-a A+

Kazimierz Ritter von Milbacher

Są ludzie, którzy zapisali się w historii parami i rzadko są wspominani pojedynczo, np.: Marks i Engels, Sztepsel i Tarapuńka (para komików z okresu sowieckiego – red.) czy Czapajew i Piet’ka (postacie okresu rewolucji bolszewickiej, bohaterowie licznych dowcipów – red.). Stanisławów też posiadał taką swoją „słodką parkę”. Byli to starostowie z okresu austriackiego Kratter i Milbacher. Kronikarze jednym głosem wychwalają ich za gospodarność. O Kratterze już pisaliśmy. Teraz przyszła kolej na Milbachera, tym bardziej, że możemy spojrzeć mu w oczy…

Drań i gruba świnia
Wiadomości o Kazimierzu Milbacherze jest niewiele. Urodził się 27 lutego 1784 roku. Swoją wspinaczkę po służbowej drabinie rozpoczął w 1814 roku od sekretarza w starostwie bukowińskim. W 1820 Milbacher jest już urzędnikiem gubernatorstwa Galicji i Lodomerii. Z pewnością musiał czymś się wykazać, bowiem już wkrótce zlecają mu posadę stryjskiego starosty okręgowego. W wersji współczesnej było to coś w rodzaju szefa administracji rejonowej, tylko terytorialnie było to kilka razy więcej niż obecnie. Kierownika okręgu i jego zastępców – komisarzy – mianował sam cesarz. Resztę urzędników starostwa szef dobierał sobie sam. Jego władza była nieograniczona.

Wobec tego bardzo szybko wybuchł pierwszy z tych licznych skandali, w które zamieszany był Milbacher. Krajoznawca ze Stryja Mykoła Zakusow wynalazł, że w kwietniu 1824 roku do Prezydium Gubernatorstwa Galicji i Lodomerii nadszedł anonimowy pamflet. Oto niektóre jego strofy:

Bolechowskiej soli nie tknie,
Jedynie złoto chytrus bierze.
Tak żonie na futro jest łasy
Sprawia jej puszyste futra i atłasy.

Wita się – kto obdaruje złotym,
Jak jedwab staje się łagodnym.
Pozostał z niego kawał samoluba,
Drań i świnia gruba.

W Gubernatorstwie rozpoczęto śledztwo i okazało się, że autorem pamfletu był sekretarz stryjskiego magistratu Ignacy Aszer. Obraził się na starostę za to, że ten… zmusił go do zapłacenia podatku od działalności komercyjnej. Na prowincji galicyjskiej honorowa szlachta wcale nie śpieszyła dzielić się swymi dochodami z państwem. Milbacher w ten sposób starał się wyprowadzić gospodarkę z „szarej strefy”. I za to nie był lubiany przez bogaczy, lecz był szanowany przez zwierzchników.

A tak w ogóle, Milbacher pokazał się jako porządny urzędnik, który we wszystkim przestrzegał litery prawa. Np. w sprawozdaniu z dnia 10 kwietnia 1825 roku pisze o ucisku chłopów w odrabianiu pańszczyzny przez właściciela majątku Skole. Niektórzy właściciele zmuszali chłopów pracować na nich ponad ustalony czas (i to bezpłatnie). Starosta z takimi zjawiskami walczył zdecydowanie.

Dyscyplina zaczyna się od karceru
W 1829 roku Milbacher był już radcą gubernialnym i starostą w Brzeżanach. Według ówczesnych zasad starosta był zarazem dyrektorem miejscowego gimnazjum. Na ten okres przypadają studia w brzeżańskim gimnazjum Markijana Szaszkiewicza – przyszłego członka słynnej „Ruskiej Trójcy”. Dyscyplina w zakładzie był ostra. Współcześni wspominają, że łobuzów często zamykano w karcerze, który był „gniazdem szczurów”, a uczniów starszych klas za wykroczenia dyscyplinarne można było po prostu oddać do wojska. Ciekawe – czy „odpoczywał” w karcerze Szaszkiewicz? Nic się o tym nie wspomina.

Po kilku latach otrzymuje nowe zadanie. Tym razem Milbacher osiada w Stanisławowie, gdzie w latach 1833-1838 pełni funkcję starosty. Przed nim funkcję tę sprawował Franciszek Kratter, za którego rządów, jak wspomina historyk Hrybowycz, „miasto zaznało najlepszego uporządkowania”. Nowy starosta też nie zasypywał gruszek w popiele i zasłużył sobie na komplement kronikarza: „Kazimierz Milbacher też wiele starań włożył w dobro miasta… Cały okres jego panowania był przepełniony tym samym duchem dla dobra i porządku w mieście”.

Stanisławów nie był zupełnie obcy naszemu bohaterowi. Tu mieszkał jego stryjek – prefekt gimnazjalny (zastępca dyrektora) Franciszek Milbacher. Jak pisał Sadok Barącz: „Był to duchowny o wysokiej moralności i filantrop, który rozsiewał wokół siebie prawdziwe światło. Ludzie uważali go za świętego”. Stryj zmarł w 1826, nie doczekawszy się administracyjnego triumfu swego bratanka.

Możliwe, że ze względu na pamięć o krewnym, a może dlatego, że był dyrektorem, nowy starosta zrobił wiele dla stanisławowskiego gimnazjum. W kronice zakładu wspomina się, że starosta przekazał gimnazjum wielką salę na uroczystości szkolne i egzaminy, przyczynił się do otwarcia laboratorium chemicznego, którym kierował nauczyciel, pan Tarnawski, również tym, że założył… karcer dla uczniów. Widocznie przydały mu się tu brzeżańskie doświadczenia w tej materii. Najbardziej z tego ostatniego ucieszył się prefekt, który był już zmęczony stałą walką z nieposłusznymi gimnazjalistami.

Na początku „okresu stanisławowskiego” Milbachera do miasta na inspekcję przyjechał gubernator Galicji Ferdynand d’Este. Starosta urządził wysokiemu gościowi iście królewskie przyjęcie. Arcyksiążę odjeżdżał zadowolony.

Dzięki urzędnikowi miasto upiększył pomnik Franciszka I (z archiwum autora)

W 1836 roku Milbacher inicjuje remont kościoła jezuickiego, w którym odbywały się nabożeństwa dla gimnazjalistów i garnizonu. Później świątynię przekazano społeczności ukraińskiej, która nie miała własnej cerkwi. Kto wie, może ten remont uratował świątynię przed całkowitą rujnacją. Do zasług starosty należy też przeprowadzenie dwóch nowych ulic – Cesarza Ferdynanda i Langenau. Ferdynand był cesarzem austriackim, koronowanym w 1835 roku. Obecnie jest to ulica Nyzowa. Marszałek polny Fryderyk Langenau dowodził wojskami austriackimi w Galicji i zasłynął swą wrogością do Polaków. Nie udało się zidentyfikować dokładnie topografię tej ulicy. Przypuszczam, że może to być obecna ul. Nowogrodzka.

Dla chłopów był jak ojciec
Milbacher dbał o prostych chłopów. Za jego rządów odczuli oni, że na swych właścicieli też mogą znaleźć prawo. O nim, jako obrońcy ludu, ułożono nawet kołomyjkę, w której starosta ukróca swawolę ekonomów:

Potem pana wekonoma
zamkną na ratuszu,
Aby tam się nauczył,
że i ja mam duszę.
Tu w cyrkule stanisławskim,
tu chłop ojca ma,
Dokąd chłopi będą żyli, będą mówili:
Ten starosta Milbacher –
skrzywdzić nas nie da.

Jeżeli do Ukraińców pan Kazimierz miał stosunek pobłażliwy, to z Polakami miał szczególne porachunki. Honorowa szlachta pamiętała czasy wolności i nie mogła ścierpieć administracji austriackiej. W Polakach Niemcy widzieli buntowników. W 1834 roku w stanisławowskim więzieniu osadzono powstańca przeciwko caratowi, znanego poetę Maurycego Gosławskiego, chorego wówczas na tyfus. Historyk Szarłowski pisze, że „starosta Milbacher nie miał nie tylko ani krzty litości do więźnia, ale również utrudniał mu kontakt z rodakami, którzy chcieli mu pomóc w chorobie, obchodził się z nim bardzo surowo i traktował jak złoczyńcę”. Nawet gdy Gosławski zmarł, starosta starał się ukryć ten fakt przed społecznością polską i kazał pochować zmarłego potajemnie. Ale to mu się nie udało.

Mieszczanie zapamiętali Milbachera jeszcze w związku z odsłonięciem pomnika cesarza Franciszka I. W tym celu uporządkowano plac jego imienia, który kiedyś był zabudowany drewnianymi chatami (dziś jest to pl. Szeptyckiego). Chaty wykupiono za 3775 florenów, po czym rozebrano. W centrum nowego placu ustawiono spiżowy pomnik cesarza dłuta wiedeńskiego rzeźbiarza Schallera o wartości 3000 florenów. 23 maja 1838 roku pomnik został uroczyście odsłonięty i poświęcony. Niebawem do miasta zawitał młodszy syn monarchy arcyksiążę Franciszek Karol, któremu pomnik ojca bardzo przypadł do gustu.

Krwawy diabeł
Nie wiadomo, czy było to powiązane z wizytą następcy tronu, ale w czerwcu 1838 roku Milbacher zostaje przeniesiony do Czerniowiec. Starostwo bukowińskie uważane było za zamożne, toteż inaczej jak awansem tego przeniesienia nazwać nie można. Wówczas urzędnik był już radcą dworu i było to więcej niż radca gubernialny.

Ze Stanisławowa Milbacher awansował do Czerniowiec (z archiwum autora)

Jeśli w Stanisławowie Milbacher walczył z polskimi ziemianami, aż ci nazwali go „krwawym czortem”, to teraz wziął się do Mołdawian. Nawet Iwan Franko odnotował tę jego działalność: „W r. 1838 okręgiem Bukowińskim rządził radca dworu Milbacher, człowiek nierozsądny i bardzo zapalczywy. Oburzonym 29 czerwca 1838 roku wytłumaczył on bukowiński status quo na swoje upodobanie i pojęcie i nakazał ze wszystkich ambon opublikować prawa dziedziców. A gdy do niego kupami zaczęli cisnąć się chłopi, to wyjaśnił im, że wszystkie ułożone i władzą okręgową zatwierdzone pańszczyźniane umowy należy uważać za nieważne i niebyłe”. Innymi słowy – starosta uznał za nieważne wszystkie umowy dziedziców z poddanymi, w których na chłopów nakładano zwiększone obowiązki odrabiania pańszczyzny. Naturalnie, że właściciele tę decyzję oskarżyli i w następnym roku ta skandaliczna decyzja została odwołana. Dziedzice udali się na audiencję do Wiednia, gdzie skarżyli się na „starostę tyrana”. Cesarz krytykę usłyszał i 21 listopada 1840 roku Milbachera z Bukowiny usunięto. Przeniesiono go do Lwowa. Na wyższą posadę.

Obejmując posadę starosty lwowskiego Milbacher zastał Rzeź Galicyjską w 1846 roku. W lutym Polacy wzniecili powstanie, ale Austriacy zdławili je w zarodku, szczując chłopów na szlachtę. Zniszczono wówczas w Galicji wiele majątków. Zachował się list Milbachera, w którym ten apeluje do mandatora (urzędnika policyjnego – aut.) Humencia, by zwoływać wszystkich chłopów z kosami, chwytać buntowników, a nawet ich mordować, gdyby stawiali opór. Jako pozytywny przykład autor listu przytacza wydarzenia w cyrkule Tarnowskim, gdzie „chłopi schwytali 108 drabów, w tym czterech hrabiów, i zabili 27”. 6 kwietnia 1846 roku Milbacher za zasługi w dławieniu powstania otrzymał tytuł „Honorowego obywatela Lwowa”. Między innymi ten tytuł otrzymał wraz z nim dyrektor policji Leopold Sacher-Masoch – ojciec pierwszego masochisty.

Dalszych wzmianek o losie Milbachera nie znaleźliśmy. W Wikipedii data jego śmierci nie jest podana. Wiadomo jedynie, że zmarł w czeskim Brnie.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 5 (297) 13-26 marca 2018

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2018 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.