Znane polskie rody na wschodzie Rzeczypospolitej: Sanguszkowie

-a A+

Dziś przedstawię Państwu kolejny ród, którzy swoją działalnością wyróżnił się w historii Rzeczypospolitej i pozostawił po sobie znaczny majątek.

Mowa będzie o miejscowości Zasław (ob. Izasław) – z kilku powodów. Po pierwsze, zachowały się tu zabytki ufundowane w swoim czasie przez Sanguszków, a po drugie – dziś lokalni aktywiści starają się wpłynąć na władze, aby wykonywały swe bezpośrednie funkcje, czyli dbały o zabytki. Ale o tym z czasem…

Po wygaśnięciu rodu Zasławskich miasto przeszło do Lubomirskich, a od nich do Sanguszków. Marszałek wielki litewski Paweł Karol Sanguszko zlecił nieznanemu jeszcze architekcie Paolo Antonio Fontanie przebudowę średniowiecznej twierdzy, która trzykrotnie ratowała miasto przed Tatarami: w latach 1491, 1534 i 1577. Jednak nie oparła się kozakom Chmielnickiego. Fontana miał stworzyć z fortecy magnacką rezydencję. Rekonstrukcję rozpoczęto w połowie XVIII wieku, kiedy to obronny zamek przemieniono na barokowy kompleks pałacowy. Dwukrotnie gościł tu król Stanisław August Poniatowski. Pierwszy pobyt na tyle przypadł mu do gustu, że za gorące przyjęcie sprezentował Klementynie Sanguszkowej bransoletę z brylantami. Po raz drugi król odwiedził Zasław w 1878 roku, jadąc na spotkanie z Katarzyną II. Towarzyszył mu austriacki cesarz Józef II. Na cześć głów koronowanych wydano huczny bal i urządzono pokazy ogni sztucznych i iluminację. Ale były to chyba jedyne przyjęcia wydane w tym pałacu.

Do 1840 roku samotne życie wiódł tu Karol Sanguszko i dopiero w kilka lat po jego śmierci wdowa Klementyna organizuje koncerty i przedstawienia teatralne. Pałac jakoś nie przynosił im szczęścia. Po Klementynie Sanguszkowej w pałacu nikt nie mieszkał na stałe, a i odwiedzano go coraz rzadziej. W 1880 roku książę Roman „Sybirak” Sanguszko zabrał stąd do Sławuty część zbiorów, starodruki i rękopisy, reszta zaś znalazła się w pałacu Potockich w Antoninach. Między innymi, listy Iwana Groźnego do króla Zygmunta Augusta, kolekcja waz chińskich, weneckie kryształowe żyrandole i barokowe meble. Zasławski pałac sprzedano (czy przekazano) armii rosyjskiej, która znacznie przebudowała wnętrza, zniszczyła sale balowe. Pozostał jedynie owalny hall, po którego obu stronach schody wiodły na piętro. Dziś pozostały po nim jedynie ruiny.

Przed II wojną światową pałac zachował się w miarę dobrze i chyba najwięcej szkody zadały mu działania wojenne. Potem już go nie odbudowano. Na teren pałacu prowadzi most – w czasach Zasławskich był zwodzony – i brama w kształcie łuku w wielkiej piętrowej oficynie, połączonej z pałacem półokrągłą galerią, za oficyną rozpościera się widok na dziedziniec, niegdyś upiększony kwietnikami. Nad brzegiem Horynia stała okrągła altana, z której można było podziwiać panoramę starego miasta, klasztor bernardynów, cerkiew, kościół parafialny i synagogę. Obok do dziś pozostały mury skarbca Zasławskich – potężnej XVI-wiecznej wieży. Nie wiadomo, dlaczego właśnie ją nazywają dziś zamkiem, a stary pałac pozostaje smutną ruiną, chociaż miejscowi aktywiści przed kilkoma laty po raz pierwszy starali się go uporządkować i ożywić. Oczyszczono ruiny ze śmieci, wycięto narosłe drzewa i krzewy, które niszczyły zabytek.

Z trzech dawnych klasztorów katolickich nie ma dziś żadnego. Jedynie w dawnym klasztorze misjonarzy (według innych danych – lazarystów) od 1991 roku mieści się parafia św. Józefa. Założycielem klasztoru był wspomniany już marszałek Wielkiego Księstwa Litewskiego Paweł Sanguszko – działacz polityczny, który przy wsparciu Rosji starał się o tron Polski. Przekazał zakonnikom trzy wioski i 600 złotych, które mieli otrzymywać co roku na utrzymanie klasztoru i szpitala przy nim. Budowę rozpoczęto w 1747 roku i ukończono po 20 latach. Pracami kierował i projekt wykonał nadworny architekt Sanguszków Paolo Fontana. Mistrzowie z Ostroga, Krzemieńca i Lwowa według jego rysunków wykonali siedem ołtarzy, wstawiono organy, wykonano baldachim nad ołtarzem i meble. Przed dwuwieżową fasadą umieszczono figurę Matki Boskiej dłuta Jana Pusza z Annopola. W ogrodzenie klasztoru wmontowano zegar wodny. Należy podkreślić, że wszystkie prace finansowała z Warszawy wdowa po marszałku Barbara Dunin Sanguszkowa, która w stolicy prowadziła modny salon i pisała traktaty na tematy moralne. W klasztorze kształcono kleryków i leczono chorych. W seminarium studiował przyszły poeta-romantyk Seweryn Goszczyński i przechowywano archiwum Sanguszków. Klasztor działał do 1832 roku, kiedy został zlikwidowany przez władze, a kościół stał się świątynią parafialną.

Ruiny pałacu (fot. Dmytro Antoniuk)

Władze carskie umieściły w klasztorze posterunek policji i inne urzędy. Przez pewien czas przy kościele wikarym był o. Grzegorz Szwacki, który w 1866 roku został zesłany w głąb Rosji i tam zmarł. Parafii udało się przetrwać, nawet gdy w klasztorze umieszczono koszary dla czerwonoarmistów. Dobudowano dla nich drugie piętro. Ale w 1934 roku kościół jednak zamknięto. Zniszczono przy tym ołtarze, organy, rzeźby, rozgrabiono naczynia liturgiczne. Później do krypt zrzucano trupy po represjach stalinowskich. Jak to zazwyczaj na tych terenach było, świątynię otwarto podczas okupacji niemieckiej, ale komuniści znów ją zamknęli i cały obiekt przekazali na magazyny wojskowe. Główny portal został zniszczony, aby mogły do kościoła wjeżdżać ciężarówki. Wojskowi tak gospodarzyli, aż zawalił się hełm południowej wieży i dach kościoła. W 1988 roku rozpoczęto odbudowę zabytku, ale zrobiono to tak nieudolnie, że wkrótce przekazaną wiernym świątynię trzeba było na nowo tynkować. Dziś w klasztorze mieści się redakcja lokalnej gazety, szkoła muzyczna i rejonowy wydział emerytalny.

Z dawnego wystroju w kościele nie zachowało się nic, oprócz niewielkiego fragmentu sztukaterii w prawej nawie z herbem Sanguszków. Od strony ul. Szewczenki można dojrzeć zamurowaną bramę, a po drugiej stronie ulicy dawny szpital – obecnie dom mieszkalny.

Na starym mieście obok ruin skarbca Sanguszków, kościoła farnego św. Jana Chrzciciela i opuszczonej synagogi „mamy” unikalny kompleks obronnego klasztoru oo. bernardynów z początku XVII wieku. Celowo piszę „mamy”, gdyż obecnie mieści się tam kolonia karna nr 58, tzw. „zamkowa”.

Przygotowując się do wędrówki po klasztorach katolickich na terenach Ukrainy, w których obecnie mieszczą się zakłady penitencjarne, dzięki wsparciu Instytutu Polskiego w Kijowie, zaopatrzyłem się w pismo od zarządu głównego służby penitencjarnej Ukrainy, zezwalające mi na odwiedziny i fotografowanie tych instytucji. Naturalnie, mowa tu wyłącznie o architekturze, a nie o osadzonych tam. Niestety do „zamkowej kolonii” się spóźniłem. Jej szef Wołodymyr Chomiak zezwolił mi obejrzeć zabytek od wewnątrz, ale na fotografowanie pozwolenia nie uzyskałem. Obiecano wysłać mi zdjęcia drogą mailową.

W dawnym klasztorze zachowały się stare korytarze ze sklepieniami, a w celach zakonnych urządzono cele dla więźniów. Zachowały się fragmenty fresków, jednak już trudno czytelne. Dawny kościół św. Michała został przedzielony na piętra. Na „piętrze” umieszczono prawosławny ołtarz i tam czasem odprawia nabożeństwa kapłan moskiewskiego patriarchatu. Niestety, prośbie zasławskiego księdza katolickiego o możliwość odprawiania tam mszy św. (w kolonii osadzeni są również katolicy) prawosławny kapłan odmówił, motywując, że po mszy katolickiej będzie musiał każdego razu konsekrować świątynię na nowo. Ale to, że była to pierwotnie świątynia katolicka, prawosławny pop nie wziął pod uwagę. Zachowały się tu jeszcze renesansowa attyka ze strzelnicami i fronton z początku XVII wieku. Ocalała dzwonnica, ale brama, która pierwotnie była obok – już nie. Niestety, nie ujrzałem otwartej galerii, która miała się zachować, i również drugiego zamkniętego dziedzińca.

Klasztor oo. bernardynów (fot. Dmytro Antoniuk)

Wróćmy do historii tego zabytku. Założycielem klasztoru był wcześniejszy kalwinista, wojewoda wołyński Janusz Zasławski, pogromca powstania Nalewajki. W 1604 roku zaprosił do Zasławia szwajcarskiego architekta Jakuba Madeleina, który w ciągu dwudziestu lat wymurował potężny klasztor. Dzięki swym murom i wieżom został on włączony w fortyfikacje miejskie. Fundator i jego małżonka Aleksandra z Sanguszków spoczęli po śmierci w kryptach, a ich serca – „zakonserwowane w krysztale” – w ścianach klasztornego kościoła. W 1630 roku ich trumny, jak też innych członków rodu Sanguszków, zostały przeniesione obok, do kościoła farnego. Budowę klasztoru zakończył syn Janusza, Aleksander Zasławski, znany intelektualista. Zasławscy złożyli u bernardynów swoją rodową ikonę Matki Boskiej, która dotąd przechowywana była w skarbcu rodowym. Obraz ten został później uznany za cudowny i stał się główną relikwią klasztoru.

Gdy Bogdan Chmielnicki powracał spod Zamościa na Ukrainę, jego wojska zdobyły Zasław i splądrowały klasztor. Jednak bernardynom udało się zawczasu wywieść cudowny obraz do Polski. Przez kolejne 80 lat życie zakonne w klasztorze ledwo istniało, dopóki Paweł Sanguszko nie zaczął jego odbudowy. Kościół został pokryty nowym dachem i konsekrowany na nowo. Jednak w połowie tegoż stulecia odbyła się jeszcze większa rekonstrukcja: cały klasztor został otynkowany, ustawiono nowe rzeźby, ołtarze, ze Lwowa przywieziono organy mistrza Michała Sadkowskiego. Następnie do Zasławia przybył uczeń Pinzla Maciej Polejowski i wyrzeźbił nowe figury dla ołtarza głównego, ambonę i baldachim nad ołtarzem. U znanego malarza Szymona Czechowicza zamówiono 10 obrazów o tematyce religijnej, którymi udekorowano ściany świątyni. W 1775 roku podczas wielkich uroczystości przeniesiono do ołtarza głównego obraz MB Zasławskiej i relikwie św. Walentego z Rzymu. W tymże roku odbył się tu uroczysty pogrzeb Janusza Sanguszki, którego prochy również złożono w kryptach kościoła farnego.

W tym okresie w klasztorze odbywały się wykłady z filozofii, teologii i retoryki, a od końca XVIII wieku stał się on główną rezydencją ruskiej prowincji Braci Mniejszych Obserwantów. Dziwne, że klasztor nie został skasowany przez władze carskie. Zakazano jedynie działalności oświatowej. Przywieziono tu pięć tys. tomów ze skasowanego klasztoru w Dubnie. Były to cenne wydania i starodruki.

Na początku XX wieku urządzono tu swego rodzaju więzienie dla kapłanów, którzy nie popierali władz. Przetrzymywany był tu m.in. kapelan Józefa Piłsudskiego o. Marian Tokarzewski. Kierował wówczas nieoficjalnie całym klasztorem i opiekował się ojcami. Podczas pobytu w Zasławiu Tokarzewski napisał pracę „Z kronik zakonnych kościoła i klasztoru oo. bernardynów w Zasławiu na Wołyniu”, która została później wydana w Warszawie. Ostatnie lata życia o. Marian spędził w Kowlu, gdzie został aresztowany przez sowietów w 1940 roku. Jego dalsze losy są nieznane.

W 1918 roku początkowo rząd hetmańszczyzny, a potem bolszewicy wykorzystywali klasztor jako więzienie. Bernardyni mimo to mieszkali tu do 1930 roku. Następnie kościół odebrano i rozgrabiono. Nowe władze umieściły tu BPP (budynek pracy przymusowej). Nowa administracja barbarzyńsko obeszła się z zabytkiem; rozebrano narożne wieże i przeprowadzono adaptacje wnętrz. W 1930 roku administracja Wołyńskiego Naukowo-Badawczego Muzeum starała się przeszkodzić tej działalności i przejąć zabytek dla własnych potrzeb. Ale bezskutecznie. Na budowlę już czyhało NKWD, które jeszcze przed wojną – według informacji Georgija Fedorkowa – na długo przed dr. Mengele prowadziło tu eksperymenty medyczne na więźniach, wykorzystując preparaty toksyczne i środki psychotropowe. Gestapo też nie było lepsze: w klasztorze przetrzymywano i zgładzono członków antyfaszystowskiego podziemia z grupy Mychajły Maszeruka. Po wojnie urządzono tu kolonię karną dla dzieci „wrogów ludu”, którą kierował Aleksy Diewiatiłow – kat polskich jeńców z Putiłowskiego obozu (1940 rok).

Od 1960 roku w klasztorze mieściła się wspomniana już „zamkowa kolonia” nr 58. Tu przetrzymywano więźniów politycznych Aleksieja Murżenkę i Leonida Szrajera. Do naszych dni dotrwała niedobra sława tego miejsca. Na przykład w 2010 roku osadzony tu więzień Dawydow wygrał sprawę w Sądzie Europejskim „przeciwko Ukrainie”. W tej sprawie chodziło o to, że w latach 2001-2002 na terenie kolonii oddziały milicji trenowały na więźniach zasady walki. Tu urządzono oddzielne więzienie dla osądzonych na dożywocie, co jedynie dodaje temu miejscu złowrogiej atmosfery. Nie wiem, czy zabytek kiedykolwiek zostanie zwrócony społeczeństwu. Gdyby tak się stało, to z jednej strony Ukraina uzyskała by unikatowy zabytek, a z drugiej – połowa Zasławia straciłaby pracę. Sytuacja jest patowa…

Klasztor jest niedostępny, ale w muzeum krajoznawczym można obejrzeć srebrną sukienkę z jakiegoś obrazu, która pochodzi ze skarbu znalezionego na terenie klasztoru w 1972 roku. Resztę znalezionych artefaktów wywieziono do Moskwy.

Tymczasem grupa aktywistów z Zasławia i Lwowa z Wołodymyrem Fedotowym i Ludmiłą Lewicką na czele metodycznie już niemal od roku samodzielnie oczyszczają kościół farny św. Jana Chrzciciela. Władza sowiecka doprowadziła zabytek do ruiny – zapadło się sklepienie, wewnątrz urządzono śmietnik. Otóż niewielka grupa entuzjastów, kilkoro chłopców i dziewcząt, własnymi siłami oczyszczają i wynoszą z wnętrza świątyni nagromadzone śmieci. Zrobili już wiele. Na własny koszt ustawili obok kościoła tablicę informacyjną ze zdjęciami archiwalnymi i informacją o historii zabytku. Ta grupa stara się dotrzeć do władz lokalnych (Izasław to dziś miasto rejonowe) z prośbą o wsparcie, ale jak dotąd – bez skutku. A już skrajne oburzenie entuzjastów wywołała informacja, że urzędnicy chcą przeznaczyć 100 tys. hrywien na urządzenie tu muzeum obalonych pomników komunizmu. Takie muzeum może jest potrzebne, ale nie w czasie, gdy prawdziwe perły architektury rozpadają się na oczach…

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 8 (276) 28 kwietnia – 15 maja 2017

01/01/1970 01:00

01/01/1970 01:00

31/08/2007 16:03

Brzeżany

W języku ukraińskim – Bereżany. Miasto powiatowe w dawnym województwie tarnopolskim (ob. obwód tarnopolski), leży nad Złotą Lipą (dopływ Dniestru). Liczy około 20 tys. mieszkańców.

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą za pośrednictwem Fundacji Wolność i Demokracja.

©2011-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone
Warunkiem zgody na przedruk całości lub części artykułow i informacji zamieszczonych na naszym portalu jest powołanie się na Kurier Galicyjski. Za treść ogłoszeń, oświadczeń i reklam redakcja nie ponosi odpowiedzialności i pozostawia sobie prawo do skrótów nadesłanych tekstów. Zamieszczamy również teksty, treść których nie odpowiada poglądom redakcji.