Zapomniany badacz Galicji

-a A+

Gdy byłem 10-letnim chłopcem, ojciec pozwalał mi nieraz zaglądać do rodzinnej biblioteki. Któregoś dnia odkryłem w niej pamiątkę po pradziadku – trzytomową „Encyklopedię Powszechną Kieszonkową” wydaną w 1888 roku przez księgarnię Noskowskiego. Wertując tom trzeci natrafiłem na hasło – „Sznajder Antoni, współczesny archeolog ur. 1825 we Lwowie; zebrał własnem staraniem najobfitsze materyały do krajoznawstwa Galicyi”. Choć nie rozumiałem wtedy jeszcze słowa „Galicya”, byłem dumny z odkrycia, jak mniemałem, takiego ważnego przodka.

Zacząłem interesować się genealogią i pasji tej jestem wierny do dziś. Choć szybko okazało się, że ten Antoni nie ma nic wspólnego z moim rodem, to sentyment do tej postaci pozostał, a teraz w  190. rocznicę jego urodzin pragnę tego zapomnianego badacza Galicji przybliżyć naszym czytelnikom.

Urodził się 12 czerwca 1825 roku w Złoczowie. Jego ojcem był austriacki kapral huzarów Leopold Schneider, który po wystąpieniu z c.k. armii został urzędnikiem skarbowym. W roku 1824 ożenił się z ubogą polską szlachcianką Teresą Wodnicką, córką zarządcy majątku Olszanica w pobliżu Złoczowa. Po pewnym czasie rodzina przeniosła się do Żółkwi, gdzie Leopoldowi urodziły się kolejne dzieci.

Gdy mały Antoś rozpoczął naukę w miejscowym gimnazjum, ojciec nagle zmarł. Wtedy cały świat się mu od razu zawalił. Choć po ojcu została skromna emerytura, to biedna matka nie była w stanie sama utrzymać dzieci. Antoni przerwał więc naukę i zaczął pracę na stanowisku pisarza w pułku huzarów. Zamieszkał na terenie żółkiewskiego zamku i tak przy jego penetracji narodziła się zbieracka pasja.

Nie miał Schneider spokojnego żywota. Gdy wybuchło powstanie węgierskie, wstąpił do powstańczej armii, walczył i został ranny w bitwie pod Kapolną, po której uznano go za dezertera i osadzono na trzy lata w twierdzy Kufstein. W celi przebywał razem z Józefem Telekim, znanym węgierskim historykiem, który utwierdził go w słusznym przekonaniu, badania przeszłości. W roku 1851 wracając pieszo z więzienia zwiedzał po drodze stare dwory i zamczyska, a ze wszystkiego robił dokładne notatki. Potem osiadł na krótko w Brodach, a w roku 1853 po śmierci matki, wrócił do Żółkwi. Dostał tam posadę drogomistrza na trasie Żółkiew – Sokal. Pięć lat później przeniósł się do Lwowa. Pracował dorywczo w różnych firmach i instytucjach, a każdą wolną chwilę poświęcał na wycieczki po Galicji i zbieranie tzw. starożytności.

W 1862 roku otrzymał na krótko posadę w administracji lwowskiego „Dziennika Literackiego”, którego naczelnym był wtedy Jan Dobrzański. Na łamach tego dziennika ukazała się jedna z jego pierwszych publikacji Miasta i miasteczka w Galicji.

W latach 1865-1871 pracował przy Wydziale Krajowym, zajmując się korektą druków. Udało mu się wtedy otrzymać niewielkie mieszkanie przy Ossolineum, które stało się składem szybko rosnących zbiorów. Zwrócił na nie uwagę znany lwowski historyk Karol Estreicher. Życzliwy był mu także kurator Ossolineum ks. Jerzy Lubomirski. Schneider interesował się również rozwojem galicyjskiego przemysłu,  a Lwowskie Towarzystwo Techniczne przyjęło go nawet w poczet swoich członków. Organ towarzystwa „Jahresberichte des Technischen Vereines in Lemberg” wydrukował 15 grudnia 1866 roku jego słynny wykład O wyrobach glinianych w Galicji od najdawniejszych czasów. Wydał też Schneider ceniony do dziś Przewodnik po Lwowie.

Dwa lata później rozpoczął dzieło swego życia, publikację Encyklopedii Krajoznawczej Galicji, ogłaszając prenumeratę, na którą niestety zgłosiło się niewielu chętnych. Mimo kłopotów finansowych udało mu się w 1868 roku wydać pierwszy zeszyt tej encyklopedii w nakładzie tysiąca egzemplarzy. Dzięki pomocy prof. Antoniego Małeckiego i Alfreda Młockiego otrzymał subwencję państwową, co pozwoliło mu na wydanie dwóch kolejnych zeszytów.

W roku 1876 po niepowodzeniach wydawniczych Sejm Krajowy Galicyjski podjął decyzję o zdeponowaniu zbiorów Schneidera w Akademii Umiejętności w Krakowie. Dziś kolekcja ta pod nazwą Teki Schneidera przechowywana jest w Archiwum Państwowym na Wawelu. W latach 1877-78 Antoni Schneider pełnił funkcję lwowskiego konserwatora archeologicznego, a Sejm Krajowy wyznaczył mu dożywotnie uposażenie w wysokości 600 zł rocznie. Wtedy też zaczął od nowa zbierać materiały do dziejów Galicji i Bukowiny.

Jak podkreśla w swojej pracy Niedoceniony krajoznawca lwowski Antoni Schneider Łucja Charewiczowa – „znał Schneider doskonale każdy kamień historyczny Lwowa, znał każdą budowlę, każdą kamienicę. Nazywano go też chodzącą kroniką Lwowa, bo o wszystkich wydarzeniach z przeszłości umiał i lubił opowiadać”.

Nowe wyzwanie przerosło jednak jego siły i możliwości finansowe. Załamany i opuszczony popełnił 25 lutego 1880 roku samobójstwo strzałem z pistoletu. W dniu śmierci zdołał jeszcze sporządzić testament, w którym podarował swoje nowe zbiory Zakładowi Ossolińskich we Lwowie. Teraz są one przechowywane w Oddziale Rękopisów Lwowskiej Biblioteki Naukowej im. Stefanyka we Lwowie. Stanowią do dziś cenne źródło do badań historii regionu.

Piękne epitafium wystawiła badaczowi „Gazeta Lwowska” w redakcyjnym artykule z 26 lutego 1880 roku: „Biedny człowiek! Gdyby mógł był uczyć się w młodości, gdyby mógł był posiąść to, co szczęśliwsi od niego nabywają w szkole, gdyby tak ciężko nie łamał się był z niedostatkiem, czegóż by nie zrobił w swoim zawodzie, posiłkowany tak potężną wolą i tak olbrzymią pracą”.

Andrzej Sznajder
Tekst ukazał się w nr 13 (233) 17 lipca – 13 sierpnia 2015

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.