Cały Lwów na jego głów

-a A+

Jerzy Janicki - polski pisarz, dramaturg, dziennikarz i scenarzysta radiowy i filmowy (Fot. bieszczadzkabiesiadafilmowa.pl)

Cały Lwów na jego głów

O Jerzym Janickim mówi Włodzimierz Woskowski – pierwszy polski konsul we Lwowie. W kwietniu minie pięć lat, gdy odszedł, pogrążając w głębokim smutku wszystkich którzy Go znali, a przyjaciół w bezbrzeżnej rozpaczy. ON – Jerzy Janicki. Przez kilkadziesiąt lat miałem szczęście być Jego przyjacielem.

Bardzo mi Jurka brakuje. Przez minione lata nie mogłem i nie mogę pogodzić się z myślą, że Jego już nie ma wśród nas. I, że nie stworzy nowych filmów i nie napisze nowych scenariuszy, słuchowisk i książek. Zostawił po sobie bogatą spuściznę literacką. 

Był autorem scenariuszy do 18 filmów fabularnych, m.in. „Człowieka z M-3”, „Tragarza Puchu”, „Przerwanego lotu”, „Trzech kroków po ziemi”, „Wolnej soboty” oraz wspaniałych i mających ogromne znaczenie dla kultury polskiej seriali telewizyjnych, takich jak: „Polskie drogi”, „Ballada o Januszku”, „Akcja”, „Umarłem, żeby żyć” czy „Dom” (wspólnie z Mularczykiem), uznany za serial wszechczasów.

Był animatorem i współautorem fenomenalnej w skali światowej powieści radiowej „Matysiakowie”, emitowanej co tydzień przez ponad 50 lat.

 Był też autorem kilkudziesięciu słuchowisk radiowych i tomów opowiadań, by wspomnieć takie książki jak: „Kłaniaj się drzewom”, „Nieludzki doktor”, „Biografia w walizce”. Jego reportaże publikowane były w najbardziej prestiżowych pismach, m.in. w „Polityce, „Kulturze”, „Świecie”, „Współczesności”. Wywiady z nim emitowane były w radiu i telewizji w porze największej oglądalności.

Urodził się w 1928 roku w Czortkowie na Podolu. Chłopięce i młodzieńcze lata spędził we Lwowie, mieście, „które – jak pisał – nie ma równego na tym bożym świecie”. Miasto to stało się na całe Jego życie wielką miłością. Dawał temu wyraz już w latach 60., gdy w Kraju ze względów politycznych nie można było głośno mówić o Lwowie. Wątek lwowski z całą siłą wybuchł w Jego twórczości w końcu lat 80. gdy ZSRR wkroczył na drogę pierestrojki, a w Polsce rozpoczęły się procesy demokratyzacji.

Miastu, które tak bardzo kochał poświęcił, nie mających sobie równych, wiele wspaniałych książek: „Cały Lwów na mój głów”, „Towarzystwo weteranów”, „A do Lwowa daleko, aż strach”, „Ni ma jak Lwow”, „Czkawka”, „Kluczyk yale”, „Krakidały”, filmów „Tońko, czyli ballada o ostatnim batiarze”, „Lwów tam i u mnie”, „Kwadrans z Hemarem”, „Lwów, lata trzydzieste”, „Opowieści Cmentarza Łyczakowskiego” oraz cykl telewizyjny „Salon Lwowski”.

Jest to twórczość wyjątkowa. Emanuje z niej wielka miłość do kochanego miasta i ludzi, którzy tworzyli jego historię – niezależnie od ich wyznania, poglądów, pochodzenia czy narodowości oraz wielka nostalgia za czymś bardzo wielkim i ukochanym, ale utraconym.

Wielkim fenomenem tego miasta jest to, że miało niezwykle liczne grono utalentowanych, a częstokroć genialnych piewców jego piękna i wielkości, którzy nie byli w stanie uwolnić się od nostalgii do utraconego raju młodości. Najwięcej pośród nich było Polaków, jak chociażby Herbert, Śliwak, Zagajewski, Lem, Makuszyński, Hemar, ale nie brakowało też Żydów, Ormian, Rusinów, Niemców, Francuzów czy Ukraińców.

Do grona tych wspaniałych piewców należy Jerzy Janicki, a jego piękną literacką wyprawę w krainę swej młodości A. Ziemilski w „Rzeczypospolitej” nazwał „poematem romantyczno-dygresyjnym”. Jurek wpajał mi tę miłość do Lwowa tak jak wszystkim swoim przyjaciołom, a miał ich bardzo wielu – od chwili naszego poznania się. Uczył mnie Lwowa, gdy dostałem polecenie zorganizowania urzędu konsularnego we Lwowie i nominację na jego pierwszego szefa.

Rozpoczęliśmy działalność w niełatwym okresie. Istniało jedno przejście graniczne z ówczesną Ukrainą Radziecką – w Medyce. Przekraczało je rocznie 3-3,5 mln obywateli polskich, jadąc tranzytem na Węgry i Bałkany, a działał tylko jeden urząd konsularny w Kijowie (akredytowany także dla Mołdawii). Tymczasem problemów konsularnych, wynikających z tego ruchu, była masa.

Lwowskie Władze oficjalnie oświadczyły konsulowi, że nie istnieje żaden Cmentarz Orląt – mogiły były przysypane gruzem i śmieciami, nie ma polskich szkół i teatru polskiego. Jest Cmentarz Łyczakowski, a w dwu szkołach radzieckich zezwala się używać języka polskiego i na tej samej zasadzie działa teatr amatorski. Warto przypomnieć, że przyznawanie się do narodowości polskiej wiązało się z dużymi nieprzyjemnościami.

Kościoły rzymskokatolickie przeznaczono na magazyny, a greckokatolickie działały w podziemiu. Jeżeli po roku działania urzędu konsularnego, w warunkach istnienia systemu radzieckiego, na ferie wakacyjne do Polski wyjechało nieodpłatnie ponad 300 dzieci i młodzieży z polskich rodzin, ponad 200 młodych ludzi zostało skierowanych na studia, rozpoczęto prace na terenie Cmentarza Orląt, z występami do Kraju udał się Teatr Polski ze Lwowa, do Lwowa po raz pierwszy po wojnie przyjechał z piosenkami lwowskimi kabaret „Kalambur” z Wrocławia, a w wydzielonym kinie wyświetlane były wyłącznie polskie filmy itd. – to jest w tych dokonaniach ogromny, nie do przecenienia udział Jerzego Janickiego.

Jako organizator i przewodniczący Stołecznego Oddziału TML i KPW, dzięki wielkiemu autorytetowi jaki posiadał i osobistym kontaktom, Jerzy wynajdywał sponsorów i przekonywał ich do finansowania, organizowanych przez konsulat wyjazdów na odpoczynek i naukę dzieci i młodzieży z polskich rodzin z Ziemi Lwowskiej. To, przede wszystkim, dzięki Jerzemu otrzymywaliśmy nieodpłatnie polskie filmy z filmoteki w Rzeszowie (co tydzień przywoziliśmy je samochodem konsulatu) i tygodniowe programy telewizji polskiej (faxem), które po przetłumaczeniu przez nieocenionego Jacka Klimowicza i jego żonę Oksanę na język rosyjski i ukraiński, udało się nam zamieszczać w prasie lwowskiej i Zachodniej Ukrainy – ku zadowoleniu mieszkańców tych terenów. Pomagał w podjęciu decyzji o wspólnej kontroli polsko-radzieckiej na granicy; o takiej potrzebie przekonywał władze w Kraju (wszystko to działo się jeszcze w czasach władzy radzieckiej).

Można przytaczać wiele przykładów, świadczących o tym, jak wiele przedsięwzięć, szczególnie w dziedzinie kultury, podejmował Jerzy Janicki – dla dobra Polaków, żyjących w Jego ukochanym Lwowie i na Kresach Południowo-Wschodnich dawnej Rzeczypospolitej.

Był człowiekiem o niezwykle wysokiej kulturze osobistej i wybitnym erudytą. Przez dziesiątki lat mojej znajomości z Nim, nigdy nie widziałem Go zdenerwowanego. Jego opowieści – nie tylko te spisane, czy nagrane dla czytelnika i słuchacza, były zawsze przeżyciem i ucztą intelektualną. Mimo, że za swoją twórczość otrzymał wysokie odznaczenie państwowe, był wielokrotnie wyróżniany i nagradzany przez radio, telewizję, różne organizacje społeczne i instytucje, a Uniwersytet Opolski nadał mu tytuł doktora honoris causa – pozostał bardzo skromnym.

Był niezwykle prawym, niezwykle życzliwym dla ludzi. Każdy, kto zwrócił się do Niego z dowolną sprawą, zawsze mógł liczyć na Jego życzliwą radę i pomoc. Często zdarzało się, że gdy „lwowiaka” nie było stać po przyjeździe do stolicy na hotel, u Jerzego i Jego wspaniałej żony, pani profesor Krystyny, znajdował dach nad głową i posiłek. Dla lwowiaków z całego świata stał się po prostu instytucją o charakterze pomocniczym, charytatywnym, promocyjnym itp.

W odczuciach Polaków, wywodzących się ze Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, wzruszająco pisał w „Gazecie Lwowskiej” (nr 8/386 z 30.04.2007 r.) prezes TKPZL Emil Legowicz, relacjonując przebieg uroczystości pogrzebowych: „Były oficjalne przemówienia, salwy honorowe Wojska Polskiego, wieńce, kwiaty, ale nie będzie już Naszego Jurka. Nie będzie tego, kto tyle zrobił dla nas, abyśmy my, Polacy, pozostali tu na Kresach, żyli nadal w pamięci rodaków w Kraju, a nasze miasto Semper Fidelis było symbolem historycznej wierności narodu polskiego. Nasz drogi Kresowiaku, Przyjacielu, niech Bóg Łaskawy przyjmie Cię do grona swoich wybranych. Pozostawaj tam naszą podporą przy boku swego Pana”.

W jednej ze swoich książek, którą mi podarował – „Kluczyk yale” – zamieścił następującą dedykację: „Mojemu drogiemu Włodziowi za wszystko co dla Lwowa zrobił – Jerzy Janicki”.

Kochany Jurku, to my Ci dziękujemy z całego serca i nigdy nie zapomnimy Ciebie i tego co uczyniłeś dla Polski i Polaków.

Włodzimierz Woskowski, pierwszy konsul Polski we Lwowie

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.