Zapomniany polski odkrywca Ameryki

-a A+

Odkąd sięgam pamięcią moje zainteresowania w dużej mierze krążyły wokół zagadnień związanych z historią. Wpływ miało na to niewątpliwie domowe wychowanie i cała atmosfera rodzinna związana z krzewieniem tradycji, patriotyzmu, etc. Od dziecka z lubością słuchałem licznych opowieści o swoich przodkach, o ich dokonaniach. Z tego zrodziła się u mnie także pasja genealogiczna, którą zaszczepił mi wujek Eugeniusz Śliwowski, niestety już nieżyjący. Genealogia jest tu niezmiernie istotna, ona to rozbudziła znacznie poczucie mej tożsamości rodowej i mimo, że przyszedłem na świat i zostałem wychowany na Śląsku zawsze ciągnęło mnie także do rodzinnych ziem mojego ojca, dziadka i pradziadów, na Podlasie. 


Będąc dzieckiem bardzo często odwiedzaliśmy mojego stryja, a zarazem mego ojca chrzestnego, Cezarego. Gdy moja świadomość pozwoliła w pełni rozumieć tekst czytany, natrafiłem w jego księgozbiorze na książkę o tytule dość mylącym w opinii większości współczesnych mieszkańców miejscowości, „Kolno na Mazowszu”. Jeden z jej rozdziałów wywarł na mnie szczególne wrażenie, przewracał bowiem do góry nogami całe moje wyobrażenie o powszechnie znanej wyprawie Krzysztofa Kolumba do Nowego Świata...

Jest rok 1476, szesnaście lat przed dotarciem słynnego Genueńczyka do wybrzeży Wysp Karaibskich. Korona Królestwa Polskiego po ponad półtora wieku, odzyskała dopiero upragniony dostęp do Bałtyku, a jej największe miasto portowe Gdańsk wkracza tym samym w okres swej największej prosperity. W tym też czasie ambitny, duński monarcha postanawia zazdroszcząc zapewne portugalskiemu księciu Henrykowi (zwanemu Żeglarzem) dokonać własnego, wielkiego przedsięwzięcia morskiego. Król Krystian I sfinansował wyprawę, w skład której wchodziły dwa znaczne okręty dowodzone przez niemieckich kapitanów. Cały problem polegał na zatrudnieniu zdolnego i odważnego nawigatora, który nie bałby się wyprawy w nieznane. Tutaj właśnie pojawia po raz pierwszy postać mało znanego żeglarza z Polski, Jana z Kolna (łac. Johannes Scolus).

Kroniki duńskie podają, że nasz rodak doprowadził ekspedycję do brzegów dzisiejszej Kanady (konkretnie do Labradoru), po czym szczęśliwie z powrotem dopłynął do Kopenhagi. Królowie duńscy, wbrew pozorom, nie byli dobrze obeznani z tymi terenami. Grenlandia została co prawda już dawno skolonizowana w X wieku, ale jej osadnikami byli emigranci z Islandii. Do Unii Kalmarskiej (1397 r.) ta niegdyś zielona, urodzajna wyspa była natomiast domeną władców Norwegii. Dlaczego Duńczycy skierowali swój wzrok tak daleko na zachód? Prostą odpowiedzią wydają się tutaj być zmiany klimatu, które de facto do połowy XIV wieku spowodowały  exodus z wyspy ostatnich, europejskich osadników.

Co ciekawe, o czym powszechnie się nawet nie wspomina, właśnie od XV wieku nastąpiły znaczne zmiany klimatyczne na Ziemi. Jej oś zmieniła kąt nachylenia względem Słońca co zapoczątkowało tzw. „małą epokę lodowcową”, kiedy to przedsiębiorczy polscy kupcy stawiali po środku zamarzniętego Bałtyku karczmy, w których to zatrzymywali się podróżni sunący saniami z polskiego Gdańska do szwedzkiego Kalmaru. W średniowieczu temperatury w Polsce były znacznie wyższe niż teraz. Zatem gdzie tutaj wpływ człowieka na tzw. efekt cieplarniany? Jednak temu wypada poświęcić osobny artykuł...

Wracając do naszego wspaniałego rodaka. Toczą się spory czy Jan pochodził z Kolna zlokalizowanego wówczas nad Pisą, czy też z samych Kaszub. Joachim Lelewel, który jako pierwszy z polskich historyków zwrócił w połowie XIX wieku uwagę na interesującą nas postać uważał, iż żył on w latach 1435 – 84 i był absolwentem Akademii Krakowskiej z 1455 r. Na ile jest w tym prawdy, ciężko dociec. Co ciekawe, do naszego podróżnika prawa roszczą sobie też sami Duńczycy, a ponadto Norwegowie. Przy czym większość zapisków i dokumentów jednoznacznie wskazuje na polskie pochodzenie pilota wspomnianej wyprawy.

Czy możemy uznać, iż to właśnie Polak był pierwszym odkrywcą Ameryki? Wydaje się to wielce problematyczne. Po pierwsze – wyprawa była duńska, po drugie – w sposób niezbity dowiedziono, że co prawda przez krótki czas, ale jednak, na Nowej Fundlandii funkcjonowały w XI wieku osiedla Wikingów. Gdyby iść jeszcze dalej to nikt nie może odebrać palmy pierwszeństwa ludom syberyjskim, które zasiedliły ten kontynent przechodząc przesmyk zwany dziś Cieśniną Beringa i to już 15 tys. lat temu.

Wszystko to nie umniejsza jednak roli jaką odegrał tutaj Polak, Jan z Kolna. Dotarł on do wybrzeży Ameryki wcześniej od Kolumba. Zatem skoro jego wyprawę z 1492 r. uznaje się za datę odkrycia Nowego Świata, to czemu my nie możemy upierać się przy tym, że to nasz rodak, a nie jakiś Genueńczyk jest tutaj pionierem? Na turystyce można dużo zarobić, kraj wzbogacić, a takie historie są niezwykle potrzebne. Na razie wielkiego podróżnika w samym mieście jego urodzenia doceniono nazywając imieniem Jana z Kolna najkrótszą ulicę miejscowości. Izby pamięci, karczmy, czy muzeum poświęconego podróżnikowi znaleźć w Kolnie nie sposób. A szkoda...

Krystian Żelazny
red. naczelny The Poland’s Time
Tekst ukazał się w nr 7 (227) za 18–30 kwietnia 2015

Fot. deviantart.com
06/08/2013 14:29

Al Capone i Kresy

Jest to chyba najmniej znana historia kryminalna, która wydarzyła się w latach trzydziestych na przedwojennych Kresach.

27/10/2014 17:00

Amerykański kosz megalomanii

W kraju, o którym prawie każdy marzy, w kraju wolności i demokracji, pięknie przedstawianym USA mieszkam około trzech miesięcy.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.