z nim, na terytorium Polski znalazło się wtedy około 40 tysięcy żołnierzy i cywilów ukraińskich, około 4 tysiące oficerów, a wśród nich – ponad 60 generałów.

Rząd URL i Rada Republiki na swoją rezydencję zajęły hotel Bristol w Tarnowie. Kilka miesięcy później, 15 maja 1921 roku, podczas wizyty w obozie w Szczypiornie, Józef Piłsudski, stojąc przed frontem internowanych żołnierzy ukraińskich, powiedział: „Ja was przepraszam, panowie, ja was bardzo przepraszam – to miało być zupełnie inaczej”. Jakoż Józef Piłsudski miał za co przepraszać.

Polsko-sowieckie rokowania pokojowe rozpoczęto już w sierpniu 1920 roku w Mińsku. Jesienią 1920 rozmowy przeniesione zostały do Rygi. Delegacja polska na rozmowy z bolszewikami była bardzo dziwnym przedstawicielstwem Polski. Chwilami zdawało się, że jest ona emocjonalnie bardziej związana ze sprawami Rosji Sowieckiej, niż Polski. Już na samym wstępie rozmów, delegacja polska zgodziła się na uznanie marionetkowej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, powołanej przez bolszewików w Charkowie. Było to zaskakujące dla wszystkich, wycofanie się strony polskiej z dotychczasowego uznania dla Ukraińskiej Republiki Ludowej. W dalszych rozmowach pokojowych pomiędzy Polską, Rosją Sowiecką i Ukrainą, Ukrainę (a właściwie USRR) reprezentować miała delegacja bolszewicka. Jaka to była reprezentacja Ukrainy, najlepiej świadczy fakt, że ukraińskie dokumenty tej delegacji sporządzał w języku ukraińskim pan Leon Wasilewski, przedstawiciel delegacji polskiej, bo owi „Ukraińcy” tego nie potrafili.

Pan Wasilewski nic takiego robić nie musiał. Dlaczego, więc wysługiwał się delegacji bolszewickiej? Kto wysłał tego pana na rozmowy z bolszewikami? Pan Leon Wasilewski to ojciec Wandy Wasilewskiej, a więc trudno się dziwić późniejszemu postępowaniu Wandy, wychowanej przez takiego ojca.

Pan Wasilewski „robił więc za Ukraińca”, a prawdziwy Ukrainiec, przedstawiciel Rady Republiki URL, poseł Kedrowski, mógł się tylko obradom przysłuchiwać. Jego alarmujące raporty, wysyłane do rządu URL, były przez ten rząd początkowo uważane za jakieś kolosalne nieporozumienie.

Wyznaczenie granicy pomiędzy Polską i Rosją Sowiecką to był już chyba szczyt, ale nie bardzo potrafię powiedzieć czego. Nonszalancji?

Polska delegacja, rezygnując z tak zwanej Linii Cziczerina, jaką jej proponowano, lekką rączką oddała Rosji Sowieckiej pas terytoriów o szerokości około 150 kilometrów wzdłuż całej późniejszej granicy polsko-sowieckiej. Za swój wielki sukces delegacja polska uważała zobowiązanie się Rosji Sowieckiej do wypłacenia Polsce odszkodowania w ilości 30 milionów rubli w złocie. Obietnicami przyspieszenia wypłaty tej sumy, Rosja jeszcze przez wiele lat załatwiała sobie w Polsce rozmaite sprawy, po czym tej sumy do dzisiaj nie wypłaciła. Wielce udaną mieliśmy wtedy delegację. Po prostu dobraną w korcu maku.

Józef Piłsudski przeprosił ukraińskich sojuszników, bo nie mógł wtedy dla nich zrobić niczego więcej. Zrobi więcej dopiero po tak zwanym przewrocie majowym. Pokonawszy opozycję, Piłsudski zniesie stan internowania żołnierzy ukraińskich. Ukraińcy dostaną paszporty. Staną się ludźmi całkowicie wolnymi. Ale na razie siedzieli jeszcze w obozach, w warunkach tak przeraźliwej biedy, jaką można cierpieć, tylko będąc internowanym w kraju, w którym panuje straszliwa powojenna bieda.

Z zachowanych wspomnień Szandruka: „Mundury naszych ludzi były w łachmanach. Niektórzy oficerowie nie mogli wstawać z łóżek, gdyż nie mieli już niczego, co mogliby na siebie założyć”. Ale nie można się było w takich jego wypowiedziach doszukiwać pretensji pod adresem oficjalnych władz polskich. To było po prostu stwierdzeniem faktu. Gorzej znosiło się odzywki niektórych wysoko postawionych polskich ważniaków. Generał hrabia Szeptycki (rodzony brat grekokatolickiego metropolity Andrija Szeptyckiego – przyp. red.), szef sztabu generalnego, powiedział ponoć ukraińskiemu generałowi i ministrowi emigracyjnego rządu URL Wołodymirowi Salskiemu: „Wynoście się z Polski, wy szmaciarze”.

„Wielkie rody! Wielkie rody!” – Kto tak kiedyś z przyganą powiadał w Rzeczypospolitej? Czy aby nie hetman Stefan Czarniecki?

„Szmaciarze” nie dość, że lojalnie walczyli wraz z Wojskiem Polskim w trakcie wojny bolszewickiej, to jeszcze brali udział w powstaniach śląskich, już jako internowani w Polsce. Bez rozkazu. Na ochotnika. Pan generał Szeptycki nic o tym nie wiedział? Dziwne. Zawsze uchodził za jakoby specjalistę od spraw śląskich.

Zachowała się relacja chorążego Arkadiusza Żylińskiego z byłej 1. Dywizji Zaporoskiej, jak to 6 maja 1921 roku wraz z kolegami opuścił obóz internowania w Wadowicach, by udać się do powstańców śląskich. Tam wraz z innymi Ukraińcami walczył o miasto Bytom. zdobywając na Niemcach dworzec kolejowy w Bytomiu i hutę Laura. Później, ukraińscy powstańcy śląscy zapraszani byli do Belwederu na uroczystości rocznicowe wraz z delegacjami Związku Powstańców Górnośląskich.

Różnie układały się losy internowanych. Pracowali w fabrykach, kopalniach, otwierali prywatne warsztaty rzemieślnicze, żenili się z Polkami i zakładali rodziny. Pawło Szandruk, podobnie jak kilkudziesięciu jeszcze oficerów ukraińskich, wybrał służbę w Wojsku Polskim.

Pomimo tego, że osobiście nigdy nie był wielkim entuzjastą sojuszu polsko-ukraińskiego i miał do takiego sojuszu stosunek, powiedziałbym, praktyczny, Pawło Szandruk został oficerem kontraktowym Wojska Polskiego, zweryfikowanym w stopniu majora. Rozpoczął też bardzo intensywne studia wojskowe oraz pracę naukową, poświęconą sprawom wojskowości. Wraz z generałem Wiktorem Kuszczem wydawał ukraińskie naukowe pismo wojskowe „Tabor”.

Zamieszczał swoje artykuły w „Bellonie” i „Przeglądzie Wojskowym”. Współpracował z Wojskowym Biurem Historycznym, Wojskowym Instytutem Naukowo-Wydawniczym, Instytutem Badania Najnowszej Historii Polski. W 1933 r. opublikował pracę pod tytułem „Wojna ukraińsko-rosyjska 1920 roku w dokumentach”. Był współautorem „Encyklopedii Wojskowej”.

W roku 1938, w randze podpułkownika, ukończył Wyższą Szkołę Wojenną. Został też wyznaczony na tajnego szefa Sztabu URL, który na wypadek wojny z ZSRR miał utworzyć nową armię ukraińską. Kampanię wrześniową 1939 rozpoczął Szandruk w stopniu pułkownika dyplomowanego. Dowodził 29 Brygadą Piechoty, wchodzącą w skład Frontu Północnego generała Stefana Dęba-Biernackiego.

23 września 1939 r., w trakcie tak zwanej drugiej bitwy pod Tomaszowem Lubelskim, pułkownik Szandruk uratował swoją brygadę przed zniszczeniem w niemieckiej pułapce. Po wojnie zostanie za to odznaczony krzyżem Virtuti Militari.

Po kapitulacji, jako ciężko ranny, został przez Niemców zwolniony z niewoli i po wyleczeniu się, po kilkakrotnych aresztowaniach przez gestapo, zamelinował się w Skierniewicach, gdzie miał znajomości jeszcze z przed wojny. W Skierniewicach dostał posadę kierownika kina miejskiego.

Na wiosnę roku 1943 Niemcy proponowali mu objęcie funkcji szefa sztabu Dywizji SS-Galizien. Szandruk im jednak odmówił.

W grudniu 1944 na prośbę prezydenta URL na emigracji Andrija Liwickiego, Pawło Szandruk bierze udział w rozmowach z generałem Ernstem Köstringiem, po których to rozmowach zgodził się zostać przewodniczącym Ukraińskiego Komitetu Narodowego i dowódcą Ukraińskiej Armii Narodowej. Wobec widocznego już upadku III Rzeszy Ukraiński Komitet Narodowy i Ukraińska Armia Narodowa miały służyć tylko jednemu celowi. Wydobyciu z różnych jednostek wojskowych i obozów pracy przymusowej jak największej ilości Ukraińców. Miały stać się dla nich kołem ratunkowym w totalnym bałaganie, jaki zalewał ginącą już III Rzeszę.

Pod koniec lutego 1945 roku Niemcy przyjęli warunki, jakie postawił im Pawło Szandruk i 15 marca 1945 w gmachu Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Berlinie sekretarz stanu Rzeszy Adolf Steengracht wręczył Szandrukowi akt uznania Ukraińskiego Komitetu Narodowego.

17 marca odbyło się, jedyne zresztą, posiedzenie utworzonego właśnie Komitetu. Komitet ogłosił objęcie wszystkich obywateli Ukrainy w Niemczech opieką prawną, powołanie Ukraińskiej Armii Narodowej, awansowanie Pawła Szandruka do stopnia generała-porucznika armii ukraińskiej oraz oddanie Ukraińskiej Armii Narodowej pod jego dowództwo. Komitet przekazał generałowi Szandrukowi, jako przewodniczącemu Komitetu i naczelnemu dowódcy UAN, wszystkie swoje pełnomocnictwa. Od tej chwili generał Szandruk rozpoczął wydobywanie jednostek ukraińskich spod dowództwa niemieckiego i tworzenie z nich Ukraińskiej Armii Narodowej. Najlepiej zapoznajmy się ze wspomnieniami generała, gdzie opisuje swoje pierwsze zarządzenia jako przewodniczący Komitetu Narodowego: „Pierwszym aktem UKN było mianowanie mnie dowódcą Armii Ukraińskiej. Od razu wysłałem zaufanych ludzi do oddziałów ukraińskich, ażeby natychmiast usunęli dowódców Niemców i przeszli wraz z oddziałami na stronę Aliantów. W wypadku, gdyby to było niemożliwe do wykonania, musieli kazać oddziałom rzucić broń i rozproszyć się. A było Ukraińców w wojsku niemieckim, nawet według statystyki niemieckiej, 222 000 ludzi. Drugim zadaniem, które postawiłem sobie do wykonania, było przerzucenie możliwie wszystkich naszych działaczy politycznych, społecznych, instytucji, duchowieństwa na zachód, ażeby jak najprędzej dostali się w ręce Aliantów...”.

W książce generała Szandruka, wydanej w Nowym Jorku w roku 1959, „Arms of Valor” („Broń Odwagi”?) ukazało się zdjęcie generała, które narobiło niemało zamieszania. Generał występuje na nim w płaszczu, podobnym nieco do niemieckich płaszczy generalskich (wyłożone klapy płaszcza, co dozwolone było w Niemczech tylko generałom i... kapelanom!) i w niemieckiej czapce oficerskiej. Gdy o umundurowaniu niemieckim wie się choćby tylko trochę więcej niż to, czego naucza serial „Stawka większa niż życie”, wiadomo od razu, że mundur, w jakim widzimy generała, nie jest ani mundurem Wehrmachtu, ani mundurem najszerzej nawet pojętego SS.

Ale wokół tego zdjęcia zaczęły narastać legendy. Najszerzej rozeszła się opowieść o tym, że generał został dowódcą dywizji SS-Hałyczyna ze stopniem SS-Brigadeführera, lub nawet SS-Gruppenführera.

Daleko „polecieli”, jeśli się weźmie pod uwagę, że „lot” odbywa się tylko na podstawie jednego płaszcza wojskowego krojem zbliżonego do kroju płaszczy niemieckich. Czapka generała, choć niewątpliwie jest to oficerska czapka niemiecka, nie posiada charakterystycznej dla SS trupiej główki, a to, co na pierwszy rzut oka taką główką się wydaje, jest raczej bączkiem, kokardą, zawierającą kolory flagi państwowej, lub może po prostu ukraińskim tryzubem, jakie zapewne nosiła Ukraińska Armia Narodowa. Sam generał zawsze zaprzeczał, aby kiedykolwiek był dowódcą dywizji „Hałyczyna”.

„[...] W poczuciu pełnej odpowiedzialności za moje słowa i aby skończyć ze sprawą 1. Dywizji Ukraińskiej (tak w nazewnictwie ukraińskim określana była SS-Hałyczyna – Sz.K.) i wszystkich innych formacji Ukraińskiej Armii Narodowej, stwierdzam, co następuje:
1. Wersja, jakoby Dywizja, względnie poszczególni żołnierze Dywizji, brali udział w walkach przeciw sojusznikom, a w szczególności przeciw Polsce, jest kłamstwem rzuconym w interesie czynników wrogo nastawionych zarówno do nas, jak i do Polaków;
2. Dywizja Ukraińska została sformowana w drugiej połowie marca i na początku kwietnia 1945 r.;
3. Wszystkie inne formacje Ukraińskiej Armii Narodowej znajdowały się na terenie Austrii, Danii, Belgii, Holandii i Niemiec w służbie wartowniczej lub przeciwpożarowej;
4. Brygada Specjalnego Przeznaczenia sformowana została w Berlinie i przeniesiona do Czech;
5. Niestety, są jeszcze osoby, które uważają, że Ukraińska Armia Narodowa nie istniała, a ja byłem dowódcą 1. Dywizji Ukraińskiej.
Sensacyjne wiadomości należy opierać na rzeczywistych danych, a nie na kłamstwie, ani na ignorancji”.

Tyle miał do powiedzenia generał w sprawie swojego rzekomego dowodzenia SS-Hałyczyną.

Moim zdaniem, zdjęcie przedstawia generała w mundurze Ukraińskiej Armii Narodowej z dystynkcjami generała-porucznika, a że mundur generała powstał na bazie munduru niemieckiego, to źle? Generał nie miał czasu zajmować się, akurat teraz, subtelnościami w doborze fasonu munduru. Tym bardziej, że całe jego wojsko nosiło mundury niemieckie.

Co na ten temat piszą historycy? – „Potem sytuacja się stabilizuję i dywizja trzyma front pod Feldbach-Gleichenberg. 8 maja poddaje się Amerykanom w Tamsweg. Po kapitulacji dywizji jej dowódca Fritz Freitag popełnia samobójstwo. Przedtem jeszcze w sztabie dywizji zjawia się gen. Pawło Szandruk, który tworzy w tym czasie struktury tak zwanej Ukraińskiej Narodowej Armii (UNA) oraz Ukraińskiego Narodowego Komitetu (UNK). Działania te podejmował na wzór gen Własowa i jego Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej (ROA). 14. Dywizja SS (niemieckie określenie SS-Hałyczyna – Sz. K.) pod dowództwem gen. M. Krata miała stać się teraz 1 Dywizją Ukraińską UNA. Obejmie on nieformalną komendę jednostki po samobójstwie F. Freitaga.

27 kwietnia Szandruk ogłosił nawet, że Ukraińcy przechodzą na stronę aliantów zachodnich. Wszelkie te ruchy nie są już uzgadnianie z Niemcami. Wszelkie krążące tym samym informacje, jakoby w ostatnich dniach wojny Pawło Szandruk był dowódcą 14. Dywizji, są po prostu nieprawdziwe”.

I tak właśnie było. Generał Szandruk pojawił się w Dywizji nie jako jej dowódca, ale jako dowódca Ukraińskiej Armii Narodowej. Na jego rozkaz żołnierze złożyli przysięgę na wierność Ukrainie. Nałożono ukraińskie odznaki (tryzuby). Generał wycofał dywizję na zachód i kapitulował przed Amerykanami 8 maja 1945 roku. Dywizja kapitulowała nie jako SS-Hałyczyna, czy 14. Dywizja SS, a jako 1. Dywizja Ukraińska.

Zaraz po kapitulacji generał Szandruk zażądał rozmowy w cztery oczy z polskim generałem Andersem. Obaj generałowie znali się dobrze jeszcze z czasów przedwojennych oraz ze wspólnej bitwy z Niemcami pod Tomaszowem Lubelskim. Po tej rozmowie generał Anders interweniował u władz brytyjskich, by umożliwić Ukraińcom legalną imigrację do Wielkiej Brytanii i krajów Imperium Brytyjskiego. Mocą osobistej decyzji premiera Wielkiej Brytanii Clementa Atlee żołnierze ukraińscy poprzez obozy jenieckie trafili w roku 1947 do Wielkiej Brytanii, by następnie wyemigrować legalnie do Kanady, USA, czy Australii.

Na podstawie postanowień jałtańskich Brytyjczycy powinni byli deportować do Związku Radzieckiego wszystkich obywateli radzieckich, ale rozmowy z generałem Andersem sprawiły, że Ukraińców potraktowano jako obywateli polskich, jakimi zresztą de facto byli. Stalin gryzł wąsy, ale nic już nie mógł zrobić.

Rada Trzech. Od lewej ambasador Edward Raczyński, gen. Anders, gen. Bór-Komorowski

Generał Szandruk mieszkał początkowo w Niemczech, potem we Francji, aż nareszcie osiedlił się w Kanadzie. W roku 1965 generał Anders, a właściwie chyba tak zwana Rada Trzech, kolegialny organ przedstawicielstwa Polski na emigracji z prerogatywami prezydenta RP, w uznaniu zasług generała Szandruka, jakie poniósł podczas bitwy pod Tomaszowem Lubelskim w trakcie kampanii wrześniowej, odznaczyła generała krzyżem Virtuti Militari.

Na Zachodzie, tu i ówdzie podniosły się wtedy głosy, krytykujące takie postanowienie polskich władz emigracyjnych, ale w Polsce i w Związku Radzieckim wywołało to ze strony władz dosłownie furię. Na generale Andersie i generale Szandruku nie pozostawiono chyba jednej suchej nitki, prześcigając się w obelgach i pogróżkach. Obronę, pomoc i wsparcie generał Szandruk uzyskał tylko ze strony paryskiej „Kultury” Jerzego Giedroycia. Przy okazji afery, powstałej po odznaczeniu generała Szandruka, Jerzy Giedroyć tak pisał: „Stosunki polsko-ukraińskie od przeszło pięćdziesięciolecia obfitują w ponure karty, często krwawe. Specjalnie, jeśli idzie o okres ostatniej wojny. Są to rzeczy mało znane, kontrowersyjne i zabarwione emocją (...). Niemniej, jeśli się naprawdę poważnie myśli o normalizacji stosunków polsko-ukraińskich, która dziś bardziej niż kiedykolwiek jest koniecznością historyczną obu narodów, jest już najwyższy czas, aby te sprawy zbadać z całą bezstronnością. Trzeba skończyć nareszcie z tą atmosferą, która zatruwa Europę Wschodnią”.

Generał Szandruk zmarł 15 lutego 1979 roku w Trenton w USA.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 2 (78), 02.02.2009

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.