Julian Stryjkowski – od komunizmu do normalności. W 110. rocznicę urodzin pisarza.

-a A+

Faktycznie nazywał się Pesach Stark. Urodził się 27 kwietnia 1905 roku w Stryju w rodzinie żydowskiej. Według miejscowych ksiąg metrykalnych jego matką była Channa Stark z Manasterzec, wioski odległej około 10 km od Stryja, a ojciec nazywał się Hersz Józef Rosenmann. Był nauczycielem w żydowskiej szkole i małego Pesacha wychowywał bardzo ortodoksyjnie. Rodzice mieli aż jedenaścioro dzieci. Do Stryja przenieśli się około 1890 roku. Imię Pesach pochodzi od żydowskiej nazwy Wielkanocy – Pesach. Drugie imię Jakub miał po dziadku ze strony matki, jak i nazwisko Stark, co było u Żydów dość powszechną praktyką.

„Udawanie niewiedzy, czyli po prostu kłamstwa, było swego rodzaju samoobroną w warunkach nowych, nieprzewidzianych, kiedy iluzje zostały rozwiane, nadzieje stracone, a został strach”...
(J. Stryjkowski o sowieckim komunizmie)

Jeszcze w miejscowym gimnazjum zaczął młody Pesach pisać po żydowsku swoje pierwsze wiersze. Po zdanej w 1925 roku maturze pracował udzielając korepetycji, a po dwóch latach zaczął studiować polonistykę na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza we Lwowie. Podjął wtedy pierwsze próby tłumaczeń m.in. z hebrajskiego na polski. Obronił pracę doktorską „Kobieta zbrodniarka w literaturze romantycznej” pod kierunkiem prof. Juliusza Kleinera.

Po studiach rozpoczął pracę jako polonista w żydowskim gimnazjum w Płocku, z którego go po roku usunięto, gdyż był podejrzany o propagowanie ideologii komunistycznej. Zaczął więc publikować pod własnym nazwiskiem Stark, lecz pod zmienionym imieniem Jerzy. W 1928 roku debiutował w piśmie „Chwila” opowiadaniem „Skrzyżowanie się dwóch pociągów”. W tym samym roku zmarł w Stryju jego ojciec, a matka po kilku latach wyjechała do Palestyny.

W latach trzydziestych zadał się pisarz z komunistami na dobre, aż trafił za to do więzienia. Po wyjściu na wolność przeniósł się do Warszawy. Tam podjął pracę w dziale kulturalnym żydowskiej organizacji „Agroid”. Pisywał także do żydowskiego „Naszego Przeglądu”. W 1938 roku ukazały się jego trzy ciekawe, dziś już prawie zapomniane, nowelki dla młodzieży – „Dwie kawki”, „Purca” i „Dramat w piwnicy”.

Gdy wybuchła wojna Pesach Stark wrócił do Lwowa i został w tym mieście zajętym przez sowiety. Jako komunista dostał pracę w redakcji „Czerwonego Sztandaru”, a potem w radio. W roku 1941, gdy Niemcy rozpoczęły wojnę z ZSRR, uciekł daleko na wschód. Przebywał najpierw w Taszkiencie, potem pracował w Uzbekistanie, a wreszcie w Moskwie. W roku 1943 został redaktorem w komunistycznym piśmie „Wolna Polska” i wstąpił do tzw. Związku Patriotów Polskich. Zaczął wtedy używać dziennikarskich pseudonimów – Łukasz Monastyrski, Józef Mang i Julian Stryjkowski. Ten ostatni pseudonim, który stał się potem jego nazwiskiem, jest morfologicznie niepoprawny, bowiem słowo „Stryjkowski” nie miało pochodzić od wyrazu „stryj” w znaczeniu „stryjek”, lecz od „Stryj” – nazwy rzeki i miasta nad nią leżącego. Powinien się więc autor nazywać „Stryjowski” bądź „Stryjewski”. W redakcji „Wolnej Polski” pracował pisarz do końca wojny. Po powrocie do kraju ostatecznie zmienił nazwisko na Julian Stryjkowski. Został członkiem PPS, a po kongresie zjednoczeniowym z PPR stał się automatycznie członkiem PZPR.

Dzięki politycznemu ustawieniu się podjął Stryjkowski intratną pracę w Polskiej Agencji Prasowej jako jej rzymski korespondent. Tam wydał swą pierwszą powieść „Bieg do Fragalà” pokazującą włoskie realia na ubogiej wiejskiej prowincji. W 1952 roku został wydalony z Włoch. Potem widzimy go w redakcji pisma „Twórczość”. Jako kierownik działu prozy pracował w nim aż do emerytury w 1978 roku.

Napisana w 1962 roku powieść „Czarna róża (wyraźnie przewijają się w niej motywy rozliczenia z własną tożsamością i PRL-owską przeszłością) była pierwszym dziełem, w którym Stryjkowski odcina się od komunizmu. Ostatecznie twórca zerwał z systemem w 1966 roku występując z partii i podpisując się pod protestem przeciwko wyrzuceniu z PZPR Leszka Kołakowskiego. A w 1975 roku podpisał „List 59” będący protestem przeciwko planowanym zmianom w ówczesnej konstytucji.

Po wybuchu „Solidarności” wydrukowano poza cenzurą jego wcześniejszą powieść „Wielki strach”, w której przedstawił wejście sowietów na ziemie Rzeczypospolitej w 1939 roku. Był objęty także zakazem druku za pracę wykładowcy podziemnego „Towarzystwa Kursów Naukowych”. W wolnej Polsce otrzymał za swą twórczość nagrodę PEN Clubu im. Jana Parandowskiego i im. Stanisława Vincenza.

Zmarł 8 sierpnia 1996 roku w Warszawie i został pochowany na Cmentarzu Żydowskim. Stryjkowskiego nie czyta się łatwo, bo jego twórczość związana jest przede wszystkim z tragicznym losem Żydów w XX wieku. Są w niej wątki dotyczące syjonizmu, holokaustu i oczywiście komunizmu. W twórczości tej motywy autobiograficzne przeplatają się doskonale z fikcją literacką.

Ważnym elementem jego spuścizny jest tzw. tetralogia galicyjska – „Głosy w ciemności”, „Austeria”, „Sen Azrila” i „Echo” ukazująca galicyjskie środowisko żydowskich sztetlów sprzed I wojny światowej oraz ich bezpowrotną zagładę w czasie tamtej wojny i krótko po niej. Ich bohaterowie żyją w świecie żydowskiej ortodoksji, a tych, którzy się z niej wyalienują, czeka niechybna zguba. Jest to odwieczny żydowski dylemat wyboru między tradycją a przemianami społecznymi pod wpływem cywilizacji.

Inny dział pisarstwa Stryjkowskiego to tryptyk biblijny – trzy opowiadania „Odpowiedź”, „Król Dawid żyje” i „Juda Makabi”. Autor wykorzystuje w nich elementy starotestamentowe, by na ich przykładzie pokazać uwikłania psychologiczne jednostki. Mariusz Kubik nazwał go przez to „pisarzem zgładzonego narodu”. W kanonie tym mieszczą się też; powieść historyczna „Przybysz z Narbony” poświęcona powstaniu w warszawskim getcie, dramat „Sodoma”, a także opowiadanie „Na wierzbach... nasze skrzypce”.

Cała twórczość tego polsko-żydowskiego dziennikarza, prozaika, dramaturga i trochę filozofa, to nastrojowe i sentymentalne pożegnanie z odchodzącym żydowskim światem. Tak jak Józef Roth zrobił to pięknie po niemiecku, tak Julian Stryjkowski dokonał tego po polsku. Kto sięgnie po jego książki, zobaczy w nich nawet próbę zmierzenia się tego wspaniałego twórcy z postacią i rolą Boga w życiu człowieka, ujrzy boską wielkość ale i jego nieodgadnioną demoniczność. Warto to przeczytać, a potem przemyśleć.

Andrzej Sznajder
Tekst ukazał się w nr 12 (232) 30 czerwca – 16 lipca 2015

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.