Mały gospodarz Stanisławowa

-a A+

Biografia tego przedstawiciela rodu Potockich długo była mało interesująca dla iwanofrankowskich krajoznawców, ponieważ jego rola w historii Stanisławowa była dość epizodyczna. Nie pozostawił też po sobie żadnego portretu. Niedawno jednak jego portret pojawił się w Internecie. Oto proszę się zapoznać – pan Wincenty Potocki.

Władał, ale nie rządził
Większość materiałów biograficznych zaczyna się od słów, że taki a taki dobrodziej urodził się w tym roku. My rozpoczniemy ten rozdział od innego wydarzenia: 26 lutego 1761 roku w Brodach odbył się zjazd rodziny Potockich. Przybyły dzieci wojewody poznańskiego Stanisława, zmarłego przed rokiem. Józef, Piotr, Franciszek i Wincenty dzielili „imperium” swego ojca. Stanisławowski klucz posiadłości przypadł najmłodszemu z braci, Wincentemu. Zarządzał jego majątkiem wujek Eustachy Potocki. Wkrótce opiekun oddał w dzierżawę Stanisławów swojej siostrze Katarzynie Kossakowskiej z Potockich. Wiosną 1765 roku zwraca ona miasto Wincentemu, ale tak naprawdę całe zarządzanie miastem spadło na Józefa, jako kolejnego opiekuna.

Wreszcie 30 grudnia 1770 roku w Warszawie bracia dokonali ostatecznego podziału majątku. Wincenty ustąpił swoją część Józefowi, a w zamian otrzymał szereg innych miast i miasteczek.

I tu stajemy przed zagadką. W solidnych opracowaniach genealogicznych rodu Potockich odnotowano jedynie datę śmierci Wincentego Potockiego. Ale w różnych opracowaniach, a nawet w Wikipedii, jako datę jego urodzin wskazuje się rok 1740, co oznaczałoby, że podczas pierwszego podziału majątku Wincenty miał ponad 20 lat. Dlaczego więc starszy brat i stryj opiekowali się dorosłym mężczyzną prawie dziesięć lat? Prawdopodobnie jednak przyszedł on na świat znacznie później – gdzieś pod koniec 40 lub na początku 50 lat XVIII wieku. W takim razie, wszystko powraca na swoje miejsce.

Apolityczny sędzia ziemski
Swoją pierwszą oficjalną posadę Wincenty otrzymał w 1770 roku, gdy został starostą lubelskim. Po trzech latach figuruje już jako generał-lejtnant armii koronnej. Na portrecie widzimy go właśnie w mundurze generalskim. Wtedy to młody „dowódca” kupił za 30 tys. złotych szefostwo nad pułkiem konnej gwardii królewskiej – elitarnego oddziału sił zbrojnych Rzeczypospolitej. Arystokracja lubiła bawić się „w żołnierkę” i Wincenty nie był tu wyjątkiem. Jego generalstwo było czystą formalnością, gdyż rzadko zjawiał się w koszarach. Szkoleniem zajmowali się przeważnie dowódcy pułków, w większości przeznaczani na te posady cudzoziemcy, służący w wojsku polskim. Po wojnie Północnej Rzeczpospolita nie prowadziła żadnych działań wojennych – oprócz wojen domowych – więc nie było mu dane okryć się sławą na polu bitewnym.

Na odmianę od swych krewnych, którzy regularnie walczyli przeciwko królowi, Wincenty zachował lojalność wobec monarchy. Odznaczono go za to Orderem Świętego Stanisława i Orła Białego, a ponadto został podkomorzym koronnym, czyli sędzią, rozpatrującym sprawy ziemskie. Posada była prestiżowa, nie męcząca i dochodowa. Pieniądze zaś były mu wciąż potrzebne.

Przepuściwszy majątek Wincenty osiadł w Brodach, określanych wówczas jako „ohydne i potworne mrowisko” (z archiwum autora)

Jak został przepuszczony majątek
Po podziale ojcowskiego spadku Wincentemu przypadła pokaźna część: Brody, Zbaraż, folwarki pod Lwowem, dwa pałace w Warszawie, kilka kluczy na Podolu, Ziemi Kijowskiej i Winnickiej. Na tych ziemiach mieszkała ogromna ilość poddanych. Ogólna wartość majątku wyceniana była na 10,343 milionów złotych. Do tej fortuny doszły wprawdzie jeszcze liczne zobowiązania majątkowe na dwa miliony złotych. Jednak saldo było dodatnie. Po śmierci bezdzietnego brata Franciszka w 1771 roku Wincenty otrzymał jeszcze 700 tys. złotych i niemirowski klucz majątków na bracławszczyźnie, liczący 60 wiosek i folwarków z około 10 tysiącami poddanych.

Pałac w Brodach (z archiwum autora)

W majątkach Potockiego działały liczne manufaktury, produkujące sukno, kilimy, kapelusze, szable, strzelby i trąby, które eksportowano do Europy. Podobnie, jak Kołomojski, posiadał on „kieszonkowe wojsko” złożone z byłych wojskowych. Ekscentryczny magnat bił nawet na użytek wewnętrzny własną monetę, zdobioną herbem Pilawa.

Bezlitosnym eksploatatorem jednak Wincenty Potocki nie był. Budował domy dla swych pracowników, a dla ich dzieci – bezpłatne szkoły. Utrzymywał na własny koszt korpus kadetów dla młodzieży szlacheckiej, w którym wykładali francuscy i niemieccy nauczyciele. Był zapalonym sadownikiem i wkrótce wprowadził zasadę – aby uzyskać zgodę na ślub, pan młody musiał wysadzić kilka drzew owocowych. Wkrótce wielu mieszkańców okolic Niemirowa nieźle zarabiało na sprzedaży owoców.

Po zajęciu Galicji Wincenty Potocki szybko dogadał się z Austriakami. W 1784 roku prosi cesarza o tytuł księcia. Józef II zgodził się pod warunkiem, że przeniesie on cały swój majątek do Galicji i utworzy ordynację – niepodzielny majątek przechodzący z ojca na syna. Potocki ordynacji nie utworzył i księciem nie został.

Magnat zarabiał wiele, ale wydatki miał jeszcze większe. Prowadził wystawny sposób życia, wiele podróżował i miał drogie hobby – kolekcjonerstwo. Zbierał wszystko – książki, monety, grafikę, obrazy. Nie jakieś tam „bohomazy”. W swej kolekcji posiadał dzieła Rembrandta, Tycjana, Rubensa. Na zakup dziel sztuki Potocki zaciągał pożyczki u holenderskich bankierów. Nie oddawał w terminie, więc odsetki rosły. Gdy dług przekroczył 4 miliony, nasz mecenas znalazł się pewnego dnia na skraju bankructwa. Zmuszony był sprzedać część kolekcji i niemirowski klucz, pełniący funkcję magnackiej stolicy.

W 1803 roku Wincenty przenosi się do Brodów. Wówczas opisywano to miasto, jako „czarne mrowisko, ohydne i potworne”. Potocki mieszkał w starym pałacu, który jego małżonka scharakteryzowała zabójczo: „Dziwny zapach, silny smród zdechłych szczurów, przegniła podłoga. Wokół ruina”.

Trzykroć zjawiała mu się miłość
Do kobiet Wincenty szczęścia nie miał – trzykrotnie był żonaty i za każdym razem niefortunnie. Po raz pierwszy spróbował uroków małżeńskich w 1773 roku z Urszulą Zamojską – siostrzenicą króla. Małżeństwo okazało się bezdzietne i po kilku latach zakończyło się rozwodem „z porozumieniem stron”. Wkrótce Urszula zostanie hrabiną Mniszek i jej portret namaluje ukraiński malarz Lewicki. Możemy go oglądać w wydaniach rosyjskiej sztuki XVIII wieku.

Wróćmy do Wincentego. W 1787 roku zawiera związek małżeński z Anną Mycelską, która urodziła mu syna Franciszka. Ale i ona szybko mu się znudziła. W 1790 roku Potocki poznaje księżniczkę Helenę Apolonię de Ligne, zresztą też zamężną. Wybucha szalona miłość. Księżniczka przenosi się do majątku Kowalówka pod Niemirowem, gdzie oboje „kręcą amory”. Kronikarze wspominają, że okna tamtejszego pałacu całymi dniami zasłonięte były okiennicami, zaś Wincenty i madame de Ligne „jako Adam i Ewa, nawet bez listka figowego, zabawiali się”.

Żeby prawowita małżonka nie przeszkadzała im w tej „zabawie” odprawił ją jak najdalej. Wkrótce mąż Heleny Apolonii ginie na wojnie i Potocki zaczyna kolejny proces rozwodowy. Jednak Anna nadal go kocha i nie chce go puścić. Wtedy urządza żonie blokadę finansową.

Jego daleka krewna Zofia (przyszła pani na Humaniu) pisała w liście do męża: „Nie lubię pana podkomorzego koronnego [Wincentego] Potockiego, a ciebie, mon ange, wprost uwielbiam, bo ty w niczym nie przypominasz takich typów, jak on. Porzuca on swoją żonę. i żeni się z tą, którą kocha, ale nie wypełnia swoich zobowiązań względem pierwszej. Wyobraź sobie – ta nieszczęsna kobieta nie ma teraz za co żyć…”

Wreszcie kupuje zgodę Anny na rozwód i reguluje swój stosunek z Heleną Apolonią. Powiadają, że przed ołtarzem przywidziały jej się trzy trumny. Urodziła Wincentemu troje dzieci, ale wszystkie w dzieciństwie zmarły. Z pewnością nie można budować swego szczęścia na krzywdzie innych.

Myślicie państwo, że na starość Potocki porzucił swe amory? Nic podobnego. Głośno chrapał przez sen, co było nie do wytrzymania, więc małżonka przeniosła się do oddzielnego pokoju. Pewnego dnia weszła nagle do sypialni męża i zastała go ze swą przyjaciółką, niejaką madame Korwowską. Wybuchł skandal, ale w końcu małżonkowie się pogodzili. Jednak szalonej miłości między nimi już nie było. Wincenty kupił żonie dom w Paryżu, a sam mieszkał nadal w Brodach, z rzadka ją odwiedzając. Przeżył Helenę Apolonię i zmarł w 1825 roku. Cały swój majątek – a właściwie to co z niego pozostało – zapisał synowi Franciszkowi. Ten zaś ostatecznie przepuścił wszystko, czego nie zdążył przepuścić ojciec.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 13 (281) 14–27 lipca 2017

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.