Opowieść o lwowskim batiarze

-a A+

Spotkanie z okazji 180lecia Szkoły św. Marii Magdaleny we Lwowie. Na zdjęciu w swojej szkolnej sali na pierwszym piętrze Wiesław Podgórski (w ostatnim rzędzie w środku) wraz z koleżankami i kolegami z klasy (Fot z archiwum Wiesława Podgórskiego)

Opowieść o lwowskim batiarze

Pan Wiesław Podgórski, solista lubuskiego zespołu „Pohulanka”, działającego w ramach Zielonogórskiego Oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, jest rodowitym lwowiakiem.

Urodził się w 1935 roku na Chorążczyźnie. Kiedy staje na scenie i niskim tonem zaczyna: „Popamiętaj ty se, Tońku”, wydaje się, że melodia sama go niesie. Nie udaje, nie wciela się w rolę, po prostu jest lwowskim batiarem.

Za każdym razem z równym przejęciem, wzruszeniem i zaangażowaniem śpiewa o swoim Lwowie. Śpiewa, jakby gdzieś w oddali poprzez słowa piosenek, poprzez muzykę, widział Łyczaków i Kleparów, park Stryjski, znajome zaułki, ulice, place i gmachy. Prawdą uczuć i autentycznym przeżyciem każdego tekstu, porywa widzów, którzy jego występy zawsze nagradzają gromkimi brawami.

Pan Wiesław żyje lwowską piosenką. W 2004 roku wraz z Elżbietą Hryszko wydał „Śpiewnik: piosenki lwowskie, piosenki wileńskie, pieśni religijne, piosenki żołnierskie i patriotyczne, piosenki biesiadne”. Kocha i dobrze pamięta swoje miasto. Mógłby być doskonałym przewodnikiem po rodzinnym Lwowie.

Przed gmachem lwowskiej opery Wiesław Podgórski z mamą Józefą (Fot z archiwum Wiesława Podgórskiego)Rodzina państwa Podgórskich mieszkała we Lwowie na pierwszym piętrze kamienicy na Chorążczyźnie pod numerem 11. Nieopodal wznosił się gmach słynnego lwowskiego konserwatorium muzycznego. Absolwentami tej uczelni byli między innymi: hrabia Wojciech Dzieduszycki, Andrzej Hiolski, Jerzy Broszkiewicz i Irena Anders. Czy niezwykłe muzyczne sąsiedztwo miało wpływ na kilkuletniego chłopca? Może...

Po przyjeździe do Polski, w maju 1957 roku, pan Wiesław Podgórski już we wrześniu został członkiem Lubuskiego Zespołu Pieśni i Tańca. Często występował jako solista. Nikt jak on nie potrafił tak zamaszyście, zadzierzyście zakręcić partnerką w tańcu, że tylko furczały krochmalone halki i barwne spódnice. Nikt nie umiał tak jak on zagwizdać łobuzersko przy oberku, aż świdrowało w uszach.

W Lubuskim Zespole Pieśni i Tańca spędził prawie 20 lat. Wielokrotnie nagradzany za swoją działalność, między innymi Dyplomem Zasłużonego Obywatela Zielonej Góry w 1964 i 1969 roku. Dla tańca, dla występów zawsze potrafił wygospodarować czas po pracy, najpierw w Lubuskiej Fabryce Zgrzeblarek Bawełnianych, a później w Zakładach Przemysłu Wełnianego „Polska Wełna”. W chórze Lubuskiego Zespołu Pieśni i Tańca śpiewała również jego mama Józefa Podgórska.

Pan Wiesław Podgórski wraz ze Stanisławem Morem był też jednym z założycieli zielonogórskiego chóru „Pohulanka”, który powstał w 1995 roku z inicjatywy członków Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich w Zielonej Górze. Muzyka po dziś dzień jest niezwykle ważna w jego życiu.

Antoni Podgórski, dziadek bohatera artykułu, na ulicy Akademickiej, czyli na ulubionej promenadzie eleganckiego Lwowa. (Fot z archiwum Wiesława Podgórskiego)Wtedy€“ we Lwowie ważny był też rower. Mały urwis wypatrzył go w piwnicy u sąsiadki Żydówki. Leżał nikomu niepotrzebny. Jakaż to była radość, kiedy mama spełniła marzenie o posiadaniu własnego wehikułu. Naprawa kosztowała więcej niż sam rower. Była to tak zwana „balonówka lwowska” firmy Kamiński. Pierwsze jazdy wokół wybetonowanego placu Dąbrowskiego. Później do ozdobionego popiersiami znakomitych lwowian Parku Kościuszki czy do Stryjskiego Parku. I dalej –€“ ulicami i zaułkami na poznanie rodzinnego miasta. Rower był naprawdę ciężki. Miło zjeżdżać z górki, gorzej, gdy z położonego w kotlinie centrum trzeba było wjechać na któreś z lwowskich wzgórz, na przykład do kościoła św. Antoniego czy do kościoła Matki Boskiej Ostrobramskiej, gdzie w stronę na Winniki było dużo jezior, przy których w niedzielne popołudnia lubili odpoczywać lwowiacy.

Z kolei na Pohulance był park z muszlą koncertową. Tu zawsze ładnie grała orkiestra. W latach czterdziestych rodzinę państwa Podgórskich wyrzucono z przytulnego mieszkania na Chorążczyźnie. Znaleźli wtedy lokum przy ulicy Kopernika również pod numerem 11. Naprzeciw domu po lewej stronie znajdował się Pałac Potockich, po prawej kino „Kopernik”, w którym jako bileterka pracowała pani Józefa Podgórska, mama pana Wiesława, a 100 metrów dalej jeden z największych lwowskich banków. Było stąd dobrze słychać stukot tramwajów na ruchliwej ulicy Sykstuskiej, a kino „Kopernik” stanowiło prawdziwe okno na świat. Na kinowe seanse trzeba było jednak zasłużyć. Pan Wiesław swoim rowerem przewoził pudełka z filmami z jednego kina do drugiego, na przykład do dużego kina w Parku Kościuszki.

Lwowski batiar pan Wiesław Podgórski (Fot z archiwum Wiesława Podgórskiego)Teraz jest dumny z zaufania, jakim obdarzyło go kierownictwo placówki. Gdyby zawiódł, widzowie w którymś z lwowskich kin musieliby przecież czekać na seans. Rowerowe podróże – €“ czy to dla przyjemności, czy dla zarobku –“ dawały zwinność i krzepę. Hartowały nastolatka.

Był dobrym sportowcem. Interesował się kolarstwem i boksem. Kiedyś w lwowskich zawodach kolarskich zajął nawet III miejsce. I tą swoją rowerową pasją wyróżniał się spośród uczniów szkoły św. Marii Magdaleny, która mieściła się w ładnej dwupiętrowej kamienicy z charakterystycznym wejściem. Naprzeciw szkoły znajdował się budynek Przemysłowej Straży Pożarnej. Wychowawcą klasy był pan Bober.

Kiedy po latach, na 180-lecie szkoły zebrali się uczniowie tej zasłużonej lwowskiej placówki, z klasy pana Wiesława stawiło się niemal dwadzieścia osób, między innymi: Lidia Myszkowska, Teresa Szczęsna, Zdzisława Swistun, Leszek Marcinkiewicz, Bogdan Matwiejewicz, Krystyna Szkoba, Halina Jaskulska, Zdzisław Micka, Irena Pazikowska, Teresa Skrobisz, Jerzy Poczynek i Roman Malinka. Przyjechali z całego świata, by spotkać się w szkole w swojej sali na pierwszym piętrze. Z samego Wrocławia przyjechały 4 autokary lwowiaków – uczniów szkoły. Rocznicowe uroczystości rozpoczęły się mszą świętą w katedrze i pięknym koncertem galowym na uniwersytecie. Dla pana Wiesława były to chwile niezapomnianych przeżyć. Jacy są lwowiacy –“ on i jego lwowscy koledzy? Pogodni, weseli, życzliwi, szczerzy. Potrafią odwdzięczyć się za dobro, ale i zapamiętać doznane krzywdy. Jak w popularnej lwowskiej piosence o sercu batiara:

Mówcie, co chcecie,
Nie ma na świecie
Joj! Jak serce batiara!
Proste otwarte,
Najwięcej warte,
Joj! Jest serce batiara!
Zrobisz mu krzywdę,
To wtedy się strzeż!
A zrobisz mu dobrze,
To on tobie też!
Sto razy więcej jak ty!

„Być lwowiakiem to zaszczyt!” – podkreśla pan Wiesław Podgórski i jest w tym stwierdzeniu ogromna duma, jest niekłamane wzruszenie i tęsknota za rodzinnym miastem.

Małgorzata Ziemska
Tekst ukazał się w nr 4 (200) za 28 lutego-17 marca 2014

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.