-a A+

Burmistrz herbu Topór

Niektóre zawody w naszej świadomości łączą się z pewnymi postaciami. Na przykład: bokser – Kliczko, kosmonauta – Gagarin, kompozytor – Mozart. Otóż posada stanisławowskiego burmistrza dla wielu historyków i krajoznawców związana jest z postacią Ignacego Kamińskiego. Dlaczego z nim? Chyba dlatego, że był najlepszy.

Ofiara reżymu
Nim został najbardziej znanym burmistrzem Stanisławowa, Ignacy Kamiński przeżył wiele przygód i poniewierek. Urodził się w 1819 roku w Wiśniowczyku na Ziemi Tarnopolskiej. Pochodził z rodziny drobnej szlachty pieczętującej się herbem Topór, który był starym i dość powszechnym znakiem heraldycznym w Rzeczypospolitej. Ukończył kolejno szkołę ogólną w Buczaczu, gimnazjum we Lwowie, tutaj też Uniwersytet, gdzie uzyskał stopień doktora prawa i filozofii. Jako student przystąpił do konspiracyjnego kółka „Synowie Ojczyzny”, którego celem było uwolnienie Polski spod zaboru austriackiego. Brał aktywny udział w przygotowaniu 1846 roku. Na szczęście został wykryty przez policję i aresztowany. Mówię na szczęście, bo powstanie zostało stłumione w zarodku. Władze austriackie ogłosiły nagrodę za martwych powstańców i chłopi przynosili na punkty zborne całe worki odciętych głów swoich panów.

Szczęśliwie przeczekawszy Rebelię Galicyjską w więzieniu, Kamiński przeniósł się do Stanisławowa, gdzie zaczął pracę w kancelarii adwokackiej Tytusa Hrehorowicza. W 1848 roku w imperium wybucha kolejna rewolucja. Na przeciwwagę administracji austriackiej, miejska inteligencja uformowała swoje władze – Radę Okręgową, do której weszli przedstawiciele społeczności polskiej i żydowskiej. Sekretarzem Rady został młody prawnik Kamiński. Był on jednocześnie jednym z organizatorów Gwardii Narodowej – lokalnej samoobrony. W swoich przemówieniach politycznych Kamiński nawoływał do zniesienia pańszczyzny. W Ukraińcach widział sojuszników i przeciwdziałał austriackim próbom skłócenia obu narodów.

Podczas rewolucji Ignacy zakochuje się i żeni. Jego wybranką została panna Maria, córka Joachima Bobeckiego. Teść był osobą zasłużoną – sam Tadeusz Kościuszko nadał mu stopień chorążego podczas powstania 1794 roku. Maria miała wdzięczny głos i śpiewała w kościele, a ich córka Amelia z czasem została znaną śpiewaczką operową. Małżeństwo doczekało się jeszcze dwóch synów Zdzisława i Mariana oraz córki Heleny.

Niestety, młodzi niedługo cieszyli się sobą. W kilka dni po weselu Kamiński został przymusowo wzięty do wojska i przez trzy lata służył jako szeregowiec w więzieniu Terezienstadt.

Po demobilizacji powrócił do Stanisławowa. W swoich wspomnieniach opisywał interesujący epizod, który miał miejsce w przededniu wizyty cesarza Franciszka Józefa I. Otóż, aby młody rewolucjonista nie trafił cesarzowi na oczy, Kamińskiemu nakazano siedzieć w Kniagininie, dopóki Jego Wysokość nie wyjedzie z miasta.

Kandydat, Szwajcaria, deputowany
W 1861 roku weszła w życie reforma konstytucyjna. Teraz mieszkańcy Galicji mogli obierać deputowanych do Sejmu Krajowego we Lwowie. W Stanisławowie wybory odbywały się w siedzibie magistratu. Prawie wszyscy kandydaci, z wiceprezydentem Mochem, byli prorządowi. Jedynym antyrządowym kandydatem był doktor Kamiński. Gdy komisarz Eichl starał się zakwestionować jego kandydaturę, wypominając mu przeszłość, wzburzony tłum o mało nie wyrzucił go przez okno budynku. W wyniku głosowania Ignacy Kamiński zwyciężył, jednak starostwo zaskarżyło ten wynik i wyznaczono nowe wybory. Tym razem Kamiński przegrał, ustępując Jakubowi Krzysztofowiczowi, radcy sądu okręgowego.

W Szwajcarii Kamiński mieszkał w miejscowości Saint-Hellen (ze zbiorów Iwana Bondarewa)

Wybuch powstania 1863 roku znów obudził w Kamińskim konspiratora. Pojechał do Wiednia, gdzie kupował broń dla przygotowywanego powstania w Galicji. Przeczuwając, że policja depcze mu po piętach, wyjeżdża do Monako, a stamtąd do Szwajcarii. Mieszkając w kantonie Saint-Hellen Kamiński zrobił niezłą karierę – otrzymał obywatelstwo Szwajcarii i stał się osobą zaufaną przy szwajcarskim rządzie.

Przysłowie ludowe głosi, że w gościach jest dobrze, ale w domu najlepiej. Gdy tylko została ogłoszona amnestia, Kamiński powraca do rodzinnego Stanisławowa. Ale również tu nieźle się urządził: został wiceburmistrzem (1866), zaś po dwóch latach otrzymał długo oczekiwany mandat deputowanego Sejmu Krajowego.

Twórca komunalnego raju
Już wkrótce wiceburmistrz miał możliwość wykazać się swymi zdolnościami w pełnej mierze. W 1868 roku miasto padło ofiarą Marmoladowego pożaru. Magistrat nie mógł samodzielnie odbudować Stanisławowa – potrzebne były zewnętrzne źródła finansowania. Wówczas do akcji wstąpił Kamiński. Dostał się w Budapeszcie na audiencję do cesarza i uzgodnił wielką pożyczkę loteryjną dla miasta. Interesujące, że był to ten sam Franciszek Józef I, wobec którego nakazano Kamińskiemu siedzieć w Kniagininie.

Do Stanisławowa Ignacy powrócił jako bohater narodowy i na kolejnych wyborach obrano go burmistrzem. Przebywał na tej posadzie przez kolejnych dwadzieścia prawie lat (1870-1888). Nie tylko siedział na fotelu urzędnika, ale zrobił wiele dla miasta i jego mieszkańców.

Za jego kadencji wybudowano nowy ratusz, założono szkołę realną (dziś wydział stomatologii Uniwersytetu Medycznego), otwarto gazownię i założono oświetlenie gazowe ulic. Kamiński dobrze orientował się w finansach i nawet przez pewien czas łączył posadę burmistrza i dyrektora Banku Zaliczkowego i Kasy Oszczędności. Między innymi, budynek tej ostatniej też powstał dzięki niemu (obecnie jest tu zarząd Banku Oszczędnościowego Ukrainy przy ul. Mazepy 14).

Ulice miasta były intensywnie brukowane, tworzono i poszerzano chodniki. Stanisławów wzbogacił się w takie obiekty jak nowe więzienie, Straż Pożarną, miejskie zakłady mięsne, koszary wojskowe, a nawet prototyp dzisiejszego supermarketu – miejskie targowisko. Budowa wszystkich tych obiektów była możliwa dzięki długoterminowym kredytom, które miasto wzięło pod niskie odsetki. W okresie rządów Kamińskiego pojawiło się kilka nowych ulic. Największą z nich była ulica Batorego (dziś Króla Daniela), a brudny plac, przypominający „azjatyckie targowisko”, zamienił się w plac Mickiewicza. Ul. Sapieżyńską uświetnił olbrzymi Hotel Kamińskiego (1874), który ówczesna prasa nazywała „wzorcowym”. W okresie sowieckim mieścił się tam teatr lalek, a później hotel został rozebrany, gdyż był w stanie awaryjnym.

Dzięki Kamińskiemu powstała szkoła męska im. Mickiewicza (pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego)

Burmistrz nie zapominał też o kulturze. Oprócz szkoły realnej, miasto otrzymało jeszcze szkołę im. Mickiewicza (Instytut kształcenia podyplomowego) i św. Jadwigi (szkoła nr 7). Kamiński osobiście zaprosił z Paryża powstańca Wincentego Smagłowskiego z jego olbrzymim księgozbiorem i dał mu posadę dyrektora miejskiej biblioteki. Dzięki burmistrzowi powstało również rzemieślniczo-mieszczańskie Towarzystwo „Gwiazda”, do którego wstąpiło od razu 200 osób.

Kamiński był inicjatorem wielkiej wystawy rolniczo-przemysłowej w Stanisławowie w 1875 roku. Przybyli liczni goście nie mogli uwierzyć, że miasto niedawno spłonęło doszczętnie.

W 1885 roku papież wydał bullę o utworzeniu w Stanisławowie diecezji, której pierwszym biskupem został Julian Pelesz. Może Kamiński nie miał z tym nic wspólnego, ale stało się to podczas jego kadencji i znacznie podniosło prestiż miasta.

Skandal i dymisja
Badaczka historii miasta Żanna Komar odnalazła interesujące wspomnienia ówczesnego gimnazjalisty Ostrowskiego, w których tak opisuje postać burmistrza: „Był to człowiek rosły o szerokich ramionach, brunet o wyraźnych rysach, powstaniec 1863 roku, mówca, patriota, przedsiębiorca, zdolny, człowiek z inicjatywą, ambitny. Mieszkał przy ul. Małej Zabłotowskiej, którą później przemianowano na Kamińskiego. Miał ładny piętrowy budynek, do magistratu jeździł miejskim faetonem, zaprzężonym w jednego konia, którym powoził strażak. Codziennie faeton przejeżdżał do Rynku ulicami Sapieżyńską i Karpińskiego. Na tylnym siedzeniu widać było zgarbioną postać Kamińskiego, wspartego na potężnej lasce, z którą nigdy się nie rozstawał”.

Należy dodać, że ul. Małą Zabłotowską rzeczywiście przemianowano na Kamińskiego, ale chodziło tu o podstarostę Jana Kamińskiego, który w 1676 roku bronił miasta przed Turkami.

Piorun uderzył znienacka. W 1883 roku budowano kolej Stanisławów – Husiatyn. Kamiński, jako członek Izby Posłów w Wiedniu, zrobił wszystko, by kontrakt otrzymał baron Schwarz. Jak się potem okazało, baron było nie lada aferzystą i wybuchł prawdziwy skandal. Wszystkie gazety imperium pisały o sprawie Schwarz-Kamiński. Burmistrza obwiniono w dawaniu i otrzymywaniu łapówek, defraudacji kosztów budżetowych. Do miasta zjechała komisja lustracyjna, która wyjawiła, że Stanisławów zalega państwu z wypłatą półtora miliona złotych reńskich.

Kamiński do winy się nie przyznał i rozpoczęły się sprawy sądowe. Po spłaceniu adwokatom olbrzymich pieniędzy, burmistrz jednak się wykręcił. Ale jego reputacja została beznadziejnie nadwyrężona. Oprócz tego znacznie pogorszyło mu się zdrowie i dlatego zdecydował opuścić scenę polityczną. Najpierw zrzekł się mandatu posła na Sejm, a w lipcu 1888 roku podał się do dymisji ze stanowiska burmistrza. Interesujące jest to, że wkrótce miasto wypłaciło wszystkie długi i to dzięki wojsku, które szczodrze płaciło za dzierżawę koszar.

Dożył swoich lat Kamiński w miejscowości Dora w niewielkiej willi z widokiem na malownicze Karpaty. Zmarł w 1902 roku w Delatynie. Jego szczątki zostały przeniesione do Stanisławowa i uroczyście pochowane na miejskim cmentarzu. Krajoznawca Mychajło Hołowatyj jeszcze widział jego grób z prostym kamiennym krzyżem, który był w samym narożniku cmentarza, koło Teatru Dramatycznego. Na początku lat 80. nagrobek zniszczono spychaczami.

Iwan Bondarew
Tekst ukazał się w nr 20 (288) 31 października – 16 listopada 2017

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.