Stanisław Potocki, wojewoda poznański

-a A+

Jeżeli Józef Potocki figuruje w większości kronik z pierwszej połowy XVIII wieku, to jego syn, Stanisław, jest prawie niezauważalny. Pozostawał w cieniu swego znakomitego i ambitnego ojca. Nawet czas jego rządów w mieście historycy opisują, jako nieznaczący okres pomiędzy wybitnymi rządami Józefa i pełnymi niepokoju rządami Katarzyny Kossakowskiej. Czasami Stanisława mylą z jego rodzonym wujem, który zginął pod Wiedniem w 1683 roku.

Jednak ta postać weszła do historii, jako Stanisław Potocki, wojewoda poznański. Był to człowiek wszechstronnie uzdolniony, uczynny, mądry, spokojny i bardziej rozsądny niż jego ojciec. Podczas jego rządów w Stanisławowie nie było niszczących pożarów, pustoszących miasto epidemii, miasta nie zajmowały wojska nieprzyjaciół, więc nie było też grabieży i mordowania ludności. Niewielki okres czasu, który przypadł Stanisławowi, był „złotym dziesięcioleciem” dla mieszkańców miasta oraz nudnym i nieciekawym dla historyków. Nic w tym dziwnego – pamięć ludzka dłużej pamięta rzeczy złe. Spróbujmy jednak przypomnieć i te dobre…

Niespokojne dzieciństwo
Mały Stasio przyszedł na świat 14 marca 1698 roku i swoje imię otrzymał po bohaterskim wujku, który zginał podczas odsieczy wiedeńskiej. Był jedynym synem Józefa Potockiego, więc ojciec pokładał w nim wielkie nadzieje. Wychowywał się ze starszą siostra Zofią i, wydawać by się mogło, że świat stoi przed nim otworem. Pewnego razu zjechał do Stanisławowa szacowny cudzoziemiec, o którym ojciec mówił, że jest to węgierski książę Rakoczy, który ukrywa się przed swoimi wrogami. Chłopak zapamiętał gościa, jako mężczyznę z potężnymi wąsami i gardłową wymową.

Niestety, bezchmurne dzieciństwo przekreśliła Wojna Północna. Józef Potocki aktywnie włączył się do działań wojennych po stronie Szwedów. W 1706 roku miała miejsce bitwa pod Kaliszem. 8-letni Stanisław przebywał w obozie i nie widział porażki, której doznały wojska polsko-szwedzkie. Cała rodzina Potockich dostała się do saksońskiej niewoli, ale dzięki romantycznej zdradzie Adama Śmigielskiego, więźniom udało się z niewoli wydostać (dokładniej pisałem o tym w artykule o Józefie). Wiktoria Potocka z dziećmi wyjechała na Węgry, jej zaś mąż pozostał i uprawiał „partyzantkę” w kraju.

Rodzina Potockich nie przypadkowo wybrała Węgry. Właśnie na Zakarpaciu, na zamku w Mukaczowie książę Transylwanii Franciszek II Rakoczy udzielił uciekinierom schronienia. Nie zapomniał dobra, które mu kiedyś okazano. Już od trzech lat walczył z Austriakami, mając na celu odrodzenie dawnego królestwa Węgier. Wojskowe działania toczyły się gdzieś daleko, lecz w Mukaczowie było cicho i spokojnie. Stanisław Potocki pobierał tu różne nauki, przewagę oddawał matematyce i geometrii. W wolnych chwilach chłopiec jeździł konno po malowniczych okolicach. Lubił też błąkać się pomiędzy fortyfikacjami mukaczowskiego zamku, porównując je do tych ze Stanisławowa. Niestety, w porównaniu te ostatnie wypadały słabo.

W międzyczasie w Polsce zakończyła się Wojna Północna i w 1713 roku Potoccy powracają do swego rodzinnego miasta. Nie było mu dane zatrzymać się tu na dłużej – już następnego roku młodzieniec wyrusza w podróż edukacyjną po Europie. Poprzez liczne ksiąstewka niemieckie dotarł do Paryża, gdzie audiencji udzielił mu król Ludwik XIV. Jego Wysokość dobrze przyjął chłopca, orientując się, że stoi przed nim potomek zwierzchnika profrancuskiej opozycji na dworze warszawskim.

Podczas wędrówek po Francji i Belgii młody arystokrata z pasją oglądał potężne bastiony fortec, które wybudowano według planów wojskowego inżyniera Vaubana. Możliwe, że właśnie wtedy zapragnął zostać inżynierem fortyfikacji.

Magnat z talentem fortyfikatora
Po powrocie do Polski, Stanisław został obdarowany przez ojca starostwami halickim i śniatyńskim. Był to niezły start do przyszłej kariery. Jednocześnie Józef poszukuje dla syna żony, która swoim posagiem wzmocniłaby ziemiańskie imperium Potockich. Swój wybór zatrzymał na Mariannie, córce wojewody bełskiego, która pochodził z rodu Laszczów. W 1719 roku wyprawiono młodym w Stanisławowie huczne wesele, podczas którego ojcowie jezuici przedstawili specjalnie ułożony na tę okazję panegiryk. Chyba nie warto powtarzać, że panna młoda wniosła do skarbca Potockich nie jedna wioskę. Ślub ten można uważać za szczęśliwy, chociażby dlatego, że urodziło im się troje dzieci – Antoni, Anna i Józef.

Pomimo udanego życia rodzinnego Stanisław Potocki coraz bardzie zagłębiał się w życie polityczne Rzeczypospolitej. Brał udział w obradach Sejmu, czasami w zastępstwie ojca, a w 1723 został wybrany na marszałka komisji radomskiej. Równolegle młody magnat daje się poznać jako utalentowany inżynier wojskowy: pod jego okiem doskonalone są fortyfikacje Kamieńca Podolskiego i Częstochowy.

W 1728 roku Stanisław otrzymuje swoją pierwsza posadę na dworze królewskim – wielkiego strażnika koronnego, którego głównym zadaniem była ochrona granic Rzeczypospolitej, czyli Kresów.

W tym czasie kończono w Stanisławowie wznoszenie kościoła jezuitów i matka poprosiła Stanisława, aby ten pomógł w ozdobieniu wnętrza. Stanisław niebawem zakupił dla kościoła obraz i ołtarz św. Ignacego Loyoli – patrona jezuitów. Radość wprawdzie z otwarcia nowej świątyni została zmącona przedwczesną śmiercią siostry Zofii, która w 1729 roku ledwie przekroczyła trzydziestkę.

Ale jeszcze gorszy miał być rok następny – 1730. Początkowo umiera mąż siostry Dominik Kossakowski, następnie młodszy syn Stanisława – Józef. Był on przysłowiowym „oczkiem w głowie” starego hetmana i studiował w stanisławowskim kolegium jezuitów. Po śmierci spoczął w krypcie rodowej kolegiaty. Jego sarkofag zachował się do naszych dni. Przyczyną tych wszystkich zgonów była dżuma, zawleczona do miasta przez ormiańskich kupców z Turcji. Ta epidemia pochłonęła wiele ofiar spośród mieszkańców Stanisławowa. Grzebano ich na „dżumnym” cmentarzu na tyśmiennickim przedmieściu miasta. Po wygaśnięciu zarazy, Stanisław Potocki nakazał wznieść w tym miejscu kolumnę z figurą Chrystusa, trzymającego kulę ziemską z łacińską inskrypcją „Odkupicielu świata, ratuj nas!”. Ten zabytek po II wojnie światowej zniszczyli sowieci.

W 1732 roku Stanisława czekają dwie kolejne ciężkie próby. Na początku roku umiera jego małżonka, Marianna z Laszczów. Spoczęła w kościele karmelitów bosych w Przemyślu. 1 maja odchodzi do wieczności jego matka Wiktoria. Wygląda na to, że ani maż, ani syn specjalnie się tym nie przejęli. Józef ożenił się jeszcze tego roku, a Stanisław – w następnym pojął za żonę Helenę z Zamojskich. Interesujące, że macocha był młodsza od niego o 14 lat.

W 1734 roku, podczas kolejnego powstania przeciwko królowi polskiemu, Stanisławów grabią wojska rosyjskie. Aby zaradzić w przyszłości takim nieszczęściom i ustrzec swoje rodzinne gniazdo, Józef Potocki postanawia wzmocnić fortyfikacje. Pracami kieruje osobiście Stanisław, a ich koszt osiągnął wartość kilku milionów złotych.

Wojewoda terenów okupowanych
W 1735 roku Stanisława oczekuje kolejny stopień kariery – zostaje wojewodą smoleńskim. Prawdopodobnie ten zaszczyt był potwierdzeniem „pokoju” pomiędzy nowym królem Augustem III i Józefem Potockim, który otrzymał buławę hetmana koronnego. Ale za głośnym tytułem wojskowym wówczas już mało co stało: Smoleńsk już od stu lat był w rękach Rosjan, a całe województwo ograniczało się jedynie do wąskiego pasma ziem przygranicznych.

Jak by tam nie było, województwem należało kierować i Stanisław wyjeżdża na północ, zabierając ze sobą młodą żonę. Urodziło im się co najmniej 10 dzieci i daje to podstawy uważać, że pan wojewoda nie spędzał czasu wyłącznie na rozwiązywaniu spraw wagi państwowej. Z licznych jego potomków jedynie dwoje pozostawiło zauważalny ślad w historii.

W 1738 roku Stanisław przyjeżdża do Stanisławowa na otwarcie kościoła św. Piotra i Pawła oo. trynitarzy. Z jego funduszy powstał ołtarz, który był prawdziwą ozdobą kościoła.

Niebawem wojewodę smoleńskiego mile zaskoczyła nowina, że fortyfikacje, wzniesione według jego projektu, wytrzymały rosyjskie oblężenie 1739 roku. Potocki nie szczędził kosztów, by na pamiątkę bohaterskiej obrony przed „przeklętymi Moskalami” uczcić zwycięstwo figurą Matki Boskiej, ustawionej na halickim przedmieściu.

W 1742 roku wojewoda wydaje swoją starszą córkę Annę za mąż za dalekiego krewnego Franciszka Salezego Potockiego, właściciela Krystynopola i Humania. W posagu ojciec wyposażył córkę w 40 wiosek i miasteczek. Jest to naocznym przykładem, jakim obszarami władał klan Potockich na Ukrainie. W tymże roku Stanisław Potocki zostaje udekorowany najwyższym państwowym odznaczeniem – Orderem Orła Białego.

Mija niespełna dwa lata, a na Potockiego czeka kolejny szczebel hierarchii politycznej – zostaje wojewodą kijowskim. Było to o wiele lepsze, niż dalekie wojewodostwo smoleńskie. Ale, o ironio losu, Kijów również był w rękach Rosjan i stolica województwa była w Żytomierzu. W tych latach stary Józef Potocki powoli zaczął zapadać na umyśle i Stanisław musiał przejąć funkcje zarządzania rodzinnym majątkiem, równocześnie knując intrygi przeciwko rodzinie macochy z powodu jej wpływu na starzejącego się hetmana.

Szczodry wobec monarchów i bezlitosny wobec opryszków
Józef Potocki zmarł 19 maja 1751 roku i syn przejął olbrzymi majątek ojca. Będąc jedynym spadkobiercą (co nieco przypadło jednak macosze), Stanisław stał się właścicielem Stanisławowa, Tarnopola, Niemirowa, Zbaraża, Brodów, Załoźców, Rudnika, Józefowa, Magnuszowa, Krotoszyna, był starostą halickim, kołomyjskim, śniatyńskim, leżajskim i posiadał kilka kluczy majątków. Były to kolosalne majętności nawet dla magnackiej Rzeczypospolitej.

Syn wyprawia ojcu wspaniały pogrzeb, podczas którego wydarzył się wypadek, który charakteryzuje Stanisława, jako człowieka uczciwego, sprawiedliwego i tolerancyjnego. Pośród gości był daleki krewny zmarłego, właściciel Buczacza Mikołaj Potocki, starosta kaniowski. Podczas stypy gość, mając już dobrze w czubie, rozpoczął strzelanie do gołębi. Ale zamiast „ptaka pokoju” snajper ten ustrzelił Żyda. Wypadek wywołał olbrzymi rezonans pośród żydowskiej gminy miasta.

Nowy dziedzic Stanisławowa podszedł do krewnego i wypowiedział swoje oburzenie z powodu wypadku. Ten szczerze rozgniewany rzekł: „Co, szkoda ci jakiegoś Żyda? Przyśle ci ich cały wóz”. Po czym wskoczył na koń i wraz ze swymi kompanami opuścił przyjęcie. A po kilku dniach przez bramę tyśmienicką do Stanisławowa zajechał wóz z dalekiego Buczacza i hajducy wprost pod bramą pałacu wyrzucili na bruk tuzin Żydów. Była to swego rodzaju „moralna rekompensata” starosty kaniowskiego. Po latach jeden z tych przymusowych przesiedleńców – Szmaja Regensztrajf – wzbogacił się i wystawił swoją kamienicę w prestiżowej dzielnicy Stanisławowa.

Jeszcze przed pogrzebem starego hetmana Stanisław Potocki wprawnym okiem budowniczego zauważył spękania w murach kościoła jezuitów. Przyczyną tego były poważne błędy budowniczych i zbyt słabe fundamenty budowli. Gdy spękania pojawiły się na stropach, stało się jasne, że świątynia jest w stanie awaryjnym. Stanisław nakazał wynieść wyposażenie wnętrza, a podłogę grubo wyścielić słomą, by w razie zawalenia się stropu uchronić cenną posadzkę i pochówki w kryptach (spoczywali już tam jego wuj i matka).

Pod koniec lutego 1752 roku rozpoczęła się rozbiórka starego kościoła, która trwała ponad rok. Wówczas okopano mury, wzmocniono fundamenty. Niektórzy uważają, że Potocki osobiście nakreślił plany nowej świątyni. Wydzielał co roku 6 tys. złotych na budowę i dawał 50 tys. sztuk cegły. Niestety nie doczekał się ukończenia budowy w 1763 roku i chociaż w ostatnim okresie pracami budowlanymi kierował Christian Dalke, to jednak mieszkańcy Stanisławowa zawdzięczają tę wspaniałą barokową świątynię właśnie Stanisławowi Potockiemu.

Należy też podkreślić, że w okresie rządów Potockiego zaznaczył się przełom w wieloletniej wojnie z górskimi opryszkami. W 1754 roku został schwytany i stracony ich przywódca Wasyl Bajurak, a latem 1759 smolakom (policji przybocznej – red.) udało się przegonić na Wschodnią Ukrainę oddział Iwana Bojczuka. I chociaż z opryszkami ostatecznie rozprawili się dopiero Austriacy, to początki unormowania sytuacji na Pokuciu położył właśnie Stanisław Potocki.

W 1755 roku szlachcic Michał Wilgorski oddaje Potockiemu za długi tyśmienicki klucz posiadłości. W 1756 roku Stanisław zostaje wojewodą poznańskim. Był to pojedynczy wypadek, gdy przedstawicielowi rodu Potockich nadano województwo na zachodzie Rzeczypospolitej. Do tej pory otrzymywali tereny na wschodzie – województwa kijowskie, bracławskie, wołyńskie. W tym samym roku umiera jego najstarszy syn, Antoni, starosta kołomyjski. Pomimo przykrej sytuacji, potomków Potockiemu jeszcze wystarczało.

Po objęciu nowej posady wojewoda prawie nie pokazuje się w Stanisławowie. Upodobał sobie natomiast miasteczko Załoźce, gdzie przeważnie mieszkał. Często przebywał również w dawnej rezydencji Wiśniowieckich w Zbarażu.

Całe życie Stanisława Potockiego wskazuje na to, że był on osobą wierzącą i nie szczędził wydatków na kościoły. Oprócz kościoła jezuitów w Stanisławowie, wybudował kościół franciszkanów w Krzemieńcu, świątynię bernardynów w Zbarażu, augustianów w Załoźcach i wspierał budowę kościoła w Tyśmienicy. Na własny koszt doprowadził do koronacji trzech cudownych obrazów w kościołach Lwowa (1751), Leżajska (1752) i Jarosławia (1756). Wszechstronnie wspierał ubogą młodzież szlachecką – fundował im wikt i mieszkanie oraz opłacał czesne za naukę.

Zmarł Stanisław Potocki 8 lutego 1760 roku i został pochowany w Zbarażu. Jego majątek przejęła wdowa Helena z Zamojskich, ale i ona po roku przeniosła się do wieczności. 26 lutego 1761 roku w Brodach nastąpił pierwszy podział „imperium” Stanisława Potockiego. Miasto Stanisławów przypadło Wincentemu Potockiemu, a jego opiekunką została Katarzyna Kossakowska.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 11 (279) 13-29 czerwca 2017

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.