-a A+

Andrzej Klakurka – bohater z Rafajłowej

Pomnik legionistów w Rafajłowej (d. powiat nadwórniański w województwie stanisławowskim) jest jednym z najważniejszych, zachowanych do dziś obiektów historycznych upamiętniających ślady walk Legionów Polskich w Karpatach Wschodnich, a także przywołującym pamięć o Rzeczypospolitej Rafajłowskiej, pierwszym od czasów rozbiorów wolnym skrawku ojczyzny – ustanowionym niezłomną wolą i ofiarą krwi legionowego żołnierza. Inskrypcji na obelisku pomnika towarzyszy, na leżącej u jego stóp tablicy, zapis nazwisk poległych tam u schyłku 1914 i początku 1915 roku legionistów, dzięki czemu ona sama stała się kamienną i trwałą zarazem kartą księgi – nie tylko zachowującej dla potomnych suchy wykaz ich nazwisk, ale też inspirującej do dokładniejszego poznania losów pogrzebanych tam legionowych żołnierzy oraz związanych z tym tragedii rodzinnych – bólu rodziców i bliskich po stracie synów czy krewnych, zwykle młodych chłopców, często uczniów nawet czy studentów.

Pierwsze miejsce na tej tablicy zajmuje, jako jedyny wymieniony ze stopniem wojskowym, Andrzej Klakurka - jak podaje inskrypcja „słuch. praw, plut. 4 p.p. Leg. Pol. * 11/X 1895 † 15/II 1915”. Co kryje w sobie ta zwięzła, wykuta w piaskowcu informacja? Na ile jest ścisła?

Inskrypcje nagrobne, choć często jedyne zapisy odnoszące się do pogrzebanej osoby, nie mogą być jednakowoż przyjmowane jako bezdyskusyjnie prawdziwe, zwłaszcza, gdy pobieżna nawet ich lektura ujawnia w nich nieścisłości. Tak jest i w tym przypadku – Andrzej Klakurka nie mógł być żołnierzem 4 pułku piechoty, ponieważ takowy wówczas jeszcze nie istniał (został sformowany dopiero wiosną 1915 w Piotrkowie Trybunalskim). Inskrypcje na obelisku i tablicy pomnika zawierają także i inne nieścisłości: występuje tam nazwisko „Dufrad” – brzmiące według dokumentów źródłowych „Dufrat”, podobnie wymieniony „Kramowicz” to „Krauzowicz”, „Pieszko” - być może Pieczko, zaś „Wdziołek” to zapewne „Widziołek” lub „Wdzióbek”, co nie oznacza, że i pozostałe nazwiska wykuto w prawidłowym zapisie. Ponadto, tablica zawiera 7 nazwisk i informacje o 29 poległych legionistach, co jest rozbieżne z inskrypcją wykutą na obelisku mówiącą o 40 poległych. To wszystko świadczy, że informacje zawarte na tym pomniku winny zostać ponownie zweryfikowane w oparciu o materiały źródłowe. Ale czy kompletne archiwalia z lat wojny, a dotyczące poruszonych kwestii w ogóle istniały? A jeśli tak, czy zachowały się choćby w części z uwagi na znaczny upływ lat, zawieruchy wojenne, zmiany granic i zniszczenia w archiwach? Bo tylko takie dokumenty, choćby nawet szczątkowe, mogłyby tu być prawdziwie pomocne, gdyż z uwagi na prawie już 100-letnią odległość czasową od tamtych zdarzeń nie sposób spotkać dziś ich bezpośrednich świadków, zaś ich ustny przekaz nie tylko mógłby się okazać niepełny, ale też i zniekształcony przez depozytariuszy wspomnień. Niektórzy żyjący w tamtych latach zapisali jednak swe wspomnienia, i choć często dotyczą one epizodów drobnych, wręcz marginalnych, to dają one obraz tamtego czasu, a zawarte w nich informacje mogą wręcz przypadkowo stać się spoiwem dla innych, dotąd nie powiązanych ze sobą faktów i zdarzeń. Pójdźmy tedy tropem zachowanych materiałów archiwalnych i utrwalonych w zapisie wspomnień, by choć w części odtworzyć losy jednego z rafajłowskich bohaterów – Andrzeja Klakurki i jego drogę do wolnej Polski, zapewne podobną do przebytej przez wielu jemu rówieśnych.

Andrzej Klakurka był rodem z Myślenic. Studiował prawo, zapewne dla kontynuowania profesji swego ojca, Mikołaja Klakurki, adwokata i burmistrza w tym mieście. Mikołaj Klakurka był dwukrotnie żonaty – z pierwszą żoną miał córkę Annę, z drugą, Antoniną z Kokowskich, czwórkę dzieci: najstarszą Józefę, następnie Kazimierza Stefana (legionistę w tej samej co Andrzej jednostce), niespełna dwa lata od niego młodszego Andrzeja Ryszarda oraz najmłodszego Adama. W rodzinie Klakurków panowała patriotyczna atmosfera, tak więc Andrzej „jeszcze jako mały chłopiec marzy o chwili, kiedy będzie mógł chwycić za broń i zmierzyć się czoło w czoło ze swym ciemiężcą. Swe dziecinne lata szkolne spędza w atmosferze walki orężnej”. Nie były też obce w rodzinie sympatie wojskowe – szwagier Andrzeja, straszy od niego o 9 lat (mąż wspomnianej jego siostry Józefy) wstąpił w sierpniu 1914 do oddziałów strzeleckich, a następnie do Legionu Wschodniego, co bez wątpienia wsparło decyzję braci do zaciągnięcia się pod sztandary. Był to schyłek lata, 25 sierpnia 1914 – Andrzej miał włówczas ukończone zaledwie 18 lat, więc „gdy przyszła właściwa chwila, z zapałem chwyta za oręż i idzie w bój wpatrzony w świtającą daleko ponad oparami krwi i pożogi – jutrzenkę wolności”.

Rozpocznijmy tedy od wspomnień Anny Skarbek-Sokołowskiej, zaprzyjaźnionej z rodziną Klakurków. Tak wspomina ona Andrzeja w dniach przygotowywania się do wymarszu legionistów na wojnę: „Do mnie dotarła przez Myślenice smutna wiadomość z frontu karpackiego, na którym walczyła 2 Brygada Legionów Polskich, o śmierci kilku myślenickich legionistów, wśród nich Andrzeja Klakurki i Jana Bednarza. Ojciec Andrzeja Klakurki, serdecznie z nami zaprzyjaźniony, ówczesny burmistrz Myślenic, z zawodu adwokat, z pochodzenia góral, był z postawy i twarzy wspaniałym typem bacy podhalańskiego. 17-letni Andrzej był najpiękniejszym i najmilszym chłopcem naszej myślenickiej drużyny legionowej, ujmował serca nieziemską wprost urodą, dobrocią i uprzejmością. Późnym latem w dzień pożegnania drużyny myślenickiej niosłam dla niego i strzegłam troskliwie w tłoku kościelnym cudne róże z ogrodu Janki. I oto podczas mszy otarła się o mnie pewna pani w ciężkiej żałobie. Krepa jej welonu spowiła kwiaty. Przebiegł mnie dreszcz niedobrego przeczucia. Wstrząs był tym silniejszy, że przeżywałam go po raz drugi. Poprzedniego wieczoru szłam przez rynek. Okno mieszkania Klakurków było otwarte. Pani Klakurkowa grała na fortepianie marsz żałobny Szopena. Wtórował jej na skrzypcach niezwykle muzykalny Andrzej. Wtedy po raz pierwszy, pomimo uroku pięknej, księżycowej nocy, doznałam złowróżbnego wstrząsu. Co myślą ci dwoje grając w przeddzień pożegnania żałobny marsz? W kościele na widok róż spowitych krepą, powtórzył się ten wstrząs i wywołał lęk silniejszy jeszcze i boleśniejszy. Pomyślałam: -Nie dam mu tych kwiatów. Zrozumiałam jednak natychmiast niedorzeczność tej myśli. Czy moje danie lub nie danie róż może wpłynąć na los chłopca? Zabobon – nic więcej. Więc kiedy na rynku odbywało się uroczyste pożegnanie naszej drużyny, ofiarowałam róże Andrzejowi. Jak dziś przeżywa śmierć syna jego matka? Czy w liście do niej znajdę słowa pocieszenia? Był taki młody… taki dobry… taki piękny…”.

Andrzej trafił do dowodzonego przez płk. Zygmunta Zielińskiego 2 pułku legionów, który wraz z 3 pułkiem został koleją przerzucony z początkiem października 1914 w Karpaty Wschodnie – oba pułki zwano wtedy Legionem Polskim. Służył w IV batalionie Bolesława Roi. Po walkach po południowej stronie Karpat te dwa legionowe pułki zostały skierowane na ich północną stronę, by po zmaganiach pod Mołotkowem i w dolinie Bystrzycy Nadwórniańskiej osiąść w Rafajłowej. Część batalionów, a w nich i kompania Andrzeja, pozostała tam jako tak zwana grupa Hallera na dłużej, bo do lutego 1915, czyli do końca walk w tej dolinie. Wymiana korespondencji pomiędzy pozostałą w Myślenicach rodziną a braćmi Andrzejem i Kazimierzem nie była w tym czasie łatwa, listy adresowane na pocztę polową szły długo, a być może i ginęły gdzieś po drodze. Niemniej ojciec braci utrzymuje z nimi kontakt - pierwsza wiadomość dotarła z frontu zapewne dopiero w początkach grudnia, bo w liście do rodziny z dnia 10 grudnia 1914, z którego można się dowiedzieć, w jakiej jednostce służyli zachęca do pisania do nich: „Od chłopców dopiero teraz przed kilku dniami otrzymaliśmy wiadomość, że są plutonowymi w legionie, ale gdzie, Bóg raczy wiedzieć. Byliśmy o nich w ogromnej trwodze, gdy przez 2 miesiące nie dawali znaku życia. Prosili tylko o tytoń i czekoladę. … - Ponieważ Kazik i Jędruś skarżą się, że mało się do nich pisze, chociaż listy do nich pewno poginęły, przeto podaję ich adres: Plutonowy Kaz. lub Jędrz. Klak. I Legion polski 2 gi pułk 4 ty bat. 14 komp. poczta polowa Legionów polskich / Feldpost der polnische Legion Nr 2”. Andrzej i Kazimierz (ich rodzimy IV batalion 2 pułku pozostał w Rafajłowej po odejściu większości oddziałów tego pułku na Huculszczyznę w końcu listopada 1914) nie doznali szwanku podczas potyczek z Rosjanami jesienią 1914, jak też w czasie nocnego boju o Rafajłową z 23 na 24 stycznia 1915 czy tydzień później, 31 stycznia, podczas walk pod Maksymcem, kiedy to legioniści ponieśli znaczniejsze straty w zabitych i rannych. Andrzej uczestniczył następnie w walkach o Zieloną – tak można sądzić z listu jego matki do siostry Elżbiety, wysłanego już po jego śmierci: „Chodzę do kościoła i modlę się, lecz już tylko dla jednego o szczęśliwy powrót, za drugiego o spokój jego duszy. Jakie to straszne Elżuniu, jak okropnie boli. Dotychczas mimo starań, nie mogliśmy się dowiedzieć gdzie biedactwo spoczywa. Pisał Rajski o nim „nadzwyczaj służbisty, dzielny i dobry chłopak”. Żeby nie taki służbisty i takie dziecko, nie byliby go tak zabili. Po dwóch dniach i dwóch nocach spędzonych w górach w śniegu, dochodząc moskali, mając częściowo nogi odmrożone, bo lód miał w butach, z zapaleniem płuc, kazano mu, więc szedł pieszo, kilka kilometrów aż padł w Zielonej nieprzytomny. Opowiadają, że majacząc, bo gorączkował -41-42º wołał Kazka i rodziców. Nikogo się jednak nie dowołał, powleczono go podobno dalej aż duszę Bogu oddał. Na co Elżuś przyszedł on na świat ? Na co żył ? I co użył ? Boże, daj zrozumieć Twoje wyroki. Kazio jest obecnie w domu, urlop… kończy mu się 14 bm. i wrócić ma i znowu trwoga śmiertelna. Adaś staje w tych dniach do wojska, ma przyjechać do Myślenic na stawanie”.

Oprócz informacji, że starszy z braci, Kazimierz, wyszedł cało z walk w dolinie Bystrzycy Nadwórniańskiej, a najmłodszy z nich, Adam, miał wkrótce stawić się do wojska, list zawiera ważne, choć nie w pełni wyczerpujące wiadomości na temat ostatnich dni życia Andrzeja – dowiadujemy się bowiem, że dotarł z oddziałem w rejon Zielonej, więc musiało to być ok. 5 lutego 1915, gdyż wtedy miejscowość ta została zdobyta. Z opisu zachowanej fotografii z przemarszu 4 batalionu 2 pułku piechoty dnia 1 lutego 1915 wynika [„Na Pasieczance przez góry (pół batalionu odmroziło nogi)”], że oddział Andrzeja Klakurki przemieszczał się zboczami tej właśnie góry, a o odmrożeniu nóg wspomina matka Andrzeja w przytoczonym wyżej fragmencie listu. Poważnie chory na zapalenie płuc skończył życie nieco później i choć list nie podaje ani miejsca, ani daty, ani też bezpośredniej przyczyny śmierci (bo raczej z ciężkiego zapalenia płuc niż ran), można sądzić, że nastąpiła ona tak jak podaje inskrypcja na tablicy pomnika legionistów w Rafajłowej – 15 lutego 1915. Czy został od razu pochowany na tamtejszym cmentarzu legionistów, czy też w okolicach Zielonej w tymczasowej mogile, a szczątki zostały ekshumowane i przeniesione do Rafajłowej po pewnym czasie - tego nie wiemy.

Te prawie pewne supozycje poddają w wątpliwość treść zapisów w dokumentach odnoszących się do pośmiertnego przyznania Andrzejowi Klakurce Krzyża Niepodległości w dniu 23 września 1931 „za walkę orężną o niepodległość Ojczyzny” i „za śmierć w walce za wolność narodu”. Możemy w nich odnaleźć, że „bierze ze swym 3. pułkiem piech. Leg. Pol. udział w bitwach karpackich” i że „zmarł dn. 15 lutego 1915 r. w szpitalu w Myślenicach”. Informacja ta wydaje się jednak nieprawdziwa (choć można zadać pytanie, na podstawie czego znalazła się w tych dokumentach?) – po pierwsze jest bardzo mało prawdopodobne, by w tak złym stanie zdrowia został w latach wojennych przewożony do Myślenic, ale jeśli już nawet, to przecież jego matka wiedziałaby, gdzie został pochowany. Natomiast z przytoczonego fragmentu jej listu wyraźnie wynika, że nie wie, gdzie znajduje się jego grób, co sugeruje, że miejsce jego wiecznego spoczynku znalazło się daleko od rodzinnych Myślenic, więc zapewne właśnie w Zielonej czy ostatecznie w Rafajłowej. Błędna też jest informacja, że służył w pułku 3, gdyż wiadomo, że jego macierzystym był pułk 2.
Nagrobek Andrzeja był, jeśli nawet od razu pogrzebano go w Rafajłowej, to oznaczony początkowo, jak można sądzić, prostym drewnianym krzyżem. Kamienny pomnik na zbiorowej mogile legionistów wzniesiono „staraniem inteligencji pow. nadwórniańskiego” w 1920 - nie jest znany jednakże jego autor, ani też źródłowe dokumenty będące podstawą wyboru nazwisk poległych do umieszczenia na tablicy umieszczonej przed obeliskiem.

Wiadomo jednak, że wyglądała ona inaczej niż obecnie się tam znajdująca od lat 30-tych ub. wieku. Być może była wykonana z granitu i była nieco większa – o tym może świadczyć zachowany szkicowy „Projekt grobowca Legionistów poległych w wojnie światowej w Rafajłowej”, choć nie ma pewności, że był to projekt ostateczny i że to właśnie według niego wykonano pierwotną tablicę i jej podstawę - pomnik w pierwotnej formie znany jest z fotografii wykonanej przez kpt. Władysława Wawrzeckiego jako „Mogiła poległych legionistów”, zamieszczonej w publikacji z 1939, choć w tym czasie tablica przed obeliskiem była już inna. Kiedy tej zmiany dokonano – dokładnie nie wiadomo, być może równolegle z umieszczeniem nowego, żelaznego krzyża na Przełęczy Legionów, więc w 1931, zmieniono poprzednią tablicę na nową, piaskowcową, z wykutym na niej krzyżem i tymi samymi co poprzednio imionami i nazwiskami legionistów, wzbogacając jedynie zapis odnoszący się do Andrzeja Klakurki o fakt bycia słuchaczem praw, jego stopień wojskowy jako plutonowego i daty urodzenia oraz śmierci. W tej nowej formie występuje tablica przed obeliskiem na fotografiach z końca lat 30-tych, m.in. autorstwa Adama Lenkiewicza, który takie zdjęcie wykorzystał do wydania w postaci pocztówki.

Zachodzi tu więc pytanie, z jakiego powodu znalazły się w inskrypcjach tej tablicy wspomniane na początku artykułu nieścisłości, a przede wszystkim ta dotycząca numeru pułku, w którym służył Andrzej Klakurka. Można przypuszczać, że przy redakcji inskrypcji dla nowej tablicy nie uściślono danych z członkami rodzin uwiecznionych na niej legionistów, więc także i Andrzeja Klakurki. Można prawie z pewnością stwierdzić, że błędne wskazanie na tej tablicy 4. pułku piechoty jako macierzystej jednostki Andrzeja Klakurki wynikło z tego, że IV batalion, w którym cały czas służył, był podstawą sformowanego w maju 1915 (więc już po śmierci Andrzeja) przez jego dowódcę – Bolesława Roję, 4. pułku piechoty Legionów Polskich, być może też i z tego powodu, że w pułku o tym numerze służył (w stopniu chorążego od maja 1915) wymieniony wyżej jego brat Kazimierz. W następstwie powyższego, w przyszłości – kiedy przygotowywano inskrypcje dla tej tablicy - nazwisko „Klakurka” było kojarzone właśnie z 4. pułkiem.

A teraz, na zakończenie, słów kilka należy się rodzinie bohatera niniejszego szkicu. Jego bracia Kazimierz i Adam uznali, że ich rodowe nazwisko „Klakurka” nie jest zbyt eleganckie i zmienili je na „Korski”. Kazimierz przebył lata I wojny światowej w wojsku dosłużywszy się w 1919 stopnia majora. Był jednak wcześniej ranny – pocisk dum-dum uszkodził mu podbrzusze, uznał się więc niezdolnym do małżeństwa, skutkiem czego zerwał zawarte wcześniej narzeczeństwo (z piękną dziewczyną), a doznane przeżycia stały się zapewne przyczyną jego późniejszej samobójczej śmierci w 1930 w Myślenicach (a nie w Krakowie, jak podają publikacje). Ojciec Andrzeja, Mikołaj, zmarł w 1929, matka Antonina – w 1934. Oboje spoczywają na starym cmentarzu w Myślenicach. Być może w tym rodzinnym grobie pochowano (potajemnie?) bez wskazania tego na tabliczce ich syna Kazimierza, ale możliwe, że spoczął (jak wówczas powszechnie praktykowano) w innym nie oznaczonym miejscu tego cmentarza, przeznaczonym dla wybierających wspomniany rodzaj śmierci. Poza tym jednym, innych nagrobków z nazwiskiem „Klakurka” na tym cmentarzu brak, co potwierdził jego wieloletni zarządca.

* Składam szczere podziękowanie Pani Kamili Kiełbińkiej z Katowic za udzielenie ważnych informacji na temat rodziny Klakurków oraz życzliwe udostępnienie z rodzinnego archiwum jej teściowej, Józefy Kiełbińskiej (siostry Andrzeja Klakurki), materiałów archiwalnych dla wykorzystania w niniejszej publikacji.

Jan Skłodowski
Tekst ukazał się w nr 16 (212) za 29 sierpnia – 15 września 2014

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.