Pierwszy terrorysta polityczny II RP

-a A+

Eligiusz Józef Niewiadomski (Fot. pl.wikipedia.org)

Pierwszy terrorysta polityczny II RP

Po kilku turach wyborów, konsultacjach i koalicjach, 9 grudnia 1922 r. II RP nareszcie wybrała swego pierwszego prezydenta. 11 grudnia 1922 roku odbyło się uroczyste zaprzysiężenie Gabriela Narutowicza… Sądzone mu było rządzić tylko pięć dni.

Na Gabriela Narutowicza oprócz odpowiedzialności za Państwo i Naród spadły obowiązki reprezentacyjne – obecność na ważnych uroczystościach, przemowy na zebraniach, otwarcie imprez artystycznych. 16 grudnia też był dniem wypełnionym szeregiem spotkań, wśród nich było otwarcie wystawy prac polskich artystów-malarzy w gmachu galerii sztuki „Zachęta” – Narodowej galerii sztuki.

Od kardynała Kakowskiego, prezydent Gabriel Narutowicz udał się do Zachęty samochodem, w towarzystwie szefa kancelarii Stanisława Cara. Przejazd Nowym Światem zajął kilka minut. Prezydent był w znakomitym nastroju, a przechodnie na ulicy witali go spokojnie. 

Około godziny 12:10 samochód z prezydentem zajechał przed gmach Zachęty. Na schodach wiodących do budynku gościa powitał szef protokołu dyplomatycznego hr. Stefan Przeździecki. Prezes Zachęty, dziękując za przybycie, wprowadził prezydenta do środka. Zgromadzona publiczność powitała Narutowicza oklaskami i wiwatami.

Po drodze do sal wystawowych prezydent przywitał się z grupą malarzy organizujących wystawę. Każdemu z nich uścisnął dłoń. O godzinie 12:12 wszedł do sali wystawowej nr 1 znajdującej się na pierwszym piętrze budynku. W czasie, gdy podziwiał obraz Bronisława Kopczyńskiego, przedstawiający fronton Zachęty, do prezydenta podszedł ambasador angielski w Polsce, William Grenfell Max Müller z żoną. Żona ambasadora powiedziała: Permettez-moi Monsieur le Président de Vous fèliciter (pozwoli pan sobie pogratulować panie prezydencie), Oh, plutôt faire les condoléances (raczej złożyć kondolencje) – odparł prezydent Narutowicz.

Osoba prezydenta wzbudzała powszechne zainteresowanie publiczności, większe niż zgromadzone w galerii obrazy. W momencie, gdy prezydent Gabriel Narutowicz zatrzymał się przed obrazem Teodora Ziomka „Szron” rozległy się trzy szybko po sobie następujące wystrzały z rewolweru. Nastąpiło ogromne zamieszanie wśród zgromadzonej publiczności.

Prezydent zaczął się słaniać i upadł na podłogę. Obok była poetka Kazimiera Iłłakowiczówna, która podtrzymywała jego głowę. Premier Nowak wzywał lekarza. Przybył dr Śniegocki znajdujący się przypadkiem w pobliżu. Stwierdził krwotok wewnętrzny płucny, „zaduszenie”, zatrzymanie akcji serca i zgon prezydenta Gabriela Narutowicza.

W tym czasie, w panującym zamieszaniu, dostrzeżono stojącego spokojnie zamachowca z hiszpańskim rewolwerem w dłoni skierowanym w stronę nieżyjącego już prezydenta Narutowicza. Był to Eligiusz Niewiadomski. Został schwytany przez wiceprezesa Zachęty, malarza Edwarda Okunia i jednego z adiutantów prezydenta. Bez oporu dał się rozbroić i powiedział: „Nie będę więcej strzelać”. W związku z tym posłano jedynie po marszałka Sejmu Rataja, który konstytucyjnie zastępował Prezydenta, jednak władzę tę mógł objąć tylko, opierając się na urzędowo sporządzonym akcie zgonu urzędującego prezydenta.

O godzinie 13:15 przybyły na miejsce sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Jan Skorzyński w asyście świadków: Edwarda Okunia, lekarza prof. Antoniego Leśniowskiego i władz prokuratorskich sporządził pierwszy protokół z oględzin zwłok prezydenta Gabriela Narutowicza. Fragment protokołu:

„...W gmachu Zachęty Sztuk Pięknych w sali nr 1 na pierwszym piętrze, wzdłuż i równolegle ze stojącą kanapą, głową zwrócony do drzwi wyjściowych, leży na wznak trup Prezydenta Rzplitej p. Narutowicza. (...) Koszula na piersi rozpięta i pokrwawiona. Na kiści prawej ręki ślady krwi. Przybyły o godz. 1 min. 12 po południu prof. Antoni Leśniowski stwierdził, że p. Prezydent Rzplitej nie żyje i że śmierć nastąpiła od ran postrzałowych zadanych w klatkę piersiową (...)”.

O godzinie 14:30 sprowadzono lando i szwadron szwoleżerów do honorowego eskortowania ciała zamordowanego prezydenta. Ciało owinięte w narodowy sztandar do powozu przenieśli ministrowie Darowski, Car i członkowie komitetu Zachęty. Kondukt przewiózł zwłoki prezydenta do Belwederu. Przy Zachęcie zebrał się tłum. W związku z tym mordercę prezydenta wyprowadzono bocznym wyjściem od ul. Królewskiej. W asyście wysokich funkcjonariuszy policji Niewiadomski został przewieziony do więzienia mokotowskiego. Na gmachu Zachęty zatknięte zostały żałobne chorągwie.

Tyle o tragicznych wydarzeniach z 16 grudnia 1922 roku. Kim był zamachowiec? Dlaczego strzelał do prezydenta? Czy był poczytalny? Działał sam, czy w jakimś spisku? Komu mogło zależeć na śmierci prezydenta, pełniącego swe funkcje dopiero pięć dni? Pytań było więcej niż odpowiedzi. Ale o wszystkim po kolei. 

Młodość
Eligiusz Józef Niewiadomski urodził się w Warszawie 1 grudnia 1869 roku. Syn Wincentego, literata, urzędnika mennicy warszawskiej i uczestnika powstania styczniowego oraz Julii z domu Werner. Jego rodzina, której historia sięgała XVI wieku, pieczętowała się herbem Prus o przydomku „Goleń”; wywodziła się ze wsi Niewiadoma pod Sokołowem Podlaskim. W wieku 2 lat Eligiusz Niewiadomski stracił matkę, którą odtąd zastępowała mu starsza siostra Cecylia.

Wykształcenie średnie uzyskał w warszawskiej szkole realnej, gdzie ukończył wydział matematyczny w 1888 r. Naukę kontynuował w Akademii Sztuk Pięknych w Sankt Petersburgu, którą ukończył w 1894, otrzymując złoty medal absolwenta za obraz „Centaury w lesie”. Był dobrym studentem, otrzymał 2 małe srebrne medale i 2-letnie stypendium po 300 rubli rocznie. W latach 1894–1896 kontynuował studia w akademii paryskiej. Był uczniem Wojciecha Gersona (1851–1901).

Działalność artystyczna
Po powrocie do Warszawy zasłynął jako publicysta i krytyk sztuki – jego artykuły były cenione przez znawców, m.in. przez Stanisława Witkiewicza (ojca). Od 1897 r. wykładał rysunek na Politechnice Warszawskiej; poświęcił się pracy na rzecz utworzenia w Warszawie Szkoły Sztuk Pięknych na europejskim poziomie. Przygotował statut uczelni, plan prac, a dzięki swoim kontaktom ściągnął do Warszawy wielu wybitnych twórców, m.in. Ferdynanda Ruszczyca, Xawerego Dunikowskiego, Edwarda Trojanowskiego, Kazimierza Stabrowskiego.

Jak wielu współczesnych, uległ modzie na wyjazdy do Zakopanego i górskie wycieczki, był jednym z pionierów polskiego taternictwa i autorem jednej z pierwszych map Tatr, na której zaznaczył szlaki turystyczne i schroniska. Opracował popularny zbiór map historycznych wydanych pt. „Album do dziejów Polski” (1899). Brał udział w pracach przy reorganizacji Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.

Szukając pracy, zajął się wykładami o historii sztuki, wzbogacając je zbieranymi za granicą materiałami ikonograficznymi przy wykorzystaniu takich ówczesnymi nowinek technicznych jak np. przeźrocza. Wydał w tym czasie szereg opracowań naukowych, w tym wielkie dwutomowe dzieło „O sztuce średniowiecznej”. W latach 1904–1910 wykonał polichromię w kościele farnym pw. św. Bartłomieja w Koninie, a okna świątyni ozdobił secesyjnymi witrażami.

W latach 1916–1917 powrócił do wykładania historii sztuki, malował studia portretowe, kompozycje artystyczne i ilustrował czasopisma. 1 marca 1918 r. mianowany został kierownikiem wydziału malarstwa i rzeźby w Ministerstwie Kultury i Sztuki w rządzie Rady Regencyjnej.

Działalność konspiracyjna i polityczna
W młodości obok pracy artystycznej był aktywny na polu politycznym; w Warszawie związał się ze szkolnymi tajnymi kółkami uczniowskimi, zalążkami rodzącego się ruchu narodowo-demokratycznego, w Petersburgu był prezesem organizacji polskich studentów. W 1891 r. uczestniczył w pierwszej od powstania styczniowego manifestacji patriotycznej w Warszawie, zorganizowanej przez studentów z okazji rocznicy Konstytucji 3 maja.

Od 1897 r. należał do tajnej Ligi Narodowej. Z członkostwa z niej zrezygnował, kiedy w czasie wojny rosyjsko-japońskiej domagał się, aby LN przeprowadziła antyrosyjską akcję dywersyjną (wysadzenie mostów na Kamie i Wołdze), a jego koncepcje zostały odrzucone. Działał w tajnym Towarzystwie Oświaty Narodowej. Przemycał z Galicji do Królestwa Polskiego nielegalne wydawnictwa narodowo-demokratyczne – „Przegląd Wszechpolski”, „Polak” i in. W nocy z 2 na 3 czerwca 1901 r. aresztowany przez rosyjską policję, został na kilka miesięcy osadzony w więzieniu na Pawiaku i w X pawilonie cytadeli warszawskiej. Utracił pracę na politechnice.

Po wybuchu I wojny światowej przebywał w Warszawie. Opowiedział się po stronie koalicji antyniemieckiej i nie zgodził się na wysuwane pod jego adresem propozycje współpracy ze zwolennikami proniemieckiej akcji politycznej Józefa Piłsudskiego i Władysława Studnickiego. 28 lutego 1918 r. uległ ciężkiemu wypadkowi wyskakując z tramwaju. 10 listopada 1918 r. brał czynny udział w rozbrajaniu żołnierzy niemieckich w Warszawie.

W 1920 roku, w chwili ofensywy bolszewickiej, wystąpił o urlop w ministerstwie i próbował wstąpić do Wojska Polskiego, ale został odrzucony z powodu wieku (miał wówczas 51 lat). Z polecenia gen. Kazimierza Sosnkowskiego został przyjęty do pracy kontrwywiadowczej w II Oddziale Sztabu Głównego; domagał się zintensyfikowania walki z komunistyczną agenturą i dywersją, ale jego koncepcje były odrzucane.

W 1921 zdemobilizowany powrócił do Warszawy na dawne stanowisko w Ministerstwie Kultury i Sztuki; jako urzędnik dobrze zapisał się w pamięci współpracowników: „(...) był pod względem pojmowania swoich obowiązków pracowitym i wzorowym w swoim wydziale”, – wspomina Jan Skotnicki.

Proces
Po dokonaniu zamachu Niewiadomski nie bronił się i nie próbował uciec, policja od razu go aresztowała. 30 grudnia 1922 r., w pierwszym dniu procesu, Niewiadomski został skazany przez sąd na karę śmierci, której sam dla siebie zażądał. W czasie procesu przyznał się, że przez pewien czas nosił się z zamiarem wykonania zamachu na Józefa Piłsudskiego, uznając go głównym winowajcą demokratycznego i lewicowego rozkładu, który toczył jego zdaniem Polskę. Zrezygnował z tego w momencie, gdy Józef Piłsudski zadeklarował, że nie zamierza się ubiegać o stanowisko Prezydenta RP. Pomysł dokonania zamachu powrócił po wyborze na to stanowisko Gabriela Narutowicza.

Oczekując na wykonanie wyroku napisał „Kartki z więzienia” – zbiór przemyśleń dotyczących polityki, patriotyzmu i troski o Polskę. Ukończył także „Malarstwo polskie XIX i XX w.”. W momencie egzekucji wyraził wolę, by nie przywiązywano go do słupka ani nie zawiązywano mu oczu. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski!”. Został rozstrzelany przez pluton egzekucyjny 31 stycznia 1923 r. Pochowano go na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. W pogrzebie Niewiadomskiego uczestniczyło około 10 tysięcy ludzi.

Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 3 (151) 14–27 lutego 2012

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.