-a A+

Pomnik Kresowian w Bolesławcu. Adam W. Kowalski w centrum

Adam Wacław Kowalski (1907 – 2003). Wspomnienie

Pierwsze imię otrzymał po ojcu i dlatego, że urodził się w wigilię Bożego Narodzenia w Drohobyczu – miejscowości leżącej przed wojną na terenie Polski. Szkołę powszechną i gimnazjalną ukończył w Borysławiu, a szkołę średnią techniczną w Drohobyczu. Pracę zawodową rozpoczynał w Spółce Akcyjnej „GAZOLINA” w Borysławiu. Był współwłaścicielem szybu naftowego.

Będąc już członkiem PCK ukończył kursy z ratownictwa ogólnego i przeciwgazowego dla instruktorów drużyn ratowniczych. Zdobyta wiedza i umiejętności pozwoliły mu na uratowanie kilku pracowników szybu naftowego w czasie jednego z pożarów. W 1933 r. był delegatem okręgu lwowskiego na międzynarodowy zjazd działaczy Czerwonego Krzyża w Breslau (dzisiejszym Wrocławiu). Jego osiągnięcia w szkoleniach drużyn ratowniczych doceniła redakcja miesięcznika PCK w nr 4 z 1937 r. zamieszczając tekst ze zdjęciem. W Drohobyczu mieszkał przy ul. Stryjskiej 127. Znał wielu mieszkańców Drohobycza w tym prozaika i grafika Brunona Schulza. Utrzymywał też przyjazne kontakty z miejscowymi polskim Żydami, kolegami ze szkoły. Tuż przed wojną ożenił się z Marią z domu Braczkowską. W 1941 r. urodził się syn Janusz, a w 1945 r. jeszcze w Drohobyczu syn Robert.

Trudny okres przeżywał w czasie okupacji radzieckiej. Dwukrotnie przeżył rewizje NKWD. I jemu, i rodzinie udało się uniknąć zsyłki na Sybir, w czym pomógł kolega z czasów szkolnych Żyd Sznyt, będący we władzach sowieckich. Pod okupacją niemiecką w czasie poszukiwania żywności został zatrzymany na skraju lasu przez banderowców, którzy wyłapywali Polaków. Znając dobrze język ukraiński podał się za Ukraińca, na dowód odmówił pacierz w tym języku i tym się uratował. W czasie wojny konspiracyjnie pomagał potrzebującym jako wolontariusz. Kiedy na tych terenach wojna się skończyła, jako specjalista technik-mechanik nie mógł wyjechać do Polski, bo tak postanowiła nowa władza radziecka. W tym czasie urodził się drugi syn Robert. Rodzinę do Polski wysłał wcześniej, a sam 15 sierpnia 1945 r. w ostatniej chwili wskoczył bez zgody miejscowych władz do jednego z ostatnich odchodzących z Drohobycza transportów. Transport złożony z 32 wagonów towarowych z ponad setką rodzin dotarł do Bolesławca 17 września 1945 r. o godz. 5.15. Na skwerze przed dworcem kolejowym stał fortepian. Anna Okoń, nauczycielka z transportu zaczęła grać, a wszyscy zgromadzeni odśpiewali, Mazurka Dąbrowskiego i „Boże coś Polskę”. W mieście byli już inni Polacy głównie z centralnej Polski i powracający z robót przymusowych z Niemiec. W kościele katolickim przy Rynku spotkany w czasie modlitwy ks. Paul Sauer bardzo się ucieszył z tak dużej grupy katolików i poprosił pana Adama, znającego język niemiecki, o tłumaczenie pierwszych kazań i napisanie po polsku modlitwy „Ojcze nasz”.

Zamieszkał przy ul. Kutuzowa. Aby zapewnić rodzinie byt rozpoczął pracę przy dozorze krów w majątku Wojska Polskiego w Brygadowcach Łużyckich (dzisiejszych Suszkach). Zapłatę otrzymywał w naturze w postaci mleka, chleba i czasami mięsa. Nie trwało to długo, ponieważ stracił środek lokomocji – rower, który na ul. Jeleniogórskiej zarekwirował patrol żołnierzy radzieckich.

RodzinaZa poradą znajomych zaczął naprawiać, a raczej usuwać zabrudzenia z zepsutych zegarków, które do prowizorycznego zakładu przynosili najczęściej radzieccy żołnierze. Podstawy miał w wyuczonym zawodzie technika mechanika precyzyjnego. Z czasem w Krakowie zdał egzamin czeladniczy, a później w 1950 r. – mistrzowski. Działalność rzemieślniczą rozszerzył stając się jubilerem. Ze srebrnych łyżeczek wykonywał obrączki, a nawet przetapiał różne elementy ze złota. Był jednym z pionierów bolesławieckiego rzemiosła. 10 lutego 1946 r. m.in. z jego inicjatywy powstało Stowarzyszenie Rzemieślników i Kupców, które wiosną 1946 r. przekształciło się w Cech Rzemiosł Różnych. Jako skarbnik Cechu zbierał na sztandar, który 26 października 1947 r. został poświęcony przez ks. dr. Karola Milika administratora wrocławskiej archidiecezji. Niestety sztandar zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Działalność rzemieślniczą skończył tak jak większość innych – w 1950 r. wobec naliczenia domiarów niemożliwych do zapłacenia. Działał w Stronnictwie Demokratycznym. Podjął pracę przy uruchomieniu Spółdzielni Pracy Metalowej – odlewni żeliwa przy ul. Polnej na stanowisku kierownika. Wyroby odlewni były wysyłane do stolicy. Uhonorowano go srebrną i złota odznaką „Odbudowa Warszawy”. Jego pasją było też fotografowanie miasta i okolic. Zapewne z tego względu na początku 1961 r. wspólnie z żoną Marią podjął się prowadzenia sklepu „Foto-optyka”. Pracował tam aż do przejścia na emeryturę w 1972 r.

Na emeryturze, mając więcej czasu dla siebie, mógł zająć się pasją zbierania znaczków pocztowych i monet, których kolekcjonowanie rozpoczął jeszcze przed wojną w Drohobyczu. Od wielu lat na sercu miał jednak wykonany w 1885 r. w Głogowie bolesławiecki ratuszowy zegar, który został uszkodzony przez pocisk po zakończeniu działań wojennych w 1945 r. Wprawdzie przy pomocy rzemieślników Cechu Rzemiosł Różnych w 1946 r. mechanizm naprawił, ale zegar ciągle się psuł. Okazja nadarzyła się w czasie remontu wieży ratuszowej w 1977 r. Zdemontowany ważący 4 tony zegar przeszedł gruntowną renowację. Pan Adam wymienił wiele zardzewiałych elementów. Po uruchomieniu co drugi dzień, aż do 2000 r., wchodził na wieżę i nakręcał mechanizm. Lubił widok miasta, który roztaczał się z wieży ratuszowej. Rada Miasta Bolesławiec uchwałą z dnia 31 marca 2004 r. nadała zegarowi ratuszowemu nazwę „Kuranty Pana Adama”.

Wizytówki pana Adama

Naprawił także czasomierze kościelne i ratuszowe w innych miejscowościach, między innymi w Legnicy, Krotoszynie, Krośnie i Złotoryi. W Jego mieszkaniu na ścianie wszędzie wisiały zegary, a na stoliku i szafkach stały rzędem budziki. Z czasem tworzył nowe zegary, których cyferblaty stanowiły stare płyty gramofonowe. Umieszczał na nich swój znak firmowy ADWAKO. Podejmował się też drobnych renowacji zabytków sakralnych w swoim kościele parafialnym w Bolesławcu przy pl. Zamkowym. Nigdy nie mówił dosłownie ile ma lat, odpowiadał cyfrowo milionami minut życia.

Wraz ze zmianą ustrojową w 1989 r. zaczął żyć Kresami. W czerwcu 1992 r. był jednym z założycieli koła Towarzystwa Przyjaciół Drohobycza. Odbył w tym czasie wraz z innymi wycieczkę do ukochanego Drohobycza. Wspierał materialnie i organizacyjnie grupy młodzieży polskiej ze Lwowa i Krzemieńca oraz zespół „Odrodzenie” z Drohobycza, które odwiedzały Bolesławiec w latach 1997 – 2000 r. Jego największym pragnieniem było upamiętnienie przybycia kresowiaków w 1945 r. do Bolesławca na skwerze przed dworcem kolejowym. Przy wsparciu Towarzystwa Miłośników Bolesławca udało się 17 września 1995 r. – dokładnie w 50. rocznicę przybycia pierwszego transportu Polaków z byłych Kresów RP – uroczyście odsłonić pomnik z tablicą: „50 LAT MINĘŁO… 17 WRZESIEŃ 1945 – 1995. PRZYBYLIŚMY Z KRESÓW WSCHODNICH – POZOSTALIŚMY TUTAJ. BĘDZIĘMY. OSADNICY”.

Za swoją działalność zawodową i społeczną otrzymał: Krzyż Laterański w 1930 r., odznakę „Za Zasługi dla Dolnego Śląska” i Złoty Krzyż Zasługi w 1962 r., Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (Polonia Restituta) w 1972 r., srebrny medal „Zasłużonemu Działaczowi Stronnictwa Demokratycznego”, odznakę „Za Zasługi dla Województwa Jeleniogórskiego”, odznakę „Zasłużony dla Miasta Bolesławca”, złotą odznakę „Zasłużony Filatelista” w 1986 r., Medal Papieski, Odznakę Honorową PCK I stopnia (diamentową) w 1999 r.

26 września 2000 r. Rada Miasta Bolesławiec w uznaniu pionierskich zasług przy odbudowie miasta, działalności społecznej i kulturalnej na rzecz Ziemi Bolesławieckiej nadała mu Honorowe Obywatelstwo Bolesławca. Podobny tytuł otrzymał w Złotoryi. Pan Adam żył skromnie i samotnie. Przeżył mocno w 2000 r. śmierć pierworodnego syna Janusza. Od 1984 r. był wdowcem. W marcu 2001 r. ożenił się z Marią Chłodzik – Polką ze Stanisławowa (obecnie Iwano-Frankiwsk), którą poznał trzy lata wcześniej w Bolesławcu, a której cała rodzina po wojnie wyjechała do Polski.

Pan Adam Wacław Kowalski zmarł 5 grudnia 2003 r. przeżywszy 96 lat. Uważał się za zwykłego człowieka. Część z mieszkańców zapamiętała go jako statecznego starszego pana w garniturze i okularach, spacerującego od ul. Kutuzowa do Rynku, a także jako pasjonata i społecznika.

Opracował Zdzisław Mirecki
Tekst ukazał się w nr 9 (205) za 16-29 maja 2014

09/12/2013 17:26

Podbuż upamiętnił Józefa Dietla

W Podbużu, małej miejscowości niedaleko Drohobycza, 13 października br. odsłonięto tablicę upamiętniającą 210. rocznicę urodzin Józefa Dietla.

06/07/2016 10:14

Obchody 75. rocznicy mordu Polaków w Borysławiu

3 lipca na cmentarzu na Hukowej Górze w Borysławiu poświęcono odnowioną mogiłę oraz dwujęzyczne tablice z nazwiskami 17 Polaków bestialsko zamordowanych 26 czerwca 1941 roku przez NKWD.

19/03/2017 19:17

Polscy Mohikanie Zagłębia Borysławskiego

W pierwszym dniu wiosny obchodziły swoje urodziny 98-letnia Krystyna Kurpiel w Borysławiu i 81-letnia Helena Marycz w pobliskim Podbużu.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.