-a A+

Wielka Mądrocha

XVIII wiek można śmiało nazwać epoką matriarchatu. Właśnie w tym okresie na europejskich tronach zasiadało najwięcej przedstawicielek płci pięknej. Wystarczy wspomnieć Katarzynę II w Rosji, Marię Teresę w Austrii, królową Annę w Brytanii. Nawet we Francji za królami-marionetkami stały tak ważne osoby jak madame du Barry czy markiza de Pompadour. Również nasze prowincjonalne, aczkolwiek całkiem europejskie miasto nie stanowiło pod tym względem wyjątku. Prawie 30 lat (z małymi przerwami) Stanisławowem opiekowała się kobieta, która weszła do historii jako Katarzyna Kossakowska.

Wielka Mądrocha i nieudolny karzeł
Oto jak opisywał ją Józef Kraszewski: „Kobieta słusznego wzrostu, koścista i chuda, rysy twarzy mocne, męskie, ubrana niedbale, choć w drogie szaty. Jej oblicze, nie zważając na to, że można by je nazwać brzydkim, odznaczało się mądrością. Pani Kossakowska miała ostry i ironiczny język, którym raziła jak mieczem. Kto nim dostał po głowie – długo bliznę nosił”.

Współcześni nazywali ją Wielką Mądrochą lub Herod-babą. Jest bohaterką wielu powieści historycznych, zaś znany historyk Kazimierz Waliszewski opublikował jej listy. Portret Kossakowskiej przechowywany jest w muzeum w Wilanowie.

Katarzyna urodziła się około roku 1720 w rodzinie Jerzego Potockiego, siostrzeńca Jędrzeja, założyciela Stanisławowa. Miała jeszcze trzech braci i siostrę, więc na niezbyt urodziwą dziewczynę nikt uwagi nie zwracał. Jej wykształceniem rodzice również niezbyt się przejmowali i przy pierwszej nadarzającej się okazji wydali ją za godnego kawalera. Okazał się nim wnuk Józefa Potockiego po linii matki, kasztelan kamieniecki Stanisław Kossakowski. Osierocony w dzieciństwie, wychowywał się w pałacu dziadków w Stanisławowie. W maju 1744 roku wyprawiono wesele, ale młoda niezbyt była zadowolona z narzeczonego. Dlaczego? Ponieważ „był wzrostu mizernego, nie wyższy niż półtorej łokcia, za co karzełkiem go przezywano, chorobliwy, nieudolny, z wielka głową”. Jak królewna Śnieżka przeżyła z nim 17 lat i jedynym interesującym wydarzeniem tych lat był napad oddziału Oleksy Dowbusza na majątek męża w Bohorodczanach.

Stanisław Kossakowski miał jednak jedną zaletę, która całkowicie kompensowała jego braki – miał pieniądze. Gdy w 1761 roku Katarzyna owdowiała, przypadł jej według testamentu całkiem niezły kapitalik.

Antypatia dwóch Katarzyn
Już w XVIII wieku wiedziano, że pieniądze najlepiej jest lokować w nieruchomości. Kierując się tą zasadą pani kasztelanowa w 1762 roku nabywa prawo opieki nad prawowitym właścicielem Stanisławowa Wincentym Potockim i faktycznie sprawuje rządy nad miastem.

Poczuwszy się magnatką, Mądrocha natychmiast zaangażowała się w wielką politykę. Właśnie wtedy, przy pomocy rosyjskich bagnetów, Katarzyna II posadziła na polskim tronie swego byłego kochanka Stanisława Poniatowskiego. Potężny ród Potockich nie uznał nowego króla i w 1764 roku ogłosił w Haliczu powstanie konfederacji, wśród przywódców której był brat naszej Katarzyny – Marian.

Rosyjska caryca wysłała wojska, by stłumić powstanie w zarodku. Ponieważ Halicz utracił już swoje obronne znaczenie, Kossakowska zaprosiła konfederatów do swego, bardziej obronnego Stanisławowa. Nie uratowało to jednak powstańców. 7 maja 1764 roku, rozbiwszy całkowicie wieżę dopiero co ukończonego kościoła jezuitów, Rosjanie zdobyli miasto. Dowództwo konfederacji znalazło się za kratami, ale Katarzynie udało się niepostrzeżenie opuścić miasto. Nie obyło się chyba wówczas bez podziemnego tunelu. Uciekinierka znalazła schronienie na Ziemi Wołoskiej (tereny współczesnej Rumunii). Stamtąd przekazała prawo opieki nad miastem Józefowi Potockiemu, bratu Wincentego.

Życie na obcej ziemi było nudne i nieciekawe, dlatego pani kasztelanowa powraca wkrótce na łono ojczyzny. Tam aresztowali ją Rosjanie i pod konwojem odstawili do Warszawy. Ale proszę nie myśleć, że ukorzyła się przed królem. Nic z tego. Systematycznie urządza skandale, jest krnąbrna, skupia wokół siebie antyrosyjską opozycję.

W 1768 roku wybucha kolejne powstanie przeciwko promoskiewskiej polityce króla – konfederacja barska. Katarzyna całym sercem jest po stronie konfederatów, lecz stała kontrola tajnej policji nie pozwoliła jej otwarcie przyłączyć się do nich. Jednak udało się jej potajemnie przekazać im 300 tys. złotych.

Wojna ze starostami
Po zwalczeniu konfederacji areszt domowy został z niej zdjęty. Odzyskawszy wolność, pani kasztelanowa rozwinęła burzliwą działalność. 2 listopada 1771 roku Katarzyna Kossakowska wykupiła z powrotem od Józefa Potockiego miasto Stanisławów. „Chcę być sama strażniczką mogił swoich przodków. Chcę baczyć na sprawy ważne i dla dobra kraju fundować, chcę też spocząć wraz z tymi, z którymi dzieliłam radości życia” – tak wyjaśniła swój czyn.

Ale Stanisławów nie był już tym miastem, które opuściła przed siedmiu laty. W fortecy stacjonował rosyjski garnizon, od którego swawoli cierpieli mieszkańcy miasta. Ubiegłoroczna epidemia dżumy zabrała życie wielu mieszkańcom. Stanisławów opuściła duża ilość Ormian, którzy ratując przed wojną, przenieśli się na Węgry. Wszystko to odbiło się na gospodarce miasta.

Nie zdążyła jeszcze Katarzyna przejąć władzy, jak nadciągnął kolejny kataklizm polityczny. Zgodnie z I rozbiorem Polski Galicja przeszła pod administrację Austrii, natomiast wschodnie regiony Ukrainy i Białorusi okupowała Rosja. Tam właśnie leżała znaczna część majątków Kossakowskiej, ale ona z powodu „strasznej nienawiści do Moskali” odmówiła złożenia przysięgi Katarzynie II. W wyniku tego straciła te majątki i wraz z nimi 150 tys. złotych rocznego dochodu.

W pałacu Potockich odbywały się wspaniałe bale i przyjęcia (Pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego)

Aby zachować przynajmniej Stanisławów Mądrocha wyrusza do Wiednia i składa przysięgę cesarzowi. Oficjalnym cesarzem był młody Józef II Habsburg, ale faktycznie państwem rządziła jego matka Maria Teresa. Na dworze wiedeńskim Kossakowska zetknęła się z problemem językowym – nie znała innego języka, oprócz polskiego. Tu dały się we znaki braki wykształcenia w dzieciństwie. Z trudem pani Katarzyna rozmawia z cesarzem po czesku. Wychowany cesarz żałuje, że nie może rozmawiać z nią po polsku. Na to pani Katarzyna odpowiada, że z jej królem Polakiem też nie mogła się porozumieć.

Po złożeniu przysięgi i powrocie do domu Kossakowska stała się świadkiem zmian w życiu społecznym miasta i całej Galicji. Nowa władza zlikwidowała prywatne wojska magnatów, zamknęła klasztory jezuitów i trynitarzy, zamiast Kolegium jezuitów otwarto państwowe gimnazjum. Ograniczona została władza sądownicza, natomiast wprowadzono sąd szlachecki. Na domiar złego do Stanisławowa przybył austriacki starosta, któremu podlegało wojsko i policja. Katarzyna nie mogła ścierpieć jeszcze jednego gospodarza w swoim mieście. Zaczyna się wieloletnia „zimna wojna” między właścicielką miasta i austriacką administracją. Żeby ją zilustrować, przytoczmy jeden przykład.

Pewnego razu starosta, Niemiec, przyszedł w jakiejś sprawie do pałacu właścicielki miasta. Śmiało wszedł do prywatnych komnat i nawet nie zdejmując kapelusza podszedł do sofki, na której odpoczywała pani Katarzyna. Na uwagę ostatniej, starosta odpowiedział, że jest takim samym poddanym cesarza jak ona, dlatego nie widzi potrzeby zdejmowania przed nią nakrycia głowy. Oburzona kobieta puścić tego płazem nie mogła. Nakazała w jednej z sal powiesić portrety Józefa II i Marii Teresy, ale tak, żeby nie rzucały się w oczy. Swemu hajdukowi, wyróżniającemu się olbrzymią siłą, Katarzyna nakazała prosić petentów o zdejmowanie kapeluszy. Gdy Niemiec ponownie zawitał do pałacu, hajduk grzecznie zaproponował mu zdjęcie nakrycia głowy. Chamowaty urzędnik odmówił. Wówczas sługa wyciął mu tak mocny policzek, że kapelusz zleciał sam. Pani Kossakowska, tłumiąc zwycięski uśmiech, wskazała na portrety rodziny cesarskiej i powiedziała oszołomionemu Niemcowi: „Naucz się szanować portrety monarchów”. Czerwony jak burak starosta nic nie odrzekł, ale już następnym razem sam zdjął kapelusz.

Jednak postanowił się zemścić i usiłował przejąć do majątku państwowego okoliczne wioski Kossakowskiej, tłumacząc to tym, że niegdyś wchodziły w skład starostwa halickiego. Było to wierutne kłamstwo i właścicielce udało się to w Wiedniu udowodnić.

Następnym razem komendant garnizonu poprosił właścicielkę o trochę drewna na wystawienie szubienicy. Przeznaczona była do egzekucji żołnierza stanisławowskiego garnizonu, który coś ukradł. Kossakowska na tę prośbę odrzekła: „Znam i szanuję życie żołnierzy i dlatego nie dam drewna na szubienicę. Ale gdybyście wieszali starostę, to nie pożałowałabym całego lasu”.

Dzięki łapówkom i prezentom dla wiedeńskich wielmożów Kossakowska zmieniała starostów na takich, którzy jej odpowiadali. W ciągu trzech lat w Stanisławowie zmieniło się trzech namiestników. Katarzynie jednak, pomimo walki z miejscową administracją, udało się zachować dobre stosunki z cesarzem. W 1777 roku otrzymała tytuł hrabiny Świętego Imperium Rzymskiego i order Złotego Krzyża. Nie zaszkodziło jej to jednak prawić uszczypliwości cesarzowej i zmuszać ją do czerwienienia się.

Wizyta imperatora
W 1782 roku prowincjonalnym Stanisławowem wstrząsnęła wiadomość – przybywa do nas cesarz!

Katarzyna przygotowywała się do wizyty ważnego gościa i nakazała upiększyć wszystkie komnaty pałacu z iście cesarskim przepychem.

Gdy Józef II przybył do miasta, odwiedził pałac, gdzie czekało na niego wspaniałe przyjęcie. Dalej zdarzyło się coś niepojętego. Cesarz nie przyjął noclegu w przeznaczonych dla niego apartamentach, lecz zatrzymał się w żydowskim zajeździe na przedmieściu tyśmienickim, w straszliwych warunkach sanitarnych. Opuszczając miasto po dwóch dniach, pogryziony przez pchły, cesarz zapłacił gospodarzowi 2 tys. złotych na remont i pokrycie dachu. Ze swej strony Katarzyna podarowała Żydowi drewno i już wkrótce wyrósł tam nowy zajazd z tablicą na frontonie świadczącą, że był tu cesarz Józef II. Prawdopodobnie interes Żyda od tej chwili znacznie się poprawił.

Cała ta historia bardziej przypomina anegdotę, którą w „Pamiętniku anegdotycznym” przytoczył niejaki imć Cieszkowski. Ale mówiąc poważnie, w czerwcu 1783 roku cesarz odwiedził Lwów. A chociaż Katarzyna Kossakowska zapraszała go, do Stanisławowa jednak nie przyjechał. Tak więc cała ta historia z zajazdem Żyda została najprawdopodobniej wymyślona przez samego właściciela zajazdu w celu przyciągnięcia klienteli.

W przerwach między walką ze starostami Kossakowska chętnie przyjmowała gości – przedstawicieli licznej rodziny Potockich. Ponieważ własnych dzieci Katarzyna nie miała, opiekowała się siostrzeńcami i bratankami, opłacała długi karciane, na wszelkie sposoby ratowała i wybielała ich nadpsutą reputację. Z tego powodu nazwano ją nawet „praczką Potockich”. Pośród bratanków wyróżniał się Ignacy – przyszły twórca Konstytucji 3 Maja. Ale wtedy jeszcze o tym nie wiedział i powoli tracił przy zielonych stolikach pieniądze ciotuni.

Gdy finanse śpiewają romanse
W 1792 roku Katarzyna niespodziewanie dowiedziała się, że jest bankrutką. Jej dług przekroczył już milion i to zmusiło ją sprzedać Stanisławów swemu dalekiemu krewnemu Protowi Potockiemu. Zobowiązał się pokryć długi Kossakowskiej, dodatkowo wypłacając jej 2 mln złotych. Podpisali między sobą umowę o wypłacaniu po 100 tys. złotych rocznie. Świadczy to o optymistycznym spojrzeniu Katarzyny w przyszłość i o tym, że liczyła jeszcze na co najmniej 20 lat życia.

Po sprzedaży Stanisławowa Katarzyna przenosi się do Lwowa i osiada koło cerkwi św. Jura. Tam przetrwała insurekcję kościuszkowską, którą wspomagała finansowo. Tam też przyjęła ostatni – trzeci – rozbiór państwa polskiego. Ale najgorsze miało dopiero nastąpić.

W 1795 roku Prot Potocki zbankrutował i skończyły się coroczne wypłaty. W Warszawie spłonął pałac nabyty przez nią za 245 tys. złotych. Zarządca dóbr Potockich, niejaki pan Komar, przyswoił sobie część wiosek swoich pracodawców, a i z wypłatami za resztę zalegał. Nie zważając na to stara hrabina nie traciła pogody ducha i charakterystycznego dla niej poczucia humoru. Odwiedził ją jakoś handlarz, któremu winna była niewielką sumę pieniędzy i zaczął domagać się zwrotu długu. Kossakowska dała mu pełny po nocy srebrny nocnik, który kazała sprzedać, odebrać swoją należność, a resztę jej zwrócić.

W ostatnich latach stan finansowy Kossakowskiej nieco się polepszył i nawet udało jej się na aukcji kupić miasto Krystynopol (ob. Czerwonograd). Miasto założył jej dziadek Feliks Kazimierz Potocki i nazwał na cześć swej ukochanej żony Krystyny.

Ostatnie lata życia Katarzyna Kossakowska spędziła w Krystynopolu. Tak wyglądał jej pałac na początku XXI w. (ze zbiorów autora)

Z przyjazdem nowej gospodyni stare mury pałacu w Krystynopolu znów stały się świadkami wspaniałych przyjęć i balów. Tu, jak dawniej do Stanisławowa, pociągnęły całe chmary bliższych i dalszych krewnych. I znów jak dawniej stara hrabina swatała, żeniła i podtrzymywała na wszelkie sposoby liczną rodzinę. W takim otoczeniu spotkała wiek XIX i tu pojęła, że jest już niepotrzebna. Dawno zmarli i Katarzyna II, i król Stanisław Poniatowski, i Józef II, i Maria Teresa. Obok nie pozostało już nikogo, z kim przyjaźniła się czy walczyła na przestrzeni swego długiego życia. Nadszedł i jej czas.

21 marca 1803 roku Katarzyna Kossakowska przeniosła się do innego świata, pozostawiwszy po sobie spore długi. Zostały częściowo spłacone z pieniędzy uzyskanych z aukcji jej rzeczy osobistych. Mimo woli nasuwa się tu łacińska maksyma „Sic transit gloria mundi” – tak przemija sława tego świata.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 15 (283) 15-28 sierpnia 2017

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.